Lato 2019. Jeden wiersz (5)

Radosław Wiśniewski

M.I.A.

„Nagi mężczyzna w oknie hotelu Piast”
(Karol Maliszewski w nieistniejącym już wierszu o tym samym tytule)
Nie ma tamtego wiersza i nie ma Hotelu „Piast”,
przy ulicy Piastowskiej. Hotel zamieniono na
dom spokojnej starości w mieście, w którym
burmistrz bez litości wyrżnął poniemieckie
drzewa odbierając im prawo do godnej jesieni.
A trzeba wiedzieć, że apetyt na rżnięcie rośnie
w miarę rżnięcia. Nagi mężczyzna w oknie Hotelu
„Piast” tyle zostało z wiersza, którego nie czytałem.
Karol mówił, że pisał w jakimś ciemnym uniesieniu,
że go wyśle, bo to taki ślad po poecie. I po mieście
którym obecnie rządzi burmistrz o nazwisku Wrębiak.
Co wiele wyjaśnia jeżeli chodzi los drzew. Został
jeden wers, jak kikut pozostawiony w skrajni drogi
wojewódzkiej na znak, że zaszła drobna zmiana.
Chciałbym go jeszcze raz przeczytać. Tak jakby coś
żyło we mnie z tamtej nocy, kiedy nagi mężczyzna
stanął w oknie Hotelu „Piast”. Pewnie palił papierosa,
bo wtedy w wierszach wszyscy palili. Ale równie dobrze
mógł palić papiery wygrzebane przez ostatni rocznik
prowadzony do wojska. Być może nawet były tam
jakieś wiersze. Na przykład o tym, że nagi mężczyzna
stoi w oknie Hotelu „Piast”. W pokoju za nim czuć było
potem, może tam spała naga kobieta, albo nagi mężczyzna.
W restauracji dwa piętra niżej przygrywał do Koheleta człowiek
– orkiestra na wielkim klawiszu z napisem „Korg” od czoła.
Mam ten wiersz na końcu języka, jak obce słowo,
które oznacza coś znajomego. Przede mną
ściana bez okien. Stoję oparty o nią czołem
i czuję się
nagi.

Opublikowano Radosław Wiśniewski | Otagowano , | Dodaj komentarz

Lato 2019. Jeden wiersz (4)

Ewa Karbowska

OKULISTYCZNIE – ZNACZY NA OKO – SIĘ DZIWIĆ

zdumienie
co wcale nie dziwne
ma oczy zielone lub piwne
*
szeroko otwarte
za karę?
spłoszone że mocno szare
*
bezradnie
bezbarwnie spłakane
nad sobą – przeważnie nad ranem
*
z zaspania wyrwane
nagle
po fakcie albo po diable?
*
bystrości w miłości nabiera
od wczoraj
najdalej od teraz
*
w przelocie
zdziwienia po twarzy
by resztę? – do końca domarzyć

Opublikowano Ewa Karbowska | Otagowano , | 1 komentarz

Lato 2019. Jeden wiersz (3)

Agnieszka Rachela Rubinroth

pamięć ciała kobiety


aż zrozumiałam
że miednica w moim ciele
w której nosiłam
zalążki moich dzieci
nie jest moja

to biała kość miedniczna
poniewierająca się
wśród popiołów

nosiła
przedtem
zalążki jej
dziewięciorga dzieci

boże
którego nie było
którego
wciąż jeszcze nie ma
otul w płócienny całun
z jedwabną nicią

Opublikowano Ewa Maria Slaska | Otagowano , | 2 Komentarze

Lato 2019. Jeden wiersz (2)

Tibor Jagielski

krucjata dziecięca

na dnie rowu mariańskiego
leży tytka od aldiego

a w kolejce na ewerest
niejednemu świerknie czerep

znowu u mnie hulajnogi
mają opanować drogi

elektrycznie napędzane
uratują nas przed śliczną
katastrofą klimatyczną

hulaj, nogo! hulaj! hulaj!
tuti! tata! tete! tuti!
(bis)

czerwiec, 2019

Opublikowano Tibor Jagielski | Otagowano , | 2 Komentarze

Lato 2019. Jeden wiersz (1)

Anna Dobrzyńska

Jak psa
Dla fanów motoryzacji

Tyle dróg wspólnych, tyle lat razem,
Berlin, Bruksela, Londyn, Warszawa,
Ruch lewostronny, ronda angielskie,
Calais – Dover, promem przeprawa.

„Mój jest i basta” – wiedziałam od razu,
Piękny i zgrabny, zadbany i zwinny,
Wyrywny, mocny, sprawny, roztropny,
Z klasą, z luksusem – ten! Żaden inny.

Zestarzał się w końcu i urok swój stracił,
Współpracy odmawiał, w kłopoty wpędził,
Stał się grymaśny, nieprzejednany,
wciąż potrzebował kolejnych pieniędzy.

Gdy zostawiałam go w dzień gradowy,
Jak stał na chłodzie, przez szybę widziałam,
On – jakby patrzył się na mnie oczami,
Czułam – tak jakbym ja psa oddawała…

Przez okno widzę, parking pod domem,
Rząd samochodów, pośrodku z wrębem,
Równy, kompletny, uporządkowany,
Jak szczęka z wyrwanym na przedzie zębem (!)

