Syberia

Dramatyczny koniec dzieciństwa. Ten temat był już u nas na blogu i na pewno będzie jeszcze wielokrotnie powracać.

Po publikacji u nas na blogu tekst „Cioteczka Lidzia” ukazał się drukiem w monachijskim kwartalniku dla Polonii „Po prostu” (Lato 2013)

Roman Brodowski
Cioteczka Lidzia

Kiedy przed wielu laty, pewnego letniego popołudnia 1975 roku, odwiedziła moją rodzinę nieznana mi dotąd Cioteczka Lidzia, mój dotychczasowy świat, świat zbudowany na tzw. fundamencie faktów historycznych oraz prawd ideowych, jakie otrzymałem w procesie kształcenia, runął jak przysłowiowy domek z kart.

Kim była Cioteczka Lidzia? Dlaczego jej wcześniej nie widziałem? Dlaczego ojciec mój nigdy nikomu o niej nie opowiadał?

Odpowiedzi na te jak i wiele innych a dotyczących jego przeszłości pytań zabrał na zawsze ze sobą w drogę ku niebiosom. Wiem, że była jego przyjaciółką, towarzyszką dziecięcych zabaw, ukochaną kuzynką, pierwszym obiektem miłosnych westchnień.

Niestety, wojenna zawierucha rozdzieliła oboje na wiele, wiele lat. Rozstali sie bowiem w okresie beztroskiego dzieciństwa, by ponownie się spotkać, gdy ich życie zaczęło nabierać barw wczesnojesiennych, a ich zegar biologiczny dawno przekroczywszy półmetek odmierzał czas szybciej i szybciej, przybliżając się do coraz mniej odległej granicy przemijania.

Na ich drodze zabrakło niestety najpiękniejszego z okresów, a mianowicie lata.

Sytuacja i miejsce, w jakim się znaleźli nie pozwoliły im cieszyć się owocami dorastania, nie pozwoliły na pierwsze miłosne uniesienia i rozterki, na niczym nie zakłócane kształtowanie się ich osobowości czy światopoglądu, na ukończenie wybranych szkół, na postrzeganie rzeczywistości poprzez pryzmat różowych jeszcze szkiełek, na marzenia.

Zamiast tego rzuceni zostali na wezbrane wody bezlitosnej, krwawej historii.

Ich pokolenie uwikłane w największy spektakl zbrodniczego teatru ery nowożytnej,  wyreżyserowanego przez fanatycznych zbrodniarzy jakimi byli Hitler i Stalin, zmuszone było do walki, o przetrwanie, o chleb, o godność człowieka, o wolność.

Na początku 1940 roku, na mocy dekretu Stalina, okupująca nasze ziemie wschodnie, Armia Czerwona, a ściślej mówiąc NKWD rozpoczęła czystki etniczne i wysiedlania. Tysiące Polaków wymordowano lub zesłano na wieloletnią tułaczkę w głąb Związku Radzieckiego, do Kraju Krasnojarskiego, do Komi, na Ziemię Irkucką, do Omska, Kraju Ałtajskiego czy też do Kazachstanu, nie wspominając znanej i znienawidzonej Kołymy.

Wszędzie, gdzie w niewolniczej pracy, z głodu, z wyczerpania, zimna oraz chorób umierali zesłańcy, w każdym zakątku Syberii można było spotkać naszych rodaków. Także członków mojej rodziny, także niespełna piętnastoletnią Ciocię Lidzię wraz z matką i bratem (ktòry nie przeżył zesłania).

Do kraju powróciła (wraz z mężem, którego poznała na Dalekim Wschodzie, oraz małą córeczką) w 1961 roku. Jako repatriantka otrzymała mały domek na ziemiach odzyskanych (niedaleko Brzegu Dolnego) tuż nad Odrą, gdzie spędziła resztę swojego życia, z dala od mrozu, poniewierki, oraz nieludzkiego traktowania.

Przy każdym spotkaniu ze mną wspominała o tym co nigdy nie powinno było się wydarzyć w człowieczej, bogowiernej rzeczywistości. Wspomnienia te utrwaliłem w wierszach.

Ojca mojego Niemcy wysłali do pracy przymusowej w kopalni soli w Salzburgu w 1942 roku, w ramach pacyfikacji Zamojszczyzny oraz oczyszczania terenów z „grup bandyckich“ czyli polskich partyzantów.

