Reblog: Grzyby

trzyksiezniczkiTekst był wspólnym dziełem Ewy Marii, Panny Dorotek czyli Doroty Cygan oraz Panny L czyli Lidii Głuchowskiej. Został opublikowany na blogu QRA 10 listopada 2012 roku. Na zdjęciu u góry – figurki trzech baktryjskich księżniczek z 2 lub może 3 tysiąclecia przed naszą erą, które sfotografowałyśmy wspólnie na dOCUMENTA w Kasel.

Część Ewy Marii Slaskiej

Nieznany (bo nie podany) autor „zachomikowanego na chomiku” opracowania tak pisze o grzybach w „Domu dziennym, dom nocnym“ Olgi Tokarczuk:

„Często pojawiają się grzyby. Opisy różnych gatunków, przepisy na potrawy z grzybów, a po opisie śmierci dziecka, które zatruło się grzybami – przepis na muchomory w śmietanie. Autorka mówi, że gdyby nie była człowiekiem byłaby grzybem. Rosłaby na tym co umarło. Byłaby nietrwała, ale ludzie też są nietrwali. Broniłaby się przez grzybiarzami hipnotyzując ich, ukrywając się wśród liści. Oddawałaby swoje ciało ślimakom i robactwu. Nie bałaby się niczego. Nie groziłaby jej śmierć – jedyne co grozi grzybowi, to, że go zerwą i zjedzą. Grzyby: flammulina  – grzyb zimowy, jest jak człowiek nie pasujący do swoich czasów. Olszówka – grzyb, którego toksyny odkładają się w organizmie. Jedząc go człowiek nie ginie od razu, staje się w jakiejś części żywy, a w jakiejś martwy. Autorka nie rozumie dlaczego ludzie boją się momentu, kiedy stają się bardziej martwi. Ludzie boją się jedzenia grzybów, ona się nie boi. Ludzie dzielą grzyby na jadalne i trujące, a nie np. ładne i brzydkie. Autorka je wszystkie grzyby i nigdy nie umarła, zdarzało jej się umierać z powodu innych rzeczy. Nie wierzy, że grzyby mogłyby chcieć ją zabić.“

Część Doroty Cygan – cytat z Olgi Tokarczuk. „Dom dzienny, dom nocny”:

Tort z muchomora

3 duże świeże kapelusze muchomora
5 dkg suszonego muchomora
2 bułki
szklanka mleka
garść rodzynek
1 cebula
nać pietruszki
całe jajko
żółtko jajka
bułka tarta
sól, pieprz do smaku

Namoczyć bułki w mleku. Cebulę podmażyć na tłuszczu, dodać namoczone i drobno pokrojone suszone grzyby, wbić żółtko, dodać posiekaną natkę, przyprawić nadzienie do smaku. Panierowane w jajku i bułce tartej kapelusze usmażyć na złoty kolor. Przekładać nadzieniem i zapiec w piekarniku.

Część Ewy Marii Slaskiej

Panna Dorotek poszukiwała jeszcze dwóch zdań kończących ten cytat, które ona tak dobrze zapamiętała, że teraz nie może się nadziwić, że ich  nie ma: „Dokładnie przeżuwać. Czekać”. Niestety bezlitosne metody poszukiwawcze komputera pozwalają stwierdzić, że słowa „czekać” w bezokoliczniku nie ma w tekście ani razu! Nawet znacznie mniej dramatyczne „poczekać” czy „odczekać” też się nie pojawiają.

Przypomniały mi się wizyty na Mazurach u szalonego wujka pisarza. Prawdopodobnie każdy z nas ma jakiegoś szalonego wujka. Nasz mieszkał na wsi pod Olsztynem, dużo pił i często wieczorem jechali z sąsiadem traktorem po wódkę do jakiejś dość odległej wioski, bo tam GS był dłużej czynny. Miał w Olsztynie żonę i córkę, a na wsi przyjaciółkę, też zresztą z Olsztyna, która mieszkała u niego z mężem i dwoma synami. Kiedyś, gdy się kochali, byli tacy głośni, że obudzili psa na podwórku. Przestraszony zwierzak zaczął szczekać, budząc sąsiednie psy, które też zaczynały szczekać, budząc następne psy…  Wuj i jego kobieta kochali się pod akompaniament szczekania wszystkich psów w całej wsi. Wydaje mi się, że księżyc powinien był być w pełni. Niestety, gdy mi to oboje opowiadali, nie zapytałam, a teraz już nie mam kogo zapytać. Dlatego zawsze powtarzam, jak chcecie o coś zapytać, pytajcie, pytajcie, pytajcie, bo kiedyś będzie za późno.

