Wpis na poniedziałek

Ewa Maria Slaska

O toaletach

Każdy z nas to pamięta. Te jakieś straszne toalety gdzieś w Polsce, obesrane i cuchnące. Niekiedy wciąż jeszcze można je zobaczyć w pociągach PKP. Tak bywa, o czym mogę  się naocznie przekonać, bo właśnie jadę pociągiem.

Ale wszyscy też wiemy, że to już dawno nie jest normą, że nowoczesność kroczy jak bogini Wolności. Albo zamiast niej.

Dziś buduje się nowocześnie, wszędzie szkło, stal i szlifowany kamień. Wszędzie stawia się wielkie szklane wazony z nowoczesnymi bukietami, a te muszą być przede wszystkim wielkie. Ogromne gladiole, orchidee, pędy bambusa. Wszystko super eleganckie. Toalety ze szklanymi drzwiami. Podwórko z kunsztownymi grupami roślin. Na talerzach wraps z kiełkami. A obok… A obok coś przaśnego, co kobietom w jednakowych czarnych garniturach i mężczyznom, którzy właśnie już nie muszą mieć jednakowych czarnych garniturów, nawet krawatów nie muszą… Ich uniformizm zawiera się w jednakowej myśli, w jednakowych słowach. W Polsce słowem tym jest korporacja, w Niemczech co trzy lata musi się tu pojawić jakieś nowe słowo, wytrych i remedium rozumienia i rozwiązywania problemów społecznych. Harmonisieren, Nachhaltigkeit, Vernetzung, passgenaue Qualifizierung. Kwalifikacje na miarę. A więc jak już tym kobietom i mężczyznom znudzi się omiatanie wzrokiem szlifowanych granitów i stali, mogą odpocząć patrząc na zdjęcia zardzewiałych łyżek na obdrapanych parapetach. Do jedzenia oprócz wrapów jest grochówka. To nowa wersja pajdy chleba ze smalcem do czytania poezji. Wysokie szklane drzwi w toaletach sprawiają, że goście czują się niepewnie. Zwłaszcza Gościce. Niby wiadomo, że szkło jest nieprzezroczyste, ale przecież jednak podstawowe skojarzenie szkła to czystość, klarowność, nie zakłócone możliwości widzenia. Podczas obrad Gościce wymykają się chyłkiem i podążają ku szklanym drzwiom. Nieobecność innych jest też rodzajem ochrony przed nieproszonym spojrzeniem. Ale ciężkie drzwi wymykają się z rąk i z hukiem uderzają o framugę. Po przerwie obsługa konferencji przyczepia do szklanych drzwi szmatki na sznurkach. Designera szlag by trafił.

Wieczorem, a jakże, wieczór poetycki. Sala nobliwie monotonnie antracytowo szara. Dopasowane do entourage’u suknie Gościc. Mężczyźni tak czy owak od dwustu lat w takich tonacjach. Na scenie czerwona gaśnica. Cały czas czekam, czy ta techniczna czerwień nie okaże się jednak rekwizytem, który ma głęboki sens. Ale nie, po prostu designer sobie, a przepisy przeciwpożarowe sobie. I już.

Przedstawienie jest nudne i – jak gaśnica – bez sensu, ale ma też inny sens, głęboki „sens żydowski”, nie śmiemy więc głośniej odetchnąć. Takim okazjom w Berlinie może towarzyszyć tylko nabożne skupienie. Cisza, szacunek, pochylenie głowy, cisza. Kobieta w rzędzie za mną charczy nagle potwornym, przepotwornym charczeniem.  Charczenie wyrywa ze skupienia całe audytorium. Ze sceny wylewa się na nas właśnie czarne mleko świtu, pijemy je nocą, twoje szare włosy, Margarete, twoje czarne włosy, Sulamitko. W powietrznym grobie nie jest nam ciasno. Charczenie się ponawia. Straszne potworne. Kobieta, która charczy ma dziś popielate włosy jak Margarete, ale kiedyś, gdy była młoda, była Sulamitką. Przerwa. Po przerwie Margarete nie wraca już. Zastanawia jednak, dlaczego tu była? Takie charczenie nie pojawia się znienacka. Była chora, dlaczego więc w ogóle przyszła?

