Apokryfy

Pierwszy piątek miesiąca. Już po raz drugi towarzyszy nam tego dnia…

Roman Brodowski

Gdzie żyje Pan Bóg?

                                                                                                                moim synom

Obudziłem się dziwnie niespokojny w środku jesiennej nocy. Za oknem księżyc uśmiechał się pełnią do przemykających pomiędzy domami pojedynczych cieni, a deszcz płynął po świeżo umytych szybach niby łzy rozpaczy po odchodzącej w zapomnienie porze letniego wypoczynku.
Spojrzałem ukradkiem na wiszący w zamkniętej przestrzeni ścian zabytkowy zegar, wiernego świadka mego przemijania. Wskazówki na cyferblacie wskazywały trzecią po północy, a więc do normalności pozostały mi jeszcze trzy długie godziny.
Jak zawsze w takich sytuacjach, gdy bezsenność nie pozwalała mi na bezczynnie leżenie, podszedłem do stojącego w rogu pokoju wypełnionego po brzegi książkami banku mądrości i na chybił trafił, prawie że po omacku wyjąłem jedną z nich.
Była to Tora czyli Pięcioksiąg, spisany jak głosi tradycja żydowska, przez Mojżesza, uważany za najważniejsze pismo objawione Judaizmu.
Nie wiem już, ile razy czytałem Torę, lecz wiem na pewno, że za każdym razem odkrywałem w niej coś nowego, coś czego wcześniej nie zauważałem lub nie rozumiałem, a co w istotny sposób pomagało mi przybliżać się do prawdy o sensie bytu. Często w trakcie czytania rodziły się we mnie banalne pytania, – co powiedziałby rabbi, gdyby ujrzał nie najmłodszego już goja studiującego święte prawa ich religii, goja  szukającego w ich przymierzu jakie zawarte zostało pomiędzy Bogiem, a narodem Izraela (za pośrednictwem tego który go „wyprowadził z niewoli egipskiej“), prawdy ponadczasu.
Albo,  jak wyglądała by konfrontacja poglądów sensu stricto religijno-filozoficznych w sytuacji spotkania się przy przysłowiowym okrągłym stoliku: ksiądz, rabin, imam i ja, skromny zjadacz tajemnej wiedzy prowadzącej do uniwersalnego świata idei.
Pytania te od pewnego czasu stały się dla mnie stałym elementem rozmyślania o wszystkich kanonach pism objawionych monoteizmu, począwszy od Tory, poprzez Biblię, a na Koranie skończywszy. Były to pytania, na które odpowiedzi (gdyby takowe z ust znawców zagadnień teologicznych poszczególnych religii padły) byłyby całkowicie różne, a jednocześnie przecież w obliczu istnienia wiecznej substancji Boga – takie same.
Myślę, że podczas takiej konfrontacji zarówno ksiądz, rabbi i imam (który nie jest kapłanem lecz znawcą Koranu wybranym przez islamską społeczność do jego czytania) staraliby się wzbogacić moją marną duszę o wartości (w ich mniemaniu) najważniejsze dla potrzeb prawidłowego funkcjonowania, inaczej mówiąc poprzez wyuczone przez nich interpretacje pism, w oparciu o dogmatyzm, czy też teologie wypracowane na przestrzeni wieków, pragnęliby wzmocnić i ukierunkować moją nieokreśloną i jakże „wątłą wiarę“.
Otworzyłem pierwszą stronę pierwszej księgi, czyli księgę rodzaju (w języku hebrajskim Bereszit) i zacząłem (ponownie) poznawać pierwszy dzień stworzenia naszej ziemskiej rzeczywistości.
Po kilku minutach do pokoju wszedł mój syneczek. Podszedł sennym, chwiejnym krokiem i usiadł mi na twardych kolanach.
Dlaczego już wstałeś? zapytałem tę moją kochaną bezbronną istotę, przytulając mocno do siebie. Spójrz, na dworze wszystko jeszcze śpi, drzewa, kwiaty, zwierzęta, nawet słońce. Tylko księżyc i gwiazdy czuwają nad naszym spokojnym snem – powiedziałem – unosząc go w kierunku okna.
On objąwszy mnie mocno za szyję patrzył w bezruchu na świecący milionami bladych światełek nieboskłon, w oczekiwaniu na coś, co powinno było by się tam pojawić, a czego nie mógł dostrzec.
Tatusiu, czy to prawda że Pan Bóg mieszka wysoko w niebie? – niespodziewanie zapytał,  wskazując palcem w kierunku ledwo widocznych jeszcze chmur.
Oczywiście, odpowiedziałem. Pan Bóg mieszka wszędzie, nawet tam, wysoko w niebie.
To dlaczego nie mogę go nigdzie zobaczyć?
Bo Pan Bóg, syneczku, jest osobą duchową, a więc widzimy Go tylko oczyma naszej wyobraźni, naszych serc, naszych pragnień. Czujemy, że jest zawsze obok nas. Wszędzie gdzie my jesteśmy, tam On jest z nami. Jest z tobą w przedszkolu, na ulicy, na placu zabaw lub w domu, a co najważniejsze – mieszka w twoim małym serduszku. Wierzymy w to, że nas bardzo kocha, pomaga i chroni przed złem, jakie nas otacza, i każdy kto Go szuka, prędzej czy później zawsze do Niego dotrze. Jeżeli chcesz to możemy razem rozpocząć poszukiwania – zaproponowałem. We dwójkę będzie nam raźniej i łatwiej Go odnaleźć.
Mały spojrzał na mnie – to przecież dziecko i to zmęczone nocną jeszcze porą – i wyszeptał, „chcę tatusiu“, po czym zasnął w ojcowskich ramionach. A ja ułożyłem go w łóżku i długo siedziałem obok, rozmyślając o naszej rozmowie.
Zamknąłem księgę Tory, zgasiłem światło i położyłem się przy dziecku.
Jak to dobrze, że owoc mojej miłości rośnie smakiem moich korzeni – pomyślałem – przymykając oczy…

