Świąteczny kogel-mogel

roszpunka3Viktoria Korb

Pomieszanie z poplątaniem

„Narzekanie na Święta jest nasza główną tradycja bożonarodzeniową” – stwierdził niedawno dziennikarz katolickiego „Tygodnika Powszechnego”.

Ja nie narzekam, bo jestem ateistką w trzech religiach – żydowskiej, prawosławnej i katolickiej, po wychowaniu się w Polsce.

Nasze święta były absolutnie „multikulti”, czyli wymieszane. Religijność mej mamy, Rosjanki z rodziny teoretycznie prawosławnej, była raczej
uśpiona. Jej rodzice też nie byli zbyt wierzący, mało
tego w czasach stalinowskich, w których się wychowała,
ceremonie religijne były tępione. ksiezniczka-i-ksiaze-zaba3Mój rosyjski dziadek do tego się nie wtrącał, a moją matkę i babkę w sumie określiłabym jako „pobożne ateistki”. Czasem wieszały na ścianach ikony, ale modlitw nie uprawiały, do cerkwi tez nie chodziły. Czasem tylko stękały, “o Boże”, co robią nawet ateiści. Mój ojciec z kolei był pochodzenia żydowskiego, ale z rodziny zasymilowanej. Z kim? Zależało to od zmiennych granic nieistniejącej wówczas Polski! Czyli głównie z Austriakami i Polakami z monarchii Austro-Węgierskiej. Jego wyznanie było w metryce wpisane jako żydowskie, ale faktycznie też było żadne. Tak więc nasze święta po wojnie w Polsce były raczej kwestią rytuałów, a nie potrzeb religijnych. Rodzice nie byli zbyt pewni, co świętować i kiedy – mama znała daty rosyjskich świąt, ale nie bardzo było
jak je obchodzić w Polsce – były zbyt egzotyczne.ksiezniczka-glogu-zla-krolowa3
Z kolei ojciec tylko mętnie znał przepisy żydowskie. Zresztą wchodziły one przecież w skład kuchni polskiej, a szczególnie świątecznej. Ten bałagan pogłębiały próby przekabacenia dzieci przez władze. Tępiły one obchody religijne i próbowały dać nam jako Ersatz obchody noworoczne z piękną (trzeba przyznać) choinką i zabawą w Pałacu, ówcześnie Stalina, a obecnie Kultury i Nauki.

Za to nasza gosposia ochrzciła mnie potajemnie, bo nie chciała, by „takie dobre dziecko poszło do piekła”. Niestety ojciec kiedyś zaskoczył mnie przy wieczornej modlitwie na kolanach i wybił mi wiarę z głowy, odmawiając potem kupna nowego tornistra. Polecił mi, bym się modliła o niego do Boga, skoro
w niego wierzę. Niestety moje modlitwy nic nie dały
i straciłam wiarę.krolewna-sniezka3

W ten ideologiczno-obyczajowy rozgardiasz wkroczyli nasi warszawscy sąsiedzi. Rodzina o nazwisku Dryzner, które nie przeszkadzało ojcu rodziny walczyć w czasie wojny w ruchu oporu, praktycznie zaadoptowała nas na święta. Zresztą żyliśmy w ogóle symbiotycznie. Oni zapraszali nas w Wigilię. Świętowali według tradycji, choć pan Dryzner pracował w KC PZPR – dla mnie jeszcze jeden wyraz ideologicznego „kogla mogla” i paradoksów PRL-u. My, dzieci, zostałyśmy wciągnięte w przygotowania i pomagałyśmy pracującej pani domu w robieniu ozdóbek na choinkę – dla niej była to też integralna część świętowania. Wkładem naszej rodziny do kolacji
wigilijnej były głównie „wódeczki” oraz pomarańcze
i banany, przysyłane z Wiednia przez przyjaciół
mego taty z krolewna-na-ziarnku-grochu3dzieciństwa. Wkład Dryznerów był za to pracochłonny, a gwiazdą wieczoru były kluski z makiem – cymes! Nasi rodzice chodzili też razem na bale sylwestrowe, zostawiając nas, bachory, same. Mieliśmy spać spokojnie razem, ale wychodziliśmy przez okno na rusztowania i spacerowaliśmy po nich wisząc na rękach. Huśtaliśmy się tez na drzwiach i robiliśmy zawody skakania z szafy na kanapę. Zwycięzcę ja dekorowałam orderem zrobionym własnoręcznie z czerwonej włóczki. Lub też smarowaliśmy śpiącym towarzyszom twarze surowym jajkiem lub pastą do zębów. Po przymusowej emigracji z Polski w 1968 roku „do Izraela”, świąteczne rytuały nam zostały, bo wręcz weszły nam już w krew. Do dziś, jeśli bym nie obchodziła Wigilii, wpadłabym w depresję.kopciuszek3

