Stare papiery 2 – Sławomir

szkic1Ewa Maria Slaska o Irenie Kuran-Boguckiej

W starych papierach większość stanowi korespondencja urzędowa. Nie trafiłam jeszcze na notatki, zapiski, szkice nawet są rzadkie, choć przecież Mama rysowała zawsze i wszędzie. Jest dużo wycinków z gazet, „Trybuna Ludu”, „Głos Wybrzeża”, znalazłam nawet ten tak poszukiwany przedtem biuletyn „Między innymi” z tłumaczeniami wierszy Alfonsiny Storni. Mama wysłała do redakcji 12 wierszy, opublikowano tylko 11, nie starczyło miejsca na pierwszy wiersz w nadesłanym zestawie – „Chcesz, bym była biała”. Redakcja nie zastosowała się też do prośby o „zachowanie kolejności chronologicznej”, wiersze są przemieszane: starsze i młodsze na przemian. Notka wprowadzająca nie jest podpisana, wygląda to tak, jakby przywołanie nieznanej poetki i przybliżenie jej czytelnikowi było zasługą redakcji, nazwisko tłumacza bladą kursywą na dole ostatniej strony, niemal nie zauważalne.
To oczywiście był, a po części nadal jest, problem, z jakim musiał się borykać niemal każdy tłumacz.
W korespondencji Mamy zachowało się sporo listów do różnych redakcji z informacją, że to ONA jest tłumaczką, że to ONA napisała komentarze, wyjaśnienia, przypisy, notki… Odkryty i tłumaczony przez nią poeta był przekazywany publiczności jako Gesamtkunstwerk, Mama łączyła w takiej prezentacji oryginalny tekst poetycki i tłumaczenie, słowo pisane i mówione, muzykę, pracę graficzną, komentarz naukowy, gawędę, rozmowę z odbiorcą. Lubiła spotkania autorskie, wywiady, nagrania radiowe, wystawy, książki, czasopisma. Każda metoda i każdy szkic6środek przekazu były dobre, bo służyły upowszechnianiu dzieła poety. „Jej” poeci byli na stałe obecni w jej życiu, a przez to oczywiście i w naszym.

W masie papierów urzędowych, „papierzysk” powiedzieliby rodzice, pojawia się ni stąd ni z owąd pocztówka wielkanocna z Rzymu. Mama lubiła pocztówki – w tych szarych czasach wszyscy lubiliśmy pocztówki, zwłaszcza te z zagranicy, bo były kolorowe – nigdy ich nie wyrzucała, odziedziczyłam po niej ogromne pudło kartek i obrazków, ale zbierała je osobno, tu, w urzędowych teczkach zawieruszyła się tylko jedna pocztówka – duże, błyszczące czerwone wielkanocne jajko.

Wśród podań o stypendia, zawiadomień o terminie zebrań i formularzy paszportowych pojawia się czasem korespondencja osobista. Na przykład odręczny list na odwrocie spiętego spinaczem maszynopisu.

Warszawa, 5.I.64

Wielce Miła Pani Ireno!szkic3

Zgodnie z naszym porozumieniem przysyłam Pani drzeworyty oraz moje wypociny. Pragnąłbym, aby ta moja pisanina znalazła uznanie w Pani oczach, jakkolwiek zdaję sobie sprawę, że ktoś inny mógłby to uczynić lepiej. Jeżeli mimo, tych moich obiekcji, wydawać się Pani będzie, że artykuł nie jest taki zły i trafnie oddaje ducha Pani twórczości, poczytam to sobie za zaszczyt. Mile wspominając możność poznania Pani, tuszę że na tym nie zakończą się nasze kontakty towarzyskie. Przesyłam przy okazji serdeczne życzenia pomyślnego Nowego Roku, dla Pani i całej rodziny, szczególnie życząc Pani sukcesów drzeworytniczych.

Zawijas, ale z maszynopisu odczytuję imię i nazwisko: Sławomir Bołdok

O dziwo, gdzieś w papierach odnajduję maszynopis, kopię oczywiście, listu, jaki Mama napisała do pana Bołdoka. Takich sytuacji w tych poszukiwaniach raczej nie ma, bo prędzej to, co powinno być razem, rozpadło się i część zniknęła, niż na odwrót, ale rzeczywiście mam list i to długi, półtorej strony maszynopisu. Podobnie jak w liście powyżej styl, ortografia i interpunkcja są zgodne z oryginałem.

