Stare papiery 7 – oszczędność papieru

Ewa Maria Slaska o Irenie Kuran-Boguckiej

Archiwum, cz. II

W teczce opisanej „Lorca” znajduję zamówioną przez wydawnictwo opinię Roberta Stillera na temat planowanego wydania poezji Federica Garcii Lorki. Zaczyna się nieźle. „Kuran-Bogucka jest tłumaczką bardzo zdolną, wnikliwą i pochłoniętą swoim autorem.” Ale potem następuje miażdżąca, druzgocząca krytyka. Stiller zaleca Mamie, by nie „wgadywała” w Lorkę, tego, czego tam nie ma, by narzuciła sobie „rygor, dyscyplinę i pokorę”, by strzegła się egzaltacji i zakrzykiwania autora. Ma też wyrażać w sposób prosty to, co jest u poety proste, bo sama ma skłonność do zawiłości. Nie ma manierycznie piętrzyć podtekstów, nie ma dodawać tego, czego nie ma. W końcu pisze: „W wielu wypadkach zaczynają się ze sobą przepychać dobra tłumaczka Kuran-Bogucka z mierną poetką Kuran-Bogucką, a inteligentna czytelniczka Kuran-Bogucka przygląda się temu i ponieważ ma równą słabość do nich obu, więc toleruje tę drugą, zamiast ją wyprosić za drzwi.”

Jest też odpowiedź Mamy, tak pełna godności i spokoju, że po prostu wstrząsa. Jestem przyzwyczajona do tego, że część mojej rodziny, na przykład ja, w takiej sytuacji wyciągnie miecz, zabije przeciwnika i przy okazji porani się sama w nogi, druga część natomiast sfrustruje się niepomiernie, ale łyknie tę żabę bez mrugnięcia. Mama tymczasem, udzielna władczyni, dobrze znająca swoją wartość, grzecznie tłumaczy, że pan nie ma racji i dlaczego, a jednocześnie w wielu miejscach spokojnie przyznaje, że pan ma rację, a ona się zastosuje do jego porady. Czytam ten tekst i wścieka mnie, że nie mam czasu, żeby go przepisać, nie mogę mu zrobić zdjęcia, bo nie wolno i nie mogę poprosić o ksero, bo trzeba by wypełnić podanie, dostać zgodę i rachunek, zapłacić rachunek przelewem na jakiejś poczcie, a potem z dowodem wpłaty wrócić do Archiwum, aby odebrać sobie zamówione kopie. A ja mam na wszystko dwa dni czasu. I przed sobą stertę teczek.

Gdy przewracam kartki, papier stawia delikatny opór i leciutko skrzypi, to rozdzielają się sklejone przed kilkudziesięciu laty strony. Sklejone, bo Mama, podobnie zresztą jak Ojciec, a i ja sama, nadzwyczaj oszczędnie obchodziła się z papierem. Pisało się po obu stronach, kopie z maszynopisu wykonywało się na przebitkach. Nanosiło się dodatkowe wyrazy pomiędzy linijkami, aby potem ręcznie dorysować szeroki lejek lub smukłe V wprowadzające wyraz we właściwe miejsce. Jedna z moich maszyn umożliwiała przeciągnięcie na siłę wałka w lewo lub w prawo, aby móc dokonać zapisu na marginesach. Nikogo nie zrażały zaiksowane w maszynopisie litery, wyrazy i zdania.

Papier i klej stanowiły podstawowe narzędzie pracy pisarza. Pisał o tym Parandowski w „Alchemii słowa.” Mama i Tata potrafili ponaklejać na kartce grube warstwy papierów. Pagórki poprawek. Paseczki poprawionych słów i urywków zdań, równiutko wklejonych klejem. Tylne strony arkusików poprzekreślane lub pozaklejane starymi maszynopisami lub rękopisami, żeby się stare nie mieszało z nowym. Lorca z Albertim, hiszpańskie oryginały z kolejnymi wersjami tłumaczeń, teksty Ojca z tekstami Mamy. Gdzieś na odwrocie pojawi się fragment jakiegoś mojego listu urzędowego, z moim odręcznym podpisem, użytego do sklejenia dwóch fragmentów maszynopisu w jedną stronicę.

klejenieGdy spoglądam pod światło, jestem w stanie odczytać te stare teksty, ¡Ay Sewilla se acarcan… ¡Ay Guadalquiwir!

oszczednosc-papieruSfotografowane (nielegalnie) w archiwum – recenzja o grafikach Mamy z jej poprawkami; autor nieznany, osobiście przypuszczam jednak, że jest to tekst pani Heleny Karpińskiej, dziennikarki Radia Gdańskiego.

