GMO

Redakcja

24 lutego wzięłam udział w spotkaniu berlińskiej Polonii z przedstawicielami Konsulatu Generalnego RP w Berlinie. Podczas zebrania uczestnicy podpisali i przekazali Konsulowi Generalnemu list protestacyjny w sprawie GMO. List przedłożyła zebranym Anna Kuśmierska, akcję wspiera Jadwiga Łopata – pierwsza Polka, która otrzymała (w roku 2002) nagrodę Goldmanów czyli tzw. ekologicznego Nobla, aktywistka, zaangażowana w działania na rzecz zachowania wartości kulturowych i przyrodniczych polskiej wsi oraz promocję rolnictwa ekologicznego oraz agroturystyki.

Dr Jerzy Margański
Ambasador Rzeczypospolitej Polskiej
Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej
w Republice Federalnej Niemiec
Lassenstraße 19
14193 Berlin

My, obywatele polscy, którzy z różnych powodów zamieszkują na terenie Niemiec, mając nadzieję powrócić do naszego kraju, protestujemy i wyrażamy wielkie obawy w związku z obecnie proponowaną wyprzedażą polskich ziem rolnych międzynarodowym korporacjom. Ziemie te następnie będą udostępniane dla upraw roślin GMO w „specjalnie wyznaczonych strefach“. Doprowadzi to do zniszczenia gospodarstw rodzinnych i do rozprzestrzeniania się wielkoobszarowych monokultur niszczących różnorodność  biologiczną, a w konsekwencji do zniszczenia naturalnego środowiska człowieka
Nie chcemy sałaty  z genami szczura ani ryby z ludzkimi genami!!!
Nie chcemy modyfikowanych ziemniaków, kukurydzy i innych  takich produktów!!!
Nie chcemy amerykańskiego mięsa i przetworów nafaszerowanych hormonami, chemią i przetworzonych genetycznie!    

Jak Panu wiadomo, w tej chwili mają miejsce protesty rolników przeciwko „prywatyzacji i eksploatacji“ polskiej wsi i obecnie staje się to sprawą ogólnonarodową.

W naszej akcji wspierają nas obywatele Niemiec, którzy regularnie odwiedzają Polskę i szczególnie cenią piękno jej wsi  oraz wspaniałą tradycyjną żywność. Razem oczekujemy od Pana interwencji w tej sprawie i wywarcia nacisku na rząd polski, aby uznał zasadność protestu rolników, podejmując działanie, aby ich niżej wymienione postulaty zostały wzięte pod uwagę:

– Powstrzymanie wysprzedaży polskiej ziemi rolnej międzynarodowym korporacjom.

– Wprowadzenie ustawowego zakazu upraw i handlu roślinami GMO na polskiej ziemi.

– Zlikwidowanie uciążliwych przepisów blokujących i zakazujących sprzedażny w miejscowych sklepach produktów wytworzonych w  gospodarstwie.

Oczekujemy również zapoznania polskiej opinii publicznej ze strasznymi skutkami upraw GMO, które ponoszą mieszkańcy krajów, w których już od wielu lat  prowadzona jest uprawa GMO, takich jak Argentyna , Brazylia, Indie, w których to krajach na skutek zwielokrotnionych oprysków upraw GMO środkiem owadobójczym RAUNDAP z zawartością GLIFOSATU doszło do  zatrucia miejscowej ludności, zniekształceń płodu, zmian DNA. Prowadzone są celowe opryski całych wiosek, co zmusza miejscowych rolników do opuszczenia ziem, które od stuleci były w ich posiadaniu.  Doprowadzono do samobójstw tysięcy ludzi.

Badania niezależnych naukowców  potwierdzają zagrożenie na różnych płaszczyznach,  wynikające z wprowadzenia GMO.
Ostrzegamy przed ignorancją i lekceważeniem naszych ostrzeżeń.

Taka perspektywę przygotowuje nam rząd  polski?

Jako przedstawiciele Polaków mieszkających w Niemczech, prosimy Pana również o spotkanie z nami i bezzwłoczne  omówienie tych pilnych spraw.

