Nigdy Was nie zapomnę

Ten tekst powinien się tak naprawdę ukazać w Wigilię, ale z ważnych względów autor uznał, że są to naprawdę wspominki z okazji Święta Zmarłych. Pomyślmy więc i o tej, o której pisze Roman Brodowski, która odeszła dwa lata temu, 9 listopada, i o innych naszych zmarłych, tych bliskich, tych dalekich i tych nieznanych. Pokój ich pamięci!

Roman Brodowski

Wigilia w Lidzie

Zimy na Białorusi zawsze są mroźne, śnieżne, a śnieg leżący na płaskich, sięgających bezkresu nizinnych polach jest tak biały i czysty, że oczy bolą, gdy się zbyt długo patrzy.

Jedziemy powoli po pokrytej lodem drodze do Lidy, miasta położonego ponad sto kilometrów od Grodna. Aż wstyd się przyznać, ale mało wiem o tym mieście, które z punktu widzenia historii miało wielkie znaczenie nie tylko dla Litwy, ale także dla mojej ojczyzny. To tu bowiem, w stolicy księstwa lidzkiego, najprawdopodobniej rodzili się wielcy Litwy i Polski, synowie księcia Olgierda, a wnukowie Gedymina, Jagiełło (późniejszy pan na Wawelu) i Witold. To w tym mieście znajduje się, wybudowany przez Gedymina w 1325 roku, zamek, będący twierdzą obronną, chroniącą mieszkańców przed naporem wojsk krzyżackich. Ten, spalony przez Szwedów w osiemnastym wieku, niemy świadek wielu dramatów tej ziemi, został odrestaurowany i pełni obecnie funkcję muzeum narodowego. To w tym stutysięcznym mieście istnieje jedna z największych enklaw polskiej kultury na terenie Białorusi, a blisko połowa jego mieszkańców przyznaje się do polskich korzeni.

Svetlahorsk_Berezina_river_BYZdjęcie z Wikipedia Commons.

I na koniec – to właśnie w Lidzie żyje i działa od  lat na rzecz Polaków krzewicielka języka polskiego, wielka polska patriotka, pochodząca z Krzemieńca, czyli z ziemi wołyńskiej, Izabela Tyrkin.

Pani Iza jest jedną z tych osób, które jeszcze przed upadkiem Związku Radzieckiego, nie zważając na sankcje, uczyła w swoim mieszkaniu dzieci mówić i pisać poprawnie w języku polskim.

Przekazywała im to, co sama wyniosła z domu rodzinnego, czyli polskie wartości narodowe. To ona była inicjatorką budowy tego przybytku kultury, w którym znajduje szkoła polska i ośrodek kultury, gdzie odbywają się zajęcia muzyczne, plastyczne, teatralne i  który jest miejscem spotkań społeczności polskiej.

Za swoją działalność udekorowana została przez władze naszego kraju Medalem Edukacji Narodowej, a następnie nagrodzona… zakazem odwiedzania swej ojczyzny – Polski.  Historia jej życia jest tak fascynująca i tragiczna jednocześnie, że grzechem z mojej strony byłoby podczas pobytu w Lidzie  nie porozmawiać z nią, nie uścisnąć dłoni, nie schylić czoła.

Po drodze mijaliśmy nieliczne drewniane, podobne tym opisywanym piórem Tołstoja, Gogola czy Dostojewskiego, wiejskie zabudowania, za którymi majaczyły w oddali ledwo widoczne srebrnoszare kontury drzew. Takie widoki zawsze pozytywnie oddziaływały na moją wyostrzoną wyobraźnię, wprowadzając w nastrój romantycznej melancholii.

Zbliżyliśmy się do kolejnego domu, a był nim okazały, i jak po wyglądzie sądzić można było, od lat już  niezamieszkały drewniany dworek na solidnej kamiennej podstawie.