My już dziś nie wiemy, nie pamiętamy, że tak można było oszczędzać papier. Była to oszczędność, tak mi się dziś wydaje, spowodowana raczej niechęcią do kolejnego przepisywania, bo w końcu ile razy można coś przepisywać. Ale i trudności z kupnem papieru miały w tym swój udział, natomiast na pewno nie wiązało się to ze skąpieniem pieniędzy. Nie wydaje mi się, żeby w tej krainie papieru, jaką był nasz dom, ktoś oszczędzał na papierze jakieś złotówki. Ale trzeba było czuwać nad tym, żeby go nigdy nie zabrakło, bo papier był niezbędny zawsze. Do pisania podań, opinii, artykułów, referatów, listów, wypracowań, do przepisywania bibuły, do pisania tekstów, tłumaczenia i publikowania, do zdjęć, do grafiki. Papier stanowił o naszym życiu, byciu i nie-byciu.

wiersze-na-polareksie2stronyDwa fragmenty wierszy w tłumaczeniu Mamy – „Król Olch” Goethego i „Król Ryszard” Heinego, zapisane na odwrotnej stronie kawałka papieru listowego Polarexu, firmy założonej przez Tatę w latach 90.

Ta oszczędność papieru była najwyraźniej akceptowana przez wydawnictwo. Wydaje mi się, że nawet gdyby dziś ktoś jeszcze dostarczył do wydawnictwa taki maszynopis, co właściwie chyba graniczy z niemożliwością, zwłaszcza, że nowoczesne drukarki nie tolerują papieru używanego drugostronnie, wydawnictwo natychmiast zleciłoby przepisanie tego tekstu, a przynajmniej skopiowanie go, co już zdecydowanie ujednoliciłoby kolorystykę, strukturę i fakturę maszynopisu przeznaczonego do opracowania redakcyjnego. W archiwalnej teczce widać jednak, że tam wszyscy pracują na jednej i tej samej poklejonej przez Mamę kopii, która na pierwszej stronie otrzyma kolejno pięć okejów z datami i podpisami – ostatni Mamy.

okejeWszystkie zdjęcia wykonałam bez zezwolenia w archiwum, używając komórki. Ich jakość pozostawia wiele do życzenia, wiem.

***

Jak już opublikowałam ten wpis, uświadomiłam sobie, że historia korespondencji mamy z Panem Stillerem miała przecież dalszy ciąg – oboje się ze sobą zaprzyjaźnili, latami współpracowali i wymieniali uwagi na temat możliwości tłumaczenia poszczególnych słów. Pamiętam, jak Mama kiedyś, bardzo zadowolona, powiedziała, że nie pasował jej w tłumaczeniu jakiegoś wiersza niemieckiego, bodaj czy nie Grassa, wyraz kabura i wtedy Stiller powiedział jej, że może przecież użyć słowa „patrontasz”. Wydaje mi się zresztą, że to Stiller namówił Mamę do tłumaczenia poezji niemieckiej. W każdym razie u niego, w „literaturze na świecie” zaczęła je publikować.

W następnym tygodniu – skarbczyk

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Stare papiery 7 – oszczędność papieru

  1. Julita pisze:

    Ciekawie przeprowadzasz przez historię, Ewo Mario. Kreska po kresce rysujesz obraz wszechstronnie utalentowanej Artystki i mądrej kobiety- „pan nie ma racji, tu pan ma rację i zastosuję się do porady”. Zapamiętałam znajomość sześciu języków, w nieprzewidywalnych momentach informacja wraca do mnie.
    Archiwa, nie przetarłam się po nich, rozumiem, że nie ma zastosowania prawo rodziny do kopii dokumentacji.
    Dom, kraina papieru, poezji, czarno-białej grafiki, precyzyjnie ciętego drzeworytu pełnego wyrazu, podróży. Niezwykły to dom.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s