Dlaczego Kresy?

Roman Brodowski

Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie, powinienem najpierw odpowiedzieć na inne, a mianowicie – czym były i czym są (do dzisiaj) dla wielu z nas, dla mnie – Kresy?
Dzisiaj, coraz częściej dla większości Polaków, zwłaszcza tych z najmłodszych pokoleń słowo „kresy“ nie oznacza niczego szczególnego, poza tym, że odnosi się do terenów przygranicznych byłej Rzeczpospolitej, leżących obecnie poza jej terytorium, zarówno na Wschodzie jak i na południu (Zaolzie), oraz że używane jest w pojęciu sensu stricto historycznym, geograficznym, politycznym oraz mentalnym. Fakt ten świadczy o małej wiedzy historycznej społeczeństwa i braku zainteresowania tymi, jakże bliskimi dla tysięcy naszych rodaków, terenami, będącymi często kolebką ich rodów, miejscem ich dzieciństwa, czy też dawno opuszczonym gniazdem, po którym pozostały tylko wspomnienia.
Pradziadkowie 2Wiedzą historyczną dotyczącą Kresów niech zajmują się historycy (ale tylko ci obiektywni, rzetelni). Politycy niech nie przeszkadzają w szukaniu społecznego porozumienia pomiędzy tymi którzy na kresach dawno temu żyli, a tymi którzy dzisiaj te tereny zamieszkują, lecz niechaj im w tym pomagają. A poeci, pisarze…, niech piszą o tej kresowej ziemi, o jej mieszkańcach, ich kulturze, tradycji, patriotyzmie. Niech utrwalają w swoich wierszach, poematach, powieściach, piękno przyrody i architektury. Niech przekażą swoim czytelnikom swoje emocje, swoje oddanie, swoje uczucia…, na pamiątkę dla przyszłych pokoleń.

Na Wołyniu byłem tylko raz, i to przed wielu laty. Pamiętam ziemię łucką jak przez mgłę. Może to i dobrze, że dzisiaj nie szukam w przeszłości tamtych emocji, towarzyszących mi podczas podróży po terenie, który czasami pojawiał się we wspomnieniach moich odeszłych już przodków, a który podobnie jak oni, dzisiaj istnieje już tylko w moich sentymentalnych emocjach.
Tak jak po moich przodkach pozostały, znaczone przez czas, kamienie na cmentarnych kopcach, tak i w dalekim, ukraińskim (od lat), pejzażu Wołynia, po starym przysiółku z drewnianym dworkiem, postawionym na kamiennej podmurówce, pozostało kilka obrośniętych mchem granitowych brył oraz resztki zmurszałej studni – niemi świadkowie dawnej świetności.

Siosta pradziadkaCzasami, kiedy zamknę oczy, wydaje mi się, że widzę tamten czas, dramat moich przodków i tysięcy im podobnych, zmuszonych do pozostawienia swoich gniazd, do ucieczki (najpierw) z zaboru rosyjskiego, do innych zaborów w obawie przed zsyłkami, potem (w okresie późniejszym) w głąb świeżo odrodzonej Drugiej Rzeczypospolitej, przed komunistami, aż w końcu w okresie wojennym i powojennym do Polski, przed ukraińskimi „sąsiadami“. Wydaje mi się wówczas, że czuję tamtą atmosferę, głosy tamtych ludzi, ich płacz i ich śmiech, ich siłę i niemoc, ich miłość i nienawiść, ich szarą uwikłaną w naszą historię, rzeczywistość.

Nasz rodowy exodus rozpoczął się już w 1906-7 roku, kiedy to mój pradziadek, wraz z młodą żoną oraz pięcioletnim wówczas dzieckiem (po latach moim dziadkiem) musiał uciekać przed carską policją, po tym, jak podczas rewizji znaleziono u niego „bibułę“ międzynarodówki socjalistycznej. Co prawda pradziadek nigdy nie należał do żadnej organizacji lewicowej, a ulotka mogła być pozostałością po jednym z gości, których zgodnie z zasadą „ gość w dom, Bóg w dom“ przewijało się wielu, to jednak za posiadanie tego typu druków (nawet nieświadomie) groziło zesłanie na Sybir. Na szczęście, podczas rewizji pradziadka nie było w domu, co uchroniło go przed katorgą, ale skazało na ucieczkę. Osiedlił się z rodziną w Radomiu, gdzie mieszkał aż do uzyskania przez Polskę niepodległości. W 1925 roku przeprowadził się do Lublina, gdzie rok później przyszedł na świat mój ojciec.

Na Kresach pozostała jeszcze jego siostra i rodzice, którzy musieli również uciekać do Polski. Tym razem przed bolszewizmem i oprawcami z czerwoną gwiazdą na sztandarach, niosącymi wyzwolonym spod kapitalizmu narodom swoją ideologię, śmierć oraz nienawiść do tak zwanych kułaków i (jak to oni nazywali) burżuazji, począwszy od najdrobniejszej szlachty zaściankowej, a na rodach magnackich skończywszy. Było to w styczniu 1919 roku, zaraz po zakończeniu pierwszej wojny światowej i zajęciu części Wołynia przez bolszewików.

