Wrota do Grodna

faraRoman Brodowski, nie zapominając o pierwszych piątkach miesiąca, w międzyczasie wraca na Kresy.

Wrota do Grodna

Pociąg wjechał na stację graniczną  w Kuźnicy Białostockiej z dwudziestominutowym opóźnieniem. Na zasypanym świeżym śniegiem peronie stało kilkunastu żołnierzy straży granicznej.

Za każdym razem, gdy przekraczałem tę granicę poziom adrealiny podnosił się we mnie aż do granicy bólu i czułem się  jak ktoś, kto ryzykuje wszystko dla tej jednej wymarzonej chwili, nie będąc pewien czy uda mu się ją przeżyć. Typowa rosyjska ruletka.

Zaprosiłem do udziału w podróży sympatycznego kolegę z Berlina (znanego w  środowisku polonijnym fotografika Stefana Dybowskiego – i to jego zdjęcia ilustrują dzisiejszy wpis), który od dłuższego już czasu nosi się z zamiarem wydania albumu o Kresach, a więc także o Grodnie, z całą moją kochaną Grodzieńszczyzną włącznie. Wiedziałem jednak, że dla Stefana decyzja wyjazdu na teren Białorusi oznaczała jeden wielki  stres, połączony ze strachem, strachem przed wschodnim, brutalnym reżimem. Wiadomości jakie stamtąd napływają a dostępne w polskiej prasie i telewizji nie napawają niestety optymizmem.

(…) Do Grodna dotarliśmy bez przeszkód i gdyby nie fakt że Stefan przez całą drogę, (od samej granicy w milczeniu), przeżywał nazbyt emocjonalnie swój zbliżający się pobyt w państwie, o którym tak wiele złego ostatnimi czasy informowała polska telewizja, można by było powiedzieć, że podróż była bardzo udana.

grodno5(…) Spotkanie literackie wywarło dobre wrażenie. Uczestniczyło w nim kilkunastu pisarzy z Białorusi, Ukrainy, Rosji, Polski oraz reprezentant niemieckiej Polonii, czyli ja. Polonia zgromadzona na sali miała możliwość wysłuchania naszych najnowszych tekstów i wierszy oraz obejrzenia programu artystycznego przygotowanego przez dzieci miejscowej szkoły muzycznej. Wszystko pilnie fotografowane przez Stefana. Najważniejszym momentem spotkania było jednak łamanie się opłatkiem oraz wspólne kolędowanie, rozpoczęte o dziwo przez litewskiego księdza, mówiącego po polsku, a pełniącego kapłańską posługę w białoruskiej katolickiej Farze.

Po zakończeniu oficjalnej części resztę wieczoru spędziliśmy w gronie przyjaciół w przytulnej kawiarence.

Następnego dnia o świcie przyjechał po nas Kazimierz, gospodarz i organizator naszego pobytu, by zawieźć nas, zgodnie z planem, na umówione spotkanie z przedstawicielami grodzieńskiej telewizji w domu Elizy Orzeszkowej.

grodno4– Dzień dobry panom – przywitała nas z melodyjnym, typowo wschodnim akcentem, młoda niewysoka kobieta. – Jestem Anna, a to moi współpracownicy, dodała,  wskazując pana z kamerą i pana z notatnikiem. – Czy ja rozmawiam z panem Romanem?
– Witam panią, tak, to ja.
– Bardzo mi miło pan Roman – rzekła, podając dłoń, którą, jak przystało na zanikający już gatunek dżentelmena, delikatnie musnąłem kącikiem ust. – Czy pozwoli pan, abym dla celów naszej telewizji przeprowadziła w saloniku u Elizy Orzeszkowej wywiad z panem, a potem nagrała w plenerze film o panu?

grodno3Stefan czuł się jak u siebie, fotografując wszystko i wszystkich z pasją, jak przystało na zawodowego fotoreportera, a Kazimierz z Leszkiem stojąc w muzealnej sieni namiętnie o czymś dyskutowali, pokazując palcami w naszym kierunku, jakby wiedzieli o propozycji nagrania filmu.
– Jestem zaskoczony – odpowiedziałem, faktycznie zaskoczony. Co prawda na udzielenie wywiadu jestem przygotowany, ale film na mój temat? O tym nie było mowy w scenariuszu. Jednak po namyśle i przy duchowym wsparciu Stefana oraz jego obietnicy uczestnictwa w tym przedsięwzięciu, wyraziłem zgodę.