Nawet nie próbuję sobie wyobrazić tego, co musiał przeżywać ten (wòwczas) niespełna szesnastoletni chłopiec. Z dala od najbliższych, w obcym wrogim kraju, zmuszony do wykonywania najcięższych prac, poniżany i bity.

Wiem jedno, że trauma spowodowana przeżyciami tamtych dni pozostała w nim do śmierci. Był zamknięty w sobie, nieufny, szukał wewnętrznego wyzwolenia, ale był jednocześnie dobry, troskliwy i opiekuńczy. Tak go można opisać w kilku słowach. Chociaż nie potrafił tego okazać, wiedziałem, że w jego sercu zawsze było miejsce na miłość.

Na początku 1945 roku, kiedy wojska hitlerowskie przegrywały na wszystkich frontach, a losy wojny zostały już przesądzona, udało mu się wraz z kilkoma towarzyszami niedoli uciec z obozu pracy, przedostać na Zachód i w końcu dotrzeć do wojsk alianckich, do armii francuskiej generała de Gaulle’a. Tam doczekał zwycięstwa nad faszyzmem, oddając swój wkład nienawiści z bronią w ręku. Nie wiedział wówczas, że zwycięstwo nie oznaczało wolności i suwerenności naszej ojczyzny.

Ufny powrocie do Polski wiosną 1946 roku i jako repatriant z Zachodu musiał odbyć wielomiesięczną „kwarantannę“ pod opiekuńczym i czujnym okiem funkcjonariuszy UB.

Te dwie krótkie biografie, dwie pisane łzami i cierpieniem historie są podobne tysiącom innych, jakie zdarzyły się w okresie drugiej wojny światowej oraz podczas hegemonii sowieckiej również po jej zakończeniu. Te historie stały się dla mnie inspiracją do powstania cyklu wierszy upamiętniających wydarzenia tamtego okresu.

Historia listu z piekła

Wyrzucona z ciemnego wagonu
Pofrunęła niby piórko, płatek
Poszarzała, zapisana kartka
List w nieznane do nieba, do świata.

Wiatr ją porwał wysoko obłokiem
Nad korony drzew stojących wieki.
Byle dalej od drogi cierniowej,
Byle bliżej syberyjskiej rzeki.

Rzeka wzięła w chłodne swe ramiona
I kołysząc poniosła ku brzegom.
Ku przystani wiecznego spoczynku
Zostawiając na srebrzystym śniegu.

Ktoś ją znalazł po latach nad wodą
I przeczytał słowa, w pośpiechu pisane.
Łzy spłynęły po twarzy rzęsiście…,
To był list do mateńki kochanej.

Takich listów można znaleźć wiele
W syberyjskiej nieznanej przestrzeni.
To leżące, prawdziwe historie,
Dramat ludzi na nieludzkiej ziemi.

Żory, 17.11.1985

Sen.

Białe łabędzie podobne aniołom
Tańczyły po błękitnobiałym
Jak na wodach oceanu bezkresie.
Niby kujawiaka, niby walczyka.

Drzewa okryły swe nagie ramiona
Barwami wiosennego kwiecia
Zaprosiły pszczelą armię robotnic
Na ucztę pańskiego zwiastowania.

A w kuchni moja mateńka
Świątecznym, słodkim porankiem
Moich kolejnych urodzin,
Kroi pachnący miłością chleb.

I tylko czekać kiedy wejdzie?

Wstawać! Na rabotu swołocz,
Obudziła mnie rzeczywistość,
Mojej sybirackiej niewoli,
Głosem czarnego anioła piekieł

A we mnie pozostał sen.

Żory, 21.11.1982

Zsyłkowe Boże Narodzenie

Dzisiaj jest u nas chyba święto.
Na dworze zimno, mróz siarczysty.
A do brukwianki dołożono smalec
I kromkę chleba z prawdziwego ziarna.

Sąsiad leżący na pryczy złożył ręce
W modlitwę ku wiecznej nadziei.
Nie wiedział do kogo kierować słowa…,
W baraku brak miejsca dla Bożej łaski

A jeszcze wczoraj było tu piekło
Ludzie kopali rowy w zmarzlinie
Dłonie podobne szkieletom
Pieściły łono syberyjskiej ziemi.