Z poważaniem

Jeśli też chcesz podpisać ten list, wydrukuj go, podpisz i wyślij na adres:
LUIS LEITNER
SCHILLERPROMENADE 32
12047 BERLIN

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Redakcja i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „GMO

  1. niepokorna pisze:

    Dziękuję za ten wpis i działania Polonii niemieckiej na rzecz polskiej wsi i wsparcie rolników, samotnie walczących, i protestujących, w sprawie bezprawnej wyprzedaży ich ziemi, i prób wprowadzenia, wbrew protestom społecznym – GMO. To ważne postulaty, ale przykro mi powiedzieć, bagatelizowane przez polski rząd.

    Serdecznie pozdrawim

  2. Adam pisze:

    Powyższy list zawiera wyliczenie różnych mniej lub bardziej powiązanych z GMO problemów współczesnej cywilizacji:
    (1) wyprzedaż polskich ziem zagranicznym korporacjom,
    (2) wielkoobszarowe uprawy rolne,
    (3) zagrożenia związane z samym GMO,
    (4) zagrożenia związane z użyciem pestycydów,
    (5) społecznie skutki globalizacji.
    Szkoda, że autorzy listu nie wysilili się, by zagadnienia te jasno wyszczególnić i wskazać, jakie działania mógłby odnośnie do poszczególnych punktów podjąć polski rząd. Osobiście sądzę, że każdy z tych problemów jest istotny i podnoszenie ich na forum publicznym jest ważne. Niestety, ten list przynosi więcej szkód niż pożytku, gdyż przede wszystkim ośmiesza przedstawione w nim tezy.

    Odniosę się najpierw do kwestii językowych. Forma listu ośmiesza jego treść chaotyczną adiustacją, błędami ortograficznymi i interpunkcyjnymi. Ośmiesza też autorów, którzy deklarują się jako polscy patrioci, a list do ambasadora RP, który w Berlinie nie siebie lecz najjaśniejszą Rzeczpospolitą reprezentuje, redagują na kolanie – ja osobiście jako polski obywatel czuję się formą tego listu urażony. Jako przykład wskażę jedno zdanie:
    „Ostrzegamy przed ignorancją i lekceważeniem naszych ostrzeżeń.” Nie tylko zawiera ono wołający o pomstę do nieba błąd stylistyczny, lecz także stanowi impertynencję niedopuszczalną w kontaktach z przedstawicielem polskiego państwa.

    Pal diabli, że sygnatariusze tego listu ośmieszyli siebie – wcale mi ich nie żal. Szkopuł w tym, list powyższy powołuje się na patronat prominentnej przedstawicielki ruchu ekologicznego, więc jego siła rażenia wykracza poza grono autorów i pośrednio ośmiesza cały ten ruch, który jawi się po lekturze list jako mieszanina pierwotnych lęków, spiskowych teorii i zwykłej ksenofobii. Ani jednego rzeczowego argumentu, ani śladu uzasadnienia. Ot, kwintesencja oszołomstwa.

    • ewamaria2013 pisze:

      Jako administratorka bloga, choć nie autorka, przyjmuję pokornie reprymendę. Na pewno Szan. Przedmówca jak najbardziej słusznie krytykuje pospieszny styl i chaotyczną argumentację autorów listu, natomiast wydaje mi się, że dość niegrzecznie poczyna sobie z samymi jego autorami i sygnatariuszami. Zarzucanie im, że wysługują się dobrym imieniem prominentnej patronki ruchu ekologicznego jest pomówieniem, do jakiego nie powinno się chyba sięgać w dyskusji. Wsparcie jakiego temu zaangażowanie udzieliła pani Łopata jest autentyczne – Autorka listu, kilku aktywnych jej współpracowników i ja, jako osoba, która opublikowała ten list, otrzymaliśmy słowa uznania dla tego, co już zostało zrobione oraz zaproszenie do Ekocentrum do pani Jadwigi. Po drugie – powinniśmy nauczyć się szanować ludzi, których przygotowanie intelektualne jest mniej doskonałe niż nasze. Autorzy i sygnatariusze tego listu to ludzie i serdecznie zatroskani, i mocno przestraszeni tym, co wiedzą i słyszą lub tym, co myślą, że wiedzą i słyszą. Jeśli wiemy więcej, nie powinniśmy się z nich naigrywać, lecz wyjaśnić. Proszę więc Autora komentarza o rzeczowy wpis na temat. Będziemy bardzo wdzięczni.