Apokryfy – I

… „Gdzie jest ten narodzony król Żydów? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę, będąc na wschodzie, i przyszliśmy złożyć mu hołd“ – Mat 2, 2

Rzeka zmieniła swój pierwotny bieg
Wysuszona ziemia zrodziła nienawiść.
Bogobojni Żydzi dawno już odeszli
I nikt nie czeka kolejnego poranka.

A gwiazda wędruje wyznaczonym torem
Świecąc światłem Bożego majestatu.
Na dalekim wschodzie ciągle bez zmian.
Nawet mędrcy odeszli w niesławie.

Potomkowie Dawida wymieszani z ziemią
Jak nawòz na skalistej zwietrzałej roli
Wydają ostatnie plony na ołtarz ofiarny
Kainowy dar rzucony w pustą przestrzeń.

On zaś w nędznej stajence z dala od sfory,
Otulony lichą płachtą matczynej miłości,
Nadejdzie porą tajemnicy proroctwa
Niby ofiara złożona Bogiem dla człowieka,

Berlin, 12.04. 1988

 Apokryfy – II

… „Kazał w Betlejem oraz w całej jego okolicy zgładzić wszystkich chłopców w wieku dwóch lat i poniżej” – Mat 2, 16

Zajęczały wiekowe cedry w półmroku
Jak chór niewiniątek ukryty w organach.
W domach żydowskich zapachniało ofiarą krwi
Jak w dzień przedpaschalnej dziękczynności.

Wieczorny chłód wypełnił przestrzeń sakralną
Gdy Baranek ubrany w dziecięcą niewinność
Leżał w bezruchu obok matczynej boleści.
Nawet kamienny ołtarz Najwyższego zapłakał.

A noc zbliżała się gwiezdnym pacierzem.
Wilki gotowe chronić swoje małe szczenięta
Wyły dziękczynnie do srebrnopełni księżyca
Szczęśliwe, że brak w nich człowieczeństwa.