Wiatr chłostał człowiecze ciała,
Wrzody jak wulkan sączyły krew
Gasnące oczy błagały o sen
A sałdaty niby bogowie tego świata
Cierpliwie czekali pokłonu upadłych

Tak, dzisiaj na pewno jest święto
Cienie całują sklecony brzozowy krzyż
Ktoś zaintonował wyrwaną z pamięci pieśń
Pamiątkę po ojczyźnianej wigilijne nocy

Bóg się rodzi, moc truchleje.., a potem!
– Cichy syberyjski szloch –

Żory, 18.12.1984

 Pokłon nieznanej historii.

Jeszcze nie poznałem jednej zbrodni,
Jeszcze nie pojąłem bezsensu cierpień,
Jeszcze nie zwarłem rąk w modlitwie
A tu Miednoje, Katyń, Charków.

Nazwy ukryte w ustach milcząco
Czekały czasu swego objawienia.
Szept wypełniał pustą przestrzeń,
Chroniąc tajemnice jednej prawdy.

Wspomnienia cieni stojących za drzwiami,
Historie pisane strachem bezimiennych
Elegie czytane przy świecach, w półmroku,
I krew pachnąca ofiarą dla ojczyzny,

Kłamstwo jest dzisiaj w nas niby prawda,
A prawda, nasza prawda nadal w konspiracji.
Tam umarli od lat krzyczą spowici niesławą.
Czekając kolejnej odsłony bożego zamierzenia

Żory,  24.11.1985

Dlaczego?

Wysłałem prośbę do Boga
W bieli odzianą niewinność
Ocaloną cudem z przedołtarza
Na ofiarę wiecznego przymierza

Na śniegu ślady martwych okrętów
Ramiona sosen rzucone starością
Niby symbol ostatniej posługi.
W modlitewnym splocie konarów

A na małej ukrytej wysepce
Życie kiełkuje prostą nadzieją,
Jak ziarno na wietrznej skale
Rzucone bezmyślnie, w ekstazie.

Tu nikt nikogo nie pyta o Żywych.
Syberia zaciera ślady nienawiści,
Zmurszałe krzyże przestają płakać,
I nikt już nie mówi o czasie zagłady.

Wysłałem moją duszę do Boga
Z pytaniem o sens cierpienia…,
Bez odpowiedzi wciąż milczy,
A na pòłnocy pod śniegiem
Świadek koronny – ziemia.

Żory, 14.09.1986

Syberia

Powiadają że Syberia jest bogata,
Że kto szuka długo i wytrwale
Może znaleźć złoto, gaz, diamenty…,
Ja znalazłem – krople krwi na skale.

Powiadają, na Syberii rośnie tajga
Pośród sosen ślady dzikich zwierząt…,
Ja spotkałem krzyże przy konarach,
Pamięć po tych co pod nimi leżą.

Powiadają że Syberię pokrywają śniegi,
Białe, srebrzą się w promieniach słońca,
Na tym śniegu perły z łez powstałe…,
I cierpienie, cierpienie bez końca.

Tak, w Syberii można spotkać wszystko
Lecz najwięcej człowieczej niedoli
Ciężka praca, głód, śmierć na zesłaniu…,
Gorycz życia w sowieckiej niewoli.

Bo Syberia jest jak jak Bóg, jak wiara.
Wszyscy wiedzom że ona istnieje.
Każdy pragnie, lecz nikt się nie stara…,
Wiatr roznosi ludzkich losów dzieje.

Berlin, 21.09.2002

 Przy gwiazd orszaku

Jak zwykle w nocy pracowałeś,
Dłonie twe brudne są od ziemi
Kopałeś doły mój kochany?…,
Jesteś dziś taki dziwnie niemy.

Chowasz twą smutną tajemnicę
W duszy goryczą wypełnionej
I nie wiesz, że ja wszystko czuję
Kochanie masz przed sobą żonę.

Wiem, ty chowałeś naszych braci
Przy gwiazd orszaku w ciszy mroku
Ty oddawałeś wolnych niebu
Oni tam mają czas na spokój.

Przytul się do mnie i odpocznij,
Pomyśl, nam kiedyś będzie lepiej
Myśleć nam wolno, nikt nie słyszy
Jak dobrze że my mamy siebie.

Tak bardzo chciałabym pomarzyć
Pieścić ustami słodkie czereśnie,
Poleżeć w trawie tam, w Zamościu,
A nie umierać tu, przedwcześnie.

Niestety nie wiem jak się marzy
W sercu mym pustka, beznadzieja
Historia może nas zapomnieć,
Lecz nie zapomni matka ziemia.

*

Moja Cioteczko, Ciociu Lidziu
Czarę goryczy którą sączyłaś
Wylałem w strofach mej poezji
Na pamięć tego, coś przeżyła.

