Jak powstają legendy?

Dedykuję ten wpis dzisiejszemu Solenizantowi, który miał to szczęście, że urodził się w dzień Trzech Króli, a mieszkał w pokoju na poddaszu, z którego był widok na Trzy Korony. Według kalendarza celtyckiego jego znakiem zodiakalnym był Biały Jeleń, nie mydło, tylko Królewskie Zwierzę. Takie znaki zobowiązują, życzę mu więc, żeby też kiedyś udało mu się stworzyć legendę. Jego powinna być królewska, tak jak moja stała się feministyczna.

Ewa Maria Slaska

Od wielu lat koleżanka moja, SW, znana polska feministka, podaje mój adres mailowy różnym kobietom, zapewne młodym, które piszą do mnie maile. Z reguły już w linijce tytułowej od razu znajdzie się zdanie wyjaśniające, o co im chodzi. „Kobiety nie przeszkadzajcie nam, my walczymy o Polskę”. Gdy widzę tę linijkę, wiem już dokładnie, co będzie dalej. Ostatni taki mail dotarł do mnie przedwczoraj i tu go zacytuję:

„Dzień dobry,

nazywam się … i piszę do Pani, ponieważ pracuję nad filmem dokumentalnym / artykułem / pracą magisterską / pracą licencjacką o roli kobiet w „Solidarności”. Od dłuższego czasu poszukuję informacji o napisie, który podczas strajków został namalowany na murze Stoczni Gdańskiej: ‘Kobiety nie przeszkadzajcie nam, my walczymy o Polskę’. Od  pani SW, z którą kontaktowałam się w tej sprawie, dostałam informację, że zdjęcie przedstawiające ten napis pod koniec lat 80-tych zamieściła Pani w piśmie berlińskich emigrantów z Polski.
Czy może mi Pani pomóc w dotarciu do tej fotografii?

Z pozdrowieniami“

A ja, czasem ze smutkiem, czasem ze złością odpowiadam:

„Droga Pani…,

przepraszam / przykro mi, ale od ponad 20 lat próbuję wytłumaczyć pani SW, że NIE MAM zdjęcia przedstawiającego ten napis, a tylko WIDZIAŁAM taki napis i to nie na murze stoczni, tylko namalowany szminką na lustrze w windzie w bloku, w którym mieszkała moja teściowa.

Pozdrawiam

Ewa Maria Slaska“

Z reguły korespondencja na tym się kończy. Tym razem przyszła jednak jeszcze odpowiedź, mam wrażenie, że nieco nieufna i podirytowana. Jakbym miała to zdjęcie, tylko nie chciała go dać. A w ogóle kłamała. Albo wtedy albo teraz.

„Dziękuję za odpowiedź,
muszę przyznać, że zaskoczyła mnie Pani; w wielu artykułach na temat Sierpnia 80 cytowany jest ten napis, transparent z nim stał się już legendarny… niektóre z moich rozmówczyń podzieliły sie ze mną różnymi teoriami w jaki sposób ten transparent się znalazł na Stoczni (n.p.robotnicy zostali sprowokowani przez kobiety z Ligii Kobiet Polskich…) Przejrzałam setki zdjęć z tamtego okresu i na żadnym nie ma takiego napisu…
Ten ‘legendarny napis’ był jedną z przyczyn, które sprowokowały mnie, żeby zabrać się za realizację filmu…
🙂
dziękuję za wyjaśnienie i pozdrawiam.”

Rozmyślam o tym, co widziałam trzydzieści kilka lat temu. Pisałam o tym? Skoro kolejna młoda panna, która próbuje dotrzeć do tego napisu, twierdzi, że napisałam, to może i napisałam.

A jak napisałam, to czy to, co napisałam, stało się źródłem legendy? Jak mam to sprawdzić?

Czytelnicy tego bloga już się na pewno zorientowali, że nie mam pojęcia, co się z moimi tekstami dzieje. Piszę, daję do druku. Już. Czasem dostaję egzemplarz autorski, częściej – nie. Czasem ktoś mi płaci jakieś honorarium. Niekiedy ktoś mi mówi, że czytał mój artykuł w piśmie kościelnym z Okocimia albo lewicowym z Wanne-Eickel. Czasem jest to nawet jeden i ten sam tekst. Ciekawe, czy taka jestem „poręczna”, czy odwrotnie, każdy przeciwnik znajdzie w moim pisaniu coś, o co będzie mógł kły naostrzyć i zaczepić pazury?

Informację o napisie opublikowałam „w piśmie berlińskich emigrantów z Polski” – tak napisała owa panna. Wydaje mi się, że raczej tego nie czytała, bo wtedy napisała by, że w „Poglądzie” albo „Archipelagu”. Ale czy ja w tych pismach w ogóle coś wspominałam? Wydaje mi się, że zajmowałam się raczej zakazaną kulturą lub bieżącym komentarzem politycznym. Pamiętam je? Mam je jeszcze? Część mam, na pewno, ale równie na pewno wiem, że nie wszystkie.

Ale może napisałam o tym w biuletynie stoczniowym jeszcze w czasie strajków? A może potem? Pisałam dla „biuletynu z lewkami” do wyjazdu z Polski czyli do stycznia 1985 roku. Kilka lat temu, gdy musiałam udowodnić, że byłam działaczką podziemia, poszłam do archiwum Solidarności i skopiowałam sobie te wszystkie artykuły, podpisywane „Z boku” albo „ZB”. Ale czy je przeczytałam? Mam je jeszcze?

