Halle poza sezonem

Dorota Cygan

Halle, Kaminer i my. Albo odwrotnie.

Halle to wyzwanie. Nie tylko dla inwestorów, którzy, jak pisał przed 10 laty Władimir Kaminer w zbiorku historyjek Moja niemiecka księga dżungli, odeszli jeden po drugim, zostawiając to niebywałe eldorado na pastwę kolejnych inwestorów, w efekcie czego miasto przez chwilę o mały włos nie zasłużyłoby na przemianowanie go na Spielhalle. To wyzwanie także dla turystów, którzy wszak przyjeżdżają, żeby coś podziwiać, a nie pokrytykować dla zabawy. Lepiej sobie nie używać na takim mieście jak Halle i nie bawić się na koszt tych niewielu mieszkańców, którzy jeszcze się opierają trendowi migracyjnemu w zachodnim kierunku i trzymają fason. A że trudno się tej (poniekąd tradycji) oprzeć, skoro już Haendel opuścił Halle w wieku 17 lat, trzeba przyjąć, że tak to już jest.

halle1

Jako że pisarze bynajmniej nie rozpieszczają Halle opisami literackich podróży (a do traumatyzującej prozy rozliczeniowej Edgara Hilsenratha po prostu bałybyśmy się sięgnąć, by sprawdzić, czy Halle tam się w ogóle pojawi),  poczułyśmy trochę z przekory chęć okazania temu miastu spoza znanych tras turystycznych choć na krótko trochę uwagi. Jak tu nie poczuć solidarności na widok wielkopłytowych pomników socjalizmu, o których Kaminer pisał, że przeniosły go w myślach w czasy jego moskiewskiej młodości? Wiedzione tym impulsem i  prawdę mówiąc  trochę po to, aby z bezpiecznego dystansu naszych berlińskich domostw poczuć za darmo lekki horrorek, pojechałyśmy szukać Neustadt, spodziewając się, że dzielnica robotnicza będzie miała coś z dawnej zwartości, dumy i siły wczesnego socjalizmu. Ale nie. Rozstrzelona w przestrzeni na wiele kilometrów, może być jedynie metaforą dysocjacji osobowości lub jej zapowiedzią – dla tych eksperymentatorów, którzy jednak chcieliby autentyzmu na dłużej niż nasza krótka i intensywna przejażdżka.

halle2

Dajemy jednak miastu szansę, inaczej niż nasz wspomniany berliński autor o rosyjskich korzeniach (i uprzedzeniach). I widzimy: bogate wille  z czasów grynderskich, na wielu ozdobne fasady z przełomu wieków, bardziej wyważone proporcje niż ich odpowiedniki w Berlinie, czyli takie trochę jak w Dreźnie, widzimy starania konserwatorskie całkiem nowej daty i (mniej lub bardziej udane) próby adaptacji starych murów zamkowych do potrzeb wystawienniczych, tereny spacerowe i – no niestety, nie da się  skłamać – zupełny, uderzający i bolesny… brak ludzi. Jest oczywiście jakieś prawdopodobieństwo, że w niedzielne popołudnie w swoich czterech ścianach popijają lokalnego (!) szampana marki Rotkäppchen lub Mumm, testując realną lub fikcyjną różnicę między nimi po fuzji obu firm, ale nie jest ono wielkie. Ale być może w tej degustacji (fakcie kulturowym!), którą zawdzięczam właśnie Kaminerowi i którą regularnie praktykuję  na lekcjach niemieckiego, prosząc uczniów o arbitralne rozstrzygnięcie wewnątrzniemieckiego sporu intrakulturowego o wyższości jednego trunku nad drugim, tkwi rozwiązanie? Nie wiem, co pijał Lyonel Feininger, kiedy jeszcze przed dojściem nazistów do władzy i wymuszoną emigracją mieszkał półtora roku w Halle i malował tutejsze kościoły i wieże, ale w tym, co zostawił naszym oczom, jest magiczne zaklęcie rzeczywistości tego miasta – zaklęcie tych uliczek i placów, wyniesienie ich ponad realizm w rejony magiczne. Bo po pierwsze trzeba umieć patrzeć, żeby widzieć. Ale po drugie można nałożyć filtr wyobraźni i dopiero ruszyć w miasto. Albo wrócić jeszcze kiedy indziej, o innej porze roku. Zobaczymy.

