Berlinek jak Warszafka

Rozdział z książki „Witaj Ger-Manio!”, wydawnictwo Studio Lissner, Warszawa 2011,  a TU informacje o książce znalezione w Google.
Witaj Ger-Manio!
Viktoria Korb

Nie bez powodu Steffen Möller odkrywa w rozdziałe „Wazelina”, że „Polska jest jednym wielkim towarzystwem wzajemnej adoracji”. Moim zdaniem dotyczy to głównie „Warsiawki”. Niestety ja trochę potraciłam stare chody w warszawskiej koterii, bo nie spałam na styro-pijanie. Jednak napatoczyły się nowe… Mimo to nie jestem wazeliniarą, choć tak zwana przez prowincjuszy „Wszawka” słynie z „filcu” i wewnętrznej kokieterii i koterii na równi z Berlinem.
Ale jest też Berlin polski i Berlin prolski, a na szczęście nawet Berlinek!
Ta szkoła polskiego o tej nazwie symbolizuje naszą symbiozę ze stolicą Niemiec. Mogłaby się nawet nazywać Berlin-eck, czyli berliński kąt.
Pod koniec lat sześćdziesiątych aż do epoki stanu wojennego istniał w Berlinie tylko jeden prawdziwy salon, poza kącikami kilku organizacji polonijnych. Był nim dom państwa Szackich, gdzie gościli też liczni polscy VIP-owie, przybywający z zagranicy. Zarówno emigranci jak i krajanie. Nie da się ukryć, że wódeczka lała się szczodrze na ich przyjęciach. Na parapetówach para-pety pełne były po-etów i petów, ale salon nie popadał z tego powodu w tara-paty.
Po latach ostracyzmu ze strony PRL-u, graficzka i projektantka mody, emigrantka z 1968 roku Helena Bohle-Szacki, córka Niemca i polskiej Żydówki, była mieszkanka Łodzi, otrzymała w 1994 roku za zasługi w rozpowszechnianiu kultury polskiej Krzyż Oficerski Orderu Polonia Restituta. W dużym stopniu przyczyniła się do tego jej działalność w KIK – Klubie Inteligencji Katolickiej, gdzie zlecono jej założenie galerii. Klub ten, jak i wiele innych ugrupowań, wzmocnił się aktywnością fali emigracji stanu wojennego. Lilka Bohle-Szacki została powszechnie uznana za ikonę polskiej emigracji w Berlinie.
Z kolei niedawno studenci polonistyki na uniwersytecie Poczdamskim założyli „Polnischer Salon”, który prezentuje wieczorach autorskich w znanym kinie Babylon we wschodnim Berlinie polskich pisarzy. Czasem wydaje mi się, że w Berlinie i wokół powstaje wręcz Polo-mania i Disco Polo.
Jeśli reprezentujemy jakiś nie menelski poziom (choć trafiają tam czasem i żule!), możemy myszkować po polskim Berlinku we wszelakich sferach i spotykać Polonię także na licznych imprezach i przyjęciach u niemieckich gospodarzy – poczynając od organizacji rządowych, naukowych i kulturalnych aż do wielkich banków. W związku z obchodami 20-lecia traktatu polsko-niemieckiego i niemal równolegle partnerstwa Berlina i Warszawy,  Polska stała się szczytowo popularna i mnóstwo instytucji zabiega o nasze względy. Roi się coraz bardziej od imprez, rej wiedzie tu przedstawicielstwo landu Brandenburgii w Berlinie i Ratusz wschodnioberliński.
Tacy podają drinki na tacy i są cacy. Tam spotykamy obok Polaków oczywiście Niemców, przyjaznych Polsce lub nawet nieco spolszczonych. Bywa tam wielu eks-enerdowców, lubiących wyrażać swą wdzięczność dla Polaków za wkład w otwarcie granic. W takich polskich i mieszanych kokonach znajdujemy także ciepełko, bez którego można by tu zamarznąć… W jakimś stopniu ze mnie też jest przecież polska pyza.

Chiński Nowy Rok. Minął Smok, zaczyna się Wąż. Smok był dobry dla silnych i przedsiębiorczych, Wąż sprzyjać będzie przebiegłym. Co nam więc przyniesie?

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Viktoria Korb i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s