Przemarsz zer

Dorota Cygan przypomina kolejną rocznicę, nie okrągłą, a tekst wprawdzie nie o niczym tylko o czymś, ale jednak o zerach.

zeraMeeting czyli przemarsz zer – tak brzmi tytuł szkicu węglem autorstwa niemieckiego malarza Wernera Heldta z roku 1933/34. „Dziś przed 81 laty”, jak mówią użytkownicy języka niemieckiego (mhm, to zupełnie tak, jak gdyby w niemieckim gramatyka decydowała o kultywowaniu wiecznie świeżej pamięci) Hitler doszedł do władzy. Rysunek powyżej jest komentarzem tego, co stanowiło nieodłączne kulisy tych i późniejszych wydarzeń związanych z tym faktem.

Można niejedno wyczytać z tego rysunku, nie znając dzieła malarza. Abstrakcyjna forma obrazowania tłumu jako kółka-zerówki to czysta kpina z reżyserowanej liturgii zlotów partyjnych i ich śmiertelnej powagi, której tłem było istne poczucie misji dziejowej. Germaniści piszą czasem, analizując artefakty mrocznych czasów nazistowskich, że wielka szkoda, iż nie było więcej tego typu szpilek nadających się do wkłucia w toporny kloc sztuki propagandowej. Czyli atestują malarzowi rzadką jak na owe czasy subtelność przytyku, a zarazem opozycyjność wobec systemu. Zakładając tym samym, że dla współczesnych krytyka ta była oczywista i czytelna. Poświadczają zatem dziełu subwersywność o sile z dzisiejszej perspektywy trudnej do przecenienia.

Aż się prosi, żeby sprawdzić, jakie miejsce w dziele samego malarza zajmował ten szkic węglem. Czy był pojedynczym żartem, wypadkiem przy pracy, a może konsekwentnym elementem jakiejś drogi rozwojowej? Jaka była jego siła? Skoro artysta opuścił Niemcy nazistowskie wiosną 1933 roku – to czy z powodu tego szkicu? Wykonał go pod wpływem nagłej niezgody na reżim, czy z powodu zwykłej, motywowanej estetycznie, niechęci doń? Kim był malarz, którego dzieło doczekało się retrospektywnej wystawy dopiero w 1989 roku w Norymberdze? Czy był związany z tym miastem? Może właśnie tam napatrzył się na przemarsze SA?

Nic podobnego. Urodzony w 1904 roku, większość życia spędził w Berlinie, stroniąc od typowych atrybutów wielkiego miasta oraz nowych trendów w sztuce (typu Neue Sachlichkeit), żył jednak konsekwentnie jak cygan, szukając w alkoholu zapomnienia – także z powodu skłonności homoseksualnych, które dla chłopaka z pietystycznego domu były trudną do zaakceptowania sprzecznością biograficzną. Wczesne rysunki przepełnione melancholią wpisują się jednak w ducha schyłkowej Republiki Weimarskiej: abstrakcyjnie płaskie, puste przestrzenie bez żywej duszy, redukcja przedstawionego świata i zdystansowanie wobec przedmiotów, kruchość przedstawionych obiektów oraz – bez wyjątku – bezruch.

W przerwach w pracy malarskiej pisał. I tak, w roku 1927 powstaje artykuł Einige Beobachtungen über die Masse, dokończony kilka lat później już na Majorce. Heldt wyznał wówczas matce, że pisanie tego tekstu go uzdrowiło, przestał czuć się szaleńcem i wie, iż jego choroba polega na tym, że nie potrafi brać udziału w kolektywnym obłędzie. Tekstu tego nie oddał jednak do druku, targany jak zawsze wątpliwościami co do swojej osoby. Kryzys życiowy stawał się powoli elementem na stale wpisanym w jego życie. Ale potrafił uczynić z niego temat pracy twórczej – i tak na rok przed dojściem Hitlera do władzy powstało w sumie 80 prac graficznych i malarskich. Jest w nich, jak zawsze, ciężka melancholia w 80 różnych wariantach, np. jako obraz pustych ulic, niekończące się ciągi domów, tajemnicze wnętrza, a także motyw morza – w wydaniu Wernera Heldta również to alegoria depresji . I znów: po tej krótkotrwałej erupcji twórczości następuje obsunięcie w bezczynną depresję.