Lidia Głuchowska

„Martwy sezon” w Halle

– we wszystkich tego słowa znaczeniach – nie tak mało wcale ma do zaoferowania. Niemal nie zniszczone podczas wojny, w pewnych zakątkach przypomina nie tylko zamożny niegdyś Lipsk, rezydencjonale Drezno, lecz i kurortową Jelenią Górę.

Hallepodwojne1

Jeśli nieopatrznie rozpocząć wycieczkę przy tutejszej Leopoldinie (niemiecka Akademia Nauk, założona w roku 1652, mieszcząca się w dawnym budynku loży masońskiej z roku 1820; informacja dla wrocławiaków – ich Aula Leopoldina jest starsza, bo zbudowano ją w latach 1728-1741), przez zamkniętą bramę będzie można popatrzeć na dziedziniec pełen róż chronionych przez pałuby, posępnie emanujący pustką.

Leopoldina

Po chwili jednak, nawet przy pochmurnej pogodzie, dostrzec można i „spolia” z lepszych czasów, które budzą refleksje i prawdziwy zachwyt.

Pobliski Moritzburg pozostawia wrażenie jeszcze bardziej ambiwalentne. Z tą perłą późnogotycko-renesansowej architektury, z portalami przywodzącymi na myśl i Wawel, i Chocim, i Lwówek Śląski, nie nazbyt życzliwie bowiem obeszli się konserwatorzy.

2_Halle pieknebrzydkieTak jedno ze skrzydeł wewnętrznych dziedzińca, ogołocone z balkonów, jak i monumentalne, zewnętrzne mury od strony „fosy”, z pewnościa odstraszą jak obronny gród…

Wewnątrz – podobna konsternacja – przyjazna obcokrajowcom obsługa „na piękne oczy” uwzględnia zniżkę dla dziennikarzy i historyków sztuki, stoi w kontraście z kubistyczno-więzienną szatnią i prowizorium aranżacji znakomitej skądinad wystawy fotografii z arcydziełami podpisanymi: Sudek, Sander, Man Ray, Witkacy, Rodczenko, Cindy Shermann…

Za chwilę znów zaskoczenie – stała ekspozycja: Die Brücke – Nowa Rzeczowość, konstruktywizm – przyciąga i koi wyważonym rytmem barw poprzecznych ścian – z początku dyktowanym staccato tonów harmonizujących z obrazami Schmidta-Rottluffa – stopniowo wyciszanych monochromią prounów Lissitzky’ego, rzeźb Lemmbrücka i protorenesansowych okien z marionetkami tutejszego teatru, rodem z wczesnych lat trzydziestych.

4 halle ekspopodw

Za progiem uwagę przykuwają Meduzy-maszkarony, i te z dziedzinca zamku, i te z bram wyburzanych kamienic

5 halle MaszkaronypodwojneKolejna perła to kościół w rynku – i jego cztery wieże – dwie od frontu i dwie z tyłu. Piąta, ta na zewnątrz, góruje ponad placem, za wielkim jakby dziś wobec rangi miasta.

8 halle-kosciolWewnątrz – arcydzieło proporcji – zgrabne i maleńkie – regencyjno-rokokowe organy dźwigają atlanty. A naprzeciw – jak żart architekta – „organki” – cukierkowe jak z dziecinnego pokoju, no i strojne w herby – na tle malowanej protestanckiej przypowieści.

Ponad wszystkim – sieciowe sklepienie, wykreślone regularnie, rodem z wzornika. Jest tu i ambona – kryta rozgwiazdą, jak po jubilersku zdobiona wieńcem manierystycznych putt.

10 ambona-sklepienie

Znak czasu to wystawa: a jakże –  ruch oporu – rodzeństwo Scholl – przestroga – byliśmy tu – raz jeszcze.

