Stare papiery 8 – skarbczyk

Ewa Maria Slaska o Irenie Kuran-Boguckiej

Dedykuję Cioci Jance czyli Ciotuchnie

skarbczyk-maleW papierach Mamy znalazłam mały zeszycik, formatu A7 (chyba), z podziurkowanymi stronami, opisany na okładce moim pismem jako SKARBCZYK. Ale w środku są notatki Mamy a nie moje i to zaledwie kilka stroniczek, reszta zeszyciku jest pusta. To charakterystyczne dla nas obu,  zaczynamy coś notować w zeszycie czy notesie, jakiś czas dobrze nam idzie, a potem to zarzucamy. W Skarbczyku też tak jest. Dwie pierwsze stroniczki dotyczą tego, o czym można by było napisać. Np, jak tu, o pierwszych miesiącach w Warszawie.

zapiski1
Pokój nad kinem
Wizyty i powroty
Babki klozetowe w sąsiedztwie
Pożar stołka pod maszynką elektryczną
Mieszkanie na Mokotowie
Karwia

A pod spodem cytat, z kogoś, z czegoś – „a teraz wchodzimy w nową epokę życia”.  Cytatu nie rozumiem, bo wprawdzie sens tego zdania jest oczywisty, nie wiem natomiast, co skłoniło Mamę do zanotowania tej wypowiedzi i to w cudzysłowie. Ale za to poprzednie notatki to dla szperacza prawdziwe Eldorado, a to dlatego, że Mama sobie te pomysły zapisała, ale zrealizowała je na blogu „Kura” i „Qra” jej kuzynka czyli Ciotuchna i to tak dokładnie, jakby się w tych wpisach kierowała wytycznymi Mamy. Brakuje tylko palącego się stołka i babek klozetowych. A ja, od siebie, dodałabym jeszcze, że brakuje nie tyle historii czy nawet Historii, ile – historyjek, na przykład o stróżu i słoikach („konfitury zjadłem, a jakże, dobre były, a słoiki oddaję, bo nie moje”), o sąsiadach („nie śpią jeszcze, bydło rogate”) czy anegdotki o planowanej wizycie stryjka Felka.

zapiski2Zwracam się więc w tym wpisie do Ciotuchny i pytam, czy nie dałoby się odtworzyć i tych rodzinnych opowiastek?

Mieszkanie nad kinem opisane zostało TU
Powroty – TU
Powojenna Warszawa – TU
Wspólny urlop Mamy i Ciotuchny z nami czterema w Karwi – TU

Na obu blogach oraz w ich nowym wydaniu – W altanie – jest jeszcze sporo innych historii rodzinnych autorstwa Ciotuchny i warto je poczytać.

Obok – luźne kartki włożone do Skarbczyka. Wierszyk na temat Ojca:

Włóż szalik Tato
zimne akwilony
srodze za kołnierz
wieją ci z tej strony
a szron ci gęsty osiada na brodziezawartosc-inhalt
już chłodna jesień w mróz
grudnia przechodzi.

Czy  ten malutki rysuneczek pod wierszykiem to bezmyślne kreski, czy szkic maleńki do postaci Dzieciątka w szopce?

A tu spis zawartości paczki przysłanej przez przyjaciela z NRD, być może datujący, bo wydaje mi się, że Bernd przysyłał nam paczki tylko w czasie stanu wojennego.

Szopka, wierszyk, taki, jakie Mama chętnie dołączała do prezentów gwiazdkowych, paczka. Być może Skarbczyk jest pamiątką grudnia 1981 roku. Albo roku 1982. Jak zwykle – to co najważniejsze pozostaje zakryte. „Księżyc zatajony”, mówiła Mama,
co jest staropolskim herbem szlacheckim
i nazwą jednego z układów kości w mahjongu.

W przyszłym tygodniu miał być „mój zielony zeszyt”, ale komputer robi, co sam chce i będzie wpis o kotach

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Stare papiery 8 – skarbczyk

  1. ewamaria2013 pisze:

    I już rano w mailach odpowiedź na moją prośbę. Dziękuję!!!!

