Kaczysław Mrrbrrkrrski

Ewa Maria Slaska o wolności słowa

Felietony_i_humoreski,126808,800,600,0,0,0Napisała o nim Stefania Grodzieńska. Tekst został zapewne opublikowany najpierw w jakiejś gazecie, ale jeśli możemy go znaleźć, to tylko w książce „Felietony i humoreski” z roku 1955. Powstał, bo, nie wątpię w to, pisarka naprawdę miała dość tego, że wszyscy naokoło czepiają się tego, co pisze. I nie chodziło jej, podobnie jak i mi nie chodzi, o konstruktywną krytykę, a nawet krytykę krytyczną czyli złą ocenę. Pisarz pisze, czytelnik ocenia. I tak jest dobrze. Nawet jak ocenia źle. Ale pisarz nie może oddzielić tego, co myśli od tego, że niektóre z tych myśli dotyczą ludzi, których zna. I że ludzie ci, dla nikogo prócz siebie nierozpoznawalni, krytykują go za to, szczypią po łydkach lub z pogardą opluwają.

Ale tak jest. Nie mamy innej materii, z której wytwarzamy swoje teksty, niż my i nasze życie. Nasze myśli, wrażenia, sny, refleksje, doświadczenia, przemyślenia i oceny. To jest cała nasza wiedza, reszta to encyklopedia i fotografia. Nie można od nas oczekiwać albo żądać, że podzielimy to co wiemy, myślimy i czujemy, co nam się marzy i śni, co nas boli i czego się boimy, na to, co nam wolno a czego nie wolno. A jeśli to z oportunizmu lub lęku czynimy, to historia literatury jeszcze nas kiedyś za to rozliczy.

Czasem autor przekłada swą wiedzę w relacji jeden do jednego. To jest człowiek, którego znam i tak go tu opisuję. Poczytajmy na przykład „Alfabet wspomnień” Antoniego Słonimskiego. W haśle Belweder znalazł się taki oto cytat: „Poprzedniego wieczoru byłem na przyjęciu u Nałkowskiej. Belle femme i precieuse wszystkich regime’ów, finezyjna Nałka wydała, nie pamiętam już z jakiej okazji, wielkie przyjęcie. W trzech mieszczańskich pokoikach zebrała się elita rządu i literatury.” Tu akurat chodziło o czasy Piłsudskiego, ale mogły by być inne, opis też by pasował.

Czasem pisarz zmienia swoim postaciom imiona, nazwiska, kolor oczu czy zawód – nie ma adwokata, jest notariusz. Gdy Thomas Mann napisał Buddenbrocków (Buddenbrookowie. Dzieje upadku rodziny) po Lubece krążyły zapiski, ba całe listy nazwisk z deszyfracją, pozwalające czytelnikowi zidentyfikować te z lekka tylko zakamuflowane osoby. Z czasem powstały z nich całe książki i/lub strony internetowe. Na przykład taka. Podobnie dzieje się z osobami opisanymi w najsłynniejszym dziele XX wieku – „Poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta. Z odsłanianiem tajemnic Prousta ma do czynienia nie tylko ten, kogo interesuje literatura francuska, ale również ci, którzy wysoko cenią portugalskie Fado. Misia, po zmarłej Amalii Rodrigues dzierżąca tytuł „Królowej Fado”, piosenkarka, której zawdzięczamy kobiecą odnowę tej muzyki, nazywa się naprawdę Susana Maria Alfonso de Aguiar, a jako pseudonim sceniczny wybrała imię swej ulubionej postaci z paryskiej bohemy przełomu wieków (poprzedniego, rzecz jasna) – Misi Godebskiej-Natanson-Edwards-Sert. Z kolei tu czytelnik natychmiast się dowie, że Misia, portretowana przez najsłynniejszych malarzy swego czasu, stała się wzorem nie jednej lecz nawet kilku kobiet w powieści Prousta, przede wszystkim Madame Verdurin. Nie darmo powieści takie nazywają się roman à clef.

misiasertZazwyczaj jednak dzieje się tak, że na jedną postać składają się dwie lub trzy osoby, a autor dodaje im jeszcze cechy a to cioci, a to kioskarza, a to Hitlera. Ale nie da się inaczej, piszemy o ludziach i żeby byli oni żywi, muszą się wzorować na żywych prawdziwych istotach.

Historia literatury zna setki przykładów, że ktoś opisany w książce wytacza autorowi proces. Biegli sądowie zastanawiają się z kolei, czy utwór literacki można w ogóle oceniać w kategorii prawda-fałsz i czy pisarz może kogokolwiek obrazić, nawet jeśli jego tworzywem są jakieś osoby z realnego życia.

Wróćmy jeszcze raz do Słonimskiego. Hasło ASKENAZY SZYMON. „Zwany Askemasonem, Szymonazym oraz Rebe. Na jakimś bankiecie siedziałem między nim a Boyem. „Przyjmijcie mnie do masonów — powiedział Boy przymilnie. — Przysięgam, że was nie opiszę.” Rebe skrzywił się. Nie lubił żartów na ten temat.”