Latami nie byłam w stanie chodzić do filharmonii, bo w berlińskiej filharmonii w mini przerwach pomiędzy kawałkami muzyki waliły się na człowieka ze wszystkich stron zmasowane ataki kaszlu. Nie pomagało zaciskanie zębów ani zatykanie uszu. Zawsze przypominało mi się, że, Graves tak twierdził, Kalligula kazał zamordować Gemellusa, bo kaszlał. Wreszcie dyrekcja zrozumiała, że masowy kaszel przekracza ludzką wytrzymałość i rozprawiła się z problemem jedną kartką: Zabrania się kasłania w przerwach. I pomogło. Dziś już nikt nie kaszle.

Nie rozumiem. To dlaczego przedtem kasłali? Ale też – jak to możliwe, że jednak nie muszą kaszleć?

Behawioryzm kaszlu, fizjologia designu. Rok zajmowania się tematem kościelnego obozu pracy przymusowej pozwala na odkrycie specjalnego designu przeznaczonego dla miejsc pamięci. Potrzebny jest beton, dużo betonu i zardzewiałe żelazo. Godna podziwu jednorodność stylistyczna. Co to za kierunek w sztuce? Postpamiętnik?

Więc  toalety. Mam jakieś niepewne wspomnienie z czasów załatwiania odmownie terenów postenerdowskich za pieniądze europejskie, inwestowane na Wschodzie przez inwestorów z Zachodu. W jakimś miasteczku, gdzie nie było nic, a właśnie zlikwidowano jedyne w okolicy kino, zbudowano automatyczną toaletę ze szlifowanej stali i marmuru. Przeczytałam kiedyś zdanie, że brandenburskie wioski to jakieś UFO, odcięte od świata, zamknięte w sobie, bez życia politycznego, społecznego i gospodarczego.  Dodałabym jeszcze, bez kina i biblioteki, ale z marmurową toaletą.

Ale mam i wspomnienia jak najbardziej aktualne. Na Zachodzie Niemiec w restauracjach przy autostradach jak epidemia ospy  rozpowszechnia się system nowoczesnych toalet w pełni zautomatyzowanych. Kosztują chyba 70 centów, z  tego 50 centów otrzymuje się z powrotem w charakterze bonu do wykorzystania w tychże restauracjach. No i dobrze, może nawet bardzo dobrze. Może lepiej zautomatyzowana toaletyzacja niż owe przedpotopowe toalety, do których trzeba było wyjść poza budynek, zaopatrzywszy się uprzednio u barmana w klucz z zawieszką o rozmiarach łopatki mamuta. Ale jak wiadomo nie każde nowe jest lepsze od starego. W toaletach w okolicy miasteczka Fläming 20 lat temu pozwolono się wyszaleć designerowi, który skorzystał z tego prawa w obowiązującym wówczas stylu post-op-artu, któremu patronował post-post-Andy-Warhol. Była więc toaleta Jamesa Deana, Marylin Monroe, Charliego Chaplina i Elvisa Presleya. Były śmieszne i kolorowe. U mężczyzn inne niż u kobiet. Po jednej stronie autostrady inne niż po drugiej. Toalety na trasie z Berlina do Fläming odwiedziłyśmy z Lidą i Dorotą w marcu tego roku jadąc do Halle. Toalety po przeciwnej stronie zachwaliłam jakbym to ja sama je zaprojektowała, Kindze i Włodkowi, gdy w lipcu wracaliśmy z Francji. W marcu świat fizjologiczny po zachodniej stronie autostrady był jeszcze pełen barw, w lipcu ściana wschodnia okazała się już w pełni zautomatyzowana, a paleta barw pomiędzy papugą a pawiem, sprowadziła się do obowiązującej już na całym Zachodzie sterylnej kombinacji szklanej zieleni i mlecznej bieli.

Zapytałam sprzątacza, co się stało? Nie wiedział, o co mi chodzi. Nie ma racji Dorota, twierdząc, że pamięć społeczna się skurczyła i obejmuje teraz siedem lat. Pamięć społeczna nie obejmuje nawet siedmiu miesięcy.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s