Nic

TU PRÓBA

Ten tekst nie ukazał się nigdy nigdzie i nawet nie wiem, dlaczego go napisałam. Ale może nie muszę wiedzieć, jeśli nie chodzi w nim o nic. Publikuję go w Nowy Rok. Tego dnia podobo powinien przyjść z wizytą mężczyzna i przynieść coś, źle jest natomiast jeśli jest to kobieta i nie przyniesie nic. Ale tekst, nawet o nic, to jednak coś.

Ewa Maria Slaska

Była taka galeria. Stała się legendarna. Została założona i prowadził ją Uwe-Karsten Günther w Lipsku. W r. 2003  w ramach postępującego wywłaszczania obiektów pustych przez inswestycje pełne sposobów na robienie pieniędzy, galerię  wyrzucono z dotychczasowej siedziby. Przeniosła się najpierw do wykonanego w skali 1:1 drewnianego modelu siebie samej, a potem do byłej hali fabrycznej, gdzie zaistniała, jako 12 replik siebie samej w skali 1:10, przy czym każda replika stanowiła  oddzielną przestrzeń wystawienniczą.

Niewątpliwie NIC jest wielką kategorią wystawienniczą. Wielkie muzea dekonstruktywistyczne jak muzeum  żydowskie Daniela Liebeskinda w Berlinie czy muzeum sztuki nowoczesnej w Santiago de Compostela Alvaro Siza Vieira są ważniejsze niż eksponaty, jakie się w nich wystawia, a ich ocena zależy od tego, jaką przestrzeń wystawienniczą stworzyły. I im więcej w niej pustki, tym większe wrażenie robi takie muzeum. Muzea te zwiedzało się już zanim pojawił się w nich pierwszy eksponat.

1986 Ulli Fischer założył pierwszy w Niemczech „laden für nichts” na berlińskim Kreuzbergu. Był to niekomercyjny projekt artystyczny, polegający na tym, że właściciel galerii i artysta wspólnie realizowali wystawy stworzone dla potrzeb przestrzeni jaką był „sklep dla niczego” Galeria działała 6 lat (20 artystów, 25 wystaw). W roku 1990 grupa wydała katalog niczego.

Pamiętam jak ta galeria powstała. Przez wiele miesięcy przechodziłam obok, zawsze była zamknięta, więc tylko zaglądałam i widziałam, że nadal nic nie ma. Pusta biała przestrzeń. Słowo „laden” oznacza po niemiecku sklep – sklep z niczym. Przyjechałam właśnie z Polski, kraju kartek i kolejek, pojęcie „sklep z niczym” rozumiałam raczej społecznie albo, co gorsza, życiowo i praktycznie, a nie jako projekt artystyczny. Ale już wtedy myślałam, że to fajnie zrobić taki sklep, gdzie nic nie ma. Nic się nie sprzedaje, nic nie kupuje. Nikt nie stoi w kolejce.

Prawdziwym ideałem nie był jednak sklep z niczym, tylko mieszkanie z niczym. Wielokrotnie w życiu się przeprowadzałam, wielokrotnie próbowałam poprzez przeprowadzkę osiągnąć stan nie posiadania niczego. Nic, żadnych mebli, żadnych kufrów. Omne meum mecum porto. Jak ślimak. I jak grana przez Jandę bohaterka filmu „Człowiek z marmuru” Wajdy.

Ale to fikcja. Tak się nie da. Jeden ze współpracowników miał kiedyś powiedzieć Ghandiemu, że dziesiątki ludzi pracują nad tym, żeby on sam mógł nie posiadać nic.

Najbliższe ideału okazały się niektóre mieszkania berlińskie z dawnych czasów, kiedy wszyscy mieszkaliśmy w starych domach i mieliśmy wielkie, tanie mieszkania ze stiukami, piecami i parkietem. Niektórym z nas udawało się mieć puste pokoje. Pokoje, w których nie było nic. Albo malowniczo – tylko fotel. Albo tylko stojak na nuty. Pamiętam dokładnie w czyim mieszkaniu był pokój z fotelem, ale nie pamiętam, kto i w jakim mieszkaniu grał, korzystając ze stojaka na nuty. Może jakaś skrzypaczka.

