Kapoor po raz drugi

2.anish_kapoor-kleinO Kapoorze w Berlinie już pisałam, ale był to klasyczny tekst informacyjny. Tym razem Urszula Usakowska-Wolff udostępniła nam pełnowymiarową recencję. Czytajmy i przyjeżdżajmy do Berlina. Wystawa trwa do 24 listopada, czyli wciąż jeszcze spokojnie zdążymy.

Wzniosłość i męka
Anish Kapoor w Berlinie

Pokryty szklaną kopułą dziedziniec muzeum Martin-Gropius-Bau w Berlinie wygląda obecnie jak kopalnia odkrywkowa. Ustawione tam w niesymetrycznych odstępach cztery wąskie taśmociągi bardzo powoli i niezbyt głośno przesuwają się do góry. Co jakiś czas pojawiają się na nich pojedyncze bloczki w kolorze buraczków. Po dotarciu do krawędzi taśmy zatrzymują się na chwilę, jakby wahały się, czy skoczyć w przepaść. Następnie spadają z hukiem, tworząc na pokrytej szarą folią posadzce cztery coraz większe bordowe kupki. Nad tą przemysłową scenerią góruje wielka amarantowa tarcza. Ponieważ stoi na metalowym rusztowaniu, trochę przypomina antenę paraboliczną.

33.anish_kapoor_dzwon-klein
Kopalnia sztuki

Czarne taśmociągi, bloczki z buraczków, tarcza i kupki pod kopułą są, jak się nietrudno domyślić, prawdziwą kopalnią sztuki. To wieloczęściowe dzieło z metalu i wosku nazywa się Symphony for a Beloved Sun (Symfonia ukachanego słońca) i jest największym, bo zajmującym powierzchnię 600 metrów kwadratowych, ale nie najgłośniejszym dziełem Anisha Kapoora na parterze Martin-Gropius-Bau. Jego pierwsza, tak pokaźna wystawa w stolicy Niemiec nazywa się skromnie Kapoor w Berlinie i gromadzi 70 obiektów i instalacji, które najsłynniejszy rzeźbiarz brytyjski stworzył w ostatnim trzydziestoleciu. Nie jest to retrospektywa, bo podobno ponad połowa eksponatów została wyprodukowana specjalnie na tę ekspozycję. Wyprodukowana, ponieważ Anish Kapoor jest przedsiębiorcą zatrudniającym w swojej art factory na południu Londynu 20 asystentów, którzy w kombinezonach ochronnych i maskach przeciwgazowych zamieniają pomysły maestro w widowiskowe formy ze stali szlachetnej, wosku, wazeliny, poliestru, włókna szklanego, wapnienia, pigmentów, drewna i innych mniej lub bardzie sztucznych tworzyw artystycznych.

Kapoor i Kant

Pokaz kreatywności Kapoora i technicznych umiejętności jego asystentów w 14 salach o powierzchni 3.000 metrów kwadratowych jest pokazem podwójnego monumentalizmu: na pozór bardzo nowoczesna sztuka z dość egzotycznych materiałów, często w bardzo dostojnych odcieniach czerwieni, robi w monumentalnych wnętrzach budynku z końca XIX w. przytłaczające wrażenie. Wielkość jest jednym z wielu języków rzeźby, których nie należy się bać, mówił Anish Kapoor na konferencji prasowej, która odbyła się 17 maja, w przeddzień otwarcia jego wystawy. Boimy się wielkości, może dlatego, że jest nieśmiertelna, jak ją definiował Kant. Natomiast skala jest czymś tajemniczym. Jeżeli jest właściwa, to nie wiadomo dlaczego. Skala jest mieszanką wielkości i znaczenia. Wielkość jest sensowna, kiedy jest tajemnicza. Ta właśnie tajemniczość rzeźb Kapoora, które wyglądają, jakby pochodziły nie z tego świata, sprawiła, że wcześnie zwrócił na siebie uwagę instytucji, decydujących o sukcesie na rynku sztuki. W 1979 r. wieloczęściowa instalacja 1000 Names, złożona ze stojących na podłodze niewielkich form z pigmentu w kolorach czerwonym, żółtym, błękitnym i czarnym przyniosła mu międzynarodową sławę.