Opublikowano Anna Dobrzyńska | Otagowano , | 10 Komentarzy

30 lat temu upadł mur berliński (1)

Joanna Trümner
Tekst
Ela Kargol
Zdjęcia

W listopadzie minie trzydzieści lat od upadku berlińskiego muru. Moja przyjaciółka Ela Kargol od dawna nosiła się z pomysłem przejścia lub przejechania rowerem kolejnych etapów liczącej 160 km „trasy muru”. Przekonała mnie, bym dołączyła do tego projektu, wspólnie zadecydowałyśmy, że wybierzemy kilka uważanych za nas za najciekawsze fragmentów trasy i opowiemy historię tych miejsc. Nie tę znaną z podręczników i filmów dokumentalnych historię, lecz historie ludzi żyjących po obydwu stronach muru oraz ciekawostki związane z tym jedynym tego rodzaju miejscem na świecie. Niektóre z wybranych przez nas miejsc są prawdziwymi magnesami dla turystów z całego świata, niektóre są mało znane, o niektórych do niedawna nie wiedziałyśmy nic.

East Side Gallery

Przyglądam się tłumom turystów podążającym w kierunku największej na świecie galerii pod gołym niebem, East Side Gallery. Myślę o tym, że to dziwny zbieg okoliczności, że po raz drugi w ciągu miesiąca znalazłam się w tej części miasta. Dzielnicy, która jeszcze przez wiele lat po upadku muru była dla mnie „Wschodem”, jedną z „białych plam” na mapie miasta, częścią niewidzialnego muru, który przez lata spędzone w Komunie powstawał w wielu polskich głowach.

Na początku miesiąca mijałam East Side Gallery w drodze na koncert do pobliskiej hali widowiskowej, Mercedez Benz Arena. W przerwie koncertu wyszliśmy ze znajomymi na taras z widokiem na plac przed areną. W miejscu, w którym przed dwoma laty znajdował się wielki plac budowy, powstało pięknie podświetlone centrum handlowe z kinem, restauracjami, hotelami, sklepami, mieszkaniami. „Tutaj nawet mur jest elegancki”, myślałam patrząc na ten wielkomiejski pejzaż. Nie wiedziałam jeszcze, że po po gruntownym odnowieniu tej części muru w 2009 r. „galeria” jest nieustannie konserwowana, ulepszana i chroniona przed zniszczeniem.

Pomiędzy Oberbaumbrücke a Ostbahnhof do 1976 r. granicę wewnątrzberlińską chronił drut kolczasty i pas śmierci. „Obrońcy systemu” uważali widocznie Szprewę dzielącą wschodnią dzielnicę Friedrichshain od zachodniej dzielnicy Kreuzberg za wystarczające zabezpieczenie przed ucieczkami. Mimo to w tym miejscu aż 16 osób poniosło śmierć podczas próby przekroczenia granicy. Wśród nich znalazło się siedem ofiar z Berlina Zachodniego, w tym piątka dzieci, które wpadły do Szprewy na zachodnim brzegu, na Kreuzbergu, w miejscu, w którym rzeka była terenem Niemieckiej Republiki Demokratycznej.

Zastanawiam się dlaczego władze komunistyczne tak długo czekały z postawieniem „prawdziwego” betonowego muru. Przecież Mühlenstrasse była jedną z głównych tras przejazdu zagranicznych delegacji z lotniska na Schonefeld do centrum miasta. Może w sąsiednich budynkach mieszkali wyłącznie „sprawdzeni” ludzie, którym przez głowę nie przeszłoby ani przez chwilę protestowanie przeciwko państwu chłopów i robotników? Jeszcze bardziej zaskakuje mnie fakt, że na terenie pasa śmierci znajdował się czynny przez wiele lat spichlerz zboża (Speichermühle). Obrońcy systemu dzielili budkę wartowniczą na terenie pasa śmierci z pracownikami spichlerza. Budka, w której dzisiaj znajduje się kiosk z pamiątkami, przedzielona była wewnątrz ścianą, pracownicy spichlerza nie mieli więc okazji zobaczyć twarzy żołnierzy pilnujących muru.

Ta największa galeria pod gołym niebem na świecie (1316 metrów) nie powstałaby bez wielkiego zaangażowania wielu osób. Pierwszą z nich był pomysłodawca i realizator galerii, artysta Dave Monty. Pod koniec września 1989 udało mu się po wielu spotkaniach z władzami odpowiedzialnymi za ten odcinek graniczny uzyskać zgodę na stworzenie East Side Gallery. W kilka miesięcy po zniesieniu muru, wiosną 1990 roku, 118 artystów z 21 państw przybyło na prośbę ambasad swoich krajów do Berlina, aby upiększyć obrazami wschodnią część muru. Zarówno Coca Cola jak i Mc Donalds gotowe były przejąć finansowanie projektu, po wielu gorących dyskusjach artyści wybrali niezależność sztuki i odrzucili oferty wielkich koncernów. Artyści pracowali nad obrazami od lutego do września 1990 r. Uroczyste otwarcie East Side Gallery odbyło się na statku na Szprewie 28 września 1990 roku.