Wyszliśmy ze Stefanem z muzeum i zgodnie ze scenariuszem przygotowanym przez panią Annę, mieliśmy się po niej przechadzać, gestykulując i wyraziście ujawniając zafascynowanie architekturą. Na szczęście Grodno jest naprawdę bardzo ładne, czyniliśmy to więc z przyjemnością. Gorzej było ze znalezieniem tematu do rozmowy, który dobitnie ukazywałby nasze głębokie zaangażowanie w sprawy miasta.

grodno1Na szczęście w sukurs przyszły nam dwie młode jasnowłose dziewczyny, które idąc przed nami stały się obiektem naszych rozważań jako przykłady bardzo udanego boskiego dzieła.

Po zakończeniu zdjęć udaliśmy się wszyscy pieszo do kościoła farnego, by obejrzeć nowo odrestaurowany ołtarz. Po drodze rozmawialiśmy o życiu i problemach naszych rodaków mieszkających nad brzegami Niemna.

Okazało się, że bez względu na sympatie polityczne, o jakich mówią nasze rodzime media, i bez względu na to co się dzieje wokół podzielonego Związku Polaków na Białorusi, polska społeczność lokalna nie dzieli się na pro i przeciw, lecz na tych którzy czują swój związek z Polską i tych dla których związek z Polską ogranicza się do posiadanej (często bezprawnie) Karty Polaka. Pierwsi, a jest ich ogromna większość, bo aż 90%, kultywują tradycje przodków, posługują się mową swych ojców, przekazują dzieciom wartości kulturalne i religijne, a jednocześnie, szanując przy tym wartości i prawo narodu i kraju, w którym przyszło im żyć. Nie oznacza to jednak, że popierają to, co się w tym kraju złego dzieje. Tak jak każdy obywatel Białorusi mają prawo do protestu, do walki o sprawiedliwość, o godność, o poszanowanie i to (jeżeli zachodzi taka potrzeba) czynią.

Pani Anna opowiedziała mi o ludziach, którzy walczyli na terenie Grodzieńszczyzny o to, o czym wcześniej mówiłem, a co można zamknąć w jednym słowie – „Polska“. O ludziach organizujących pierwsze po upadku komunizmu szkoły z językiem polskim, pierwsze Domy Polskie miejsca spotkań dla naszych rodaków nad Niemnem, zespoły folklorystyczne propagujące polski śpiew i taniec – i tak dalej, i tak dalej.
Ja niestety wiem, że niektórzy z tych bohaterów za swój patriotyzm, za swoją  charyzmę, za wkład pracy dla dobra polskiej mniejszości, zamiast zwykłego słowa dziękuję ze strony naszych władz, otrzymały policzek – i to za to – że nie stali po „słusznej“ stronie, a byli tylko Polakami. Z problemem  tym spotkałem się osobiście dwukrotnie. Między innymi w Lidzie.

grodno2

Mam nadzieję, że kiedyś społeczeństwo znad Wisły pozna całą prawdę o naszych rodakach  mieszkających na Białorusi, bo dzisiaj zna tylko półprawdy tworzone na potrzeby naszej polityki.

Berlin, czerwiec 2013

PS I:
„Polskojęzyczna regionalna służba informacyjna w Grodnie rozpoczęła nadawanie swoich programów w lutym 2012 roku. Codziennie o 8 rano i 21-ej wieczór nasi słuchacze mogą zapoznać się z informacją z życia naszego regionu, kraju, naszych najbliższych sąsiadów w języku polskim. Słuchać naszego radia można w obwodzie Grodzieńskim. Redakcja RSI jest wdzięczna za uwagę do naszej skromnej pracy panu Romanowi Brodowskiemu, który dał zgodę na to, aby jego dorobek literacki moglibyśmy wykorzystywać w naszych audycjach. Poeta dosyła nam swoje wiersze , a redakcja ma możliwość podarować swoim słuchaczom miłe chwile spotkania ze słowem artystycznym. Dziękujemy za uwagę do naszej skromnej pracy i dziękujemy za pomoc i wsparcie.” Anna Waszkiewicz

PS 2: „Radio finansowane jest przez Urząd woj. Grodna – wydział do spraw religii i mniejszosci narodowych.” Roman Brodowski

PS  3: „Polonia na Białorusi – oficjalnie 396 tysięcy (3,9% ludności); jednak wg szacunków pozarządowych – nawet do 900 tysięcy. W samym obwodzie grodzieńskim mieszka
294 000 Polaków (24,8% ludności).” Wikipedia (http://pl.wikipedia.org/wiki/Polonia)

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Roman Brodowski i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s