Kapitan, piraci i Andy Wollf

Lech Milewski pisze dla nas z Australii:

4 kwietnia 2009 somalijscy piraci opanowali niemiecki statek „Hansa Stavanger”, dowodzony przez polskiego kapitana Krzysztofa Kotiuka i zażądali od niemieckiego armatora okupu 2.5 miliona dolarów USA.

Przez następne 4 miesiące trwała wojna nerwów. Piraci z jednej strony terroryzowali załogę z drugiej strony szantażowali armatora wywożąc 5 Niemców znajdujących się na pokładzie na ląd i grożąc odstąpieniem ich Al Kaidzie lub grupie Al Shabaab. Strona niemiecka pozostawała na pryncypialnych pozycjach.

Porwania statków przez piratów u wybrzeży Somalii to znana sprawa. Podczas tych czterech miesięcy okupacji „Hansy Stavanger” różne grupy piratów somalijskich, bo jest ich kilka, porwały, otrzymały okup, i uwolniły pół tuzina innych statków.
Ilość i częstotliwość porwań statków spowodowała, że obie strony – piraci i armatorzy – wypracowali pewną procedurę negocjacji. Jak to w takich przypadkach bywa, zakładnicy stają się kartą przetargową, ich życie i prawa przestają się liczyć. Nie tylko dla piratów.

W tym tygodniu na ekrany niemieckich kin wchodzi film The Captain and his Pirate, który relacjonuje wydarzenia na pokładzie statku „Hansa Stavanger”. Terminarz projekcji w powyższym linku.

Jak widać z tytułu centralną postacią filmu jest kapitan statku. On znajduje się między młotem i kowadłem. A może nawet dwoma młotami i kowadłem. Piraci wymagają od niego posłuszeństwa, wywierania nacisku na armatora i trzymania załogi w ryzach. Armator oczekuje lojalności i wypełniania obowiązków dowódcy statku – troski o załogę i mienie. Załoga oczekuje ochrony przed brutalnością piratów i przede wszystkim doprowadzenie do szybkiego uwolnienia, W miarę upływu czasu, a w przypadku Hansy Stavanger było to wyjątkowo długo, kapitan staje się coraz bardziej pionkiem, z którym zainteresowane strony przestają się liczyć.
Szczególnie  skomplikowana jest właśnie relacja kapitana z załogą. Kapitan nadal wydaje rozkazy i egekwuje ich wykonanie a na porwanym statku jest wiele do zrobienia i nie są to rzeczy typowe. Zaś załoga uznaje te niewdzięczne prace za katorgę a przedłużającą się niewolę za dowód nieudolności dowódcy. Jak więc się zachować? Co robić?

kapitan

Źródło zdjęcia – abc.net,au.

Reżyser filmu – Andy Wollf (tutaj krótka informacja na jego temat – KLIK) – stara się odpowiedzieć właśnie na to pytanie i dochodzi do zaskakującego wniosku – kapitanowi potrzebne jest wsparcie pirata – stąd tytuł filmu.

Ogromnym atutem filmu są sceny nakręcone w Somalii i rozmowa z tytułowym Piratem.

– Nie boisz się? – to pytanie powtarza się w filmie kilkakrotnie.
– Czy się boję? – dziwi się Ahado – w Somalii najbardziej niebezpieczne miejsce to stolica kraju Mogadishu. Tam każdy ma broń i każdy strzela. A tutaj..
– Niemiecka armia próbowała odbić zakładników – nalega filmowiec. Ahado uśmiecha się lekceważąco – atak helikopterów – my mamy już doświadczenie w tej dziedzinie (chodzi o słynny Black Hawk Crash – na marginesie wspomnę, że polski operator Sławomir Idziak był nominowany do tytułu The Cinematographer of the year za zdjęcia do filmu Black Hawk Down – patrz TUTAJ).
– Jak to właściwie było z kapitanem?
Ahado uśmiecha się żując bez przerwy narkotyzujące liście khat – klik.
– Kapitan był jak ojciec. Mam dla niego największy szacunek. On jest nawet starszy od mojego ojca. Tak – to był prawdziwy ojciec, który cały czas troszczył się o swoje dzieci.
– A załoga?
– Załoga to były dzieci. Dzieci tracą szacunek do rodziców kiedy widzą, że ci są bezradni. Tak właśnie było tutaj. Najpierw dołączyło do nas dwóch marynarzy pochodzacych z Tuvalu. Bałaganili, rozkradali wraz z nami kontenery, nie słuchali poleceń kapitana. To jest zresztą nasza taktyka – skłócić ze sobą załogę. Wkrótce dołączyli inni.