Interpretatorzy są zdania, że paraliż zdolności twórczych ma ścisły związek z dojściem nazistów do władzy i że nastroje artysty u progu roku 1933 to antycypacja wydarzeń społeczno-politycznych. Tak interpretują jego ucieczkę na Majorkę wiosną 1933 roku z niewielkim bagażem, w którym miało się znaleźć miejsce jedynie na Baudelaire‘a i Kleista. Długotrwałemu kryzysowi psychicznemu towarzyszyło poczucie winy, a także emocjonalna niezdolność do powrotu do Berlina. Ten ostatni symptom jest również typowy dla stanów duchowych wielu pisarzy i artystów niemieckich, przebywających w stanie zawieszenia między emigracją a okazjonalnymi pobytami w kraju. Niby nie ścigani przez policję polityczną, przez niejasne poczucie zagrożenia spokoju wewnętrznego jednak nie zaznali.

I jeszcze jedno jest typowe dla wielu przedstawicieli jego generacji: faszyzm, od którego próbowali uciec, dosięgał ich często również na emigracji – Wernera Heldta akurat na Majorce. Kiedy w Hiszpanii wybucha wojna domowa, musi, chcąc nie chcąc, w połowie sierpnia 1936 roku wrócić do Berlina. Przystań życiową znajduje w budynku ówczesnej Königliche Kunst- und Gewerbeschule przy Klosterstraße 75, która dawała schronienie artystom przepędzonym z Akademii. Heldt znajduje tam przyjaciół na dobre i na złe, a także akceptację i inspirację. Pracować jednak nie może, dręczony obsesjami, panicznym strachem przed prześladowaniami na tle orientacji seksualnej. Okresy depresji przeplatane są szukaniem zapomnienia w alkoholu. Przyjaciele, nazywający go niepohamowanym cyganem, w trosce o niego próbowali go przechytrzyć, kupując obrazy rzekomo w imieniu anonimowych kolekcjonerów. Sam bowiem zwykł je rozdawać za darmo.

Na pierwszej wystawie w Galerie Gurlitt, w zasadzie po zawieszeniu jej działalności, czyli niejako na dziko, pokazał więc jedynie wczesne prace, nowsze bowiem plątały się po piwnicach lub trafiły w ręce przypadkowych ludzi. Echo prasowe ograniczyło się do dwóch notatek gazetowych, zaś na temat echa towarzyskiego nie zachował się żaden zapis. Nie wiemy więc dziś, czy wystawa subwersywnych obrazów odbiła się jakimkolwiek echem w kręgach artystycznych. Do tzw. czynników decyzyjnych najwyraźniej nie dotarła, bo nie poskutkowało to zakazem wykonywania zawodu ani innymi szykanami.

Generalnie wiadomo, że Werner Heltd pogardzał nazizmem i jego metodami. I że w latach 1936-40 nie napisał ani linijki. Z wyjątkiem listów, w których nazywa wojnę osobistą katastrofą. Ale wbrew temu, co mu się początkowo wydawało, po wcieleniu do wojska w 1940 roku okazało się, że wojna jest dla niego wyzwoleniem od niego samego, przynajmniej na czas jakiś. Służba wojskowa oznaczała bowiem strukturę, a tym samym była środkiem na lęki i depresję. Jako żołnierz dokonał nie lada wyczynu: W ciągu 5 lat zdobył zaledwie stopień starszego gefrajtra, co wiele mówi o jego ambicjach militarnych. Do jednego z przyjaciół pisał wówczas, że cieszy się, bo jest w przyzwoitej firmie i w zasadzie nie ma nic przeciw komiśniakowi, a nawet ceni to, że nie musi być sam za sobą. Jedyne, co mu dokucza to fakt, że próbują go w wojsku oduczyć melancholii. Musi więc dbać o to, by nie rzucać się w oczy i ukrywać swoje prawdziwe nastroje, pozornie poddając się militarnej dyscyplinie. I podsumowuje, że wojna przyniosła mu więcej korzyści niż szkody. W 1946 roku wraca do Berlina z poczuciem, że to początek nowego. Tym samym powraca jednak – jak się miało okazać po krótkim okresie względnej stabilności – do swojej nieuleczalnej melancholii. Z uwięzienia przez depresję nie jest go nawet w stanie uwolnić względny sukces na powojennym rynku sztuki, chłonnym i ciekawym nowych nazwisk. Szczyt popularności w roku 1947 bezpośrednio poprzedza ostateczne obsunięcie się w depresję.

