Ranking 2013

Pod koniec roku w gazetach i na portalach pojawiają się rankigi wszystkiego. Najlepsza książka roku, najważniejsze wydarzenie polityczne, najbardziej wpływowa kobieta… Ja poprzestanę tu na rankingu postów, opublikowanych w tym blogu. Publikowałam jeden post dziennie, jeden z przyczyn ode mnie całkowicie niezależnych musiałam wyrzucić (ale zdążył się ukazać i ktoś go jednak zdążył przeczytać), ukazały się więc do dziś, jak łatwo policzyć, w roku 2013 – 363 wpisy, a ogółem – 373. Stworzyło je ponad 80 autorów. Niektórzy pojawili się tylko raz, inni tworzyli dużo, kilkunastu zostało zreblogowanych, więc trudno powiedzieć, czy w ogóle byli naszymi autorami, ale można ich było u nas przeczytać. Ogólnie lista nazwisk współtwórców blogu jest wcale nieskąpa. Skąpo jest natomiast z komentarzami. Wydaje mi się, że wordpress, czyli platforma, na której się publikujemy, żąda od potencjalnych komentatorów zbyt wielu danych osobistych, co niestety odstrasza. W sumie pojawiło się niewiele ponad 500 komentarzy wartych publikacji. Te niewarte odsiewa na wordpresie specjalna maszynka i było ich w porywach do 20 dziennie.

WordPress prowadzi również statystyki dzienne, które przesuwają sie jak fala, obejmują zawsze miesiąc, a każdy przesunięty na lewo słupek oznaczający kolejny wpis znika bezpowrotnie.

statystyki2Z kolei statystyki dla poszczególnych wpisów za cały okres istnienia blogu trzeba sobie otwierać pojedynczo, co przy próbie analizy, jaka była poczytność/ oglądalność jakiegoś wpisu jest nadzwyczaj męczące. Zwłaszcza gdy chcemy sięgnąć do statystyk dotyczących wpisów sprzed kilku miesięcy.

Ale i bez analizy rachunkowej wiem, że absolutne rekordy popularności pobił wpis przygotowany przez Lidię Głuchowską, a opublikowany 22 marca:

Kobieta i koń. Rewers

Film Jurija Gashaka „Kobieta i koń” zrealizowany został jesienią 2012 w Starej Synagodze w Drohobyczu przy okazji festiwalu Brunona Schulza. Inspiracją była fotografia Mariusza Kubielasa „Kobieta karcąca fortepian w obecności trzech świadków” wykonana w 2006 roku w Iłownicy i należąca do tworzonego przez niego od 2004 roku cyklu fotograficznego „U Schulza“. Na cykl ten składa się około 40 prac czarno-białych wykonywanych metodą określaną przez autora „fotografią czystą, bezpośrednią”, a więc wolną od jakichkolwiek modyfikacji komputerowych i fotomontażu, opartą wyłącznie na tradycyjnych procedurach manualnych. Niekiedy ostateczny efekt poprzedza kilkanaście zdjęć jednego ujęcia, niekiedy zaś nawet kilka filmów. Te jedyne w swoim rodzaju fotografie zawierają wizualną kwintesencję scenariuszy i wielotygodniowych „teatralizacji” wnętrz oraz studiów światła, pozwalających wykreować oniryczną aurę.

Film Gashaka, który w spektakularny sposób ilustruje ewokowana przez dzieła Kubielasa strategie zaproszenia do wejścia w obraz fotograficzny, istnieje w dwóch wersjach. Za zgodą autora filmu przekazaną nam przez autora inspirującej go fotografii prezentujemy tu „rewers”.

Hitem okazały się też niektóre lalki Gertraud Pohl oraz te wpisy o poezji, w których pojawiają się piosenki w wykonaniu Marka Grechuty. Wydaje mi się, że o ile przed kilkudziesięciu laty, gdy byliśmy młodzi, tryskała z nas niespożyta energia i pokładaliśmy ogromną ufność w nasze przyszłe osobiste szczęście i powodzenie, podobała się nam inna muzyka. Wtedy oczywiście słuchaliśmy Grechuty, jasne, każdy słuchał, ale nie była to muzyka najważniejsza. O tyle teraz, gdy dostajemy, jak to mawiano w komunie, „napadów” intro- i retrospekcji, a egoistyczne dążenie do własnego ja zastąpiła melancholijna i altruistyczna refleksja, Grechuta stał się głosem naszego pokolenia. Nikt nie jest tak ważny jak on. Hitem był na pewno wpis z 15 grudnia

Poezja/ Ryszard Krynicki

Przepisany na Mamy maszynie tekst piosenki „Może usłyszysz wołanie o pomoc” znalazłam przeszukując jej papiery. (…) Sprawdzam w internecie i oczywiście od razu wyskakują dwa nazwiska. Ryszard Krynicki i Marek Grechuta, piosenka z płyty “Droga za Widnokres” z roku 1972.


O dziwo niemal równą popularnością cieszył się wpis Ewa Śląska jesienią opublikowany 21 listopada przeze mnie i przez Tomasza Grochala. Wydaje się, że czytelników wzruszyła pamięć człowieka, która przeniosła wiersz nieznanej mu poetki przez 40 lat.

slaskajesieniaTych wzlotów było oczywiście więcej, były też upadki, ale myślę, że poprzestanę na wymienieniu tych trzech wpisów. Za każdym razem, gdy śledziłam, jak w statystykach dziennych rosną słupki wizyt i czytania, wiedziałam, że tu akurat, tym właśnie wpisem, udało mi się trafić w jakiś nasz wspólny czuły punkt.

To bardzo szczęśliwe momenty, które opromieniają mijający właśnie rok, a ten wcale nie był łatwy. Dziekuję moim Czytelnikom i moim Współpracownikom, że mogliśmy wspólnie stworzyć te wpisy i ten ich czuły odbiór!

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.