111 lat z misiami

Zbigniew Milewicz
TEDDY BEAR

Czego to ludzie nie obchodzą… 25 listopada, po raz jedenasty, świętujemy Światowy Dzień Pluszowego Misia. Nie zdziwiłbym się, gdyby z tej okazji berliński ratusz wyszorował wszystkie miejskie godła, telewizja polska przypomniała po raz kolejny klasyczny obraz Stanisława Barei, a na Krupówkach zaroiło się od białych niedźwiedzi. Na pewno jednak jubileuszowo zarobią sklepy z pluszakami, od Nowego Jorku przez Krym i Rzym, aż do Wąchocka.

Mis_Steiff_Museum_GiengenKto naprawdę wymyślił tę miłą przytulankę, do końca nie wiadomo. Niemcy, choć pewnie nie wszyscy, daliby się pokrajać za to, że jej prototyp powstał w firmie Steiff z Giengen an der Brenz w Szwabii, założonej pod koniec XIX w. przez kaleką szwaczkę Margaretę Steiff, w celu chałupniczej produkcji konfekcji i artykułów domowego użytku z filcu. Kiedy okazało się, że filcowe słoniki, szyte z myślą o domowych krawcowych, jako ozdobne poduszki na szpilki i igły, mają duże wzięcie wśród dzieci, w postaci zabawek, asortyment się powiększył. W witrynie przyfabrycznego sklepu pojawiły się psy, koty, małpki, konie, wielbłądy i różowe świnki, wykonane z miękkiego materiału, ale miś dołączył do tego towarzystwa dopiero w 1902 roku. Za sprawą bratanka pani Steiff, Richarda, który w rodzinnej firmie zajmował się rozkręcaniem interesu i wynalazczością, a przy tym był uzdolnionym i wykształconym rysownikiem; często bywał w stuttgarckim zoo i rysował niedźwiedzie, z czego pewnego dnia powstał projekt pluszowego misia z ruchomymi łapkami i dającą się obracać głową. Ciotce ogromnie się ten projekt spodobał, ale na targach w Lipsku przyjęty został z rezerwą. Rzekomo dopiero ostatniego dnia pojawił się przedstawiciel anonimowej firmy amerykańskiej i zauroczony pluszakiem, zamówił od razu trzy tysiące sztuk.

Na zdjęciu replika oryginalnego misia pani Steiff z Muzeum w Giengen an der Brenz. Do dziś misie tej firmy są ręcznie szyte.

W ten sposób firma Steiff weszła na rynek pluszowych misiów, z całą pewnością jako jedna z pierwszych i dobrze prosperuje w zabawkarskiej branży do dziś.  Czy to jednak rzeczywiście Richard wynalazł tę zabawkę? Zaufanie klientów do firmy podważyła historia, którą rodzina Steiff próbowała uzasadnić stosowanie nazwy „Teddy“. Według niej misie Steiff stanowiły oprawę weselnego stołu, w czasie zaślubin córki dwudziestego szóstego prezydenta USA, Alice Roosvelt z Nicholasem Longworthem, w roku 1906. Kiedy prezydent Theodore Roosvelt – dla bliskich i ludu Teddy – zapytał, co to za gatunek, dowiedział się, że jest to „nowy gatunek, zwany Teddy Bear“. Rodzina prezydenta zaprzeczyła jednak kategorycznie, jakoby w czasie przyjęcia weselnego użyte zostały jakiekolwiek produkty firmy Steiff. W ten sposób prawdopodobniej brzmi druga wersja, podająca, że pluszowy miś urodził się w nowojorskim Brooklynie, dokładnie w tym samym 1902 roku.

Jesienią 1902 roku prezydent Roosvelt odwiedził stan Missisipi, interweniując w sporze granicznym z Luizjaną. Aby urozmaicić mu pobyt, zorganizowano polowanie na niedźwiedzie, w trakcie którego jeden z myśliwych schwytał małego misia. Oczywiście Roosvelt ułaskawił malucha i 18 listopada 1902 na łamach „Washington Evening Star“ ukazał się satyryczny rysunek Clifforda Berrymana, przedstawiający prezydenta, który odmawia oddania strzału do schwytanego niedźwiadka.

