Usuwalnia bagażu

torby
Zdjęcie zrobione przez Dorotę Cygan na Dworcu Głównym w Szczecinie

Dorota Cygan

Zaraz, ta fotka coś mi przypomina… no, nie wiem, nieufna wyobraźnia podsuwa mi, że może praktyki bankowe (w Polsce się kiedyś mawiało „masz jak w ruskim banku”) – niestety, akurat aktualne: ty dajesz w dobrej wierze coś na przechowanie, a twoje dobra, zamienione w akcje, bank wystawia na sprzedaż, więc ich dalszy los nie zależy już od ciebie ani od banku… no, nie, niezupełnie to skojarzenie jest logiczne, ale właściwie to całkiem typowe dla skołowanego klienta wszelkich usług, które w trakcie realizacji obracają się w przeciwieństwo tego, czym miały być.

Więc właściwie ta dworcowa przechowalnia bagażu to całkiem inteligentny pomysł na mały biznes, od czegoś trzeba zacząć. Udziałem niejednego podróżnego zresztą było już z pewnością nie raz doświadczenie, że – abstrahując od sposobu – zredukowanie bagaży podnosi standard podróżowania. Ot co. Pomyślmy zresztą, jaki wymiar metaforyczny ma torba – i od razu poczujemy ulgę, że ktoś nas uwolnił od bagażu doświadczenia, balastu przeszłości itp.

Zatem – jako żeśmy urodzeni pod znakiem Analityka – przyjrzyjmy się tej inteligentnej idei biznesowej nieco dokładniej. Torba, w której dotąd coś nosiliśmy, zostaje wyceniona i wystawiona na sprzedaż. Obiektywnie, bez udziału naszych sentymentalnych skamleń, że przecież była z nami na Majorce i w Stanach, i wszędzie się sprawdziła, nawet jako przemyślny schowek przy przemycie papierosów (co akurat w pociągach relacji Szczecin – Berlin nie jest bez znaczenia). No, mówię przecież, że wyceniają obiektywnie.

Jasne, rozumiem ten szmer protestu, ja też uważam, że moja torba, niesprawiedliwie wyceniona na trochę mniej niż stówę, zawiera całkiem cenną zawartość.  Zwyczajowo pakuję bowiem do niej: …, …, …, (to jest ćwiczenie na biernik liczby pojedynczej, standardowo stosowane jako przerywnik w zajęciach językowych dla grup na poziomie A1), ale pakując z uczniami wspólną lekcyjną torbę zawsze mam ochotę powiedzieć „pakuję NIC” (po niemiecku tak można), bo takie jest moje największe marzenie, żeby wybrać się w podróż bez niczego. Jakaż to zresztą gramatycznie subtelna i ważna różnica w stosunku do odjechania z niczym! Niestety i tak nieprzydatna, bo „NIC“ jest po niemiecku nieodmienne, na lekcji o bierniku więc zupełnie nieprzydatne. Zaś w samej lekcji o życiu – to każdy niech sobie zdefiniuje, jak tam woli.

A więc jeśli torbę wyceniają obiektywnie, to jakie właściwie kryteria są dla usuwalni bagażu istotne? Czym się ona przy wycenie kieruje? Pojemnością? Rodzajem skóry? Powierzchownością czy wnętrzem mojej torby? Może jej treścią metaforyczną? Jeśli są w niej przedmioty naładowane znaczeniowo, to co? Jest tym samym automatycznie cięższa i droższa? Na co mogę liczyć? A gdyby był w niej na przykład świstek papieru, notatka z pojęciami network, sukces, samorealizacja, rodzina – to czy ma to już  ciężar gatunkowy poradnika czy jedynie hasłowej listy przebojów, aktualizowanej co tydzień nowymi derywatami tychże haseł po głównym wydaniu dziennika? A takie np. jedno zdanie z Konwickiego, mocno już pożółkłe, ale świeże jak nie wiem co, jakby napisane dzisiaj: „Każdy zaczyna od pisania wierszy a kończy na spekulacjach giełdowych” – no więc gdyby tam było na kartce papieru to jedno zdanie, wynotowane z tekstu na resztę mojej człowieczej podróży, to co? Miałoby ono wartość sentencji, wizji, przepowiedni, smutnego proroctwa  (pomyślmy, napisane w 1984 roku!)? I ile by zaważyło przy wycenie mojej torby życiowej? A może przelicznik jest inny: liczy się długość zdania, ilość liter lub głosek (by nie faworyzować grubych rz, dz i cz kosztem chudych) – no to wówczas tekst dobrego, zwięzłego  aforysty nie przysporzyłby nam niestety korzyści, wodolejstwo i redundancja oczywiście by wygrały. A może, jeszcze banalniej, decyduje sama skóra torby? Gruba czy cienka – czy ja wiem, co dzisiaj właściwie jest w modzie i społecznie akceptowane? No, a  jak to jest w przypadku ludzi? Kogo by wycenili na więcej? Może „cienkoskórnego”, co?  Hehe. Każda skóra ma swoją cenę? Precz cyniku, tu chodzi jednak o pryncypia. Inna sprawa, że niby skóra torby nie równa się skórze twarzy, ale bywa, że torba jest naszą twarzą, bezbłędnie poznasz, kto jest kto i skąd przybył, prędzej jeszcze niż po rysach. Więc co będzie wisieć na mojej torbie? Jaka cena? Dociągnę do stówki? To mniej więcej tak samo łatwo zgadnąć jak to, czy dociągnę do sześćdziesiątki. Jak widać, zdjęcie pokazuje pewien problem egzystencjalny, gdyby jeszcze ktoś miał wątpliwości.