Jeszcze przed otwarciem, latem 1990 roku ambasada Japonii zaproponowała przetransportowanie całej galerii po jej ukończeniu do Japonii na teren wystawy światowej EXPO 85. Do transakcji nie doszło ze względu na niewyjaśnione kwestie prawne.

Najbardziej znanym obrazem galerii jest braterski pocałunek Leonida Breżniewa i Ericha Honeckera, namalowany przez nieznanego studenta Akademii Sztuk Pięknych w Moskwie, Dimitrego Wrubla. Obraz noszący tytuł „Boże, pomóż mi przeżyć tą śmiertelną miłość” stał się symbolem East Side Gallery, a artysta zdobył światowy rozgłos.


Chociaż galeria w roku 1991 nabyła prawa obiektu stojącego pod ochroną zabytku na obrazach coraz bardziej widoczne stawały się wpływy warunków atmosferycznych i zniszczenia będące skutkiem masowego turyzmu. W sześć lat po powstaniu galerii mieszkający w Berlinie irański malarz Kani Alavi założył stowarzyszenie Verein Künstlerinitiative East Side Gallery, mające na celu zachowanie tego jedynego w swoim rodzaju dzieła sztuki pod gołym niebem dla przyszłych pokoleń. W październiku 2008 roku rozpoczęło się restaurowanie East Side Gallery. Akcja ta kosztowała 2,2 miliona Euro.

Mur został rozebrany, a stalowe wzmocnienia wewnątrz muru odsłonięte i poddane zabezpieczeniu antykorozyjnemu. Wymagało to częściowego lub całkowitego usunięcia obrazów. Nie wszyscy artyści zgadzali się na konserwację, z żyjących jeszcze 115 osób 87 przyjechało do miasta, żeby odtworzyć swoje dzieła. Każdy z nich otrzymał 3.000 € i zwrot kosztów pobytu. W ten sposób odtworzono 100 obrazów. Twórcy East Side Gallery do dzisiaj mają pretensje o pieniądze, które inni zarabiają na zdjęciach ich obrazów. Jim Avignion podpisał swój obraz na murze słowami „moneymachine”. Ośmiu malarzy nie zgodziło się na ponowne namalowanie swoich obrazów z roku 1990 na murze, uważając je za plagiaty. Krytykowali oni niewysokie wynagrodzenie i utratę praw autorskich do własnych dzieł.

Prace nad „nowym” murem trwały ponad rok. Część artystów zamieszkała na ten czas w przyczepach kampingowych na terenie byłego pasa śmierci, w kilka miesięcy po rozpoczęciu prac powstało na tym terenie prawdziwe osiedle, alternatywne miasto kochających wolność ludzi w miejscu, które do niedawna było symbolem niewoli i przemocy. Do dzisiaj na terenie połączonej dzielnicy Friedrichshain-Kreuzberg, więc blisko centrum miasta, znajduje się sześć tego typu osiedli.

Mieszkańcy „miasteczka” wybili drzwi w murze, żeby móc szybciej przedostawać się na jego drugą stronę. Zrobione przez Elę zdjęcie świetnie komentuje stan muru po wschodniej i po zachodniej stronie. Na zachodniej stronie mur jest pobazgrany graffiti i zapuszczony, po wschodniej stał się dziełem sztuki, na zdjęciu widać najdłuższy, liczący ponad czterdzieści metrów, obraz namalowany przez tatarskiego malarza mieszkającego od 1983 roku w Berlinie Schamila Gimajewa.

Lista twórców galerii umieszczona jest w internecie, nie znalazłam wśród nich polskich nazwisk. Wiele z obrazów opowiada o życiu dysydentów po wschodniej stronie muru. Jedną z ciekawszych historii jest historia pisarza i malarza Thomasa Klingensteina. W czasie Niemieckiej Republiki Demokratycznej był on aktywnym działaczem opozycji. Od najwcześniejszych lat fascynowała go Japonia, niestety krytyczne poglądy na system uniemożliwiły mu studiowanie japanologii. Po maturze Klingenstein podjął pracę jako strażnik w Dziale Wschodniej Azji muzeum Pergamon. W lutym 1981 r. został w wyniku protestów (m. innymi Heinricha Bölla i Güntera Grassa) wydalony do Zachodnich Niemiec. Od 1984 r. do połowy lat 90-tych żył w Japonii. Tam zastał go upadek muru. W 1990 Klingenstein przyjechał do Berlina i namalował w East Side Gallery obraz „Droga okrężna do japońskiego sektora” (Umleitung in den japanischen Sektor).


„Maski” Vyatcheslava Schlyakhova były pierwszym zrekonstuowanym obrazem, który odsłonięto w marcu 2009 roku. Ponowne otwarcie „nowego” muru odbyło się 6 listopada 2009 roku.

