Klemperer

Ten wpis był częścią wpisu wczorajszego, dlatego kilka zdań się w nim powtórzy. Z tekstu o języku wyjęłam część poświęconą Klempererowi, bo wydało mi się, że zasługuje na osobnego posta, zwłaszcza, że wpominała też o nim Dorota w uzupełnieniu do wpisu o „Gleis 17”.

Ewa Maria Slaska

Przed 50 laty, tuż po wojnie, wydano w NRD książkę niemieckiego romanisty z żydowskiej rodziny – Victora Klemperera. To autor, który w 40 lat po śmierci (zmarł w roku 1960) nagle stał się sławny, a jego sława sięgnęła i Polski, bo Gorzów Wielkopolski przypomniał sobie – czy na fali popularności w Niemczech? – że Klemperer, jak Christa Wolf,  urodził się w roku 1881 w Landsbergu an der Warthe. Christa Wolf w swej powieści „Wzorce dzieciństwa“ używa tylko pierwszych liter, pisze o L. i o G. Wspominam L., ale jadę do G.

Litery.

Pierwsza książka, którą Klemperer przed laty wszedł na trwałe do współczesnej kultury niemieckiej została wydana w NRD i nazywała się „LTI“, co oznaczało Lingua Tertii Imperii – Język Trzeciej Rzeszy. Była to niezwykła książka. Napisana przez człowieka, któremu fachowe wykształcenie lingwisty pozwalało oceniać obiektywnie procesy zachodzące w języku używanym w Niemczech w latach 1933-1945, ale jednocześnie książka bardzo osobista, na którą składają się własne doświadczenia, przeżycia i przemyślenia autora.

Klemperer jest jednym z niewielu niemieckich Żydów, którzy – mimo iż się nie ukrywali – uniknęli wywiezienia do obozu i śmierci, co jednak nie znaczy, że uniknął prześladowań i zagrożeń. Status Żyda na specjalnych prawach zawdzięczał Klemperer swojej aryjskiej żonie. Nota bene, wszyscy współmałżonkowie żydowskich kobiet i mężczyzn mieli prawo chronić swych bliskich, swoich mężów, żony i dzieci. Niestety wielu z nich nie wytrzymało nacisku. Nie trzeba było nawet rozwodu czy zrzeczenia się praw ojcowskich. Wystarczyło zgłosić władzom, że człowiek nie poczuwa się do odpowiedzialności za męża, żonę czy dzieci. Zdarzało się to często, choć nie nagminnie. Trwanie przy żydowskiej rodzinie wiązało się z szykanami ze strony władz i otoczenia, oznaczało też życie w nędzy – żydowscy członkowie rodzin otrzymywali zmniejszone racje wyżywienia lub nie otrzymywali ich wcale. Tym niemniej niemal do końca wojny można było chronić swego współmałżonka i dopiero w roku 1944 zaczęto takie osoby aresztować i wywozić lub skazywać na śmierć. Klempererowie przeżyli również i ten czas, bo korzystając z chaosu, w jakim znajdowały się już wówczas Niemcy, sfałszowali nazwisko w dokumentach – z niearyjskiego Klemperera przez dodanie kropki i kreseczki uzyskali „czysto niemieckiego“ Kleinpetera – i uciekli z Saksonii do Bawarii. Większość przepisów antyżydowskich wprowadzanych systematycznie od roku 1933 rozciągała się automatycznie na całą taką „mieszaną“ rodzinę, również na jej aryjskich członków. Pozbawienie majątku, zakaz pracy naukowej, zakaz kupowania, posiadania i czytania książek, zakaz korzystania z instytucji publicznych, takich jak kino, biblioteka, plac zabaw dla dzieci, a nawet park, w którym nie wolno było spacerować czy siadać na ławkach. Oczywiście twórców obejmował też zakaz publikacji, a niekiedy – jak w przypadku Klemperera – również pisania. Było to kontrolowane często i surowo. Zapisywanie notatek, które potem złożyły się na „LTI“ było zagrożone więzieniem. Wszystkich też obowiązywał przymus pracy, ciężkiej fizycznej pracy. Klemperer, starszy pan, naukowiec, przed wojną ceniony profesor uniwersytecki, pracował jako tragarz i robotnik fizyczny. Często pojawia się w jego książce uwaga – sprawdzić po wojnie, wymagana kwerenda biblioteczna itp.

„LTI“ to fascynująca książka. Najdrobniejsze fragmenty słowa pisanego i mówionego, z którymi mógł mieć jeszcze kontakt wyzuty z praw człowiek, pisma urzędowe, zdania wypowiadane przez robotników w fabryce, strzępy gazet, w które zapakowano śledzie, dobiegające przez otwarte okno urywki przemówień radiowych, wszystko staje się materiałem, który analityczny umysł językoznawcy zamienia w cenny surowiec pracy naukowej. „LTI“ to nie tylko, jakby się można było spodziewać, zapis aktualnego stanu języka, to zarazem analiza uwarunkowań, tradycji, również literackich, zachodzących przemian, a jednocześnie opis stanu ducha społeczeństwa, poddania terrorowi, bezmyślności i słabości, reaktywnych zachowań, mimikry, a przecież i systemów obronnych.

I jakże często pojawia się błaha z pozoru obserwacja: oto osoba ze wszech miar godna zaufania, uczciwa i niby świadoma zachodzących zdarzeń zaczyna automatycznie używać słów, sformułowań i argumentów władzy. Nie musi, ba, nawet nie chce, a przecież ten nowy język jest silniejszy od niej. Jest jak rak lub zaraza. Rządzi, rości sobie – jak filozofia – prawo do objęcia swym zasięgiem wszelkich zjawisk rzeczywistości, a wreszcie tę rzeczywistość pożera. Można by rzec, że ten kto podlega stałemu naciskowi rzeczywistości, nie może się od niej uwolnić i że nieuchronnie skazani jesteśmy na to, by atakował nas rak języka totalitarnej władzy. A przecież Klemperer wie i podkreśla, że może być inaczej. Może czyli naprawdę musi. Po prostu trzeba uważać.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s