Zachwycająca dziura

Kariera urodzonego 12 marca 1954 r. w Bombaju syna hinduskiego inżyniera i matki, pochodzącej z żydowskiej rodziny w Iraku, jest pasmem niekończących się sukcesów. W wieku 16 lat Anish wyjeżdża do Izraela, mieszka w kibucu i zaczyna studia elektrotechniki. Postanawia jednak zostać artystą. W 1973 podejmuje decyzję, mającą dalekosiężne skutki dla jego przyszłości. Wyjeżdża do Londynu, gdzie studiuje na renomowanych akademiach sztuki Hornsey College of Art i Chelsea College of Art. W 1990 r. reprezentuje Wielką Brytanie na Biennale w Wenecji, gdzie otrzymuje Premio Duemila, przyznawane najlepszym młodym artystom. Rok później uhonorowany zostaje Nagrodą im. Turnera. W 1992 r. uczestniczy w documenta IX w Kassel, gdzie pokazuje Descent into Limbo: czarną dziurę w betonowym pawilonie, obiekt zarówno kosmiczny jak i być może mitologiczne zejście do piekła. Ta minimalistyczna instalacja, dająca duże pole do interpretacji, zachwyca świat sztuki, ponieważ zaciera granice między rzeźbą i malarstwem. Zyskuje opinię twórcy, który umożliwia publiczności, dzięki obcowaniu z jego coraz bardziej spektakularnymi formami przestrzennymi, odpłynięcie w przestrzeń czystej duchowości. Jednak chwilowa transcendencja, którą przeżyć można w zetknięciu ze sztuką Kapoora, nie może być, jego często cytowanym zdaniem, namiastką doświadczeń religijnych. W 1996 r. komitet odbudowy zniszczonego w czasie II. Wojny światowej barokowego Kościoła Mariackiego w Dreźnie zamawia niego ołtarz. Zostaje on wykonany z czarnego irlandzkiego wapienia i ustawiony w podziemiach świątyni.

Nie do ogarnięcia wzrokiem

Anish Kapoor został uznany za rzeźbiarza, tworzącego dzieła, które spełniały potrzeby duchowe konsumentów sztuki. Pisano, że łączy w nich duchowe tradycje Wschodu z ideą sublimacji tradycji kulturowej Zachodu, że przenikają przestrzeń fizyczną i spirytualną. Im częściej powtarzał, że jako artysta nie musi przekazywać żadnych treści, że interesuje go głównie związek między formą i kolorem, mianowicie, kiedy forma staje się kolorem, a kolor formą, tym bardziej postrzegano go jako demiurga sztuki. Prawdziwą gwiazdą pop kultury stał się jednak w na początku XXI w. Jako trzeci artysta (po Louise Bourgeois w 2000 i Juanie Muňoz w 2001 roku) otrzymał w 2002 roku zlecenie na wykonanie instalacji w gigantycznej hali turbin (155 m długości, 23 m szerokości i 35 m wysokości) londyńskiej Tate Modern. Do pokazywanego tam przez rok Marsjasza zainspirował go krwawy obraz Tycjana Apollo i Marsjasz (1575-1576), przedstawiający obdarcie ze skóry wiszącego do góry nogami na drzewie satyra przez boga światła, muzyki i śpiewu. Marsjasza Kapoora, dwa rozpostarte ramiona w krwistym kolorze i w kształcie podobnym do podwójnej trąby powietrznej, zajęły całą przestrzeń hali. Nie można ich było w całości ogarnąć wzrokiem.

