Bajka o rybach

Sigil of Scream

Ostatnio natknąłem się w moim wszechświecie na bajkę o Rybach. I w sumie chciałem ją zachować jedynie dla siebie, ewentualnie tego kogoś, komu opowiedziałem ją po raz pierwszy. Ale z czasem historia ta stała się dla mnie w jakiś sposób ważna i dziwnie przejmująca. Zastanowiło mnie to na tyle, iż zdecydowałem się przedstawić ją większej liczbie czytelników. Uważam, że ryby też ucieszyłyby się z tego, gdyby o tym wiedziały…

BAJKA O RYBACH

Gdzieś na bezkresnej, spalonej słońcem pustyni, znajduje się Rybia Wioska. Pustynia nie jest piaszczysta i płowa, jak większość pustyń w takich opowieściach – lecz pomarańczowa, prawie ruda. Spalona słońcem, płaska, spękana glina ciągnie się aż po lekko falisty horyzont, tworząc mozaikę sześciokątnych rys. Twardą powierzchnię porastają tu i ówdzie kolczaste kaktusy w kolorze bezczelnej, jasnej zieleni. Rybia Wioska znajduje się w zagajniku takich kaktusów. I mieszkają w niej oczywiście ryby. Wielkie, kolorowe ryby o psychodelicznych wzorach na łuskach, pasach, gwiazdach, strukturach fraktalnych i rozlanych barwach, z których wielu mistyków świata mogłoby odczytać imiona boga, albo klucz do tajemnicy Świętego Graala. Ale na pustyni nie ma żadnych mistyków, są tylko ryby… Niebo ponad nimi jest obłędnie błękitne. Intensywne błękitem i soczyste obłędem. Widzisz to?

Ryby jeżdżą w wózeczkach, odpychając się płetwami, bo trudno jest pływać po wysuszonej glinie. Jak dotąd zdarza się to tylko tym nielicznym rybom, które najedzą się za dużo sfermentowanych kaktusów. I tylko przez kilka chwil. Więc ryby mają wózeczki, które malują w różne wzorki i czasami wieszają na nich dzwonki albo coś, co akurat mają ochotę powiesić. Kółka tych wózeczków wydają piskliwy i przeciągły dźwięk, jeśli nie są naoliwione. Zawsze z daleka można po tym rozpoznać zbliżającą się karawanę ryb. Jakieś kółko zawsze będzie nienaoliwione.

Gdyby wziąć w rękę odrobinę tej rudej gleby i rozkruszyć ją w dłoni, ujrzałoby się pomarańczowy pył i miniaturowe, zwapniałe muszelki mięczaków… Spiralnych mięczaków… One też kiedyś zamieszkiwały tę pustynię, trzy tysiące lat przed rybią wioską ich cywilizacja stworzyła wysoką kulturę, pełną teorii naukowych, cudów architektury, skomplikowanych potraw, melodii i innych tego typu rzeczy. Niestety, po kilkunastu stuleciach zniknęła całkowicie, zniszczona przez nalot Opiekaczy Do Grzanek z kosmosu. Pozostały po niej tylko muszelki i małe tabliczki klinowe z napisem „przepraszamy, winda nieczynna”. Opiekacze nie pojawiły się od tego czasu ponownie, dowodząc, iż był to jedyny taki przypadek w historii…

Ryby mieszkają w szałasach. Te szałasy są dość zróżnicowane – od całkiem niewielkich, po duże i wielokątne. Właściwie, nikt nigdy nie zastanawiał się, skąd ryby biorą na pustyni chrust, aby je zbudować. Gdyby się jednak zastanowił, chyba niewiele by mu z tego przyszło, nie istnieje bowiem żadna racjonalna odpowiedź na to pytanie. Faktem jest jednak, iż ryby wznoszą szałasy.

Ryby odżywiają się naleśnikami. Te naleśniki są czasami bardzo dziwne, a czasami niekoniecznie. Potrafią zakwitnąć na patelni na wiele różnych sposobów i niekiedy śpiewają. Niedobrze jest pochylać się nad nimi w czasie smażenia, gdyż zdarza się, że naleśniki wykształcają plazmatyczne i ciastopodobne macki wciągając tych, którzy nie mieli się na baczności. Właściwie nikt nie wie, gdzie trafiają wciągnięci, ale jest to z pewnością jedno z takich miejsc, o których lepiej jest nie wiedzieć. No i oczywiście nie zdarza się to dość często. Właściwie dwa-trzy wciągnięcia w skali roku. Jednak lepiej zachować ostrożność, czyż nie?