Przypomina mi się tu jeden nieśmieszny epizod mojej życiowej podróży, sprzed jakichś siedmiu lat. Gdy wracałam z fundowanego pobytu bibliotecznego, złodziej-idiota, włamawszy się do mojego samochodu, „wyswobodził” mnie z dwóch toreb pełnych… odręcznych notatek z archiwaliów, lekko licząc 10 kilo razem, pisanych ołówkiem, drobnym maczkiem przez trzy miesiące po ileś godzin dziennie, wbrew zmęczeniu i na przekor innym ciągotom. Nie mam złudzeń, ciężar gatunkowy tych notatek  mniej go może poraził niż fakt, ze targał głupiec te torby z wysiłkiem, by na koniec (niechybnie tak było, bo zapadły się pod ziemię mimo moich upartych poszukiwań przez kilka dni w całym mieście) wyrzucić je ze złości do Odry. Jedynie ten obrazek jest mnie dziś w stanie skłonić do uśmiechu na myśl o ciężarze gatunkowym mojej ówczesnej torby, – a i wadze tego doświadczenia, że wiedzę jednak lepiej przechowywać w głowie niż w notatkach. A ile jest warte takie rozpoznanie? I na ile zależy od zawartości torby? Dla mnie subiektywnie może więcej niż stówkę.

A moje Życiowe Torby Zebrane? Gdyby je tak przyjęto do usuwalni bagażu? Wraz z innymi, i bagaże wszystkich podróżnych przechowano by  w ten sam sposób – i gdyby się okazało, że wszystkie wycenione torby natychmiast znalazły nabywcę, poszły w mig, tylko moja jakoś nie – to co? Jakby tak została i nie byłoby chętnych? Co by to znaczyło? Że mój bagaż życiowy nic niewart? Albo mniej niż doświadczenia innych? W dodatku dla wszystkich jest to jasne i oczywiste – oprócz mnie jednej? I nikt mi tego przez delikatność nie mówi, żeby mnie nie zranić? I tak, na przykład, każdy wita się ze mną jakby nigdy nic, wiedząc dobrze już po sekundzie, że niczego z tego życia by nie chciał kupić? To  co by to właściwie znaczyło? Że za mało w nim głębszych treści? Za mało atrakcyjnych gadżetów? Produkt nieoryginalny, zapożyczony, czy wręcz ordynarna podróbka cudzego życia? Zawartość niesprzedawalna, bo nieurozmaicona? Tak, najprędzej chyba to ostatnie.

Bo trzeba patrzeć, co się wkłada do torby. No proszę, gdyby nie Dworzec Główny w Szczecinie, jutro bym pewnie starym zwyczajem znów wyjałowiła dzień z wszelkich przyjemności, wypełniając swą dzienną torbę łańcuszkiem obowiązków. Na ramię i w drogę, jak od lat. Może tymczasem jednak, dzięki napotkanej usuwalni bagażu, w porę pomyślę o spakowaniu do torby jednego lekkiego słowa: „nie”. Waży niewiele, a jakiż ma ciężar gatunkowy! I siłę rażenia także. Biorę. O ileż lżej mi będzie z tym słówkiem w bagażu. No to jedziemy. Za późno nie jest.

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dorota Cygan i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Usuwalnia bagażu

  1. Julita pisze:

    Wystarczy zainwestować w dobrego, a co za tym idzie – drogiego – sprzedawcę naszej ŻTZ, Życiowej Torby Zebranej. Czy zażąda gadżetów w ŻTZ, na pewno tak. Czy nam się to spodoba, na pewno nie. Otrzymamy bowiem pochwałę, a nie oddźwięk. To może lepiej niech ignorują lub ganią.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s