szkic5Bardzo miły Panie Sławku.
Otrzymałam dzisiaj Pański artykuł, oraz grafikę w dobrym stanie, co – znając zdolności naszej poczty – należy specjalnie podkreślić. Cieszę się że pomimo wielu godzin gadania ze mną, był Pan w stanie spłodzić ten artykuł – pamiętam że wsadzając mnie do autobusu uskarżał się Pan na zamęt jaki udało mi się wprowadzić do Pana koncepcji literackich na mój temat. Ja zresztą od razu liczyłam na odporność zdrowego organizmu – widać było że chłop mocny i jakoś wyżyje. Mówiąc poważnie – to bardzo dobrze napisana rzecz. Poprawki jeśli na nie nie jest za późno, widziałabym 3 (trzy) i to raczej w detalach. Zalet – parę tuzinów. Żeby mieć to z głowy zacznę od poprawek. 1) Sprawa chronologii : (str.3) – cykl „Romancero cygańskie” (r. 1961) jest wcześniejszy od „Okupacji” (1962), której pierwsza praca – „Transport do Birkenau” – jeszcze korzeniami szkic4siedzi w Hiszpanii swego poprzednika. To widać i formalnie, w kolejnym procesie przechodzenia z konturu w plamę. 2) Str.1 u dołu. Zwrot „… w cieniu gwiazd pierwszej wielkości” wraz kontekstem. Może wolałabym tego nie widzieć w takiej formie. Sprawa gwiazd pierwszej wielkości, a również i trwałości, rozstrzyga się definitywnie raczej pośmiertnie. Żeby to już teraz wiedzieć na pewno jesteśmy chyba za młodzi, i Pan i ja. W kreowaniu gwiazd niewątpliwie działa szereg czynników pozaartystycznych – od szczęścia i utrafienia w aktualne potrzeby chwili ,do mody, szansy, reklamy, czy poparcia. Przypuszczalnie też uniknęłabym w poprzednich latach szeregu kłopotów typu finansowo-administracyjnego, gdybym zgodziła się na miejsce w cieniu, albo wyraźniej : na rolę cienia – satelity. Pan przecież wie, że to nie moja rola. 3) Str. 3 w połowie. Zwrot „… przeżyciami innych ludzi”. Może lepiej „przeżyciami ludzkimi”, czy „przeżyciami człowieka” ? To są transpozycje albo własnych uczuć, albo spraw, które obeszły mnie do tego stopnia, że przestały być cudze. Reszta uwag to same plusy. Podoba mi się podkreślenie subiektywizmu tej sztuki, opis szukania emocjonalnego wyrazu bez stawiania znaku równości z ekspresjonizmem. Wzruszył mnie opis poszukiwań twórczych będących przygodą i przeżyciem . Naprawdę z wyczuciem napisał x Pan o drewnie, okazując mu w Swojej twórczości t.zn. w słowie niemniej szacunku i zrozumienia, niż ja w realnym cięciu drzeworytu. Wreszcie cieszę się ,że nie próbuje mnie Pan na siłę zaliczyć do jakiejś szkoły czy grupy – jako typowy „kot, który chodzi własnymi drogami” podzielam całkowicie to zdanie. A pozatem ubawi Pana zapewne wiadomość, że dopiero z Pańskiego artykułu dowiedziałam się szeregu ciekawych uwag o zasadach i rozwoju moich kompozycji. xxxx Istotnie „podróże kształcą” – choćby tylko na parę dni do Warszawy. Cieszę się więc z tego artykułu i będę z niecierpliwością xxxx oczekiwać jego ukazania się w druku. Cieszę się też, że dał nam on „prawo alibo pozór” do zawarcia tej, chyba szkic2bobustronnie interesującej, znajomości. Wieczór przegadany z Panem w każdym razie był jednym z przyjemniejszych momentów w dość męczącym, zaganianym i bardzo mroźnym pobycie w stolicy. Gdyby Pan kiedyś miał nadmiar dobrej woli oraz wolnego czasu, proszę do mnie parę słów napisać. Zazwyczaj odpisuję. Proszę o wybaczenie urzędowo- maszynopisowego rodzaju listu. Od tylu lat używam pióra i ołówka do różnych niegodziwych xx celów, że wyrób czytelnych i rozpoznawalnych liter sprawia mi poważne trudności.

Łączę dużo serdecznych pozdrowień oraz życzeń
na pozostałe 350 dni jeszcze prawie Nowego Roku

Podpis – czytelny, ale może to tylko mi się tak wydaje.

I na dole stroniczki: Wrzeszcz, 16 stycznia 1964

Nie wiem, jak to było możliwe, że Mama dała komuś grafikę?! Zostawiła ją u niego?! W Warszawie?! A sama wróciła do Gdańska? I on ją odesłał w dobrym stanie i od razu! W głowie się nie mieści. Nie pamiętam, by Mama pożyczyła komuś grafikę. Nie pamiętam, niemożliwe, nigdy nie dawała, nie pożyczała… I w ogóle, jak to się stało, że ją przy sobie miała?! W Warszawie, na mieście, bo spotkali się chyba u niego w domu. Znamienne musiało to być spotkanie.

slawomir2Była zimą w Warszawie, być może w okolicy Bożego Narodzenia. Czy my też tam byliśmy, Tata i my dwie? Czasem jeździliśmy wszyscy na święta do Warszawy. Pamiętam jeden taki wyjazd, ale wtedy żyła jeszcze moja cioteczna Babka Karusia, która zresztą wtedy na te zapamiętane święta nie przyjechała, dlatego dobrze mogę wyznaczyć czas tamtych świąt – przed 1963 rokiem, bo Karusia umarła mniej więcej w tym samym czasie, co Kennedy, a rocznica śmierci Kennedy’ego była wczoraj.

