Arnold Słucki

Ewa Maria Slaska
Ilekroć myślę o wypadkach marcowych, a obchodzimy właśnie ich 45 rocznicę, nieuchronnie przypomina mi się historia o Arnoldzie Słuckim, być może cytowana w filmie „Dworzec Gdański” Marii Zmarz-Koczanowicz i Teresy Torańskiej, nie wiem, bo film wprawdzie znajduje się w sieci, ale w Niemczech nie można go obejrzeć.  Zresztą nieważne, znam ją, bo była opowiadana „od zawsze”. Wspomina ją między innymi Aleksander Rozenfeld. Józef Prutkowski pędzi, żeby pożegnać Słuckiego, wbiega na schody dworca, tego słynnego dworca, z którego po Marcu 1968 roku wyjeżdżali z Polski wszyscy Żydzi. Jechali wieczornym pociągiem do Wiednia.  Prutkowski zatem… jest spóźniony, biegnie i w biegu woła do kogoś – „z którego peronu odchodzi pociąg do Auschwitz?”

Na ścianie dworca w 30 lat potem odsłonięto tablicę przypominającą owe odjazdy, z cytatem z Henryka Grynberga:

Plik:Tablica Marzec 1968 Dworzec Gdański.JPG

Wikipedia Commons, autor Boston9

W Warszawie, skąd wyjechał do Wiednia, nie był specjalnie lubiany czy szanowany, Wat miał o nim mówić „ten poeta chasyd”, a Słonimski – „Żyd stepowy”. Od najwcześniejszej młodości zapamiętale lewicowy, siłą rzeczy uważany był za poetę partyjnego, ale w roku 1966 roku podpisał list protestacyjny przeciw wyrzuceniu Leszka Kołakowskiego z partii, a w lutym 1968 list w sprawie usunięcia „Dziadów” z repertuaru Teatru Narodowego. Jak wszyscy Żydzi polscy tragicznie przeżył wypadki marcowe. Wyjechał we wrześniu 1968 roku. Pojechał do Izraela, jednak już w roku 1970 wrócił do Europy – do Niemiec Zachodnich, a dokładniej – do Bonn i Berlina. Był ciężko chory („serce, płuca” napisze w jednym z listów) i tak naprawdę większość czasu spędzał w sanatoriach. Krótko przed śmiercią w liście do Ficowskiego napisał: „(…) niewiele zmieniłem się, przybyło mi tylko (jak wszystkim jeszcze żyjącym) parę lat i dużo rozczarowań. Z nich się przecież lepi to ciasto, które innym rośnie na pośmiertne podziwy.” Zmarł 15 listopada 1972 roku w Berlinie. Pochowano go na cmentarzu Ruhleben.

slucki-grob

Jerzy Ficowski

Dworzec Gdański 1968

pamięci Arnolda Słuckiego

Odjazd Już odjazd
wchodzić Drzwi zamykać
Odjazd na wyspy zatopione
w głąb wyschłych mórz

to tam w komorze serca
wchodzić drzwi zamykać
spotka swą śmierć zaległą
wmiesza się w jej tłum
spóźniony sam jeden

żegnaj Arnoldzie

a on powiewa z okna
naglejącej dali
zrazu chusteczką tylko
a teraz już niebem
w którym chmura się dłuży
nad nami i trwa

i bezpowrotnie zostajemy

z tomiku „Gryps i Errata”, 1982

Advertisements

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Arnold Słucki

  1. Dorotek pisze:

    W Berlinie Zachodnim przyjaciele starali sie pomóc Słuckiemu wielokrotnie. Inicjatywa pomocy często wychodziła od polskiego pisarza Witolda Wirpszy, który mieszkając w Berlinie dobrze wiedział, w jakiej biedzie żył poeta. M.in. w roku 1970 starał się wykorzystać własne kontakty dla uzyskania dla Słuckiego stypendium przeznaczonego dla artystów w ramach DAAD-Künstlerprogramm – pisał do Leszka Kołakowskiego z prośbą o poparcie, a także do innych wpływowych osób prosząc o zaopiniowanie wniosku stypendialnego, tudzież do przyjaciół poetów z prośbą o wsparcie finansowe (m.in. do Tymoteusza Karpowicza, także stypendysty tegoż programu). Gdy się czyta takie listy, człowiek uświadamia sobie dopiero, jak z tej strony naprawdę wyglądała emigracja, o której organy propagandowe w kraju zwykłe były donosić z przekąsem, że jest dłuższą wycieczką na bogaty Zachód. Ale to dopiero widać po latach. Arnold Słucki w każdym razie nie miał szans odnaleźć się jako poeta w obcym języku – a dziennikarzem być nie umiał.

  2. Dziękuję za dodatkowe informacje. Zawsze mi się serce ściska, jak myślę o Słuckim. O tym młodym poecie na pograniczu polskości i żydostwa, o tym człowieku, który przeżył wojnę, a komunizm, który miał być wiarą, nadzieją i miłością, okazał się reżimem i wrogiem, o tym człowieku wyjeżdżającym do Wiednia jak do Auschwitz i wreszcie o chorym i cierpiącym biedę poecie polskim w Berlinie. I tyle zostaje – napis na grobie: poeta polski.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s