Berlin, 13.05. 1988

Apokryfy – III

„… Ten, który przychodzi za mną, jest silniejszy ode mnie…“ – Mat 3, 11

Nad rzeką zaczęło się Twoje posłanie
Biały obłok niby gołąb rozłożył skrzydła.
I Cieniem okrył spocone od żaru ciało,
Ty zaś czekałeś na Chleb z nowego żniwa

Po raz kolejny proroctwo wypełniło usta
Ponad głowami ukazał się motyw strachu
Mozaika prawdy i wiary opadła niby deszcz
A była to pora pustynnowietrznej suszy.

Tylko my nadal stoimy pozbawieni pokory,
W oczekiwaniu na powtórny znak z nieba
Miód i piołun gasi nasze pragnienia.
Szarańcza wyjada ostatnie okruchy nadziei.

Berlin 21.07.1988

Apokryfy – IV

„Przyjacielu, po coś przyszedł“ – Mat 26; 50

Czy musiał być pocałunek?
Wystarczyło tylko, zwyczajnie
Wskazać palcem,
Wykorzystać, prostszy znak!

Wszystko było zapisane,
W księdze proroctw…,
Poza tym gestem.
Miłość równa zdradzie?

Dlaczego?

Na chwilę zmieniłeś
Scenariusz Boga.
Na przypadkowej stronie,
Otworzyła się inna możliwa,
Interpretacja wydarzeń.

Berlin, 15 08. 1988

 Apokryfy – V

„Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz syn człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć” – Mat 8 :20

Po Świątyni sługi Dawida
Pozostały śpiące kamienie,
Ruiny w których słychać
Ciche szlochanie wiary,
Niepewnej nowonarodzin.

W Labiryntach nagich ścian
Pamiętających czas wielbienia
Czas wielkiego przymierza
Przechadza się duch Jahwe
Szukając zagubionych owiec

A w wyrosłych ku niebu
Dla chwały Bożej potęgi
Wieżach nowego babilonu,
Z umarłej tradycji pogan
Powstała nowa jakość adoracji.

Po środku Kainowy ołtarz
Na nim złocony, próżny kielich
A obok Krzyż, narzędzie kary
Dla pospolitych przestępców
W dumnym niegdyś cesarstwie.

Za nim kapłan w pozie pokory
Wypełnia ciszę pustej przestrzeni.
Daleki od Bogobojnej skromności,
Zaprasza do wnętrza przybytku.
Na ucztę dogmatycznej prawdy.

Tam brak jednak miejsca na Arkę.
Na ofiarę prawdziwego wielbienia
„Na pewno nie pozostanie tu kamień
Na kamieniu, który by nie był zwalony“
…………………………………………………

Powiedział Syn Człowieczy i … odszedł.

Berlin  04. 07. 2002

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Roman Brodowski i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Apokryfy

  1. Zbigniew Milewicz pisze:

    Dzisiaj polskie święto, wspominamy uchwalenie Konstytucji 3 Maja, ale doleję ciut gorczycy do tej beczki miodu i myślę, że znakomity nasz poeta nie będzie miał mi tego za złe :

    Boże coś w Polsce
    przez tak liczne wieki
    ścierpiałeś pychę władzy
    i jej chciwość
    motłochu głupotę
    i kolejnych targowiczan zdrady, podłość
    spraw by ścierwa ich następców
    tych, co krew swej matki dzisiaj chłepcą
    poszły z gównem w ścieki

    Monachium, 07 Marca 2008

  2. Zbigniew Milewicz pisze:

    eeech, mialo być ” dziegciu ” 😉

  3. ewamaria2013 pisze:

    Poprawić? Wpisać dziegciu zamiast gorczycy i skasować naszą w tej sprawie korespondencję? Ja mogę, od tegom administratorką!

  4. Łucja Fice pisze:

    Minęło trochę czasu od Dni Polonia w Berlinie..Ciesze się że mogłam Cię Romku poznać osobiście.. Jutro przeczytam Twoje teksty na lit. warsztatach i podzielę się Twoją twórczością i wpisami Ewy Slaskiej jak chlebem z innymi bo człowiek nie tylko chlebem zyje .Przeczytałam twój tromik i dobrze myslę o Tobie.Niesamowita wrażliwośc no i talencik.Pracuj,nie zaprzestawaj i zycze Ci weny i powodzenia w życiu prywatnym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s