Jegomość

Zbigniew Milewicz

Jegomość

We wpisie z 2 czerwca, poświęconym najstarszemu zawodowi świata, wspomniałem pierwszego zakopiańskiego proboszcza, który to chłopom cudzołożnikom kazał za pokutę przynosić kamień na budowę nowego kościoła. Przeglądając życiorys księdza Józefa Stolarczyka, zobaczyłem, że 6 lipca minie 130 rocznica jego śmierci, korzystając więc z tej okrągłej daty, pozwolę sobie przypomnieć barwną postać człowieka, który poza Tatrami może być mniej znany.

Pierwszy raz usłyszałem o nim może jakieś sześćdziesiąt lat temu, w mocno szczenięcym wieku, kiedy to z dziadkami zacząłem jeździć z Chorzowa do Bukowiny Tatrzańskiej, podówczas jeszcze autentycznej, pięknej wsi góralskiej. Zatrzymywaliśmy się na letnisko u rodziny Budzów, Chowańców albo u Kuchtów i to właśnie od gaździny Kuchtowej pochodził ten pierwszy przekaz. Genewka, tak ją tu wszyscy nazywali, była zażywną, ciemnowłosą kobietą, obdarzoną siedmioma synami (z najmłodszym Staszkiem przyjaźniłem się, chodziliśmy razem w góry) i bardzo pracowitym, choć milczkowatym mężem, który z twarzy i fryzury mocno przypominał Adolfa Hitlera, ale poza tym przyjemny był bardzo. Genewka, jak wielu jej ziomków, miała niewątpliwy talent aktorski i gawędziarski. W przeprosinach za skalną, nieurodzajną glebę, ledwo pod grulicki, Pan Bóg szczodrze obsiał Podhale artystycznymi darami. O szarej godzinie, albo w niedzielne popołudnia, siadywaliśmy u nich w starym domu, w izbie, a ona opowiadała piękną gwarą, między innymi o nienauconyk gazdach, co do kościoła wchodzili, fajki od świec przy ołtarzu zapalali i co kapeluszy przed Najświętszym Sakramentem zdejmować nie chcieli. Ile to ksiądz jegomość musiał się natrudzić, zanim ich wychował. Uparci byli, nie chcieli poddać się jego woli, ale proboszcz, jak słowo nie skutkowało, to i sękatego kija użyć potrafił. Nie pamiętam, czy mówiła o nim po nazwisku, ale tego jegomościa zapamiętałem.

Ksiadz_Stolarczyk_1889Co spowodowało, że akurat młodemu księdzu Stolarczykowi władza kościelna powierzyła do zaorania równie twarde jak ta ziemia dusze, nie wiem. Może fakt, że sam pochodził z chłopskiej rodziny, z beskidzkiej wsi Wysoka koło Jordanowa, także więc był góralem. Po ukończeniu gimnazjum pijarów w Podolińcu na Spiszu wstąpił do seminarium w Tarnowie, gdzie w 1842 roku otrzymał święcenia kapłańskie. Jako duszpasterz rozpoczął działalność w Makowie, później posługiwał w Nowym Targu, znowu na krótko w Tarnowie i w listopadzie 1847 roku pojawił się w Zakopanem, rzeczywiście zakopanej pośród gór mieścinie, ledwo odkrytej przez panów ze świata. Miał za sobą dopiero kilkumiesięczny wikariat w tarnowskiej katedrze, ale za to duże doświadczenie zdobyte w innych, podhalańskich parafiach. Był księdzem z powołania. Do wiernych zwracał się prosto, dosadnie, jednocześnie budził respekt dwumetrowym wzrostem i fizyczną siłą, pewnie więc rokował dobre nadzieje, jako duszpasterz i zarządca nowej placówki.

Zakopane przywitało swojego pierwszego proboszcza chłodno. Przyroda – panującą już w pełni zimą, a ludzie – nieufnością i rezerwą. Bodaj jedynymi zadowolonymi byli ówcześni właściciele podtatrzańskich dóbr, rodzina Homolacsów. Konflikty między góralami a dziedzicami były na porządku dziennym.

Parafialny kościółek, pierwsza zakopiańska świątynia, malutka i drewniana, znalazła swoje miejsce na skrawku skarpy rwącego potoku, na Pęksowym Brzyzku. Proboszcz uporał się z budową, opodal założył słynny dziś cmentarz, na którym spoczywają zasłużeni dla Zakopanego i Podhala.

Nie tak gładko szło księdzu „nawracanie” górali. Za Sabałą gadali wciąż po swojemu, filozoficznie : „w Pana Boga wierz, ale MU nie wierz”, a gdy proboszcz wytykał niepokornym nieobecność na mszy świętej, odpowiadali: „nie trza sie telo Panu Bogu naprzykrzać” albo „racej byś do lasu seł paciorek se zmówić, niz teli cas w kościele siedzieć”(…) Kazania głoszone w gwarze trafiały do serc, choć nieraz były to słowa ciężkie dla honornych gazdów. Pozwalał sobie proboszcz wprost z ambony, po imieniu i nazwisku, wygrzmieć parafian za grzechy, których dopuścili się w mijającym tygodniu*.

