Przedmioty użytkowe nie do użytku

Dorota Cygan pisze ze Złotego Stoku:

Kiedy wczoraj pojechałam do mieszkania babci w Złotym Stoku, zamienionego przeze mnie w bezładny skład przedmiotów wszelakich, coś i kiedyś mających wspólnego ze mną, spośród ubitych papierów wychylił się Dusiołek Leśmiana – pełen tekst wystukany na maszynie i odbity przez kalkę przez polonistę, materiał dydaktyczny do rozdania licealistom bodajże w roku 1985. Niby nic takiego, dolna warstwa mojego własnego ‘dyluwium peryferyjnego’ w opuszczonym mieszkaniu pod czeską granicą. Już dawno przykryta innymi warstwami, ani życiowo ani politycznie aktualna, nieprzydatna nawet na rozpałkę z powodu wilgoci. I w ogóle obojętna, u Leśmiana przecież piękniejsze rzeczy stoją. Ale skojarzyłam dwa fakty: W tamtych latach w naszym liceum BYŁO KSERO, jak usłyszałam ileś lat później. Dyrektor wydał nauczycielom polecenie, że mogą, gdyby chcieli, złożyć podanie o kserowanie materiałów na lekcje – pod warunkiem zostawienia wcześniej jednej kopii na jego biurku do kontroli. „A takiego …!” – pomyśleli przypuszczalnie pedagodzy, skoro nie przypominam sobie ani jednego materiału skserowanego przez tę nowoczesną maszynę z innego świata. I  tak to wystukany niepokornie na zwyklej Olimpii Dusiołek wydał mi się niemal „bibułą”. Ciekawe, o ile lat przeżył owe ksero pod kluczem, które latami pokrywały kurz i rdza. Wepchnęłam Dusiołka z powrotem między tamte warstwy, niech przetrwa jeszcze kilka przełomów politycznych i technicznych.

A może to jest temat dla nas, blogowcy? Ksero pod kluczem, czyli Przedmioty użytkowe pozbawione swej banalnej funkcji – czyli  podniesione do rangi sztuki, czyli Specjalność socjalistyczna.

UWAGA:

Może znasz coś podobnego i dorzucisz nam do archiwum?

Zaczynam ja, EMS:

Wspomnienia pustych półek w sklepach, gdzie był tylko ocet, makaron i liście laurowe, przyćmiły nam pamięć o tym, że były też czasy komuny, kiedy w sklepach było jeszcze wszystko, może w niewielkim wyborze, ale było – dobra tłusta śmietana, pyszne masło, chrupiący chleb, oliwa z oliwek w małych buteleczkach, walcowaty ser salami i herbata Yunan. Oczywiście wszystko wyglądało szaro, buro i przaśnie, jajka pakowano w szare torebki, resztę zabierało się luzem do siatki lub w ostateczności zapakowaną w szary papier. Papieru było mało, a był bardzo potrzebny, bo sprzedawczynie ołówkiem lub kapiącym długopisem podliczały na nim, ile co kosztuje i ile mamy zapłacić. Aż pewnego razu w spożywczym na rogu Morskiej POJAWIŁA SIĘ KASA FISKALNA. Był to duży szary metalowy grat, sprzedawczynie podliczywszy uprzednio, ile kosztuje 27 deko twarogu i 15 deko pasztetowej, wbijały odpowiednie sumy w klawiaturę, a kasa wypluwała wynik zapisany sinofioletowym tuszem na porubryczkowanym prostokąciku papieru (A6 chyba), po czym przybijała pod sumą datę i numer rachunku. Albo jakoś tak.
Sklep na rogu Morskiej był dalej niż ten najbliższy, ale lubiłam tam chodzić, bo lubiłam patrzyć, jak pracuje kasa, bang bung bung bang, karteczka, suma, data, stempel, bang. Karteczka wcale nie była dla klienta, tylko wędrowała do szuflady w masywnej podstawie kasy.
Szybko jednak kasa się zepsuła. Stała na blacie, zabierając miejsce, ekspedientki znowu podliczały kwoty na szarym papierze, po czym przepisywały sumę końcową na porubryczkowany prostokącik i bang wsuwały karteczkę w szczelinę wagi, a ta, bang bang, przybijała datę i numerek, bang…

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dorota Cygan i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s