W międzyczasie nad powstającą na nowo galerią zaczęły się zbierać czarne chmury, 30. czerwca 2008 miasto udzieliło inwestorowi zgody na budowę osiedla mieszkalnego na terenie East Side Gallery oraz na przesunięcie części East Side Gallery w celu zrobienia miejsca na odbudowę zniszczonego pod koniec wojny mostu Brommybrücke, łączącego Kreuzberg z Friedrichshainen. Ale o tym w następnych odcinkach…

Więcej zdjęć TU

Opublikowano Elżbieta Kargol, Joanna Trümner | Otagowano , | 1 komentarz

Barataria 120. Don Kichot ze Skolwina

Ela Kargol, Marek Maj

Szczeciński Don Kichot zamieszkał na Skolwinie z dala od centrum, zgiełku, zamku i wiatraka. Wybrał „obrzeża i skraje”, jak w wierszu Marka Maja, poety związanego sercem i pracą ze Skolwinem. Odwiedziłam Don Kichota w majową, słoneczną, leniwą niedzielę.

Mural z błędnym rycerzem i jego towarzyszem Sancho Pansą powstał na ścianie budynku przychodni, obok skolwińskiego Domu Kultury, przy ul. Stołczyńskiej 161 w ramach miejskich projektów pt. „Niwelacja błędów infrastrukturalnych poprzez sztukę ulicy – Street Art” oraz „Poprawa estetyki przestrzeni Miasta Szczecin”. Jego autorem jest znany polski malarz scenograf, plakacista (twórca plakatów do filmów Edi i Mój Nikifor), performer Dariusz Miliński.

Mural robi wrażenie. Postacie trochę jak z Bruegla, a przelatujący bocian jak z Chełmońskiego. Szkoda tylko, że nikt za bocianem nie wodzi wzrokiem. Ani Don Kichot, ani Sancho Pansa, a tym bardziej dzieci zamknięte w skorupie, zajęte swoimi wirtualnymi pojedynkami. One, jak Don Kichot, walczą z wyimaginowanymi olbrzymami, rycerzami, rozbójnikami, z tą różnicą, że nie dostrzegają świata wokół. Książki leżą nieprzeczytane gdzieś obok, tak jak zabawki, którymi nikt się nie bawi i instrumenty, na których nikt nie zagra.

Wiatrak na muralu artysta umieścił prawie na ostatnim planie.

Jedyny szczeciński wiatrak, który znam, jest dość daleko od Skolwina, bo aż na Gumieńcach. Stoi na Cmentarzu Centralnym, przy dawnej ulicy Berlińskiej. Kiedyś mełł zboże na mąkę. Teraz zamienił się w sklep oferujący „znicze i słodycze”. Siostrzeniec właściciela wiatraka opowiadał mi o swoim dziadku, którego staraniem wiatrak odremontowano. Dziadek chciał koniecznie przywrócić wiatrakowi skrzydła. Zamówił je nawet w stoczni. Ale ponieważ wiatrak stoi na cmentarzu, urząd miasta lub inny nie wyraził na to zgody, obawiając się zakłócania spokoju zmarłym. Teraz, gdy o tym piszę, myślę sobie, że ten bliżej nieokreślony urząd obawiał się być może Don Kichota.

Plac zabaw już poza muralem świeci pustkami.

Dom Kultury oferuje bogaty program. Oby trafił do jak największego grona odbiorców!

Można by pomyśleć, że czas na Skolwinie zatrzymał się w miejscu, jak na zegarze z placu zabaw, ale to tylko iluzja, bo czas pędzi i postęp, który ze sobą niesie, zastawia pułapki na nieuważnych.

Marek Maj mówi o muralu:

Don Kichot od 2018 roku jest w logo Domu Kultury „Klub Skolwin”. Wpadłem na ten pomysł, bo jest on jedną z najbardziej charakterystycznych, pojemnych znaczeniowo, kulturowo postaci. I nie chodziło mi o donkichoterię, o tragiczny, beznadziejny, graniczący ze śmiesznością czy żenadą romantyzm, ale raczej o romantyzm, który potrafi sobie stawiać cele niewidoczne dla innych, pozornie wyimaginowane, nieosiągalne. Praca w kulturze, zwłaszcza w takim miejscu jak Skolwin, może nieco przypominać „walkę z wiatrakami”. Takim wiatrakiem może być wszytsko – każde przeciwieństwo ożywione i nieożywione, spodziewane i i nieprzewidywalne, znajome i zupełnie obce. A Don Kichot – mniej lub bardziej udanie – podejmuje walkę z przeciwieństwami: tymi konkretnymi, namacalnymi jak i trudno uchwytnymi… Trafiłem w Gazecie Wyborczej na tekst o muralu w Szczecinku. Był to… Don Kichot w wyobrażeniu i autorstwa Dariusza Milińskiego, dotarłem więc do artysty, opowiedziałem co nieco i w ten oto sposób powstał skolwiński mural z Don Kichotem, który zdąża na odsiecz kulturze przegrywającej walkę (zwłaszcza wśród dzieci) z łatwymi, często prymitywnymi uciechami, pojawiającymi się wraz z internetem i jego narzędziami. Te dzieci siedzą, jak w kukułczym jajku, bo współczesne „zabawki” często są niejakmi pułapkami, podrzutkami, z których nie wiadomo co wyniknie.

Skolwin, prowincja w obrębie miasta albo, jak o niej mówi Marek Maj, „teren wiejski na obszarze metropolitalnym”, urzeka małymi sklepikami, praniem na sznurku, nieczynnym już maglem, przydomowymi ogródkami, zapachem anemonów, a nawet odrapaną klatką schodową, której majowe słońce dodaje uroku.