Pomniki dla władców świata

W 2004 r. na zlecenie firmy należącej do koncernu telekomunikacyjnego AT&T Kapoor zaprojektował monumentalną rzeźbę Cloud Gate w Millenium Park w Chicago. Ta ważąca ponad 110 ton Brama chmur z nierdzewnej polerowanej na lustro stali (koszt 23 miliony dolarów), która z daleka wygląda jak gigantyczne nasiono fasoli, jest jedną z atrakcji położonego na Placu AT&T, głównego sponsora parku, powstałego w dzielnicy handlowej na terenie byłego dworca kolejowego w centrum Chicago. W 2009 r. Royal Academy of Arts zorganizowała rzeźbiarzowi wystawę, którą odwiedziło 300.000 osób. W 2011 r. zadziwił Kapoor nie tylko Paryż: w ramach corocznego cyklu Monumenta zainstalował w Grand Palais Lewiatana, do którego zainspirowała go powieść Thomasa Hobbesa. Trzy ważące 12 ton nadmuchane i połączone ze sobą plastykowe balony o rozmiarach 100 x 100 x 34 m, które można było zwiedzać z zewnątrz i wewnątrz, zadedykowane były słynnemu artyście Ai Weiwei, aresztowanym w kwietniu 2011 r. przez władze chińskie i przetrzymywanym w nieznanym miejscu. Z okazji Letnich Igrzysk Olimpijskich w Londynie Kapoor zaprojektował 114-metrową wieżę widokową w pobliżu Stadionu Olimpijskiego, wyższą o 22 metry od Statuy Wolności w Nowym Jorku. Na cześć głównego sponsora, stalowego barona Mittala i jego koncernu Arcelor, wieża nazwana została ArcelorMittal Orbit. Praca na obstalunek i za pieniądze dzisiejszych władców świata, którzy stawiają sobie kosztowne, monumentalne i dość bezgustowne pomniki w przestrzeni publicznej, się opłaca. Anish Kapoor zaliczany jest obecnie do najbogatszych artystów na świecie.

Kolejna odsłona

O tym, że jego majątek szacowany jest na ponad 45 milionów Euro, a jedną z jego aluminiowych rzeźb dom aukcyjny Sotheby’s w Nowym Jorku sprzedał w ubiegłym roku za 1,2 miliona Euro, berlińskie i ogólnoniemieckie gazety, łącznie za tabloidami, informowały na długo przed rozpoczęciem wystawy Kapoor w Berlinie. Trudno się dziwić, że wzbudziła i wzbudza nadal wielkie zainteresowanie medialne, tym bardziej, że kuratorem pokazu jednego z najważniejszych artystów współczesnych jest Sir Norman Rosenthal, jeden z najbardziej znanych kuratorów i krytyków sztuki na świecie. Słynny kurator porównał słynnego rzeźbiarza do innych słynnych mistrzów, którzy na trwałe zajęli miejsce w historii sztuki i literatury: do Vermeera, Malewicza, Lissitzkiego, Tatlina, Rothko, Newmana, Pollocka, Beuysa, Goethego, Ibsena, żeby wymienić tylko kilku z nich. Przekonywał, że podstawą istniejącego od ponad trzech dziesięcioleci teatru rzeźby Anisha Kapoora, którego kolejną, znaczącą odsłoną jest berlińska wystawa, są zarówno estetyka przytłaczania jak i estetyka wzniosłości i ciszy. Fascynują poprzez specyficzny dualizm: porządek i chaos, równość i nierówność, pustkę i gęstość, ciszę i hałas, niewypowiedzianą seksualność i ascezę. A kolor jego jest czerwony, bo to symbol niekończących się możliwości, począwszy od wzniosłości i męki aż do podniosłości i triumfu. Jak w Fontannie krwi z Kwiatów zła Baudelaire’a. Krwi, która wszystkie barwy w przyrodzie w czerwoną zmienia. Wow!

