Jego nowa twarz

Sigil of Scream

Jego nowa twarz

Chciał przymknąć okno, gdy nagły powiew wiatru poinformował go o przylocie matki. Zrezygnował więc ze swego zamiaru i usiadł z powrotem na kanapie, patrząc jak Maria przefruwa przez parapet. Kilka zgubionych ptasich piór oderwało się z jej magicznej szaty i sfrunęło na podłogę, gdzie zastygły w ostatnich promieniach pomarańczowego słońca.
– Znów nic nie robisz? – Maria spojrzała badawczo na syna, obserwującego ją z wyrazem apatii, charakterystycznym dla młodych bezrobotnych i arystokratów. – Wyglądasz jak z krzyża zdjęty.
– Bardzo zabawne – mruknął Jezus sarkastycznie i wyszedł do kuchni. Przechodząc przez korytarz słyszał jak Maria rozpina czarodziejską szatę. Widok jej nagiego ciała byłby czymś więcej, niż mógłby teraz znieść. Nigdy nie nosiła bielizny. Podszedł do zlewu i odkręcił wodę, napełniając nią nieduży puchar.
– Jest Magda? – krzyknęła Maria z drugiego pokoju.
– Nie ma – odkrzyknął ochryple. Ruchem ręki zamienił wodę w pucharze w czerwone półwytrawne. Odczekał jeszcze chwilę stojąc przy odkręconym zlewie i dając czas matce na założenie sari. Ostatnio w domu pojawiało się coraz więcej tych indyjskich bzdur. Rano budził go często zapach szafranu i olibaum. Jezus zastanawiał się jak się to skończy. Przepłukał gardło łykiem wina i wrócił do pokoju. Maria stała przed lustrem zakładając dziwne, brzęczące bransolety.
– Gdzie poszła? – zapytała nie przerywając czynności.
– Wyszła – stwierdził po prostu i wrócił na miejsce na kanapie, za stolikiem. Leżała tam duża, ciężka serweta, tkana w róże i pobrudzona woskiem. W tle na niej widniał krzyż.
– Skąd mam wiedzieć gdzie ją nosi? – „Dziwka” dodał w myślach z ponurą mściwością, ale i lekkim posmakiem przyjemności.
Maria odwróciła się od lustra i wbiła wzrok w wyblakłe oczy syna.
– Nieładnie o niej myślisz. Nie zapominaj, że jesteśmy jednością – uśmiechnęła się.
Jezus wzruszył ramionami.
– Możliwe, niemniej mogłaś mi zostawić jakąś lepszą część siebie. Wiesz, wolałbym nieco troski i uwagi, niż wieczną nimfomanię.
– Troska i opieka jest dla ludzi – odparła Maria z irytującą pewnością Wielkiej Matki. – A propos ludzi. Dzwonił ktoś do ciebie dziś rano, ale spałeś, więc cię nie budziłam.
– Kto? Przecież mamy zastrzeżony numer.
– Jakiś mistyk. Nie wiem skąd wziął nasz telefon. Wiesz jacy oni są, ci mistycy, zawsze pchają nos nie tam gdzie trzeba.
– Pewnie Franciszkanin – skwitował Jezus kwaśno. Franciszkanie irytowali go, za dużo duchowości. Zdecydowanie wolał Jezuitów – oni przynajmniej nigdy nie próbowali się z nim skontaktować.
– Będziemy musieli zmienić numer – dodał po chwili. – Jeśli jeden człowiek go zna, zaraz będziemy mieć na karku całą ich bandę. Wiesz jacy są ludzie. Wydaje im się chyba że prowadzę jakąś akcję charytatywną.
Zapobiegawczo pominął przekleństwa nawet w myślach. Wyjął z kieszeni na piersi cygaro i odgryzł końcówkę. Zapalił.
Maria usiadła na krześle naprzeciwko niego i złożyła ręce na kolanach. Gdy podniósł wzrok napotkał jej spojrzenie poza błękitnawymi oparami dymu. W pokoju robiło się powoli coraz bardziej modro. Zmierzch kładł się na sprzętach grubym kocem szarości. Aureole matki i syna świeciły coraz jaśniej w mroku, rozpraszając cienie.
– Wypalasz się – stwierdziła w końcu matka, po chwili milczenia. – Zrobiłeś się sarkastyczny i zblazowany. Kiedyś tak nie było.
– Świat jest sarkastyczny i zblazowany. Jestem mesjaszem na jego miarę. Poza tym ludzie lubią takich, to teraz modne. Może nawet zajmę się filozofią?  – odparł drwiąco, zaciągając się dymem.
– I zacząłeś palić…
– Część mojego image. W końcu jestem naczelnym magiem tego świata. Palenie zawsze było czynnością magiczną… Wiesz, władza nad ogniem i takie tam…
– Nie wiem, gdzie to cię zaprowadzi. Mógłbyś być bardziej taki… No wiesz…
– Jak Budda? – przerwał jej Jezus z ironią w głosie.
– Chociażby…
– A gdzie ten Budda, co? Facet którego nie było, nie będzie i nie ma. Pieprzone „wszędzie i nigdzie”. Sam się chyba znaleźć nie może. Wygoda dla deistów i ateistów. Mam dość tego wschodniego chrzanienia, oświecenia na haszyszowym haju…
– Jak chcesz. Nie namawiałam cię do powrotu do Indii – wzruszyła ramionami Maria – Po prostu mógłbyś mieć czasem bardziej pozytywne nastawienie. To ty sam sobie robisz gorzej…
Chciał coś odpowiedzieć ale w tym momencie oboje usłyszeli zgrzyt klucza w zamku i dźwięk drzwi uderzających o ścianę. Na klatce rozległ się śmiech, który jednak szybko zgasł. Chwila szeptów, szelest ocierających się o siebie ubrań. Odgłos oddalających się kroków i zamykanych drzwi zlały się w jedno.
