Ach, święty Walenty…

Krystyna Koziewicz

Czy to jest miłość…

O fascynacji młodzieńców do starszej wiekiem kobiety pisze się bardzo rzadko. Odnosi się wrażenie jakby, problem w ogóle nie istniał. A przecież jest, to wiem… istnieją przypadki zakochania się pomimo dużej różnicy wieku. Weźmy przykład moich dwóch sąsiadek z bloku, jedna z nich związana jest od roku z mężczyzną o 27 lat młodszym. Czy jest szczęśliwa, tego nie wiem, ale obserwuję u niej duże zmiany na korzyść. Druga jest w związku ślubnym z młodszym o 20 lat facetem z Portugalii, ponoć jest im dobrze ze sobą – tak powiada. Nie pytałam o szczegóły, w każdym bądź razie obie pary wyglądają na zadowolone z partnerów i wcale się nie wstydzą paradować po mieście.
Natomiast w przypadku mężczyzn, jeśli różnica nie jest zbyt widoczna to nie ma sensacji w temacie. Wiemy, jak to jest, gdy w pewnym wieku chłopy zaczynają wariować, szukając potwierdzenia atrakcyjności wśród młodych dziewcząt, zostawiając małżonki z dzieciakami. Bez znieczulenia. Kobiecie natomiast jakoś nie wypada pokazywać się w towarzystwie młodego, bo zaraz pada ciekawskie pytanie, czy to syn, brat czy wnuczek? Dość typowa reakcja.

W moich wspomnieniach przywołam gehennę, jaką przeżyłam z młodym mężczyzną, który długo zadręczał nasz dom bezustannymi odwiedzinami. Po prostu zakochał się i kiedy o tym myślę, zastanawiam się, co ich fascynuje i czego szukają młodzi mężczyźni? Co ma wtedy kobieta zrobić z taką miłością? Przecież z góry wiadomo, że młodzi mężczyźni raczej dla przygody wiążą się ze starszymi kobietami. Może potrzebują opiekuńczości partnerki, jej dobrych rad, bo ze względu na ego nie bardzo mają ochotę słuchać rad swoich rówieśniczek. Dojrzała kobieta w stosunku do młodszego nie ma wielkich wymagań, doświadczenie seksualne przewyższa wszelkie umiejętności jego koleżanek, co najzwyczajniej w świecie pewnie ich bardzo „kręci”.
A jeśli dojrzała kobieta wiąże się z młodszym mężczyzną to na plus jest fascynacja młodością, która w ten sposób odmładza ją nie tylko mentalnie, ale jest też dostrzegana przez otoczenie.

W literaturze też znajdziemy ciekawe wątki zakochania się, jak choćby w kultowej powieści Rodziewiczówny „Lato leśnych ludzi”, gdzie do chaty w lesie przysyłają chłopaka, licealistę, który kochał się w kobiecie o kilkadziesiąt lat starszej i ponoć chciał sie truć czy strzelać.
No i pysznie, tylko, że naprawdę w tej chacie mieszkały… same kobiety, a Rodziewiczówna była Rosomakiem. To ciekawe, kogo naprawdę tym paniom tam przysłali i czy to chłopakowi pomogło?

Podobno w Konopnickiej, jak miała 50 lat, kochał się na zabój młody chłopak i nie mogła się od niego opędzić. Czyli wypisz wymaluj moja historia, tylko ja byłam wtedy dużo młodsza.

No i był taki film reżysera Bogdanowicza, kiedyś bardzo słynny, nazywał się „Ostatni seans filmowy” i tam też podobna historia jak ta niżej opisana, kiedy chłopak ze szkoły i kolega syna kocha się w mamie kolegi.

Na koniec więc coś z życia wzięte. Jest mężatka, jest dwóch synów i kolega z klasy, który często przychodził z wizytą. Zbyt często, ale niczego szczególnego nie zauważono, ot, chłopcy mieli wspólne zainteresowania, tematy, gry, zabawy. Pewnego razu, kiedy synowie pojechali na wakacje, niespodziewanie pojawił się ów młodzieniec. Już w drzwiach został poinformowany, że „przecież synowie wyjechali i wrócą za dwa tygodnie”. No, to już wiecie, że to byłam ja…
– Ale ja do Pani przyszedłem – oznajmia.
– Do mnie, stało sie coś? – miałam na myśli moje dzieci.
Zaniepokojona i podenerwowana wpuściłam do domu, pytając, o co chodzi? To, co usłyszałam zaskoczyło mnie całkowicie.
– Zakochałem się w Pani i to trwa od pół roku, nie mogę przestać o Pani myśleć, spać, ciągle mam Panią przed oczami.
Słucham, a on, że chce tu bywać częściej i, co ciekawe, zastrzega, że mam się nie dziwić, bo on dużo czytał na ten temat i taka miłość istnieje naprawdę.
– A jakiej spodziewasz się reakcji z mojej strony?
Gadałam prawdopodobnie bez sensu, bo nigdy nie znalazłam się w podobnej sytuacji. Oczywiście, żadne argumenty, że jest w wieku syna, że jestem mężatką, że to mnie śmieszy, nie przekonały młodzieńca. Prosił, bym zastanowiła się i do następnego dnia dała mu odpowiedź, czy wyjadę z nim na wakacje pod namioty. O mało nie spadłam z fotela, słysząc propozycję wspólnego wyjazdu.
– A co miałabym robić pod namiotem?
– Jak to co, kochać się do upadłego… – odważnie wyjaśnił chłopak.
Byłam w szoku, pewnie myślał sobie, że skoro mąż na saksach, to ja być może potrzebuję najzwyczajniej seksu…Może i dobrze myślał, ale oczywiście nie zgodziłam się. Strasznie się zdenerwował, kiedy kategorycznie odmówiłam. Wyszedł obrażony, trzaskając drzwiami, aż cały dom się zachwiał. Nawet się trochę wystraszyłam, że sobie coś zrobi…
Po jakimś czasie, kiedy chłopcy wrócili z wakacji, znowu się pojawił, przychodził jak zwykle do syna, który początkowo o niczym nie wiedział. Siedział zawsze osowiały, jakiś dziwny, jak nieobecny – stwierdził mój syn. Stan ten trwał prawie rok. W końcu powiedziałam synowi o koledze, ale i tak niewiele to zmieniło. Przychodził nadal wprawdzie rzadko, ale pojawiał się, przynosząc a to lody, a to ciastka, a to coca colę. A mnie wcale nie było do śmiechu, byłam zła, chciałam mu siebie obrzydzić i mieć święty spokój. Wyjazd na Zachód dał kres niechcianej miłości!

Wspomnienia wróciły niedawno, kiedy po wielu latach na Naszej Klasie na moim profilu pojawił się kilka razy. Ręce mi opadły, jeszcze go interesowałam… Po tylu latach… Ach, święty Walenty!

Advertisements

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Krystyna Koziewicz i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s