Na moją prośbę mój przyjaciel, dzięki któremu mogę poznawać piękno dzisiejszej białoruskiej ziemi, oraz tradycję i kulturę naszych byłych kresów wschodnich, zatrzymał samochód nieopodal. Stojąc vis-a-vis dwukolumnowej zmurszałej werandy niemal poczułem zapach tamtej epoki, przeniosłem się wyobraźnią w czasy, kiedy to na tych terenach kwitło zaściankowe, drobnoszlacheckie życie. Zobaczyłem świat mickiewiczowskiej zadumy, refleksji i tęsknoty, jaki znamy z “Pana Tadeusza“. Dworek ożył. Słyszałem gwar służby krzątającej się po obejściu, dzieci bawiące na podwórzu oraz dziedzica wysiadającego z bryczki, rozmawiającego z dziedziczką w zrozumiałym dla mnie polskim, kresowym języku. Obok dworku rosły krzewy bzu i jaśminu, tak jak obok mojego rodzinnego domu w Pszczółkach, a za dworkiem rozciągały się pachnące chlebem, przerośnięte chabrem pszeniczne pola, gotowe do żniw. Wydawało mi się, że widziałem młodą, piękną dziewczynę o długich, lniano-słonecznych włosach, stojącą przy drewnianej studni, trzymającą gliniany dzbanek chłodnej wody.
Niestety  moją romantyczną wizję tamtej epoki przerwała brutalnie rzeczywistość dnia dzisiejszego.
– Musimy już jechać  – usłyszałem głos przyjaciela. – Do Lidy mamy jeszcze czterdzieści kilometrów, musimy się spieszyć, aby zdążyć na wigilijną wieczerzę.

Spotkanie opłatkowe, na które zostaliśmy zaproszeni, ma się rozpocząć w „Domu Polskim” o godzinie osiemnastej, a więc za niecałą godzinę.

GE DIGITAL CAMERADo Lidy dotarliśmy o czasie, to znaczy krótko przed rozpoczęciem wieczerzy. Przed „Domem Polskim“ stało kilkanaście osób, jakby w oczekiwaniu na zaproszonych gości. Okazały budynek przypomniał mi, nie wiem dlaczego, staropolski zajazd. Jasnokremowa do połowy i ciemnoczerwona od połowy ( z dachem włącznie)  fasada budynku przy pełnym jego oświetleniu symbolizuje barwy naszej flagi. Na łagodnie zaokrąglonych schodach, tuż pod łukiem wejścia, przywitała nas młoda, sympatyczna kobieta. Nad szklanymi drzwiami polski napis informuje, iż Dom ten należy do polskiej mniejszości narodowej zamieszkującej Lidę i okolice.

W środku panował iście świąteczny nastrój. Dziesiątki odświętnie ubranych osób, przybyłych na dzisiejszy wieczór, rozmawiających w języku swoich przodków oraz pastorałki dobiegające z sali głównej, w której za chwilę rozpocznie się tradycyjna kolacja wigilijna, przypomniają mi o moich chłopcach spędzających po raz pierwszy święta u mojej kochanej, wiernej przyjaciółki Małgosi – beze mnie.

Usiedliśmy przy stole suto zastawionym typowo wigilijnymi potrawami. Przypadły nam miejsca nieopodal sceny, na której stała przygotowana na dzisiejszą uroczystość szopka z małym Jezusem. Na środku postawiono wysoką choinkę, pod którą leżały dziesiątki zawiniętych w kolorowy papier paczek, dookoła której biegały rozradowane, czekające na prezenty dzieci.

GE DIGITAL CAMERAW pewnym momencie do sali weszła, opierając się na lasce, niewysoka starsza kobieta. Wszyscy uczestnicy spotkania wstali z miejsc i powitali ją gromkimi oklaskami. Kobieta powoli podeszła do nas i przedstawiła się, witając nas ciepłym, nieco ochrypłym głosem. Była to gospodyni dzisiejszej imprezy, dyrektor Domu Polskiego i prezes obwodu lidzkiego Związku Polaków na Białorusi, Izabela Tyrkin.