Zwalczał zbójowanie, uczył katechizmu. W niedziele szedł do karczmy i wołał gazdów na sumę do kościoła, a jeśli nawet tym hrubym, czyli znamienitszym pozwalał zapalać fajki od świec na głównym ołtarzu i kurzyć je na chórze, to przecież z czasem przestali to robić i… kapelusze już ściągali z głów, jak wchodzili do kościoła. Półdziki lud pomału się cywilizował, analfabetyzm był jednak niemal powszechny. Lud litery nie znał i gęby w kościele otworzyć nie umiał – pisał Stolarczyk w kronice parafialnej. Aby to zmienić, założył pierwszą szkołę elementarną we wsi, w której uczyli parafialni organiści. Dzięki ks. Stolarczykowi powstały też na Podhalu pierwsze szkoły zawodowe – snycerska i koronkarska.

Jako jeden z pierwszych rozpoznał turystyczne walory Zakopanego, zaczął chodzić po Tatrach zaraz po objęciu nowej parafii. Czynił to z pasją i namiętnością, ale przezornie niemal zawsze w asekuracji góralskich przewodników, którymi byli m.in. Jędrzej Wala starszy, Szymon Tatar starszy i Wojciech Gąsienica-Kościelny. Wielka Encyklopedia Tatrzańska Zofii i Witolda Paryskich wyszczególnia, że w 1849 roku ksiądz stanął na niższym szczycie Świnicy (wyższy był jeszcze niezdobyty). Około 1850 roku był na Łomnicy, cztery lata później podjął nieudaną próbę wejścia na Lodowy Szczyt (od strony Lodowej Przełęczy), a w 1867 wspiął się, jako pierwszy taternik, na Baranie Rogi i ponownie zaatakował Lodowy Szczyt, tym razem skutecznie. Kiedy w roku 1874 stanął na Gerlachu (ósme wejście), tej najwyższej ambonie Tatr i Karpat (2655 m) , radośnie odśpiewał tubalnym głosem Te Deum. Annały tatrologiczne milczą na temat, ile lawin wtedy zeszło w doliny, ale zgodne są co do tego, że dzięki tym wyprawom ks. Stolarczyk przyczynił się do wykształcenia wśród Zakopian grupy dobrych przewodników.

Mieli coraz więcej zajęcia, Zakopane robiło się modne, dzięki letnikom niektóre rodziny przestawały głodować i to też było w dużej mierze jego zasługą. Dla przyjeżdżających gości był pierwszym informatorem, doradcą i autorytetem w sprawach góralszczyzny i Tatr. W roku 1867 nadano wsi prawa oddzielnej gminy, dwadzieścia lat później stała się uzdrowiskiem. Jan Karpiel Bułecka, znany zakopiański architekt i muzyk (starszy brat Sebastiana z formacji Zakopower) opowiada, jak to na księżowskiej plebanii gościli wielcy tego świata, Jan Matejko, Stanisław Witkiewicz, Helena Modrzejewska, Henryk Sienkiewicz. Bywali i górole, bo i góroli wołoł, gaździny ucył, jako majom w swoich chałupach gości przyjmować, bo wielko bieda była, co by se pore dutków mogli zarobić. Ale jak się pana przyjmuje, trza mu dać, zeby mioł cysto i pieknie. Toz to ich ksiądz jegomość ucył, jako to majom robić, co by tym panom było wygodnie. Bywoł tu i Sabała, ale sie strasznie radzi z księdzem nie widzieli, bo kiedy ci wielcy Sabałe chwolili, jaki to on fajny, jako to fajnie potrafi godać, to ksiądz jegomość kiwoł głowom z politowaniem i godoł: taaaak, Sabała to jest wielkie dzieło boże, tylko szkoda, że niedokończone…**

Peksowy_stoIarczykPrzez wiele lat ks. Stolarczyk spisywał Kronikę Parafii Zakopiańskiej, która doczekała się aż trzykrotnego wydania drukiem (1915, 1984, 1986). Zawiera ona cenne wiadomości z dziejów Zakopanego, a także sporo ciekawych danych oTatrach. W kurorcie ksiądz ma ulicę swojego imienia, a w okolicach Morskiego Oka – przełęcz. Zmarł w Zakopanem w 1893 roku, w wieku 77 lat, pochowano go na Pęksowym Brzyzku, obok jego przyjaciela, Tytusa Chałubińskiego. Rok później w sąsiedztwie znalazł się Jan Krzeptowski Sabała, z którym proboszcz za ziemskiego życia darł koty. Przed wejściem na cmentarz wisi tablica: Ojczyzna to ziemia i groby. Narody tracąc pamięć, tracą życie. Zakopane pamięta. W tym mocnym kontekście wydaje się, że dawni rywale się pogodzili.

* Agata Żak, Tarnowski Kurier Kulturalny, czerwiec 2013

** filmowy dokument z TV Polonia, przesłany do You Tube 17 lutego 2010 roku:


Zakopane, Jan Karpiel Bułecka, Jozef Pitoń, ks. Stanisław Szyszka od Św. Krzyza w Zakopanem.

Advertisements

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Zbigniew Milewicz i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s