Werner Heldt nieustannie potyka się o siebie samego: samotność „pośród śpiewu tłumów” i ta wśród przyjaciół, podskórne obawy, sceptycyzm, dystans, strach przed tłumem – z tych oto stałych elementów składa się jego życie na emigracji we własnym wnętrzu z towarzyszącą mu niezdolnością nawiązania choćby powierzchownych kontaktów z takimi znaczącymi sąsiadami z Majorki jak hrabia Harry Kessler, Hermann Keyserling, Franz Blei, podobnie jak z artystami, z którymi teoretycznie mógł w Berlinie obcować często, korzystając z gościnności tej samej Königliche Kunst- und Gewerbeschule co Käthe Kollwitz, Hermann Blumenthal czy Werner Gilles. Mógłby, gdyby nie jego zupełna niekompatybilność.

Na temat opętania tłumów pozostawił w sumie 24 prace (z lat 1926-1948). Każda z nich to na swój sposób polemika z szaleństwem mas i dyktaturami. Ale jego sytuowanie się poza obrębem wszelkich ugrupowań to taka opozycyjność bez wykrzyknika. Nie da się z niej wyprowadzić wyrazistej tezy o pozycji światopoglądowej autora.

I co tu zrobić z takim rodzajem opozycji wobec nazizmu? Nie nadaje się ani na plakaty ani do zagospodarowania jako symbol oporu. A jednak rysunek Aufmarsch der Nullen powstał. Nie da się zaprzeczyć. I służy jako materiał ilustracyjny do opisu pełnych sprzeczności lat 30.

A może da się odnieść do fenomenu Wernera Heldta ten fragment z Herberta: To wcale nie wymagało wielkiego charakteru / nasza odmowa niezgoda i upór / mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi / lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku / Tak smaku (…)

A mniej patetycznie może powiedzmy, że odmowa udziału i okazywanie niesmaku to w gruncie rzeczy jednak jakiś statement. Lekceważenie wszelkiego rodzaju nadętych, biorących swoje działania na śmiertelnie poważnie zbiorówek o ambicjach ruszania z posad bryły świata, potraktowanie ich rzuconą jakby od niechcenia przez ramię uwagą – „proszę bardzo, panowie, ale beze mnie. Ja te wasze zbiorowe uniesienia skomentuję niewielkim, czarno-białym szkicem” – to jednak jest coś.

Advertisements

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dorota Cygan i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Przemarsz zer

  1. lidia gluchowska pisze:

    Wazna data, wazna praca, wazny tekst.
    Istotne pytanie, ktore nasuwa sie, gdy probuje sie odpowiedziec na pytania postawiona na poczatku przez autorke brzmi: czy Heldt w 1933 lub przed 1945 wystawil lub opublikowal ten rysunek? Kto go znal, komentowal, krytykowal wspolczesnie? Z perspektywy czasu wszystko mozna interpretowac tak, jak wydaje sie to sluszne w swietle faktow dokonanych, historii juz zamknietej. Czy nie byl to jednak rysunek schowany do szuflady,tak jak niekiedy „do szuflady” pisze sie wiersze?

    Lida Gluchowska

    • dorotek pisze:

      No, tak, interpretatorzy nie mowia, na czym sie opieraja ich oceny typu „clandestines Mittel der Widerstandskunst”. Jest mozliwe, ze odpowiedz na to dadza materialy Reichskulturkammer w Bundesarchiv w Berlinie – sprawdze to przy okazji innych nazwisk (moze jak sie zrobi troszke cieplej…). Kompletna spuscizna malarza jest w Archiv für Bildende Kunst am Germanischen Nationalmuseum w Norymberdze – mozna by ja bylo przejrzec. ALE: Zrobili to juz oczywiscie autorzy katalogu. Skoro nie podaja zadnych KONKRETNYCH (nie domyslnych) informacji o recepcji dziela przez wspolczesnych, nacisku czynnikow oficjalnych badz innych trudnosciach, to moze w tych materialach nic nie ma? Nie zdziwilabym sie bynajmniej, bo akurat lata 30te i 40te skladaja sie najczesciej z samych luk. Ale jak znajde cos, co zelektryzuje Czytelnika, to sie tym podziele. Na razie wszyscy wiemy tyle samo. No chyba ze Czytelnicy sami sie uaktywnia i podpowiedza cos…

  2. Julita pisze:

    Tekst, ważny, znaczący, obok informacji i interpretacji daje możliwość uogólnień. Komentując wydarzenie artystyczną pracą wyrażam swoje zdanie, swoją opinię. Publikując ją czy zabiegając o publikację staję się uczestnikiem wydarzeń, nie do pogodzenia z niechęcią do „kolektywnego obłędu”, strachem przed tłumem. „Sprawa smaku”.
    Pozostaje do przemyślenia kwestia samotności wśród przyjaciół, mimo wszystko zachował ich.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s