Marek Maj, wiersz Prowincje, który dość dobrze oddaje te skolwińskie klimaty.

PROWINCJE

– Gdzie zieleń poważa się w trawie,
Gdzie słowo z dotyku jest rzeczy,
A licho przy swoim tkwiąc prawie
Śpi mało i zapał niweczy.

– A szumy się szumią z niczego,
A cisze sprawują się cicho,
Rzeczułki pokorne są brzegom,
Klamoty należą się strychom.

– Skąd bliżej na płoty jest kotom,
Gdzie miesiąc rachują ołówkiem,
A wielkie miłości piechotą
Codziennie wędrują na dniówkę.

Opublikowano Elżbieta Kargol, Marek Maj | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Starke Frauen vor 100 Jahren 1

Vergessen und nie wieder entdeckt… Heute wäre sie 160 Jahre alt.

Franziska Mann

Freude am heiligen Zorn

Und damit ist nicht Franciszka Mann, auch Franziska Mann, Franceska Mann, Franciszka Mannówna, Künstlername Lola Horowitz, gemeint, eine polnisch-jüdische Tänzerin, die nach Augenzeugenberichten angesichts ihrer kurz bevorstehenden Ermordung im KZ Auschwitz-Birkenau SS-Männer angriff, einen tödlich verletzte und einen weiteren verwundete. Sie wurde 1917 geboren, starb im Oktober 1943.

Nein, damit meine ich eine deutsche Schriftstellerin, am 9. Juni 1859 in Kolberg (heute: Kołobrzeg, Polen) geboren, wo ihr Vater, ein berühmter Mediziner, einen modernen Kurort aufbaute. Sie ist jedoch in Berlin aufgewachsen und auch später hier am 8. Dezember 1927 gestorben, inzwischen aber war sie drei Dekaden in Stettin ansässig. Sie war Schwester von Magnus Hirschfeld. Ihre Eltern waren der jüdische Arzt Hermann Hirschfeld und dessen Frau Friederike Mann. Die Familie ist nicht mit Thomas und Heinrich Mann verwandt. Franziska heiratete den 17 Jahre älteren Bruder ihrer Mutter also ihren Onkel. Sie zogen nach Stettin, wo sie zwei Söhne zur Welt brachte. Franziska schrieb ca. 20 Bücher, Romane, Essays, Kinderbücher, galt auch als wichtige Publizistin zum Thema Frauenwahlrecht. Sie engagierte sich im linken Spektrum der bürgerlichen Frauenbewegung und 1918 gemeinsam mit ihrem Bruder veröffentlichte sie eine Broschüre Was jede Frau vom Wahlrecht wissen muß.

Ihr Bruder, der Sexualforscher und -reformer Magnus Hirschfeld war als Jude und Sozialist, als unabhängiger Wissenschaftler, vermögender Unternehmer und Institutsbetreiber ein zentrales Feindbild der Nationalsozialisten. Sein Institut für Sexualwissenschaft wurde am 6. Mai 1933 geplündert und Teile der umfangreichen Bibliothek wenige Tage später auf dem Berliner Opernplatz verbrannt.

Ich habe ein Buch von ihr gelesen. Und auf kleine Bibliothek-Zettelchen (siehe unten) ein paar Zitate aufgeschrieben. Es ist ein kleiner Ratgeber für eine freie, emanzipierte Frau vom besseren Hause.

Franziska Mann, Den Erwachenden

Die Emanzipation der Frau muß von ihr selbst ausgehen. Die Frau, die ihre Seele wegwirft an Lappen, Bänder, Tand und entstellende Aufpfropfungen, darf nicht emanzipiert werden.

Je hygienischer wir denken lernen, desto bezwingeder wird unsere Lebenskraft sich entfalten.

Der Frauen neue Rechte bedeuten wenig, solange der Boden, auf dem sie sich entwickeln könnten, von den alten Ungerechtigkeiten unterhöhlt bleibt. Wir brauchen keine neue Freiheiten, wenn wir die alten erkennen und ausnutzen.

Aber auch:

Besiegte, Untergehende sind wir nur dann, wenn wir bleiben, die wir waren.

Es sind endlich Tage gekommen, dass der Elend nicht Schicksal sein muss, sondern Schuld. Berufsausbildung soll der Begabung entsprechen und nicht standesgemäß sein. Der Geldlohn ist nicht genug, man braucht auch Anerkenung, Unterstützung. Die werdende Mütte brauchen eine Bildung. Nur die modernen, freie Frauen können freie Bürger zur Welt bringen.

Du darfst nicht unethisch sein. Sei nicht launisch. Sei gerecht. Sei mutig, pünktlich, sei allen gegenüber gleichmütig. Sprich nicht über andere Klasse und Rasse mißbilligend. Hege keine Standesdunkel. Abstammung bedeutet nichts. Die Unrechte sind den Menschen schon vor ihrer Geburt getan.

Einst dachte ich, die Menschen müssen leiden, um stark zu werden. Jetzt denke ich, sie müssen Freude haben, um gut zu werden.

Wir brauchen aber auch Freude am heiligen Zorn.

