Pani Irenka reloaded 3

Pani Irenka już u nas była, ale teraz się pozmieniała, uaktualniła i rozrosła do czterech odcinków.  Dwa tygodnie temu był odcinek pierwszy, w zeszłym tygodniu – drugi, dziś – trzeci.

Karolina Kuszyk

No i potem, z tydzień minął, z Netta wracam, patrzę, a na Małopolskiej pod dziesiątką ci sami dwaj w garniturach z klatki wychodzą. I jakoś tak mnie, proszę pani, coś podkusiło z tej ciekawości, że od razu te moje siatki z rąk wypuszczam, wszystko na ziemię leci, a ja na nogach się słaniam, że niby zasłabłam. Nawet nic się nie potłukło, bo tylko ziemniaczki niosłam i ser biały, bo taki dobry twardy w Netcie teraz mają, jak raz do pierogów, a Dawidek to tak za pierogami, że coś okropnego. A oni jak zaraz do mnie przyskakują, jak te moje ziemniaczki zbierają, czy pani się źle czuje, a gdzie pani mieszka, odprowadzimy, pomożemy. No to ja takim słabym głosem, że tu, panowie, zaraz niedaleko. I ten jeden do samochodu wrócił, a drugi mnie pod samą klatkę odprowadził i zaraz opowiada, że oni są z tej świętej radiotelewizji, co to teraz wszędzie nadaje, nawet w Ameryce, że datki zbierają i że ja też na pewno wierząca osoba jestem, i że tu jest wizytówka, Szczęść Boże, miłego dnia, może do pani też kiedyś zajrzymy. A ja, patrz pani, myślałam, że oni z jakiej mafii czy coś. Ech, Irena, mówię sobie, stara jesteś, a w śledztwa, dochodzenia jakieś bawić się chcesz.

I zaraz jakoś potem, chyba nawet na następny dzień, tego młodego ochroniarza od Nowakowej spotkałam. I mówię, dzień dobry panu, moje kondolencje, ale straszna ciekawość mnie wzięła i tak mi się jakoś samo wyrwało: A testament tam jakiś był? A on, że tak, był testament, i tak jakoś w bok patrzy. I nic więcej nie mówi. To sobie myślę, oj, czegoś ty, kochany, mnie chyba powiedzieć nie chcesz. Ale nic nie gadam. A on zaraz na zegarek patrzy i mówi, że mu się spieszy, bo zaraz jego zmiana zaczyna się. I mówię do Dawidka, jak następnym razem z łiskasami zaszedł, że ten ochroniarz od Nowakowej to mi się jednak nie bardzo podoba. I wtedy żeśmy z wnuczkiem to śledztwo zaczęli, co teraz w gazetach o nim piszą, w tym ich internecie i w ogóle wszędzie. Patrz pani, tu mam kupkę całą tych gazet naskładaną. „Nieustraszona emerytka z Sopotu” albo to: „Sopot: babcia z wnuczkiem de… demaskują mordercę”. No, ładnie nawet popisali, chociaż tam  trochę poprzekręcane, raz mam siedemdziesiąt lat, a raz siedemdziesiąt pięć, i trochę jakby nie o nas, tylko o obcych ludziach pisało. Ale wszystkiego i tak nie puścili, bo syn zakazał. Mamusiu, powiedział, swoich kontaktów musiałem użyć na tych dziennikarzy, nie musi zaraz świat cały wiedzieć, że mój syn hakerstwem się zajmuje! Jakim tam hakerstwem, pani. Dawidek po prostu głowę do tych komputerów, internetów ma, i tyle.