W każdym razie wujek świetnie i oryginalnie gotował, często korzystając z zebranych lub zabranych bez pytania dobrodziejstw pól, lasów i łąk. Jadaliśmy kukurydzę, masy grzybów, ciasto z rumiankiem i pestkami sosen, zupę z młodych pokrzyw, pieczoną pietruszkę pastewną… Pewnego dnia wujaszek pokazał przyniesione właśnie z lasu muchomory. Nie było wątpliwości, to ewidentnie były muchomory, miały odpowiedni pokrój i kropki, tyle że kapelusze nie były intensywnie czerwone, lecz raczej rudoceglaste. To muchomory jadalne, oznajmił wujaszek, i podsmażył je na maśle. Popatrzyliśmy z mężem na siebie, niepewni, ale i zainteresowani. Obudź dziecko powiedziałam, niech też zje kawałek, bo jeśli mamy umrzeć, to umierajmy wszyscy razem…

Nie martwcie się, muchomory były jadalne.

Część Lidii Głuchowskiej

Skoro wpis jest o jedzeniu grzybów powszechnie uznanych za niejadalne, ja też dodam coś do tej opowieści. Znam osoby, które uważają, że opieńki są niejadalne.

Zupa z opieniek  i pierwszy śnieg

Jakieś trzy lata temu Rodzice po raz pierwszy poczęstowali mnie zupą z opieniek, którą zapamiętali ze swych pierwszych wspólnych wczasów. Jest znakomita i prosta w wykonaniu. Jest taka pyszna, że nie mogłam pojąć dlaczego tyle lat trzymali ja w tajemnicy. Dziś wreszcie poprosiłam ich o przepis.

Potrzebne są następujące składniki:

Spora kobiałka opieniek (lub dwie, gdy więcej gości)
W obróbce dużo tracą na objętości , więc lepiej trochę więcej
à ja od razu kupiłam 3 za cale 10 złJ
włoszczyzna na wywar
2 –3 kostki rosołowe
1 lub 2 pory (zależnie od ilości grzybów)
3-4 łyżki masła (najlepiej klarowanego – nie przypala się i jest wydajniejsze)
śmietana
ew. trochę maki do zagęszczenia
pieprz i sól do smaku
oraz
duży garnek, patelnia, cedzak i durszlak

A przygotowuje się ją tak:
Z włoszczyzny i kostek rosołowych ugotować wywar.
Grzyby  bardzo dokładnie umyć i odsączyć. Kapelusze grzybów pokruszyć na ćwiartki (nóżki są twarde, więc jeśli mimo wszystko chcemy je wykorzystać, należy pokroić je w bardzo cienkie paseczki, o grubości 2 mm), a następnie podgrzać w wodzie i odszumować (tzn. zebrać pianę), jednak nie gotować. Dokładnie odcedzić.
Pora umyć i jego białą część pokroić w bardzo cienkie półtalarki, zeszklić na maśle. Nie dopuszczać do zbrązowienia.
Dorzucić odcedzone grzyby i smażyć, a potem dusić ok. pół godziny, co jakiś czas mieszając.
Po zdjęciu z ognia połączyć z wywarem warzywnym, doprawić solą i pieprzem.
Gdy przestygnie, do kubeczka wlać śmietanę i rozprowadzić ją z kilkoma łyżkami zupy, a potem powoli połączyć z jej pozostałą częścią, tak by się nie zwarzyła.
Ewentualnie można zagęścić zasmażką z mąką, którą ostrożnie  jeszcze na patelni miesza się z częścią zupy, a następnie przelewa do garnka z jej pozostałą częścią, ciągle mieszając, tak, by nie powstały grudki.

UWAGA – zupa ma bardzo silny faktor uzależniający. Ja serwować ją będę w kuchni, z której okien widać pierwszy śnieg. W Jeleniej Górze spadł tej nocy.

PS. Ewy Marii Slaskiej z 13 listopada 2012 roku skierowany do jednej z komentatorek blogu QRA

Konsti! Zdarzył się dziś przedziwny przypadek – wróciła z wojaży Panna Dorotek, z którą wspólnie przygotowałyśmy wpis o jedzeniu muchomorów i innych jadalnych grzybów niejadalnych. Być może akurat tego nie zauważyłaś, ale wpis spotkał się ze straszliwą krytyką współautorek i współredaktorek, wyrażoną publicznie i prywatnie, i w końcu – z przykrością – go usunęłam.
Główną osią tego wpisu był wybrany przez Pannę Dorotek cytat z „Domu dziennego, domu nocnego” Olgi Tokarczuk – przepis na przygotowanie tortu z muchomorów. Cytat wzięłam z portalu „Chomik” i nie było tam dwóch zdań, które zdaniem Panny Dorotek musiały tam być, ale nie miałyśmy jak tego sprawdzić: „Jeść powoli. Czekać.”
Panna Dorotek twierdziła, że jest w internecie jeszcze inny blog, w którym też jest ten cytat-przepis i kończy się on tak właśnie, jak jej zdaniem powinien się kończyć.
I jest to twój blog i twój wpis:
apparecchiamo.blogspot.de/2012/02/tort-z-muchomora-czerwonego.html
Dziękuję!