Kaktusy kwitną raz do roku, w porze deszczowej, na którą przypada wielkie święto ryb. I jest to dla nich jedyne święto w roku, ale za to trwa aż 8 dni. W jego trakcie pustynia zamienia się w ogromne jezioro, a ryby nie potrzebują już wózeczków, i mogą pływać swobodnie. Później kwiaty kaktusów opadają na ziemię deszczem fioletowych płatków, a jezioro wysycha, pozostawiając suchą, spękaną glebę. Pokryta tu i ówdzie resztkami miniaturowych pozostałości po metropoliach spiralnych mięczaków. Ale nikt nie zwraca na nie uwagi.

Kiedy słońce zachodzi, na wschodzie pojawia się jasna i duża grupa gwiazd. To konstelacja „Wielkiej Ryby”, która powoli i majestatycznie przepływa przez całe niebo, aby zniknąć nad ranem na zachodzie, rozmywając się w blasku nowego dnia. Rybom jest bardzo smutno, kiedy patrzą na tę konstelację, choć wiele z nich lubi na nią patrzyć. Ten smutek jest przejmujący i dziwny, zwłaszcza gdy obserwuje się ją zupełnie samotnie. „Wielka Ryba” nie potrzebuje wózeczka, żeby przepłynąć przez noc. I żadne filozoficzne refleksje nie łagodzą tego faktu.

Ryby nie znają filozofii. Jednym z największych osiągnięć ich kultury jest całkowita ignorancja w dziedzinie filozofii. Co prawda był kiedyś pewien filozof, ale wpadł do studni, zanim jeszcze nauczył się wykładać swoje doktryny. Odtąd słuch po nim zaginął, niektórzy podejrzewają, że został pożarty przez prymitywne plemiona czarno-zielonych glonów zamieszkujących podziemne czeluście.

Gdyby ryby wysyłały do siebie kartki, wizerunek konstelacji „Wielkiej Ryby”, pojawiałby się na nich częściej, niż cokolwiek innego. Jednak one nie wysyłają kartek, bo nie miałyby do kogo ich wysyłać. Nie ma innych Rybich Wiosek, oprócz tej jednej. Jednak to Rybom zupełnie nie przeszkadza. Nie muszą jeździć daleko wózeczkami i to jest całkowicie w porządku. A nawet gdyby gdzieś pojechały i tak nie poznałyby nic, czego nie znają. Pustynia była tu zawsze. Ciągnie się dookoła w bardzo wielu kierunkach i nikt nie sugerował nawet, iż gdziekolwiek się kończy…

Wielki Czwartek. Gründonnerstag. Holy Thursday. Passover. Last Supper for Jesus and his pupils. What they ate? Bread and wine for sure. But Passover lamb? Some biblical scholars believe that the „lamb” is actually a symbol for Jesus, who the next day would become the sacrificial „Lamb of God.” Therefore they think, it could be fish and suggest that in Last Supper of Leonardo DiVinci you can see plates of grilled eel with orange slices. Of course fish is also Jesus. Ichthys.
ΙΗΣΟΥΣ (Iēsoûs) – Jesus
ΧΡΙΣΤΟΣ (Christós) – Christ
ΘΕΟΥ (Theoû) – of God
ΥΙΟΣ (Hyiós) – Son
ΣΩΤΗΡ (Sōtér) – Saviour
XXX
But whatever! It is so good, that today we have a story about fishes.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Sigil of Scream i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Bajka o rybach

  1. Zbyszek pisze:

    Mimo że nie jestem spod znaku Ryby, chylę kapelusza przed literacką wyobraźnią autora.

  2. Dziękuję, bardzo mi miło.🙂

  3. Julita pisze:

    Czytałam wczoraj, o, już – przed. Z pogodną nieufnością. Wróciłam „w blasku nowego dnia”, by pojeździć nieczynną windą. Wszystko inne może poczekać. Pozostanę jeszcze chwilę na pustyni, choć jeszcze nie pora świętowania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s