Postanawiam poszukać pana Bołdoka. Znajduję go w spisie wykładowców Uniwersytetu im. Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie, w Instytucie Historii Sztuki. Imię i nazwisko się zgadzają, Warszawa, historia sztuki. W internetowym życiorysie nie ma daty urodzenia, ale to musi być on. Od roku 1953 czynny zawodowo, a więc starszy już pan. Ale, gdy się spotkali, był koło trzydziestki. Czarujący młody człowiek, jestem tego pewna! Na stronie nie ma maila, nie ma telefonu. Jasne. Telefonuję, a potem wysyłam maila do sekretariatu.

Pan Sławomir odzywa się już nazajutrz. Bombarduję go pytaniami. Ale już z maila wiem, że był to artykuł napisany na zlecenie redakcji „Przeglądu Artystycznego”. W następnym mailu pan Sławomir podaje nr czasopisma – 3 ( 19 ) z 1964 r. str. 43 – 45, przysyła skany  i odpowiada na niektóre z moich pytań. Grafika Mamy była na  wystawie. „W galerii nie było fotografii prac a ponieważ obojgu zależało nam na zdjęciach do numeru P.A. otrzmałem od p.Ireny kilka prac po zamknięciu ekspozycji dla sfotografowania w redakcji, pod warunkiem, że zadbam o ich odesłanie. Z czego jak Pani widzi wywiązałem się.”

Widzę! Komunikacja internetowo-mailowa jest boska! Ale szperanie w papierach też.

PA1

 PA2PA3W tekście szkice Mamy znalezione wśród dokumentów urzędowych, jej list do Sławomira Bołdoka oraz skany artykułu w Przeglądzie Artystycznym.

W przyszłym tygodniu w sobotę – Kobiety nad morzem

I jeszcze porada kulturalna na ostatnią chwilę. Dziś w Galerii 3778 na ulicy Mazowieckiej 11a w Warszawie kończy się wspaniała wystawa Katarzyny Słowińskiej-Kucz „Oni także byli dziećmi” – kto może, niech czym prędzej biegnie ją obejrzeć, a jak nie zdąży, to niech szuka wszędzie i może gdzieś znajdzie, tak jak i ja to będę czynić. Amen.

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Stare papiery 2 – Sławomir

  1. Julita pisze:

    Czekałam.
    Wielcy ludzie, wielcy artyści są przede wszystkim pracowici, są wielkimi pracownikami. Przeistoczenie pomysłu w dzieło i wszystko, co się z tym wiąże, wymaga poważnej, mozolnej pracy. Twórcze życie zaś – niepokoju, pozoru improwizacji, iluzji, paradoksalnego nieładu, marzenia. Każda stroniczka „papierzysk” kryje działanie i talent, niezwykłość.
    Przepraszam, czy domek na Szpondawie trwa?

  2. ewamaria2013 pisze:

    Tak, domek rzecz jasna nadal stoi, ale skoro nic nie uleglo zmianie w kwestiach finansowych, to nawet nie warto sprawdzac czy jest nadal lub znowu do nabycia,

  3. Anne Schmidt pisze:

    Liebe Ewa, sind die Grafiken von deiner Mutter? Ich glaube, sie hieß Irenie, aber den Nachnamen habe ich vergessen. Die Geschichte von deiner Entstehung finde ich sehr….Hat mich stark berührt und beeindruckt. Bin wieder mal krank, will aber nächste Woche nach Marokko reisen. Wünsche dir unhektische Advents- u. friedliche Weihnachtstage. Anne

  4. ewamaria2013 pisze:

    Hallo Anne, das sind keine Graphiken diesmal, sondern kleine Skizzen dh. Zeichnungen. Meine Mutter heißt Irena Kuran-Bogucka. „Irenie” ist die Dativform von „Irena”, ja, das machen die Polen, sie beugen sogar Eigennamen – przyglądałem się Irenie w Krakowie, heißt „ich beobachtete Irena in Krakau”. So ist die Sprache. Ja, sie ist meine Mutter (gewesen) – jeden Samstag werde ich jetzt kleine Texte über sie schreiben und mit ihrer Zeichnungen und Graphiken illustrieren.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s