Dopiero teraz, kiedy usiadła obok, zauważyłem na jej zmęczonej twarzy cierpienie.

Po chwili usłyszeliśmy dobiegający ze sceny głos młodej kobiety, tej która witała nas przed progiem, ogłaszającej oficjalne rozpoczęcie wieczoru. Wygłosiła krótką przemowę, powitała zaproszonych gości, do których i ja miałem honor należeć, po czym zaintonowała „Bóg się rodzi“. Cała kilkusetosobowa wspólnota, siedząca dotychczas w milczeniu przy stołach, włączyła się do kolędowania, tworząc niepowtarzalny jednolity chór, a w wielu oczach pojawiły się, niby małe błyszczące brylanty, łzy.

Po zakończeniu pieśni poproszono na podium panią Izę.
– Drodzy moi przyjaciele, drodzy rodacy, – rozpoczęła kierując wzrok na zebranych, a następnie na leżące w kołysce niemowlę, symbol narodzonego Jezusa – jak co roku spotkaliśmy się…
Mówiła spokojnie, z nutą nostalgii, wspominając drogę, jaką wspólnie przebyli. Wydawało mi się, że jest to mowa pożegnalna, skierowana do grona najbliższych przyjaciół. Spośród wielu słów, myśli, jakie starała się nam przekazać, na zawsze utkwiło w mej pamięci to, co powiedziała na koniec swego wystąpienia: „Przestrzegam was kochani i proszę, abyście nigdy nie zapomnieli o ziemi waszych przodków, o gnieździe, z którego pochodzicie, o naszej polskiej mowie, która jest skarbem największym oraz tradycji wyniesionej i przekazywanej z pokolenia na pokolenia, tradycji wiary. Życzę wam i sobie jednocześnie, aby Ojczyzna, którą nosimy w sercach, jak matka chroniła nas, kochała i nigdy o nas nie zapomniała“.

Pani Iza poprosiła i mnie, abym powiedział kilka słów. Podszedłem do niej, aby wziąć mikrofon i – nie wiem dlaczego – ale spontanicznie przytuliłem ją do siebie jak kochający syn przytuliłby matkę. I tak, trzymając ją w ramionach, przeczytałem jeden z przygotowanych na tę okazję wierszy. Nie chciałem, aby inni widzieli łzy w jej i moich oczach.