Zresztą ta emigracja „do Izraela” to był pojęcie bardzo umowne. Losy naszej rodziny były bardzo powikłane, przez wiele lat mieszkaliśmy w różnych krajach. Moja siostra przez kilka lat w Izraelu, ja w Anglii i w Berlinie. Ale od 1973, gdy nasi rodzice się ustabilizowali, świętowaliśmy już pięknie w ich domu z wielkim ogrodem w Leverkusen w kilku językach. Dom stał się wręcz przytuliskiem dla licznych gości z Polski. Jednym ze szczytów w tej dziedzinie była Wigilia pewnego znanego polskiego socjologa, który zawisł w Berlinie na święta w czasie podróży służbowej. Jest to bardzo pobożny katolik, ale uparł się, by spędzić święta z nami. Broniłyśmy się przed tym z obawy, że nie damy rady sprostać
jego religijnym wymogom. Ale poddałyśmy się
i przybył na naszą Wigilię z prezentami,
modlitewnikiem i śpiewnikiem. malgosia-bez-jasia3Odśpiewał wszystkie obowiązkowe kolędy i był rozanielony. Przy wielu Wigiliach naszej rodziny wracał uparcie jeden motyw: nasz ojciec krytykował karpia po żydowsku, przygotowywanego przez naszą mamę. Albo było w nim za mało cebuli i za dużo rodzynek, albo na odwrót. Jak powtarzał za każdym razem niemal obrażony, jego żydowska matka robiła tę rybę dużo lepiej. Gdy opowiedziałam to mym polskim znajomym, uśmiechnęli się pobłażliwie
i wyznali, że ich ojcowie też uważali, iż ich matki robiły lepsze potrawy świąteczne niż ich żony…

Na zdjęciach dekoracje świąteczne w wielkim berlińskim domu towarowym KaDeWe w roku 2011 – każde okno przedstawiało inną bajkę, tu od góry:
Roszpunka, Księżniczka-Żabka, Śpiąca królewna,
Królewna Śnieżka, Księżniczka na ziarnku grochu,
Kopciuszek, Czerwony Kapturek.

Zdjęcia Ewa Maria Slaska

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Viktoria Korb i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Świąteczny kogel-mogel

  1. ewamaria2013 pisze:

    Poprawne politycznie życzenia świąteczne pasują tu chyba jak ulał: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9520

    • Viktoria Korb pisze:

      Swietnie pasuja, bo uwzgledniaja tez biurokratyczny i prawny terror, podajac przy prawie kazdym zdaniu jurystyczne zastrzezenia, zeby ich ktos zle nie zrozumial. Viki Korb

  2. Julita pisze:

    „(…) Pojutrze zaczniemy naszą operację przetrwania, a mianowicie przetrwania bożonarodzeniowego szaleństwa. Kto powiedział, że Boże Narodzenie to czas ciszy i spokoju? Może kiedyś tak było, dawno temu. Współczesne społeczeństwa uczyniły z niego apogeum histerii, przeważnie histerii handlowej, apogeum wszystkiego, tylko nie ciszy i spokoju”.
    Tak 16 grudnia 1962 roku pisał Sławomir Mrożek.
    Na blogu Jarosława Kuźniara znajduję w grudniu 2009 zdjęcie żółtego tramwaju pomalowanego w kolorowe rybki i notkę zatytułowaną: Świętować /nie/karykaturalnie o esencjonalnej treści –
    zamienię Narodzenie tu
    na bezstresowe świętowanie tam
    w Lizbonie
    jaki sens mają 3 dni gotowania i
    15 minut jedzenia
    karykatura świąt.
    Czyżbym zaliczała się do grupy osób narzekających na święta? Nie, nie miałabym odwagi. Ale jako Życzeniobiorca odwzajemniam:
    dobrych
    spokojnych
    świąt
    bez zobowiązań.

    • Viktoria Korb pisze:

      Masz racje, dzisiejsze swieta to glownie szalenstwo marketingowe i pichcenie. Kiedys to moze mialy sens, gdy rodziny i sasiedzi zbierali sie w jednym domku, i nie trzeba bylo dyrdac kilometrami do krewnych lub znajomych. Mimo to, chociaz Szczesliwego Nowego Roku Vikoria Korb

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s