Trzecią odsłonę sztuki określa inny duch – „Piękno niewidomych”. To wystawa mody projektowanej wyłącznie z myślą o nich – ze smakiem i społecznym zmysłem – niewątpliwie potrzebnym.

gorset
Designerskie ubrania w minimalistycznym zestawie barw – bieli i czerni – zdobi tekst w alfabecie Braille’a, często wiersze lub myśli niewidomych modeli, dla widzących tłumaczone w folderach.

To przesłanie imponuje – idea integracji – czy dostrzeże ją świat poza Halle? Media? Internet?

12 moda-podwoj

Ewa Maria Slaska

Halle monochromatyczne

To ja byłam praprzyczyną wyjazdu do tego zimnego i pustego miasta, ponieważ miałam swój (bardzo skromny) udział w przygotowaniu wystawy mody dla niewidomych – pięknej mody dla pięknych niewidomych. Obejrzałyśmy wystawę, owszem, ale spóźniłyśmy się na wernisaż. Ale nie żałujemy. Wchłonęło nas miasto, miasto poza sezonem, martwe miasto, miasto monochromatyczne. Halle. Monochromatyczne z plamami czerwieni w strojach dwóch kobiet na moście.

***
O wystawie były już na blogu dwa wpisy:
https://ewamaria2013texts.wordpress.com/2013/02/26/die-schonheit-der-blinden/

https://ewamaria2013texts.wordpress.com/2013/03/09/modenschau-fur-blinden/

I jeszcze tu (choć już nie u nas): http://www.kunstforum-halle.de/veranstaltungen/die-schoenheit-der-blinden.html

halle-koniec

Advertisements

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dorota Cygan, Ewa Maria Slaska, Lidia Głuchowska i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Halle poza sezonem

  1. AG pisze:

    Als ich Mitte der 90er im „Logenhaus Zu den drei Degen” Latein- und Altgriechisch-Kurse besuchte, stand noch „Tschernyschewskij-Haus” über dem Portal und es wurde von der Uni genutzt. Als glühende Lokalpatriotin hat es mich sehr gefreut, als ich neulich hörte, dass Halle-Neustadt sich einer gewissen Gentrifizierung erfreut und Neuankömmlinge sich die Wohnungen dort inzwischen durchaus etwas kosten lassen. Der Bezirk ist verkehrsmäßig sehr gut angebunden durch S-Bahn, Straßenbahn, Busse – nicht nur ins Zentrum, sondern auch in die landschaftlich und kulturell (Bad Lauchstädt!) reizvolle Umgebung. Und durch sein vergleichsweise hohes Alter und die noch großzügige Anlage (Prestigeprojekt der 60er mit Stararchitekten) heute sehr grün – was man von den meisten Moskauer Mikrorayons nicht behaupten kann.
    Hier in Berlin sind, mal abgesehen vielleicht vom Hermannplatz und touristischen Hotspots wie dem Potsdamer Platz (wo man von Berlin-Besuchern verzweifelt gefragt wird, wo denn das Stadtzentrum sei) bei diesem Wetter auch nicht mehr Leute auf der Straße. Und man kann sich nicht einmal mit einheimischen Getränken trösten, das Bier hier kann man ja niemandem zumuten…

    • ewamaria2013 pisze:

      Danke schön für einen langen ergänzenden Kommentar und noch dazu von einer „Lokalpatriotin” :-))) Klar, ein kalter März ist nirgendwo reizend, aber Berlin ist heutzutage unter den Touristen nicht für seine Flanierstrecken berühmt, sondern für sein Clubleben. Letztens hat mir jemand erzählt, was seine Gäste aus Amsterdam in Berlin taten: Sie kamen am Freitag und gingen in den Berghain. Dann schliefen sie den ganzen Tag und abends gingen sie in den Berghain, dann schliefen sie… usw. Nach dem dritten Berghainbesuch gingen sie direkt zum Hauptbahnhof und fuhren ab. Und Billigflüge aus Norwegen machen die Hochtouren, weil hier heller und wärmer ist als dort oben, und selbst die Polen kommen zu den Langen Nacht der Museen und Schlußverkaufen, auch wenn WSV und SSV offiziell nicht mehr existieren. Und alles im allem – es war sehr doch schön in Halle! Und sehr authentisch!