Męczące odcienie czerwieni

Z niektórymi słowami Normana Rosenthala można się zgodzić. Teatr rzeźby Kapoora składa się z rekwizytów, które przytłaczają. Rozmiarami, odczuwalnym fizycznie ciężarem, pretensjonalnymi tytułami, które, jak na przykład Rana (1988), Gethsemane (2013), Apokalipsa i milenium (2013), Krwawe lustro IV (2013) i śmierć Lewiatana (2011-2013) sugerują, że artysta chce nas uczulić na sprawy bolesne, doniosłe, że jest świadomy zagrożeń politycznych, społecznych i ekologicznych w zglobalizowanym świecie. Nic z tych rzeczy. Jego sztuka jest przede wszystkim sztuka triumfalnej męskości, może też jakichś ukrytych lęków kastracyjnych, bo w fallicznych obiektach tkwią kawałki drewna, podobne do noża. Wokół wielkiego fallusa z wosku i farby olejnej (Bez tytułu, 2010) bardzo powoli obraca się jeszcze większa płyta z metalu, zdzierając z niego kolejne warstwy. Męcząca, chwilami wręcz nieznośna jest agresywna wszechobecność czerwieni w przygnębiających odcieniach, przed która nie sposób uciec. Po przebrnięciu i dokładnym obejrzeniu masy eksponatów nie da się ukryć, że Sir Anish Kapoor, pasowany w czerwcu przez królową na rycerza, jest przede wszystkim designerem, stale powielającym te same pomysły: czarne dziury, cały ten wosk i plastyk. Nawet zwłoki Lewiatana, z którego po paryskim mega pokazie asystenci wypuścili powietrze, pokazywane są w Berlinie w dwóch pomieszczeniach, które wyglądają jak magazyn zużytych worków na śmieci. Są wprawdzie sale, w których można by się trochę pośmiać i rozerwać, bo wiszą tam słynne kapoorowskie wklęsłe i wypukłe lustra, zabawnie deformujące sylwetki i stawiające ludzi na głowie, ale…

18.anish_kapoor_vertigo-kleinObszary niebezpieczeństwa

… ale na tej wystawie prawie wszystko jest zabronione, bo może zaszkodzić sztuce lub zdrowiu. Przy kasie biletowej i wejściu na Kapoora w Berlinie wiszą trójkąty ostrzegawcze, które ogólnie proszą drogich zwiedzających o przestrzeganie zakazu wejścia na obszary niebezpieczeństwa. W salach z lustrami ściany oblepione są trójkątami z prośbą o zachowanie szczególnej ostrożności. Niezwykłe odblaski światła z lustrzanych rzeźb mogą państwa oślepić lub zakłócić zmysł orientacji. Eksponatów w żadnym wypadku nie wolno dotykać. Istnieje niebezpieczeństwo, że przez dotyk ich niezwykle delikatne powierzchnie ulegną uszkodzeniu. Prosimy o zachowanie należytej odległości od obiektów i nie przekraczania czarnej linii. Niewskazane jest też zbyt intensywne obcowanie z rzeźbami z żywicy, prosimy o wyrozumiałość, bo wydzielają one ostry zapach, mogący spowodować podrażnienie dróg oddechowych. Wymiana powietrza gwarantuje, że pobyt w pomieszczeniach wystawowych nie daje powodów do obaw. Istnieje też niebezpieczeństwo pobrudzenia się czerwonym woskiem. Prosimy o unikanie kontaktu z nim. Natomiast w salce z armatką, z której co jakiś czas młody mężczyzna strzela czerwoną kulą z wosku do kąta (stąd też ta już pokazywana często w innych miejscach głośnia instalacja z 2008-2009 r. nazywa się Shooting into the Corner), nawet obowiązek założenia nauszników ochronnych nie zmniejsza ryzyka utraty słuchu. Podczas wystrzału kuli występuje wysoka intensywność dźwięku. Osobom wrażliwym na wysokie ciśnienie akustyczne zaleca się opuszczenie pomieszczenia przed jej wystrzałem.

38.anish_kapoor_shooting+into+the+corner-kleinJeśli jeszcze raz miałabym się wybrać na wystawę tej ryzykownej sztuki, to przedtem kupię sobie biały kombinezon ochronny z maską przeciwgazową. W stylu odzieży roboczej asystentów Anisha Kapoora.

Tekst i zdjęcia © Urszula Usakowska-Wolff

Tekst ukazał się Kwartalniku Rzeźby Polskiej Orońsko 2 (91) 2013. Publikacja na blogu za zgodą autorki.

www.berlinerfestspiele.de

Katalog: Anish Kapoor
Symphony for a Beloved Sun
Verlag Walther König, 2013
po niemiecku i angielsku
34 Euro w kasie muzeum
48 Euro w księgarni

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Urszula Usakowska-Wolff i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s