  3. ewamaria2013 pisze:

    Chciałam już wyłączyć komputer, jest w końcu niedziela, 6 rano i kiedyś należy iść spać, gdy nasunęła mi się jeszcze dodatkowa refleksja. Otóż pisanie listów protestacyjnych to w dzisiejszych czasach zadanie, które się znacznie uprościło. Pamiętamy początek „Małej Apokalipsy”? Kiedyś tak się zbierało podpisy lub poszukiwało współuczestników akcji, dziś mamy do dyspozycji wyspecjalizowane strony internetowe, ułatwiające dotarcie do potencjalnych sygnatariuszy oraz techniczne zbieranie podpisów. Z drugiej jednak strony procedura nader się całkiem niespodziewanie skomplikowała. Kiedyś wystarczyło zaangażowanie, zazwyczaj jednak, jak w „Małej Apokalipsie”, potrzebna była przede wszystkim odwaga. Dziś podstawowym zagrożeniem każdego protestu jest krytyka zewsząd i za wszystko. Możliwość oberwania z każdej strony sprawia, że mało kto pisze jeszcze listy protestacyjne staroświecko i „na kolanie”. Najczęściej powstają grupy robocze, które rozważają każde słowo pod kątem jego poprawności politycznej, stylistyki i zgodności z prawdą. Cyzelowanie protestów to proces żmudny, nudny i przeraźliwie długi, niemożliwy do zastosowania tam, gdzie chodzi o szybkość i, być może, niepotrzebny, gdyż gdzieś na trasie gubi się autentyczne zaangażowanie, a autorom listu po prostu „się odechciewa”. To co tu piszę, to jednak głos wołającego na puszczy, bo skoro proces „zanudzania protestu” raz się zaczął, to wiele wody upłynie, zanim się go pozbędziemy.

  4. Dorotek pisze:

    Zeby nie bylo watpliwosci kogo – czyli jaka postawe – krytykuje, powiem od razu: Nigdy w zyciu nie podpisywalam zadnych listow, petycji ani niczego, co by wymagalo pokazania odrobiny emocji, zaangazowania i wyjscia zza parawanu. Uwazalam, ze to mi ujmuje powagi. Coz, nam wiecej takich cool-egzystencji, ktore zdazyly sie paskudnie zestarzec, zasuszyc – i niczego nie nauczyc. Mozna tak przezyc zycie. Tylko jakiez ono mialkie.
    Inaczej niz Adam mysle, ze autorzy listu nie maja obowiazku wyreczac rzadu w zasieganiu opinii ekspertow. Nie mysle tez, ze rzady powazniej traktuja listy protestacyjne, jesli sa sformulowane w sposob ekspercki, stonowany i poprawny do bolu. Rzady bowiem musza reagowac na emocje spoleczne, zas jednemu wywodowi merytorycznie slusznemu bez trudu przeciwstawia inny, jesli tylko bedzie to politycznie pozadane i wystarczy do uspokojenia nastrojow spolecznych. Mysle tez, ze gdyby zrobic analize stylistyczna wszystkich polskich odezw, petycji i listow intencyjnych, jakie napisano w Polsce w imieniu chocby opozycji, okazaloby sie przy blizszych ogledzinach szkielkiem i okiem, ze to wszystko nie wytrzymuje krytyki, musi zostac popoprawiane i wygladzone – a nastepnie wlozone miedzy kartki urzedniczej prozy, ktorej kazdy system i tak produkuje w nadmiarze – po czym zapomniane. Bo to jednak zar ludzkiego protestu sprawil, ze ten kraj sie powoli zmienial. Sila w slowie. Gdyby nie bylo tej sily przekonywania (oraz demagogii skrotu myslowego takze!) – a takze odwagi zrobienia czegos niedoskonalego, latwo by bylo administrowac tym krajem w niezmienionej formie, bez wymuszonych nastrojami spolecznymi reform.
    Przesada, czyli hiperbola, jest uprawnionym srodkiem stylistycznym, dosc cenionym w retoryce, bo skutecznym i barwnym. Nie ma na nia miejsca w traktatach naukowych, ale juz w literaturze – owszem, a w listach protestacyjnych – jak najbardziej. Gratuluje autorom, bo maja tyle dobrze ugruntowanego poczucia wlasnej wartosci, ze nie kurcza sie na sama mysl o tym, ze moze ich spotkac krytyka zblazowanych obserwatorow, nie rozumiejacych, ze patrzenie bez emocji jest wiecej niz uncool.

  5. ewamaria2013 pisze:

    OOO! O, jak pięknie! Dziękuję Komentatorce!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s