Był taki artykuł, wiem na pewno, który napisałam jeszcze przed wyjazdem z Polski, a który ukazał się, jak już byłam w Berlinie. Pisałam w nim, to nawet, o dziwo, dobrze pamiętam, że dobrze by było, gdybyśmy walcząc zawzięcie o „swoje” czyli wolność, niepodległość i suwerenność, pamiętali, że na świecie istnieją inne projekty i realizacje świata i społeczeństwa. Na przykład bezrobocie jest rzeczywistym problemem, a nie czymś, co sobie wydumali lewacy spod znaku Che Guevary. A też i sam Che Guevara to niekoniecznie pies łańcuchowy Moskwy. Że aborcja nie musi być traktowana jak ludobójstwo, bo można na nią spojrzeć jak na prawo kobiety, że feministki to nie idiotki, które palą staniki, tylko naprawdę im o coś chodzi i że to coś jest ważne. I tak dalej…

Jest jeszcze trzecia możliwość, że napisałam o tym w jednym czy drugim artykule, jakie opublikowałam w biuletynach i pismach feministycznych, ukazujących się w Polsce. Te oczywiście powinna posiadać owa SW, upowszechniająca tezę, że widziałam ten napis i mam zdjęcie. Ale jakby tak było, to te panny wszystkie machałyby mi przed nosem cytatem i adresem bibliograficznym.

Najbardziej prawdopodobne wydaje mi się jednak, że napisałam kiedyś taki artykuł, który ukazał się w „Archipelagu” (ale czy aby na pewno?), w którym twierdziłam, że nie mogę się poczuć integralną częścią wielkiego zrywu, który przyniósł „Solidarność”, a w konsekwencji powstanie wolnej i demokratycznej Polski, upadek Muru, Jesień Narodów i likwidację światowego komunizmu, polityki bloków oraz zimnej wojny. A nie mogę dlatego, że w ogólnym pojęciu „Solidarność” zrobili trzydziestoletni mężczyźni z brodami, podczas ja byłam kobietą i miałam wrażenie, że „Solidarność” zrobili post-hippisi.

Może jak będę miała czas, pójdę do biblioteki i poczytam „Archipelagi”.

Tak czy owak pozostaje pytanie, jak powstała ta legenda? Czy to z moich opowieści (bo na pewno kilkakrotnie opowiadałam o tym napisie na lustrze) wyrósł w przeszłość konflikt kobiety-mężczyźni i przybrał postać wielkiego transparentu? Czy może jednak był naprawdę taki napis na Murze Stoczni, albo transparent, i to nie to, co napisałam, stało się źródłem legendy, tylko to, co napisał jakiś zezłoszczony facet, którego żona przychodziła pod Bramę Stoczni, przynosiła mu bułki i kiełbasę, ale marudziła.

A może było takich napisów na lustrach więcej i pisała je ubecja, żeby zaognić konflikt i skłócić tych, co dotychczas nie wpadli jeszcze na pomysł, że sobie nawzajem przeszkadzają, a i cele mają różne?

Czy ktoś wie, jak było, skoro ja tam byłam i widziałam, a nie wiem?

Pan dał siłę swojemu ludowi
Pan dał swojemu ludowi błogosławieństwo pokoju
Psalm mądrości – napis na murze Stoczni Gdańskiej im. Lenina, wybrany przez Czesława Miłosza

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Jak powstają legendy?

  1. Sławka pisze:

    Droga Ewo,

    możesz odebrać moj głos jak dźwięk natrętnej muchy, która wlatuje rano przez okno i nie pozwala dłużej pospać. Mam skan artykułu z „Archipelagu” nr 3 (42) z 1987 i ten numer pisma powstawał we współpracy z Tobą. Może więc pamiętasz, kim była autorka podpisująca się pseudonimem „Maria Bezdomna”? To w jej artykule pt: „Puszka Pandory” znalazłam zdanie: „W okresie strajków na murach stoczni namalowane zostało hasło” wiadome. Jeśli Ty jesteś autorką, rozumiem, że mogłaś nie pamiętać, co tam kiedyś napisałaś i opublikowałaś, bo gdy dużo się pisze, bywa tak, że nie ma się ochoty wracać do wcześniejszych tekstów, lecz myśli się o tych do napisania. Niniejszym więc przypominam Ci, że albo Ty, albo osoba, którą musiałaś znać jako współredaktora numeru pisma, OPUBLIKOWAŁA informację o napisie na murach stoczni. Nie jestem więc autorką legendy, lecz skromną czytelniczką wiadomości, które czytam, biorę za dobrą monetę i podaję dalej, co w tym wypadku zrobiłam w mojej książce „Damy, rycerze i feministki”. Przykro mi, że czujesz się molestowana przez mejle w sprawie hasła, ale teraz jest świetna okazja, żeby uciąć ten łańcuch pielgrzymujących do Ciebie i wyjaśnić sprawę napisu do końca. Chętnie prześlę Ci skan całego artykułu.

    Pozdrawiam serdecznie,

    Sławka Walczewska

  2. ewamaria2013 pisze:

    O, głos po latach. Sławko miła, skanu nie potrzebuję, gdzieś ten „Archipelag” muszę mieć. Musiało być jeszcze gorzej! Tekst został najwyraźniej „poprawiony”, a ja tego nie zauważyłam, ani wtedy, ani przez te wszystkie lata. Był to ten sam czas, kiedy poprawiono mi w tekście o Wolnych Związkach Zawodowych, tych sprzed strajków na stoczni, że ich szefem był Lech Wałęsa, choć jako żywo nie był, był to zatem czas, kiedy redaktorzy wiedzieli lepiej niż autorzy. Strasznie przepraszam WSZYSTKICH Czytelników, bo ten fragment tekstu musiał był brzmieć: widziałam hasło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s