Bo wtedy zaraz Dawidek do mnie powiedział: Babciu, może ja bym się jemu przyjrzał. Jak to „przyjrzał”, pytam się. A on, że jak ktoś podejrzany, to najlepiej do jego komputera zajrzeć, bo tam wskazówki w tych listach, mejlach znaczy, różne mogą być. Że w Ameryce tak podobnież robią. Ja to się na tym nie znam, proszę pani, ale kiwam głową i mówię, dobrze Dawidek, to ty się temu od Nowakowej weź przyjrzyj. Ale zaraz na drugi dzień przychodzi i mówi: E, babciu, nic tam takiego nie ma. Nic a nic. Chociaż to wcale podejrzenia nie zdejmuje i niech lepiej babcia jego dalej na oku ma. A wie babcia, kogo na ulicy dzisiaj spotkałem? Marzenkę. Cała zapłakana, mówi, że testament tatuś zmienił. Bo jak po pogrzebie testament otworzyli, to okazało się, że Kwiatkowski przed śmiercią całe swoje oszczędności na świętą radiotelewizję przepisał. Nawet u notariusza byli, żeby może unieważnił, ale notariusz tylko ręce rozłożył i powiedział, że pomóc im nie może, taka wola zmarłego była i już. Żeby tak staremu człowiekowi w głowie namącić, że to, co uskładane dla dzieci miał, tak nagle, szast prast, komu innemu oddał? To już tej świętej radiotelewizji nie wystarczy, ile jej tam co który z tej renciny, emerytury odda, że teraz za testamenty bierze się!? Do czego to podobne, pani?

To ubrałam się tak trochę lepiej i do kościoła idę, do kancelarii. Poprosić chciałam, żeby cofnęli ten testament czy co, no bo jakżeż to tak, żeby teraz córce nic po ojcu nie przypadło się? W kancelarii akurat ten młody wikary był. On taki pracowity bardzo księżyk, bo to i schola, i młodzież ta oazowa, a jak obraz święty Matki Boskiej wędrował, to też on przede wszystkim chodził, bo proboszcz nasz już mocno choruje. Wchodzę, drzwi otwarte, a on tak bokiem siedzi, w komputer patrzy. Ja, pani, wczorajsza nie jestem, i od razu widzę, że to ten ich fej-zbuk. To szczerze tak pani powiem, że zdziwiłam się, bo sam przecież nawoływał w kościele, że młodzi na tych fej-zbukach siedzą, internetach, pornografiach i że to cywilizacja śmierci. Zaraz mi potem w domu Dawidek tego fej-zbuka pokazał, i mówi: babciu, to nic takiego nie jest, zdjęcia takie różne sobie wysyłamy z kolegami. Ale mu powiedziałam: Dawidek, ty z tym fej-zbukiem lepiej uważaj i tak nie siedź wiecznie, bo w kościele mówili, że to cywilizacja śmierci i w ogóle nie dla porządnych ludzi. No ale dlaczego ten wikary teraz sam siedzi i zdjęcia jakieś przegląda? Czy to księdzu przystoi? Ale on mnie zaraz pyta, w jakiej parafianka sprawie, no to ja, że względem świętej pamięci Kwiatkowskiego, bo do czego to podobne, że on na świętą radiotelewizję oszczędności całe zapisał i córka z zięciem z niczym zostali. I mówię, żeby pismo jakieś z parafii wykierowali i testament unieważnili, bo na pewno nieboszczyk w pomieszaniu jakimś przepisał. A on, że to sprawa między Kwiatkowskim a Panem Bogiem. Tak jakby Kwiatkowski samemu Panu Bogu, za przeproszeniem, te pieniądze zapisał. I mówię, że mnie to nie podoba się, i jako parafianka żądam, tak właśnie, żądam, żeby to księża wyjaśnili, bo sama wiem, że chodzą tacy z tej świętej radiotelewizji po osiedlu jak te Jehowe i starych ludzi namawiają, żeby na nich zapisywali. A on tak powoli zaczyna mówić, jakby z wariatką gadał, że to, że tamto, że wola zmarłego, a cel zbożny przecież. Zbożny! Akurat!, pomyślałam sobie. Ciekawe, z czego te garnitury se pokupowali, a ten ich samochód to się aż świeci, taki nowy! No, ale tyle wszystkiego tej rozmowy było, nie więcej, bo on zaraz mówi, parafianko kochana, nie pomogę pani, woli zmarłego zmieniać nie wolno, a my tu zaraz próbę scholi mamy, muszę kościół iść otworzyć, do widzenia, z Panem Bogiem. Do proboszcza jeszcze chciałam iść, żeby wstawił się w tej mojej sprawie, ale proboszcz akurat w szpitalu był, a potem znowu mnie biodro zaatakowało i położyć się musiałam.

 Ciąg dalszy w następną sobotę

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Karolina Kuszyk i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s