    Cześć!, czuję się wywołana do tablicy i odpowiadam jak przy tablicy, czyli krótko i zwięźle

    1. O babkach klozetowych nic nie mogę powiedzieć, bo sama nigdy nie korzystałam z publicznych ubikacji, nawet w szkole.

    2. Nic nie pamiętam o pożarze stołka pod maszynką elektryczną. Na Marszałkowskiej maszynka stała na marmurowym parapecie, a na Bałuckiego mieliśmy i kuchnię węglową, i palniki z gazem,
    i maszynki się nie używało. Może ten pożar był u Ireny w pracy, albo na Akademii podgrzewano maszynką pozującego gołego modela, to są tylko domysły, nic konkretnego nie wiem.

    3. Doskonale pamiętam nie tylko powiedzenie „wkraczamy w nowa epokę”, ale i dosłownie widzę sytuację, jaka towarzyszyła tej wypowiedzi, oczywiście wypowiedzi Dziadka Wiktora. Otóż pewnego jesiennego wieczoru, a może to był wiosenny wieczór – mniejsza o szczegóły, wracaliśmy do domu, a, jak napisałam, był wieczór i ciemności nieprzeniknione, bo Mokotów nie miał jeszcze czynnych latarni. Wracaliśmy do domu w cztery osoby – Wiktor, Irena, Janka i jeszcze jedna pani, która była bileterką w kinie Atlantic, a mieszkała po drugiej stronie Bałuckiego. Dla bezpieczeństwa, żeby nikt się w ciemnościach o nic nie potknął, trzymaliśmy się mocno pod ręce, tworząc jednolitą ławę. Wiktor opowiadał o jakichś nowościach w kinematografii i właśnie wyrzekł cytowane zdanie, kiedy schodząc z krawężnika wpadliśmy w kałużę, co zdaniem Wiktora podkreśliło wielce to wypowiedziane zdanie. Zdanie to dzięki temu weszło do naszego domowego słownika na stale. Po analizie tego, co napisałam, datuję tę wypowiedź i sytuację na wiosnę 1946 roku.

    Janka Ciotuchna

  2. ewamaria2013 pisze:

    I następny mail:
    Ciąg dalszy pytań. O stróżu – We wrześniu 1944 r. w czasie trwania Powstania Warszawskiego ogloszono jeden dzien zawieszenia broni, żeby Warszawę mogly opuscić osoby chore, matki z malymi dziecmi i inni. W tym dniu mogly również przejechać uzgodnione z obu stronami ciężarówki.
    Edward, brat mojej Mamy, i Stefa, jego żona, pracowali w monopolu spirytusowym, przygarnęli Mamę i mnie wyrzucone z Zielonki, i w ten sposób zostałyśmy z Monpolem ewakuowane do Żyrardowa. Na odjezdnym Stefa powierzyła dozorcy opiekę nad mieszkaniem i zasobną piwnicą. Po powrocie do domu w marcu 1945 r. przyszedł do niej dozorca i przyniósł słoiki, chwaląc ich zawartość, którą zjadł razem z rodziną.

    O bydle rogatym nic nie wiem. Więcej grzechów nie pamiętam.

  3. Kasia Krenz pisze:

    Bydło rogate, jasne, nie śpi i tłucze się za cienką ścianą albo innym parawanem, bo wtedy przecież nie było tak, że każdy miał mieszkanie „dla siebie”, tylko mieszkało się wieloosobowo, wielorodzinnie, jednym słowem „na kupie”. A czy można poprosić o sfotografowanie pozostałych zapisanych stron Skarbczyka – do wglądu. Bo nie znałam, nigdy nie widziałam.
    Zdanie o wkraczaniu w nową epokę jakże typowe dla Wiktora. Wytrzepując kiedyś buta, w którym coś go uwierało, oznajmił: Ot, i kamień spadł mi z serca i wpadł do buta.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s