  2. Anonim pisze:

    Endlich wieder ein polemischer Kommentar von unseren Lesern – ich dachte, das kommt nie mehr;) Gleich muss ich zugeben, dass ich ein gewisses Unbehagen spürte, als wir Neustadt so enttäuschend fanden und schnell verließen, denn ich vermutete, dass wir nicht bis zum Herzen dieses Bezirks vorgedrungen waren. Bei dem Phänomen Trabantenstädte würde ich gern auf diesem Blog länger verweilen – denn ich finde es spannend, wie Menschen die Schönheit ihres Lebensumfelds definieren – dass dies natürlich weniger mit den Architektennamen zusammenhängt als mit dem Eintrittsalter der Sozialisation in solchen Schlafstädten und mit sozialen Bedürfnissen jedes Einzelnen, würde ich als erstes einwenden. Als Kind habe ich unseren polnischen Neubau genossen, weil ich nicht so isoliert aufwachsen musste wie die Kinder der Mietskasernen mit ihren unbespielbaren Hinterhöfen. Hassen gelernt habe ich diese Wohnungen erst viel später – als ich langsam auf die Häuserfassaden der Altstadt achtete und die alte Bausubstanz schätzen lernte. Mich wundert aber eigentlich immer noch, dass sich sehr viele Menschen von den frühen ästhetischen Prägungen nicht lösen – und zwar weil sie es nicht wollen. Einige Freunde von mir kaufen sich Wohnungen in solchen Bezirken wie Kozanow in Breslau, obwohl sie sich durchaus teure Loftwohnungen leisten können – sie finden, so solle man wohnen und tun das ohne auf die neuen Trends zu schauen.
    Die Frage, ob mir Neustadt wirklich nie und unter keinen Umständen gefallen kann, beschäftigt mich immer noch – ein Grund mehr, tatsächlich noch einmal hizufahren, vielleicht nachdem ich zuvor Marzahn und Gropiusstadt besichtigt habe. Was mich noch beschäftigt, ist die simple Frage, ob ich recht habe, dass hierzulande Menschen wirklich weniger auf den Straßen präsent sind als in Polen. Den Eindruck habe ich einfach immer. Liegt es am höheren Bevölkerungsalter oder haben meine Landsleute weniger Platz in den Wohnungen (besonders wenn auch noch die Schwiegermutti bei ihnen überwintert) und müssen/wollen/sollen öfters raus in die Kälte?
    Hiermit eröffne ich hoffentlich eine Diskussion…?

  3. AG pisze:

    Ist doch ganz einfach: Läden offen = Leute auf der Straße. In D gibt es – im Unterschied zu Polen – ein Ladenschlussgesetz. Und der Run auf Neustadt hat durchaus etwas mit der neuen Coolness des sozialistischen Realismus zu tun. Und da ist HaNeu schon ein anderes Kaliber als Marzahn, wo es dann mehr um Quantität ging (8. Parteitag der SED, Wohnungsbauprogramm)

    • ewamaria2013 pisze:

      Mein Kumpel, Architekt, meint, Marzahn wurde in letzten Jahren völlig aufgepeppt – Wohnungen auf zwei Etagen, Terassen, Maisonetten mit Gärten, Penthouses – und es ist in Marzahn super schick jetzt (und entsprechend teuer).

  4. Lucy pisze:

    Dzięki temu wpisowi mogę zwiedzać świat i podziwiać zapomniane miasta z tak bogatą kulturą .Po raz pierwszy słyszę też o wystawie mody dla niewidomych To fantastyczne.że mogę cały czas poznawać nowe

  5. ewamaria2013 pisze:

    Hallo Lucy! Nie jestem pewna, ale myślę, że jest to też pierwszy raz, że ktoś zrobił modę dla niewidomych, wystawę dla niewidomych i pokaz mody dla niewidomych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s