Tak – dla nas Polaków ziemia wołyńska, ostatnie (powiedzmy) dwieście pięćdziesiąt lat, począwszy od zaborów, a na rzezi dokonanej podczas ostatniej wojny na ludności polskiej, skończywszy, stała się ziemią przeklęta, ziemią użyźnioną polską krwią, polskimi łzami, polską tragedią. Tej ziemi ze względu na pamięć naszych przodków nie wolno nam nigdy zapomnieć.
Nie oznacza to jednak, że mamy wypominać i szukać pomsty. Wprost przeciwnie. Dzisiaj musimy poszukiwać tego, co łączy, a nie dzieli, co chroni, a nie naraża, co pozwala żyć w pokoju i w spokoju sumienia, a nie wyzwala nienawistne emocje.
Dlaczego o tym piszę i dlaczego tak wiele czasu poświęcam Kresom? Może dlatego, by spłacić dług wdzięczności moim przodkom, dzięki którym jestem, kim jestem. To dzięki ich informacjom, zapisanym w genach, poczułem sympatię do ich gniazda i silną więź z tymi, o których zwykliśmy mówić – Kresowiacy.
To prawda, – jestem genetycznie spłodzonym Kresowiakiem. Odnalazłem swoją kresową tożsamość i jest mi z tym dobrze.

Berlin, 2013

Tyle po nich zostało

W opuszczonej zagrodzie
Historia śpi spokojnie
Czekając przebudzenia
Kolejnego aktu prawdy

Dziko rosnąca jabłoń
Od zawsze wierna ziemi
Na której kwitło życie
Rodzi ocet w owocach.

Stary zwalony żuraw
Zagląda do pustej studni
Zginając zmurszały kark
Trwa w pozie żebraczej

Gliniany pusty dzbanek
Leżący obok krzyża
Okryty wilgotnym mchem
Przypomina o przemijaniu

A Mur z ciemnego kamienia
Podobny do ściany płaczu
Wciąż prosi o proste psalmy
W intencji dawno odeszłych

I tylko w starym dębie
Niby duchy przeszłości
Wołają głosy sumienia
Których dziś nikt nie słyszy

Tyle po Nich zostało,
Ile pozostało ich w nas

Wiersz poświęcam miejscom na Wołyniu, w których kiedyś kwitło życie, a które pozostały dzisiaj tylko w ludzkiej pamięci
Berlin, listopad 2010

Serce dla Grodna

Stanąłem bosymi stopami
Na skąpanym w słońcu
Złotopiaszczystym brzegu
Leniwie płynącego Niemna.

W niespokojnym nurcie,
Jak w otwartej księdze,
Zobaczyłem przeszłość
Zapisaną znakami czasu.

Historię ludzkiego losu
Na wieczność połączyła,
W niezmiennym korycie,
Kresowa, wierna rzeka.

I to miasto, wspaniałe,
Jak zawsze dumne,
Nasiąknięte duchem
W sercach zrodzonej
Naszej polskiej kultury.

Na każdym rogu ulicy,
W każdej otwartej bramie,
Gościnne słowa grodzian,
Polskojęzyczne – witamy!

Odcisnąłem bosymi stopami,
Na złotopiaszczystym brzegu
Leniwie płynącego Niemna,
Znak mojego „ jestem”
Moją małą, polską tęsknotę.

Berlin 04.12. 2008

A nad Bugiem…

A nad Bugiem unosi się mgiełka
I nikt nie pyta do kogo należy
Po jednej stronie płacząca wierzba
Po drugiej zapach rosnącej macierzy.

Nad brzegami słońce leży cieniem
I nikt promieni o paszport nie prosi
Po jednej stronie ptaki wiją gniazda,
Po drugiej…, stada żubrów, łosi.

Zaś w jego lustrze niebo się przegląda
Nikt mu nie zabrania, całe lustro wolne.
Po jednej stronie księżyc srebrny płowy
Po drugiej gwiazdy, niby wojsko polne.

I tylko melodia z każdego brzegu inna
Nikt jej nie może zagłuszyć, wyciszyć
Po jednej stronie tęsknota za Polską
A po tej drugiej, polską mowę słyszysz.

Berlin, 27.09.2009

Wilno

Te małe, brukowe uliczki
Żywe w słowie wieszcza
Kamienie nieco wytarte
Po którym stąpał Adam
Ku swojej wielkiej sławie
Pachnące duchem epoki.

Ta „Ostra święta Brama”
Ostoja Panienki Wileńskiej
Schody nieco skrzypiące
Od wieków takie same,
Niosące radość wiernym
Spieszącym ku światłu.

Te polskowierne kościoły,
Domy spowite modlitwą.
Miejsca wiecznej ciszy
Gdzie czasem słychać głosy
Szeptu dawnej już historii,
W psalmach dziękczynnych.

I ten grób pośród Krzyży.
Napis na czarnej płycie
-„Matka i Serce Syna” –
Ten śpiący snem pokoju
Symbol polskiego świtu,
Twórca naszych Legionów.

Jakże znaną polszczyzną
Rozmawia historia Wilna
Karmiąc chlebem wiślanym,
Pachnąc maciejką po zmroku
Lub jaśminem o poranku.
Powtarzając z tęsknotą.
„Panno, co jasnej bronisz…”

I to jest właśnie Wilno.

Berlin, 11.03. 2009

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Roman Brodowski i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s