Dziś, długo w nocy pracowałem
Myślałem o tym coś mi rzekła
Dziękując Bogu że wróciłaś
A mówią, – nikt nie wraca z piekła!

Berlin 21.01.1993

Prawie modlitwa

Napisałem jeszcze jeden prosty wiersz
Syberyjskim korytem rzeki popłynęły myśli
Wypełniając pustą, białą śnieżną przestrzeń
Mieszanką dziwnie niepojętej gry w historię.

Sakro-profanne siły uwięzione we wnętrzu
Błędnej interpretacji ludzkiego sumienia
Jak dzwon wzywający na anioł pański,
Zagłuszały łkanie bezpańskiego logosu.

A wiara wypływając z proroczych ust
Tańczyła między strofami psalmów.
Chwytając ledwo słyszalne „Gloria“
Oddalała się coraz bardziej od źródła.

Tylko na ziemi już dawno umarłej
Na której śnieg pachniał szkarłatem
Błąkały się zagubione dusze przeszłości
Wołając o pamięć dla miejsc świętych

Berlin 11.07.2003

Wiosna

Lubię patrzeć przed siebie,
Gdy zima roztopem odpływa
Wystarczy rękę wyciągnąć
By złapać w dłonie wiosnę.

Lubię patrzeć przed siebie,
Gdy tajga do życia się budzi
Wystarczy podejść do sosen
By ujrzeć czas przebudzenia.

Lubię patrzeć przed siebie
Gdy wokół wrzawa wiosenna
Wystarczy posłuchać wiatru
By słyszeć ptasie śpiewanie.

Lubię patrzeć przed siebie
Zamknąwszy oczy, marzyć
By poczuć dom mój rodzinny
Kwitnące jabłonie i bez.

Berlin, 21.04. 2012

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Roman Brodowski i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Syberia

  1. Anonim pisze:

    Z zainteresowaniem i wrażliwością Polki przeczytałam te słowa, autorstwa Romana Brodowskiego. Losy wielu moich rodaków, uwikłane wojną, odciskają swoje piękno na tym co w duszy mi gra. Jestem po lekturze książki o dziejach ludzi z terenów odzyskanych, a dokładnie okolic Gdańska, więc historia Cioteczki Lidzi, również wpisuje się w mroczne przeżycia wielu Polaków i ich rodzin. W mojej rodzinie mam przypadki pobytu w niemieckich obozach, przymusowej służby w niemieckim wojsku czy wywiezienia ojca w głąb Rosji. Panie Romanie! Dziękuję za tekst Syberia i czekam na ciąg dalszy! MKupryciuk

  2. To jest ważny temat i podoba mi się jego przedstawienie w poniższym tekście. Nie nachalne ale pełne współczucia i zrozumienia.
    Polsce często bywa on źle zrozumiany: nie ma sensu robić z niego politycznego cyrku, stawiać wielkich pomników, jak to robią niektórzy i zarażać młodszego pokolenia nienawiścią do Niemców i Rosjan…
    Ale powinniśmy pamiętać. I szanować tą pamięć. To nasz obowiązek względem tych, co zginęli, względem tych, którzy cierpieli. To co mamy w sercu jest więcej warte, niż wszelkie zewnętrzne oznaki…
    Moja rodzina też ma za sobą podobne doświadczenia.

  3. Dziękuję obojgu Komentatorom, zaraz wyślę maila do Autora i poinformuję go, że warto, żeby przeczytał i – jak zechce – odpowiedział, a SoS zostanie jutro zreblogowany i już dziś się cieszę! Oczywiście wyślę jutro pinga!

  4. Zbyszek pisze:

    Tak się pisze sercem…

  5. Anonim pisze:

    Dziekuję wszystkim, którzy się wpisali. za miłe słowa i za ocenę mojej poezji – autor Roman Brodowski

  6. ewamaria2013 pisze:

    Marcel Reich-Ranicki ist krank. Er ist schon ein alter Herr, es ist also möglich, dass es seine letzte Krankheit ist. Daher zwei seine Gedanken zur Rolle der Literaturkritik. Oder – überhaupt der Kritik:
    • “Aufrichtigkeit ist die erste Pflicht des Kritikers” – in “Menschen bei Maischberger”, 21. September 2004
    • “Klarheit ist die Höflichkeit des Kritikers” – in “Der Herr der Bücher”, ZDF-Dokumentation zu 85. Geburtstag von MMR

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s