Pisząc o piracie nie sposób pominąć jego poglądów religijnych.
– Nie bałeś się ataku? –  pyta kolejny raz Andy Woolf.
– Jeśłi znajdowałem się w tamtym miejscu to oczywiste było, że może być atak. Ale powiem ci jedno – moje życie nie będzie o minutę dłuższe czy krótsze od tego co przeznaczył mi Bóg. Więc czego sie bać?
I jeszcze jedno zdanie na temat kapitana: on nie jest muzułmaninem, nie modli się wraz ze mną nie mogę więc go bezstronnie ocenić. Ale poza tym – to jest człowiek godzien najwyższego szacunku.

Podczas krótkiego spotkania po prelekcji filmu w Melbourne kapitan Kotiuk wspomniał, że któregoś dnia zaskoczył go telefon.  Dzwonił twórca filmu – Andy Wollf.
– Czy możesz zamienić kilka słów z Ahado? Jestem tutaj trochę w tarapatach i Ahado chce się upewnić, że naprawdę robię film na temat twojej przygody.
Jak widać Andy Woolf wrócił zdrowy i cały, kilka słów pomogło.  Poniżej zwiastun filmu…

Końcowa scena powyższego video to kapitan Kotiuk na balkonie swojego mieszkania z dłońmi zwiniętymi na kształt lornetki. To teraz mój mostek kapitański – mówi z goryczą.

Armator nie pozostawił cienia wątpliwości co do swojej oceny tej sprawy. W porcie macierzystym czekało już na kapitana wypowiedzenie pracy. Również drugi oficer statku – Frederick – udzielił wywiadu, w którym oskarżył kapitana o współpracę z piratami.

Film kończy się dramatycznym pytaniem kapitana: mnie przecież chodziło cały czas wyłącznie o życie załogi, ponad 20 osób. Jak to możliwe, że jedyną osobą, która mnie rozumiała był ten prosty człowiek?

PS. Miałem okazję oglądać ten film kilka miesięcy temu podczas festiwalu kulturalnego w Melbourne. Przy tej okazji uczetniczyłem w spotkaniu z kapitanem K. Kotiukiem. Na dodatek przeczytałem książkę autorstwa kapitana, w której relacjonuje on, dzień po dniu, wydarzenia na statku. Za dwa tygodnie przedstawię na tym blogu swoje refleksje wywodzące się z tych trzech źródeł informacji. Na początek jednak polecam obejrzenie filmu.

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Lech Milewski i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Kapitan, piraci i Andy Wollf

  1. Kasia Krenz pisze:

    Najdziwniejsze w dzisiejszym świecie jest to, że ludzie zatracają zwykłe ludzkie odruchy. A jak ktoś zachowa się „jak człowiek”, tak jak ten polski kapitan, to armator wylewa go z pracy.

  2. ewamaria2013 pisze:

    Tak, mimo całego tragizmu całej historii, najbardziej mną wstrząsnął fakt, że kapitan po tym wszystkim stracił pracę. Ile razy spotykam się z takimi sytuacjami, to układa mi się w głowie następujący ciąg myślowy:
    1/ gdy żyliśmy w komunie i gdy komuna jeszcze była, przykłady takiej niesprawiedliwości, były na porządku dziennym
    2/ zawsze wtedy myśleliśmy, że to tylko w komunie tak jest, bo jest nieobliczalna, nieludzka, niesprawiedliwa i zakłamana, a tam gdzie indziej, w demokracji tak po prostu się nie zdarza
    3/ teraz gdy mieszkam gdzie indziej a i komuny już nie ma – gdy widzę/słyszę o takich historiach – myślę, że to, cholera, chciwość jest taka nieludzka. Czyli kapitalizm. Wtedy był to kapitalizm w drodze do socjalizmu, teraz po prostu kapitalizm. I nic się nie liczy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s