Miasta dla minimalistów. Kopenhaga

Ewa Maria Slaska

Jestem zdania, że miasta należy zwiedzać kiedy indziej. Nie da się generalnie określić kiedy, ale kiedy indziej. Nie wtedy, gdy jadą tam wszyscy. Nie należy więc jeździć do Kassel w trakcie wystawy dOCUMENTA (czego się nie trzymałam), do Norymbergi w czasie adwentu i do Rzymu na intronizację papieża Polaka. Pojechałyśmy z Anią do Kopenhagi późną jesienią ubiegłego roku. Było szaro i zimno. Przez całe przedpołudnie lało. Na przystankach autobusowych leżały jabłka.

Gdy przyjedziesz do jakiegoś miasta poza sezonem, Tivoli będzie w remoncie, flamingi w zoo pochowają sią po kątach, w fontannach nie będzie wody, a rzeźby i rośliny zostały zapakowane w worki lub skrzynie. Ale za to zobaczysz miejsca, które w sezonie zasłonią ci tłumy i kolorowe atrakcje, na przykład den Kongelige Afstøbningssamling nad Öresundem czyli Królewskie zbiory odlewów gipsowych. Jestem pewna, że latem nigdy byśmy tam nie weszły. Weszłyśmy, bo było nam zimno. A to piękne muzeum, edukacyjne, jasne, takie muzea w całej Europie powstawały po to, by biedni mogli zobaczyć cuda sztuki i kultury, ale ekspozycyjnie nader nowoczesne.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Miasta dla minimalistów. Kopenhaga

  1. Dorotek pisze:

    Tak, tak. Praga 5 stycznia plus piec dni do przodu to jest dokladnie taki paradies. Nawet Szwejk bez nas, dwojga niezorganizowanych turystow z Polski, musialby piwo wypic sam ze soba. Juz powietrze bylo czyste, nieskazone piwnym oddechem tabunow ludzi, z przestrzeni miejskiej ulotnily sie dialekty wszystkich stron swiata a oczy mogly nawet spoczac na takich egzotycznych detalach jak okucia drzwi czy klamki z epoki dostatniego socjalizmu. I wszystko bylo widac. Niewiarygodne. Ale jak to bywa, akurat ta podroz byla rowniez podroza w siebie nawzajem – i rowniez tutaj bylo widac wszystko jak na dloni. Na tyle wyraziscie, by nie pojechac tam wiecej. Ech, te wypady do raju. Moze od tej pory mam wiecej tolerancji dla turystycznego szumu?

  2. Milojad pisze:

    Znacie Warszawę po sezonie? Ktoś stuknie się palcem w głowę i powie, że to bzdura, bo to miasto tętni życiem 365 dni w roku i 24 godziny na dobę, ale niech się nie stuka, bo mu uschnie i nie paluszek, tylko cała ręka. Przeżyłem to bezsezonowie ciut wcześniej, niż Dorotek w Pradze. Dokładnie w ten Nowy Rok i na własnej skórze. Świętowałem Sylwestra w gronie znajomych w miejscu, gdzie nie biegną główne szlaki turystyczne stolicy, mianowicie na szemranej, północnej Pradze. Tylko tam zobaczyłem nazajutrz czynną wygódkę z napisem „toi toi”, ale była wtedy poza zasięgiem mojego zainteresowania.

    Organizm upomniał się o swoje, kiedy wysiadłem z tramwaju na Starówce, przy Kamiennych Schodkach. W rejonie Placu Zamkowego, na uliczkach prowadzących na staromiejski rynek i wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia wszystko spało ciężkim, utrudzonym snem balowicza – kawiarnie, knajpy, galerie sztuki, publicznych toalet, nawet zamkniętych nie uświadczyłem w sercu Warszawy. Pora była wczesna, 9 rano, na ulicach krzątali się głównie miejscy sprzątacze, jakiś wesolutki sylwestrowicz z pieśnią na ustach zraszał przystanek autobusowy na Trakcie Królewskim i trochę mu zazdrościłem tej niefrasobliwości, ale godność nie pozwalała pójść w jego ślady. Pozostawały mi jeszcze okoliczne świątynie (wiadomo, jak trwoga to do Boga), w większości odprawiały się już nabożeństwa, tylko konia z rzędem temu, kto wskaże mi w Polsce kościół z publicznym WC, najbliższe są za zachodnią granicą. Nowym Światem i Chmielną w stronę Dworca Centralnego pędziłem już kłusem, cała cywilizacja dalej miała wolne. A na Centralnym, na drzwiach WC – kłódki. Na szczęście „Chemik” do Katowic przyjechał punktualnie i w ostatniej chwili uniknąłem nieszczęścia, na…grubszą skalę.

    Historia niby banalna, a temat mało elegancki, tylko, że przytrafić się może każdemu, kiedy będzie miał pecha znaleźć się poza tzw. sezonem – w nieodpowiednim czasie w złym miejscu.

    • ewamaria2013 pisze:

      Piękna historia, dziękuję, przypomina Kapuścińskiego i jego opowieści o tym, jak próbuje poprawić sobie w Moskwie zimową skarpetę, która się podwinęła w bucie, a tu nie ma gdzie usiąść. Bo gdzie zimą usiąść w Moskwie?

  3. Milojad pisze:

    Do Kapuścińskiego wspiąć mi będzie się ciężko, ale dziękuję za dziękuję. W Moskwie od czasu wędrówek po niej RK przybyło ławek. Zarówno latem, jak zimą lubię przysiadywać na przykład na romantycznym, starym Arbacie, bo tam zawsze się coś dzieje, albo przy Twerskiej, pod pomnikiem Puszkina, natomiast nie ciągnie mnie na Łubiankę. Tam bez względu na porę roku i ustrój nigdy nie brakuje miejsc do siedzenia, ale są mało komfortowe i można się zasiedzieć, dlatego adresu nie polecam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s