„Trudno nie wierzyć w nic” zespołu „raz dwa trzy”, płyta, która była początkiem największego oszustwa uczuciowego, jakie mnie w życiu spotkało. Pięknego oszustwa. Trzeba było wiedzieć, że jak coś zaczyna się od NIC to będzie z tego nic.

I jeszcze jakieś coś – Wygraj NIC – takie hasło najnowszej promocji konsumenckiej firmy Unimil. Nie wiem, co to jest „firma konsumencka” (obrony moich praw jako konsumenta?)

Nic może się odnosić do dwoistej natury obrazu fotograficznego, który z jednej strony jest tylko śladem światła na materiale światłoczułym, a z drugiej dowodem istnienia zarejestrowanego momentu. Na przykład tylko wirtualnie i w ogóle obywając się bez papieru. Czy sztuka wideo i instalacje multimedialne w przestrzeni w ogóle istnieją. A jak nie istnieją, to czy oglądamy nic?

Notatka z lektury – Margaret Atwood, „Ślepy zabójca”. Co to jest: biedni to mają, bogaci nie mają, jak zjesz to umrzesz?

Wreszcie oprócz małpek, z których jedna nic nie mówi, duga nie słyszy, a trzecia nie widzi, pojawia się coś, co jest pytaniem o życie.

Zawsze jednak jakieś coś, skoro jest życie to musi być coś, choć istnieje przecież. Ale to tylko projekt studencki: „Cykl debat w ramach niezależnego projektu studenckiego Generacja Nic zamknie rozpoczynająca się dziś o godz. 19.00 w CK Rotunda dyskusja na temat zjawiska trendomanii, yappies, clubbingu. Poruszone zostaną dylematy: studia i kariera czy wyjazdy do Indii i wolontariat? Ślub i rodzina czy młodzi, piękni i samotni? Będzie również mowa o wyznawanych wartościach, celach i planach na życie.”

Ale to nie filozofia, to debata o dwóch odmiennych systemach wartości.

No i jest zupa NIC.

Nic to pojemne pojęcie. W Polsce na pierwszy rzut googlem w temat – indywidualne, w Niemczech – zbiorowe.

Wg niemieckiej Wikipedii w wielu kulturach czarny kojarzy się z NIC. Z kolei jednak czarny kwadrat Malewicza stał się ikoną XX wieku, ale nie jest ikoną niczego.

Tym niemniej Niemcy zajmują się pojęciem NIC, a odsyłacz do tekstu polskiego używa sformułowań Niebyt i Nicość. A to nie to samo.

Natomiast tekst o NIC jest częścią Nonsensopedii, jest głupi i okrutny, a kończy się zdaniem: Alternatywnym sposobem zobaczenia nic jest wydłubanie oczu. Człowiek bez oczu po prostu widzi NIC.

Sama jestem półślepa, a współpracuję z blogiem, który opisuje zdjęcia ludziom, którzy nie widzą NIC:
http://bildbeschreibungen.wordpress.com/hier-konnen-sie-uns-ihre-bildbeschreibung-schicken/

Mam poczucie, że jakiś Polak (na pewno mężczyzna) dla zabawy naigrywa się z tych, którzy widzą nic. Albo tak jak ja – pół nic, a pół coś. Pół nic, a pół coś to w jakimś sensie jednak po prostu coś, ale w końcu ja rzeczywiście widzę tylko pół tego świata, który widzicie wy. Oczywiście mogę zobaczyć i te drugie pół, muszę tylko obrócić głowę. Ale jednak pół świata i pół świata być może nie składa się na cały Wasz świat, tylko na jakiś inny świat. Tak jak sklejenie lewej połowy twarzy z jej lustrzanym odbiciem nie da w sumie naszej twarzy. Albo jak na tych grafikach, na których albo widzimy wazon albo dwa profile, ale NIGDY obu tych obrazów na raz.

Zaczyna się Nowy Rok. To oczywiście nie znaczy NIC. Mimo to bądźcie i bądźmy szczęśliwi. Bo nawet jeśli szczęście to tylko stan ducha i tak naprawdę nie istnieje, to nic. To NIC.

Ach, na ja: „Ich weiß, dass ich nichts weiß.”
No trudno, nie ma rady: „Wiem, że nic nie wiem.”
Sokrates

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s