GE DIGITAL CAMERA
Przełamaliśmy się tradycyjnym opłatkiem i rozpoczęła się prawdziwie wigilijna uczta, przygotowana z dwunastu potraw. Pani Iza długo opowiadała mi o swym bogatym życiu. Mówiła o trudnym, czasami bolesnym okresie jednoczenia się społeczności polskiej na ziemi lidzkiej w latach dziewięćdziesiątych, o powstawaniu pierwszych polskich zespołów kultywujących tradycyjne i patriotyczne wartości wśród mieszkających na tym terenie rodaków. Opowiadała też o budowie „Domu Polskiego“, który rychło stał się znaczącym ośrodkiem kulturalno-oświatowym, gdzie w czasach największego rozkwitu w lekcjach języka polskiego i polskiej historii uczestniczyło blisko trzysta dzieci.
GE DIGITAL CAMERAW jej wynurzeniach nie zabrakło też, niestety, przysłowiowego „dziegciu“. Usłyszałem, jak to w czasach, kiedy na całej Białorusi w nowo wybudowanych „Domach Polskich“ rozwijały się bez większych trudności regionalne stowarzyszenia Polaków, do środka tej, wydawałoby się, prężnie działającej społeczności lidzkiej, zawitała z Polski, pod postacią kilku młodych, przygotowanych politycznie osób, niewiadomego tym razem koloru, rewolucja.
Życie naszych rodaków, złączonych kulturowo, ideowo i społecznie, zostało rozdarte. Powstały dwa obozy: polsko-prorządowy tzw. „rewolucyjny” oraz zachowawczy, czyli „reżimowy“, opierający swą działalność na krzewieniu kultury i tradycji wśród Polaków, bez konfrontacji z oficjalnymi władzami białoruskimi.
– Sytuacja ta doprowadziła do tego – powiedziała pani Iza – że dzisiaj do naszej szkoły uczęszcza już mniej niż sześćdziesiąt osób. Rodzice boją się posyłać dzieci na zajęcia w obawie, że posądzeni zostaną o wspieranie białoruskiego reżimu, a co za tym idzie, ukarani wydanym w Polsce zakazem odwiedzania najbliższych mieszkających w Polsce. Wielu dawnych działaczy odeszło ze związku, a wielu którzy, tak jak ja, w nim pozostali, zostało ukaranych narodową banicją. To prawda, na Białorusi żyje się ciężko. Na każdym kroku widać niesprawiedliwość, zakłamanie i korupcję, ale to dotyczy wszystkich mieszkańców tego kraju, bez względu na narodowość. Władze Białorusi prowadzą taką samą politykę w stosunku do swojego narodu jak do wszystkich mniejszości narodowych, polskiej, rosyjskiej, litewskiej i innych. Każdy obywatel Białorusi ma prawo buntować się przeciwko decyzjom władz, przeciwko politykom, przeciwko systemowi. Tego nikt nie może zabronić. Także my, Polacy, jako obywatele państwa, w którym mieszkamy, mamy to prawo. Nie czyńmy jednak tego pod szyldem państwa polskiego, bo jest to wtedy już nie konflikt wewnętrzny, lecz międzynarodowy. Tym bardziej, że reżim nie uderza swoją polityką bezpośrednio w naszą mniejszość.
– Jak pan myśli, co zrobiłby rząd polski czy też niemiecki, gdyby na terytorium ich państw jakiekolwiek mniejszości narodowe prowadziły działalność opozycyjno-rewolucyjną przeciwko ich polityce? – zapytała. – Niech pan nie odpowiada – dodała…

GE DIGITAL CAMERAZe sceny usłyszeliśmy dźwięki polskiej muzyki ludowej: kujawiaka, mazurka, poloneza. Śpiewano tak miłe mojemu sercu piosenki jak, „Szła dzieweczka“, „W zielonym gaju“ czy „Jarzębina czerwona“, no i oczywiście polskie kolędy. Wigilijny wieczór powoli dobiegał końca. Pełen wrażeń, szczęśliwy ze spotkania, szykowałem się do powrotu. Jakże wielką radość poczułem i jak wielkiego wzruszenia doznałem, gdy wychodziłem do auta. Przed gmachem ustawił się szpaler moich nowych lidzkich przyjaciół, śpiewający mi na pożegnanie „Pieśń Legionów“.

Nigdy Was nie zapomnę – pomyślałem – ściskając szereg wyciągniętych dłoni.

Bialorus -dom6

Pani Izabela Tyrkin zmarła po długiej i ciężkiej chorobie dwa lata temu,
09 listopada 2011 roku. Pożegnana przez kilkusetosobową rzeszę przyjaciół, odeszła tak jak żyła, w spokoju i pokoju. Niestety, Polskę w Jej ostatniej drodze reprezentowała tylko jedna osoba – przedstawiciel Stowarzyszenia Pomocy „Rubież“ z Białegostoku. Nie było nikogo z oficjalnych przedstawicieli państwa polskiego czy też polskiej dyplomacji. To bardzo przykre.

W niedalekiej przyszłości postaram się napisać więcej  o „niepoprawnej“ politycznie działalności Polaków na Białorusi i o ich problemach, a także o prawdziwych powodach, jakie doprowadziły do rozbicia mniejszości polskiej w tym kraju.

 

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Roman Brodowski i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Nigdy Was nie zapomnę

  1. Panie Romanie bardzo dziękuję za tę wzruszającą relację z podróży na Białoruś.
    Serdecznie Pana pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s