– Magda wróciła – stwierdziła Maria po prostu i wyszła do przedpokoju. Za drzwiami zabłysło światło, kładąc się na dywanie w pokoju. Jezus pociągnął kolejny łyk wina, kobiece głosy w korytarzu szeleściły przez chwilę. Nie wsłuchiwał się w to. Zamknął oczy. Dobiegły go tylko urwane słowa: „znowu”, „wujek”, „porozmawiaj”, „wieczór”, „pije”… Cmoknięcie i oddalające się kroki Marii w głąb domu. Zawsze umiał poznać jej chód, nawet po dźwięku, nieśpieszny i w pewien sposób pełen klasy. Drgnął nagle gdy ktoś wyjął mu z ręki kielich. Otworzył oczy. Stała obok niego, w purpurowej, prowokująco krótkiej sukni i uśmiechała się z mieszanką troski i przekory. Choć tej drugiej było zdecydowanie więcej. Jej włosy lśniły lekko odbijając dyskretnie blask aureoli.
– Nie powinieneś pić z Graala – powiedziała miękko – Znów gnostycy i wizjonerzy będą chodzili przez miesiąc do tyłu.
Nie odpowiedział, zaskoczony jej bolesną namacalnością. Czuł teraz zapach jej perfum, zmieszany z wonią alkoholu, papierosów i dymem cygara. Mrugnęła i przysunęła sobie krzesło, siadając obok stołu, przed Jezusem. Prowokacyjnie odwróciła je oparciem w jego kierunku, tak iż widział koronkowe zakończenia jej pończoch, opinające ciasno pełne uda. Wiedział, że ma tę świadomość. Magdalena uwielbiała takie drobne zabawy, czerpała z nich przyjemność, nieodmiennie czy znajdowała się akurat w domu, w knajpie czy na wystawnym przyjęciu. Obserwowała go z rozbawieniem, bawiąc się resztką wina w kielichu. Przełknął ślinę.
– Gdzie byłaś? – zapytał wreszcie.
– Przecież wiesz. Chodziliśmy z Szatanem, tu i tam. Chciałam go zaprosić teraz, ale mówił, że ma sporo pracy.
– Nie lubię, jak się z nim zadajesz.
– Oj, daj spokój, wujek nie jest taki zły – uśmiechnęła się, mrugając z udawaną niewinnością. Była ubawiona jego reakcją. – Poza tym dobrze wiesz, że on płaci za większość naszych potrzeb. Chyba że chcesz opłacać mieszkanie ze swoich sztuczek magicznych…
Nie zripostował, nie miał na to sił. Wiedział, że miała rację. W sumie ich akcje na Ziemi szły coraz gorzej. Nie tragicznie jeszcze, niemniej kierunek był ewidentnie spadkowy. Kiedyś miał do tego więcej serca. Kiedyś go to bawiło nawet, wykorzystywanie magii do leczenia, spełniania życzeń czy zadziwiania śmiertelnych. Napędzał całą tę zabawę. Ostatecznie jednak pewne rzeczy znudziły mu się, a cuda wyszły z mody. Westchnął.
– Wypalasz się – zauważyła z troską.
– Już mi ktoś dziś to mówił.
Nie odpowiedziała, wiedziała kto. Chwilę trwała cisza, przerywana tylko tykaniem zegara, który dostał kiedyś od Ojca. W sumie nie przypominał sobie, by otrzymał więcej prezentów od niego.
– Powinniśmy wyjechać – powiedziała nagle Magdalena. – Wiesz, zmienić klimat, zmienić styl. Może coś bardziej pod Erę Wodnika? Teraz ludzie lubią takie rzeczy. Wiesz, moglibyśmy się wyluzować. Jak kiedyś. Za długo już jesteś czarownikiem dla ubogich, co to za klasa? Szkoda gadać. Pamiętasz jak byłeś Krishną? Coś takiego mam na myśli, wiesz – nowa twarz, nowe symbole, nowe imię… Coś na czasie, coś anty… O rany, zróbmy coś szalonego!
Ciemność gęstniała w pokoju. Dym zdawał się wirować i tworzyć jakieś dziwne symbole. „Może rzeczywiście,” pomyślał Jezus mętnie, czując jak głowa staje się coraz cięższa. „Może ona ma rację. Szkoda trzymać się przegranych spraw. Faktycznie ostatnio straciłem na rozmachu. Trzeba z tego wybrnąć… Tylko co wybrać? Francję? Magdalenę tam lubią. Może Stany, tam mają wielu bogów udających śmiertelników… I śmiertelników udających bogów… Będą musieli to przemyśleć… Może rano, jak się wyśpię… Nowa twarz… Nowe imię… Coś nowego? Anty…? Antyteza…? Antychryst…? Antychryst! Tak, to może być to…”
Magdalena dopiła wina z kielicha patrząc spod przymrużonych powiek na zasypiającego mesjasza.

***

Strona internetowa autora

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Sigil of Scream i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Jego nowa twarz

  1. Lucy pisze:

    Niesamowity nowy i odważny pomysł. Gratuluję nowatorstwa i nietuzinkowego myślenia, bogactwa formy i treści. Czytałam z przyjemnością.

    • Bardzo dziękuję za pozytywną opinię. Choć mówiąc prawdę, najbardziej cieszę się, że Tobie się podobało – to chyba najistotniejsze, by nasze teksty inspirowały także innych. 😉

  2. ewamaria2013 pisze:

    Tak to wygrała Warszawa.
    18 marca 1596 Król Zygmunt III Waza podjął decyzję o przeniesieniu stolicy z Krakowa do Warszawy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s