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dorota Cygan, Ewa Maria Slaska, Lidia Głuchowska i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Reblog: Grzyby

  1. Grzyby są niesamowitymi istotami. Nie ma chyba innych, żywych istot tak bliskich śmierci…
    Kiedyś, pamiętam, zebrałem trochę grzybów rosnących na cmentarzu… Były jadalne – jednak klimat miejsca silnie je dla mnie naznaczył, toteż posiłek był ciekawym duchowym przeżyciem.
    Poza tym, tak – istnieją muchomory jadalne. A nawet muchomor czerwony może być spożywany, jeśli zostanie odpowiednio spreparowany – choć ma to silne efekty uboczne (dla umysłu i ciała).

  2. ewamaria2013 pisze:

    Ale masz pomysły! Pisujesz czasem prozę? Tak czy owak, jak masz ochotę coś opublikować, to przysyłaj: info@wir-edition.de

  3. ewamaria2013 pisze:

    Była kiedyś teoria, nie wiem jednak, czy nadal aktualna, że Wikingowie jedli czerwone muchomory i to im pomagało w stanie upojenia przetrwać trudne i wyczerpujące dalekie rejsy po morzach i oceanach na niewygodnych drewnianych okrętach. A w zeszłym roku była w Muzeum Hamburger Bahnhof w Berlinie odjechana wystawa „Soma” – instalacja Carstena Höllersa. Soma to napój zapewniający nieśmiertelność z Rigwedy. W jego skład wchodzi wyciąg z muchomorów. Na wystawie w Berlinie renifery zjadały muchomory i sikały, a ich mocz był somą, zawierał ważne składniki wchodzące w skład trucizny muchomora ale zamieniał trującą muskarinę w odurzający muskimol.

    • ewamaria2013 pisze:

      Zapomniałam, a to ważne – somę czyli mocz reniferów dawano do picia kanarkom i myszkom. Były wesołe. Zadzwonię jutro do muzeum i zapytam, czy ktoś wie coś na temat kwestii nieśmiertelności tych tak pogodnie dokarmianych istot.

  4. Piszę także prozę – można ją znaleźć u mnie na blogu:
    http://swiatyniakrzyku.wordpress.com/category/proza-poetycka/
    Jeśli lubisz teksty dziwne, polecam głownie opowiadania. Choć baśnie też są, jak sądzę specyficzne. Gdyby coś szczególnie Cię zainteresowało, daj mi po prostu znać. Myślę, że współpraca nie byłaby problemem.🙂

    Osobiście jednak raczje odrzucam teorię Gordona Wassona, jakoby soma była wyciągiem z Amanita muscaria (muchomora czerwonego). Została ona skrytykowana przez wielu znawców tematu, wśród których były takie osoby jak T. McKenna, T. Leary czy St. Groff. Przede wszystkim na niekorzyśc tej teorii swiadczy fakt, iż soma wspominana w Rigwedzie była rośliną – pnączem, a nie grzybem. Ponadto żadne z doświadczeń przy wykorzystaniu muchomora nie pozwoliło osiągnąć efektów psychodelicznych, właściwych dla teog napoju (np. kontaktu z poziomem archetypowym, czy właściwych dla somy bogatych wizji). Efekty muchomora są raczej inne natury, zaś jego przyjęcie często kończy się lekkim zatruciem (o czym w przypadku somy nigdy nie było mowy).
    Choć wpływ tego grzyba na nordyckich berserkerów nadal pozostaje ciekawą teorią – dużo, jak sądzę bardziej prawdopodobną. Zarówno jeśli rozważymy działanie tej substancji jak i przyrodnicze realia w których żyli wikingowie.
    Niemniej dziękuję za ciekawy temat. Całkiem przyjemnie się rozmawia z kimś, kogo on interesuje.🙂

  5. ewamaria2013 pisze:

    The same to you!

  6. ziarenka pisze:

    Bardzo szałowy post, drobiazgowe wpisy polecam wszystkim lekturę

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s