Freie Selbstbestimmung junger Menschen gilt als erreicht, jetzt ist es die Aufgabe – man muss all seine befreite Kräfte für die Rechte der Anderen einsetzen. Der Weise fühlt die Leiden der Anderen und setzt sich gegen Vorurteile und soziale Bürden.

Man müsse neue öffentliche Meinung bauen, man braucht dazu Kühnheit und Einsicht.

Sei im Herzen stille gute Frau. Sei weniger „echtes Weib” als ein „ganzer Mensch”. Belächle die Frauen, die glauben, sie leisteten dem Staate etwas, nur weil sie das Wahlrecht gewannen. Wir müssen mit beispiellosen Zähigkeit den Glauben an Menschheit festhalten. Setze Vertrauen in die Menschheit!

Eine alte Erfahrung will lehren, Vernunft und Liebe hätten nichts miteinander zu tun, ich aber behaupte, dass gerade Vernunft die Liebe erzeugen könnte, welche der Welt fehlt. Glückliches Familienleben baut sich nicht auf blinden Gehörsam auf. Männer sollen lieber mit der Vernunft der Frau leben, als über Unkenntnis der Frau herrschen.

Soziale Probleme bestünden gar nicht, wäre jedermann bemüht zur Schaffung von Verhältnissen beizutragen, die es möglichst vielen Menschen erleichtern, gut zu bleiben.

Man muß unmittelbar zeigen, dass Gute und Gerechte das Selbstverständlicheist.

Eigentlich habe ich von Selbstverständlichen gesprochen. Aber ist nicht vielleicht der Grund all unseres heutigen Elends der, das Selbstverständliche nie zu Selbstverständlichen wurde?

Opublikowano Redakcja | Otagowano , | Dodaj komentarz

Frauenblick. Petersburger Hängung

Monika Wrzosek-Müller

Sammlung Hoffmann

Es war die „Petersburger Hängung“; der Begriff ist ihr im Ohr geblieben. Da nahm ihre Aufmerksamkeit zu. Eine Freundin hatte die hohe Wand in ihrer Wohnung mit den unbeholfen aufgehängten Bilder betrachtet und, da sie freundlich sein wollte, sagte sie: Ach, Petersburger Hängung. Es war aber eigentlich eine bunte Mischung aus allen möglichen Bildern, die sie an diese Wand gehängt hatten, in unregelmäßigen Abständen, von verschiedener Couleur, Größe und Techniken, nicht immer zueinander passend, doch insgesamt irgendwie die Wand bedeckend. Sie wollte diese weißen, hohen Wände füllen, ihre Wohnung heimischer und gemütlicher gestalten.

Das zweite Mal hörte sie den Begriff: Petersburger Hängung kurz darauf in der Sammlung Hoffmann, während einer Führung, fast gleich im ersten Raum der neuen Installation von Joelle Tuerlinckx. Man stand in einem Raum, der von ausgeschnittenen Kartons verklebt war, die wiederum deutliche Spuren der roten Farbreste trugen, so als ob sie Schablonen für rote Bilder wären. Sie bildeten eine Art von Tapete, die die Wände bedeckten. Es stellte sich heraus, dass es sich um eine umgestaltete Installation des Roten Zimmers handelte, die die Künstlerin für die Ausstellung in der Eremitage in Sankt Petersburg geschaffen hatte. Hier, für die Sammlung Hoffmann, hat sie die roten Kartons umgedreht; geblieben waren die weißen Flächen mit roten Rändern und Ausschnitten für die dort vorhandenen Gegenstände an den Wänden: Steckdosen, Lichtschaltern, Röhren, Heizung und offensichtlich auch irgendwelche Bilder. Sie hat es in Petersburger Hängung arrangiert. Die Fenster wurden mit roten Kartons von außen verklebt, so als ob das Rot das Licht am Eindringen in die Räume hindern würde. Der Raum übt eine starke Wirkung auf den Betrachter aus; eben politische Kunst, wie viel konnte man mit so einfachen Mitteln ausdrücken, wie viel hätte man in so einen Raum hinein interpretieren können.

Es ist eine Besonderheit der großen Städte, der Metropolen, dass man sich private Sammlungen anschauen darf. In Berlin sind gleich mehrere solche Plätze vorhanden: neben der genannten Sammlung Hoffmann, der Boros-Bunker, die Camaro-Stiftung, das Atelier der Malerin Jeanne Mammen und viele andere.

In die Sammlung Hoffmann gelangt man durch die Hackeschen Höfe, sie befindet sich in den Sophie-Gips-Höfen, in einer ehemaligen Fabriketage, sehr schön restauriert, nicht überrenoviert, sondern so, dass das Alte gerade noch herausgeholt und wohnlich gemacht wird. Die Sammlung nimmt die 3., 4. und Teile der 5. Etage ein. Man fährt mit dem Lift nach oben und landet in großen, lichtdurchfluteten oberen Räumen der Fabrik; die übergroßen Filzpantoffeln, die man über die eigenen Schuhe ziehen soll, erinnerten sie sofort an die Klassenausflüge in die Warschauer Museen, wo das früher immer der Fall war, man schützte die Böden und polierte sie zugleich, auch wurde wahrscheinlich so der Staub abgewischt. Damals versuchten wir mit den Filzpantoffeln über die Flächen, wie mit den Schlittschuhen zu gleiten, wer kam als erster an, wie weit konnte man mit Schwung rutschen.

