Sen do kwadratu

Łucja Fice

SEN DO KWADRATU

Taki sen jest bardzo niebezpieczny. A co dopiero sen do sześcianu. Śpisz sobie w najlepsze i śni ci się, że śnisz i jeszcze raz wchodzisz w sen, a to już sześcian. Oczywiście nie zdajesz sobie z tego sprawy, dopóki się nie obudzisz. Wtedy boisz się zasypiać, żeby czasem nie wpaść w letarg, bo wtedy mogą uznać cię za zmarłą i żywcem pochować.
– Głupia snów się boisz? – mówisz sama do siebie.
– Nieprawda!, nie snów, tylko podróży w przeszłość i zamiany w inną osobę.
Tylko powierzchownie, bo w środku jesteś ciągle tą samą Anną. Masz inny kolor skóry, inne oczy, włosy, figurę. Z tej figury to nawet byłaś zadowolona. No! – oczywiście, byłaś młoda.
W tym śnie do sześcianu byłaś piękną kobietą o imieniu ANAT, wojowniczką z toporem, tarczą i włócznią, modlącą się we własnej świątyni w Tanis w Egipcie. Nagle zauważyłaś, że otwiera się ciężka brama, a w niej wielkie psy. Były podobne do wyżłów, miały smukłe sylwetki, podłużne pyski, i spiczaste stojące uszy. Miały złe zamiary. Oglądałaś kiedyś te wyżły wyryte w jakiejś świątyni (w jej resztkach) z Doliny Królów w programie Discovery. Co w nich cię przestraszyło, to tylko to, że były nienaturalnych rozmiarów – dużo większe. Klęcząc wypinałaś na nie tyłek. To ty byłaś boginią, to ty potęgą, mając na obronę swego ojca RA. Choć warczały na ciebie i podchodziły coraz bliżej – nie bałaś się. Nieświadoma przewrócenia się na drugi bok – zmieniłaś sen na do kwadratu a tym samym uniknęłaś rozszarpania na kawałki. .
Budzisz się – ale oto jesteś w drugim śnie, gdzie OZYRYS powoli podchodzi do ciebie. Krzyczysz ze strachu, bo jest już za twoimi plecami, obwąchują twoje skulone ciało.
– Już nie żyjesz – pomyślałaś. Odwracasz się już po raz drugi i bezczelnie spoglądasz w jego długą psią mordę i bicz w dłoniach.
– Co? – zapytałaś, a usta ci drżały ze strachu.
– OZYRYSIE –
Nagle doznajesz olśnienia.
– Nie ma cię – umarłeś. Zostałeś wykasowany. Grasujesz tylko po ludzkich umysłach i biegasz po kartach ksiąg, które czytają miłośnicy mitologii. Inni bogowie teraz rządzą światem. Stworzyli cię ludzie i oni cię uśmiercili. Ja nie mam z tym nic wspólnego.
– Jestem u szczytu panowania – odpowiedział. Tak. Pamiętasz to dokładnie.
Przedstawiłaś się pokornie – trochę nafaszerowana strachem.
-Jestem Anna z nowoczesnej dynastii pod panowaniem Wspólnej Europy. Świątynią jest Bruksela – tam rozkwitają barwy mamony. Rządzą teraz politycy urobieni na garncarskim kole przez społeczeństwo a nie przez CHNUMA.
-Nie pokłonię się – jak to robili w twoich czasach, bo ciebie nie ma. Zresztą w moich czasach nikomu nie muszę się kłaniać – stwierdziłaś odważnie.
Odchyliłaś się, a jego oczy wciąż źle patrzyły.
– Jesteś podejrzanym typem zaistniałym w mojej świadomości, zboczeńcem a nie bogiem, kłodą przerzucaną na kartach historii. Nie pokłonię się tobie..
– Należę do siebie samej, takie mam prawo, wypinam się na ciebie z wielką dystynkcją.
Podniosłaś się wtedy z klęczek i uniosłaś dumnie głowę. Ozyrys znieruchomiał, ale wciąż próbował zahipnotyzować cię wzrokiem, zatrzymać. I nadal wypinałabyś się na niego w tym śnie, ale oto właśnie znalazłaś się w ciemnej grocie pełnej stalagmitów, w której przejmujące zimno i kapiąca woda uzmysłowiły ci, że jesteś w przedsionku chrześcijańskiego piekła.
Na środku groty – duży kocioł, a w nim gotuje się, paruje, bulgocze, w dwustu stopniach ciekły azot. W azocie zanurzone grzeszne dusze. Witaj w piekle – powiedziałaś do siebie. Tylko jakoś nie widziałaś diabła – europejskiego diabła, z rogami, ogonem, melonikiem, który ma w nim wyglądać jak schizofreniczny poeta.
Nie bałaś się wcale.
Tylko nie wiedziałaś, w jaką datę weszłaś. Diablisko, choć niewidoczne, zapraszało.
– No! Wskocz do tej wanienki moja droga pani. Wykąp się, a potem zaproszę cię na salony -słyszałaś tylko cieplutki głosik.
-Czekaj!, pokażę ci, co myślę i rozpoczęłaś długi monolog.
– Jesteś, jak piana. Robisz dużo zamieszania Nie masz odwagi, żeby stanąć ze mną do dialogu, ty przechero i głupolu, na złość robisz, nie wiesz komu. Grunt mam mocny,
silne są mej wiary fundamenty. Chociaż cała drżę w powałach, niechaj Bogu będzie chwała, że cię stworzył na pokusę, lecz obdarzył kiepskim duchem. Mój duch wiary jak eliksir
wciąż popijam za twe zdrowie. I nikt więcej się nie dowie, że na dialog ciebie wzywam, że nie boję się odkrywać złych stron twego charakteru. Bo jak widzisz, za mną stoi straż w niebiańskiej zbroi. No i cóż mój miły gadzie? Czy zeń wyjdziesz po naradzie?
Pienisz się i pienisz tylko. Czy chcesz złapać mnie w swe kleszcze? Więc umilknij, ukryj dreszcze, jam silniejsza jest od diabła, więc zasługa twoja spadła.
-Martwisz się?, że zwracam twarz ku Bogu? Nie podoba się to komu?
Wyłaź więc z tej białej piany i stań w końcu do dialogu.
Poczułam się czysta, pierwotna nieskalana, wytresowana przez współczesne mi czasy na katoliczkę. Nagle przebłysk świadomości. Mamy rok pański 2010 po Chrystusie. Obudziłaś się.
– Uff, ale ulga. To nagłe spostrzeżenie, które pojawiło się w twojej głowie wbrew wszelkiej oczywistości, która była pozorna, ucieszyłaś się, że nie dałaś się diabłu nabrać. Ten teatr, jaki mu odstawiłaś sprawił, że poczułaś się jak anioł, który diabła przegonił. Ten sen pojęłaś jako specjalny dar od Boga.

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Lucja (Łucja) Fice i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s