A więc pisarz może spróbować obiecać, że nie będzie pisał. Zazwyczaj zresztą nie dotrzyma słowa. A bywa, nierzadko, że sama osoba opisana przez pisarza lub jej potomkowie będą, niekiedy od razu, niekiedy dopiero po czasie, wcale dumni z faktu, że tata lub dziadek pojawią się u Prusa czy Konwickiego. 214px-Stanisław_słonimski_(1853-1916)

Nieoceniony Słonimski, z którego tu dziś czerpię pełnymi garściami napisał w haśle BALIŃSKI IGNACY. „Ojciec Stanisława Balińskiego, znakomitego poety. Ignacy Baliński, b. prezes rady miejskiej Warszawy, we wspomnieniach ogłoszonych w Anglii pisze o moim ojcu: ‚Gdy ukazała się Lalka Prusa, w postaci doktora Szumana rozpoznano słynnego z dowcipu doktora Słonimskiego.’ Parę razy już o tym pisałem i mówiłem w radio. Jest to oczywisty dowód snobizmu. Przepraszam.”

Tata Słonimski to ten pan na zdjęciu powyżej.

Ale oczywiście bywa, że ludzie nie chcą być opisani. Nie chcą, by pisać o jakichś zdarzeniach, które ich dotyczą. O niemodnym płaszczu, który mieli na sobie pięć lat temu. O tym, że samochód był brudny, a mama miała oberwany obrąbek spódnicy.

Nie ma miejsca dla symbolu, nie ma miejsca dla metafory. Samochód był czysty, płaszcz szykowny, obrąbek starannie podszyty, a zdarzenie nie miało miejsca. Nie, bohater nie może się nazywać Zieliński, bo to zbyt przypomina moje nazwisko – Siankowski, albo, co gorsza, Ziółkowski. Nie może być kobietą, bo ja jestem kobietą. Nie może mieć piegów na nosie, bo ma je na czole moja córka. Nie może być gruby, ani chudy, młody ani stary, nie tyje, ale za to się myje, bo jeżeli nie myje się Gabriela Pigwa, to ktoś to skojarzy ze mną i pomyśli, że to ja, Rafał Kabaczek, się nie myję.

W humoresce Grodzieńskiej wskutek takich przepychanek z czytelnikami i, co gorsza, znajomymi, bohater jej kolejnej opowiastki nazywa się Kaczysław Mrrbrrkrrski i ma długi, cienki zielony nos.

Na reakcję czytelników nie trzeba długo czekać. Krytykują kompletny brak realizmu a właściwie wręcz głupotę pisarki.

PS. W okresie, gdy wszyscy wreszcie możemy się ze sobą komunikować prosto i przyjemnie, stężenie nieufności czytelnika do znajomego pisarza mogłoby lekko wyluzować. Barak Obama wie o nas wszystko, NSA, bezpieka, bank, sklep, lekarz i administrator naszych maili. A koleżanka pisarka napisała tylko trzy zdania ogólnej refleksji, nie napisała ani o kogo chodzi, ani kiedy to coś, co zostało opisane, się zdarzyło, ani gdzie. Ale cóż, może nie zauważylibyśmy nożyc, jednak, jak to mają w zwyczaju, odezwały się.

Advertisements

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Kaczysław Mrrbrrkrrski

  1. pharlap pisze:

    Skoro pojawiła się tu wzmianka o postaciach z książki Tomasza Manna, to pozwolę sobie dorzucić dwa kamyczki.
    Czarodziejska Góra – Mynheer Pepperkorn – zabawna a jednocześnie przejmująca postać. Ta zabawność to prześmiesznie opisane jego gesty i sposób mówienia. Czytelnicy nie mieli wątpliwośći – to był Gerhard Hauptmann. T. Mann nie zdążył uprzedzić swego przyjaciela na czas i Hauptmann obraził się śmiertelnie. Na pojednanie trzeba było dość długo czekać.
    Drugi przypadek budzi we mnie zgrozę – Doktor Faustus – uroczy chłopczyk – Echo. Wiemy, że Echo umiera w męczarniach. Trudno mi się pogodzić z myślą, że to był portret ukochanego wnuczka autora. Jak on mógł spojrzeć w oczy rodzicom tego dziecka?
    Pisarska pasja nie liczy się z ofiarami.

  2. dorotek pisze:

    Tak mi sie jeden i drugi wpis skojarzyl razem i przypomnialo mi sie, ze w III Rzeszy, w ktorej z wiadomych przyczyn nie nalezalo tworzyc tekstow z kluczem, pisarze wybierali dosc czesto teksty o zwierzetach. Germanisci do dzis nie sa zgodni, na ile wolno „w-interpretowywac” w nie np. krytyke rezimu lub refleksje ogolna na temat kondycji ludzkiej. Pewne bylo jednak to, ze w owych nader powaznych czasach gatunku tego nie traktowano zbyt powaznie – wiec wolno bylo wiecej niz np. w powiesci chlopskiej (bo powiesc wielkiego miasta juz z zasady byla na cenzurowanym, wiec w zasadzie calkiem zniknela). Co do mnie, to mam pelna swiadomosc, ze opowiadajac zaprzyjaznionym teksciarzom (nie wszyscy z nich chca siebie nazywac pisarzami) co lepsze kaski ze znanych mi biografii, trace nad nimi kontrole – i pozostaje mi nadzieja, ze walor ogolnosci bedzie w przypadku tych historyjek ciekawszy, niz personalia. Ale tez z tego wlasnie powodu powstrzymalam sie od napisania niejednego tekstu do blogu. Wole teksty o niczym, jak wiecie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s