Die Sammlung – das sind zugleich Ausstellungs-, Wohn- und Arbeitsräume der Familie. Für den Besuch muss man sich anmelden und eine Führung buchen, damit die Leitung der Sammlung auch den Überblick hat, wie viele Menschen darin unterwegs sind. Jedes Jahr wird die Ausstellung neu konzipiert und trägt jeweils einen interessanten Titel und wird unter einem Aspekt arrangiert. Die diesjährige läuft unter dem Titel „Zweifel“. Die Geschichte der Sammlung war für sie interessant; auch wenn man das meiste im Internet nachlesen kann, erzählte der junge Mann, der sie durch die Räume führte, Folgendes: Sie ist in den 60er Jahren entstanden. Da begannen Erika und Rolf Hoffmann Werke meist befreundeter Künstler zu kaufen. Nach dem Verkauf des Unternehmens, in den späten 80er Jahren, steigerten sie ihr Engagement für die Kunsteinkäufe deutlich. Mit der Wiedervereinigung wollten sie aktiv am Prozess der Einigung teilnehmen und es gab die Idee einer Kunsthalle in Dresden, sie sollte nach einem Entwurf von Frank Stella gebaut werden. Zum Glück für Berlin und zum Nachteil für Dresden wurde diese Idee nicht realisiert. 1994 fanden die Hoffmanns eine leer stehende Fabrik, die sich dem Ziel der Unterbringung der Sammlung und als Wohn- und Arbeitsräume eignete. Ab 1997 ließen sie an jedem Samstag auch die Öffentlichkeit an ihrer Sammlung teilhaben. Im März letzten Jahres hat Erika Hoffmann die Sammlung doch den Staatlichen Kunstsammlungen Dresden geschenkt. Bis 2022 bleiben Teile der Sammlung mit immer wechselnden Ausstellungen zu verschiedenen Themen doch in Berlin zugänglich.

Der Titel „Zweifel“ erlaubt alle möglichen Formate der Kunst vorzustellen, zwingt jedoch den Betrachter noch mehr zum Nachdenken. Die Führung beschränkt sich jeweils auf ausgewählte Objekte und dauert meistens nicht länger als anderthalb Stunden. Der Eingang mit der umgedrehten roten Tapete wurde bereits erwähnt. Vieles weitere lässt zweifeln, manchmal lächeln oder gar schmunzeln, das ist hier auch Programm. Besonders herausfordernd fand sie einen Künstler der die Werke, Bilder oder Fotografien anderer Künstler einfach übermalt hat. Arnulf Rainer fordert den Betrachter sehr heraus, indem er z.B. im Bild „Schwarze Zumalung“ Selbst begraben einfach fast das ganze Bild schwarz übermalt, überlässt nur ein helles Zipfelchen des alten Werk sichtbar. Was kann uns mehr zum Zweifeln bringen, oder ein Werk von Bruce Nauman Hanging Cat – die plastische Nachbildung eines abgeheueten Tieres, die von der Decke hängt.

Ein Wohnzimmer mit der Nr. 17 hat ihr sehr gut gefallen; ein Triptychon von Sean Landers hängt an einer Wand und erzählt über Meerwasser, das sich den Gesetzen der Physik entzieht, und auf der gegenüber liegenden Wand seine zwei riesigen Ölwände mit den Titeln: The Ether of Memory und Looking für Mr. God Bar. Der Künstler schreibt seine Gedanken mit dem Pinsel dicht und erstaunlich gleichmäßig auf Englisch auf die Leinwand über seinen Zustand, Gedanken und Gefühle auf (das zweite Gemälde angeblich sehr erotisch). Sowohl die Bilder vom Meer als auch die mit seinen Notizen haben etwas beruhigendes, monotones fast meditatives in sich und zugleich zweifelt man an ihrer äußeren Schale; beim näheren Hinsehen wird klar, dass das Meerwasser und die Wellen nie so schlagen und die Notizen sehr aufgewühlte Zustände beschreiben, alles ist anders, als auf den ersten Blick erscheint…

Auch die mehr privaten Räume, wie das Wohnzimmer mit dem Kamin eigerichtet mit echten Mies van der Rohe Möbeln, Barcelona Sesseln und Liege, einem Glastisch und Vitrine sind wunderschön. Die Wand hoch ist mit Acryl-Farben von Katharina Grosse gesprayt und harmoniert wenigstens von der Farbgebung mit zwei großen Acryl-Gemälden. An der seitlich liegenden Wand ist ein Gebilde von Frank Stella zu sehen: Of Whales in Paint, in Teeth, in Wood, in Sheet Iron, in Stone, in Mountains, In Stars (Moby Dick Series) aus bemalten Aluminium; es sieht wie ein bunter, ästhetischer Drache aus. Im Esszimmer bestaunt man wunderbare Lampen (4) von Bauhaus und Esstisch mit Stühlen von Eero Saarinen und ganz feines Teegeschirr in einer Glasvitrine.