619px-TheodoreRooseveltTeddyBearMożna się domyślać, że rysunek przysporzył prezydentowi sympatii czytelników. Wśród osób wzruszonych przedstawioną sceną znalazł się rosyjski imigrant Morris Mitchom, właściciel małego sklepiku ze słodyczami na Brooklynie, w którym sprzedawano także zabawki, wykonywane własnoręcznie przez sklepikarza i jego żonę Rose. Jak na przedstawiciela mądrej, żydowskiej rasy przystało, pan Mitchom natychmiast wywąchał w misiu miodowy interes i odtworzył zwierzaka z rysunku w trzech wymiarach. Tak przynajmniej wspominał później jego syn Beniamin. Prototyp zabawki, wycięty z brązowego pluszu, umieszczony został w witrynie sklepu, obok gazetowego rysunku, z etykietą Teddy Bear. Przedsiębiorczy handlowiec zdobył się bowiem na odwagę i napisał do Białego Domu list z zapytaniem, czy pan prezydent nie będzie miał nic przeciw, jeżeli on użyje jego imienia w promocji swojej nowej zabawki. Pozwolenie, napisane własnoręcznie przez prezydenta brzmiało następująco: Nie sądzę, żeby moje imię było wiele warte w tym niedźwiedzim interesie, ale proszę bardzo, może go pan używać.

John_Kirby_Farnell00Gdyby ten dokument udało się ujawnić, Morris Mitchom byłby niewątpliwym autorem tej może najpopularniejszej zabawki na świecie. Posiadał go rzekomo jego najstarszy syn Joseph, który zmarł w 1951 roku, ale wśród pozostawionych rzeczy nie znaleziono prezydenckiego listu. Na pluszowym misiu rodzina Mitchom zbudowała jednak pokaźny majątek, od 1903 do 1938 roku interes rozwijał się pod nazwą Novelity and Toy Company. Obecnie, jako Toy Co, firma jest największym producentem lalek na świecie. Jednym słowem Theodore  Roosvelt nie docenił wagi swojego imienia, a może była to tylko dyplomatyczna kokieteria? Mawiano w jego czasie żartobliwie, że Teddy Bear w zamian za uratowanie życia, pomógł prezydentowi w reelekcji (w 1904 roku). Business is business. Popularność zabawki rosła w Ameryce w lawinowym tempie, w 1906 roku gazeta handlowa „Playthings“ donosiła o nowym szaleństwie – używaniu pluszowych misiów jako maskotek samochodowych. Stały się przedmiotem tak żarliwego kultu, że pewien duchowny z Michigan ogłosił misia Teddy zagrożeniem dla instynktu macierzyńskiego, które może doprowadzić do naturalnego samounicestwienia narodu.

Na zdjęciu angielski miś firmy Farnell z 1911 roku.

Na szczęście ta katastroficzna wizja nie sprawdziła się. Pluszak-przytulanka podbił serca dzieci i dorosłych na całym świecie, jak najbardziej pokojowo, wszedł na stałe do literatury, na sceny i ekrany. Najsłynniejszym jego przedstawicielem jest pewnie „miś o bardzo małym rozumku” czyli Kubuś Puchatek A.A. Milne, ale dalej paradują nie mniej sympatyczni Miś Colargol, miś Yogi z Parku Yellowstone, Miś Padddington czy chociażby nasz rodzimy Miś Uszatek. Wszystkim miłym solenizantom, gdziekolwiek by się na świecie nie znajdowali, zarówno tym wypielęgnowanym i zajmującym poczesne miejsca w ludzkich domach, jak i tym wyprzytulanym do granic możliwości, z naderwanymi uszami i kończynami, co leżą gdzieś zakurzone na pawlaczach, ale przecież nie na śmietniku, składam najserdeczniejsze życzenia, z okazji ich 111 urodzin!

misie

Rodzinne misie administratorki blogu (wybór)

* W tekście wykorzystałem dane z internetowego Leksykonu Co? i Kiedy? „Po raz pierwszy“ Z.M.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Zbigniew Milewicz i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s