Eine andere Art von Kunst bringt das Projekt von Katarzyna Kozyra, einer polnischen Installationskünstlerin, die einen langen Film Looking for Jesus/Szukając Jezusa in Jerusalem gedreht hat, der sich hauptsächlich mit dem Thema oder dem Phänomen des Jerusalem-Syndroms beschäftigt. Den Film hat sie in der Sammlung leider nicht gesehen, doch Kozyra ist für sie eine so gute Künstlerin, dass sie sich sofort im Internet alles Zugängliche angesehen hat. Kozyra hat sechs Jahre lang immer wieder mit Menschen in Jerusalem und Umgebung gesprochen, die sich für Jesus halten, sie hat dann das Material zusammengeschnitten und auf 73 Minuten gekürzt. Die Menschen berichten von ihrem Leben, Glauben und dem Platz des Glaubens, der Religion in ihrem Leben und in der heutigen Welt von den Werten, die ihnen wichtig sind. In einer der Szenen, die auf dem Trailer zu sehen ist, hören wir folgenden Dialog: „Are you Jesus or you think you are Jesus?“ – „Yes, I am Jesus“- „So we have to follow you“, und wir sehen wie der Mensch flüchtet und die Künstlerin ihn verfolgt. Bei einigen Treffen mit polnischen Zuschauern erzählt Kozyra, wie sie ihre Helden gefunden hat und warum sich für sie dieses Projekt zu einem Mammut-Projekt entwickelt hat. Sie sagt, natürlich ist das nicht objektiv, sie filtert alles durch ihr eigenes Interesse und ihren eigenen Willen, eine Antwort zu finden. Doch das, was wir sehen, ist ein gewaltiges Bild und ein Dialog über Religion und Glauben. Im heutigen Polen, gerade jetzt, nach mehreren Filmen über die Katholische Kirche und Missbrauchsfälle in der Kirche, müsste es mit sehr großem Interesse verfolgt und aufgenommen worden sein. Leider hat sie nicht am Treffen zwischen Erika Hoffmann und Kozyra teilgenommen, das am 24.01. 2018 stattfand, als der Film zum ersten Mal in der Sammlung gezeigt worden ist. Da wäre ihr wahrscheinlich klar geworden, warum diese Installation unter dem Titel der Ausstellung „Zweifel“ läuft.

Viele Räume hat sie nicht gesehen und sie nimmt sich vor, sie beim nächsten Besuch doch zu betreten (wenigstens), was sie Allen empfiehlt. Bis 2022 haben wir noch Zeit!

Opublikowano Monika Wrzosek-Müller | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Koty

Koty otaczają mnie ze wszystkich stron. Znajduję je, ludzie mi przysyłają… Jest ich tyle, że nie nadążam z przygotowywaniem jakichś sensownych wpisów na temat. Dziś więc wstawiam je tu hurtem, podzieliwszy uprzednio na kilka (nielogicznych) kategorii.

Koty w sztuce. Picasso 1954.

Japonia (nadesłane przez syna)

To zresztą też jest sztuka. Koty na stadionie.

Granica między sztuką a badziewiem bywa płynna. W międzyczasie wszyscy to już zapewne wiemy – koty z podniesioną do góry łapką przynoszą szczęście. Czasem nawet tą łapką machają – te jednak nie.

Kawiarnie dla kotów. Są na całym świecie coraz popularniejsze. W Japonii są też kawiarnie, gdzie można pogłaskać sowy i jeże. W Berlinie znam knajpkę z papugami. Nie dają się głaskać i strasznie wrzeszczą.

Nie podskakuj.

I najdziwniejsza rzecz, o jakiej w życiu słyszałam. Automaty z czapkami dla kotów. Nie mogę się nadziwić. Jakie może być w normalnych warunkach, w codziennym japońskim życiu zapotrzebowanie na czapki dla kotów, że opłaca się wyprodukować lub przystosować automaty, mające tę potrzebę zaspokoić???!!! (Po zastanowieniu myślę, że to jest całkiem na odwrót – nie ma żadnego zapotrzebowania na czapki dla kotów, a automaty mają je wygenerować).

Szczecin

W hoteliku Elka-Sen (uwaga reklama! mały, skromniutki, tani, świetny hotelik w samym centrum miasta!!!) w recepcji wiszą zdjęcia aktorów. Marylin Monroe wciąż jeszcze przyciska do kolan swą najsłynniejszą białą sukienkę, a Marlon Brando trzyma na ręku kota. To plakat filmu Ojciec chrzestny – nie pamiętam, czy stary Corleone naprawdę miał w filmie kota, ale chętnie się zgodzę.

W sieci

Prawda życiowa dla pracujących.

Koszulki i skarpetki z serii Happy socks (to chyba też reklama – nie wiem, ale na pewno product placement)

 

Jeszcze jedna mądrość życiowa. Jest ich w internecie zatrzęsienie.

Berlin (z polskimi aluzjami?)

Jaruzelski?

To na spacerze. A po spacerze w sklepie też koty. To wino dla polskich miłośników kotów i wina. Bo ci Francuzi już wiedzą, że ich wybrzeże czyli cote to jednak po polsku kote(k) lub (z) kote(m) 🙂

Opublikowano Ewa Maria Slaska | Otagowano , | 1 komentarz