Sprzed dziesięciu lat

RD autor wczorajszego wpisu czyli Ryszard Dąbrowski

przysłał mi mój własny tekst o jego wystawie napisany przeze mnie dokładnie 10 lat temu, w lutym 2004 roku! W tekście pojawi się nawet wczorajsze Naunders.

Ewa Maria Slaska

Tekst do wystawy fotograficznej Ryszarda Dąbrowskiego „Przypadkowa przeszłość” eksponowanej w marcu i kwietniu 2004 roku w „Małej Galerii” w Gorzowie Wielkopolskim.

Przypadkowa przeszłość

Gdy fotografik prosi pisarkę o napisanie tekstu do katalogu wystawy, musi się liczyć z tym, że zamówiony produkt okaże się raczej zestawem myśli literackich niż fachową analizą prezentowanego materiału. Gdy Ryszard Dąbrowski, którego znam już prawie dwadzieścia lat, poprosił mnie o refleksje na temat wystawy PRZYPADKOWA PRZESZŁOŚĆ sprawa okazała się – przypadkowo? – o tyle ciekawsza, że jestem nie tylko pisarką, ale również z wykształcenia archeologiem, a zatem człowiekiem profesjonalnie zajmującym się przeszłością. Przypadkową? Zazwyczaj tak. Z czym bowiem ma do czynienia archeolog, jeżeli nie z przypadkowymi, materialnymi fragmentami minionego czasu, z których to przecież umysł badacza a nie uczestników historii tworzy pewien, tylko pozornie spójny, a naprawdę dowolny i przypadkowy obraz przeszłości. Prace Dąbrowskiego okazały się dla archeologa i pisarza inspirującym materiałem do przemyśleń.

01Dąbrowski twierdzi, że od ponad dwudziestu lat zbiera pierwsze, niedoświetlone, na poły doświetlone lub „strzelone na rozgrzewkę” klatki filmów. Można by powiedzieć, że powstała z tego kolekcja, zbiór czy archiwum, a jednak nie użyłabym tu żadnego z tych słów. To nie pasja zbieracza przyświecała wrzucaniu do szuflady tego narastającego latami stosu ścinków, odpadków normalnej, codziennej pracy człowieka parającego się fotografią. Nie było to archiwum badacza, bo Dąbrowski nie opatrzył poszczególnych fragmentów datą czy opisem. Ale nie był to w żadnym razie śmietnik. Najbliższą analogią tego dziwnego zbioru wydaje się żydowska geniza, miejsce, gdzie wrzucano wszystko, co zostało napisane, a aktualnie nie było potrzebne. Słowa pisanego się nie wyrzucało, wszystko wędrowało do genizy, czy była to wielka gliniana amfora, jaskinia skalna czy komórka, schowek, skrytka. Z sześciuset zgromadzonych negatywów czarno-białych fotografii, dwieście klatek zostało przez artystę dopuszczonych do następnego etapu, do selekcji tego, co można i chce się pokazać odbiorcy. Dopiero ten etap, twierdzi Dąbrowski, był prawdziwym działaniem twórczym. Do finału doszło czterdzieści zdjęć.

02Zwoje z genizy w Qumran odsłoniły genezę wielu tekstów biblijnych, były cennym materiałem do badań nad początkami chrześcijaństwa. Wybrane negatywy z „genizy” Dąbrowskiego odsłaniają genezę procesu twórczego. Bo w procesie kreacji nie temat jest ważny, a samo tworzenie. Punktem wyjścia wystawy czterdziestu zdjęć Dąbrowskiego jest NIC. Nieważny, przeznaczony do wyrzucenia, przypadkowo przechowany negatyw. Mniej niż śmiecie będące tworzywem trash-art. Biała płaszczyzna niczego z czarnym śladem klamerki, którą przyczepia się negatyw do wysuszenia. Czerń i biel. Te zdjęcia, mówi Dąbrowski, są miłosną deklaracją. Miłość do niczego? Nie, to miłość do fotografii czarno-białej. Z bieli niczego wyłaniają się przypadkowe momenty. Ale ten przypadek, twierdzi Dąbrowski, to nie tylko pewien moment rzeczywistości, bo również moment, gdy widz zaczyna podlegać czarno-białej magii fotografii.

03Zdjęcia działają początkowo jak abstrakcja. Stopniowo jednak dochodzi do głosu rzeczywistość, podłoga, trotuar, kamienny bruk. Pokój, ściana, jakaś pseudonaftowa lampa, jakiś obraz na ścianie i znowu aparat obsuwa się w dół, łóżko, zmięta pościel, pierwszy cień człowieka, pierwszy w serii zdjęć, a może pierwszy w ogóle, zatem adam albo ewa, początek, gen wyjściowy i geneza obecności człowieka w świecie. Świat zastany, woda, drzewo, świat przetworzony, ulica, przystań, schody, to Wiedeń, nagrobek, nagle bardzo wyraźny, z dokładnie dającym się odczytać napisem po niemiecku, Karl Waldegger z Naunders w Austrii umarł, pozostawiając pogrążoną w żalu rodzinę, wieniec i latarnię, pokój dziecka z wielkim misiem, to Berlin. U góry i u dołu czarno-białych zdjęć rytmiczna powtarzalność kodów technicznych, nazwy filmów, numery klatek, strzałki, pokazujące kierunek przewijania filmu.

04Coraz mniej bieli, szarość ciemnieje, nie wiadomo, czy noc to moment, gdy zaszło słońce, czy przeciwnie, zaszło, bo nadeszła ciemność ostatniej niemal całkiem czarnej klatki, która przecież jednak nadal była klatką pierwszą, niepotrzebną, odrzuconą, na przemiał, na rozkurz, dla szczurów, do genizy. Na zagładę. Na ocalenie. Na przypomnienie, że był kiedyś czas, gdy to fotograf musiał być mistrzem, by zdjęcie okazało się dziełem sztuki. Gdy to fotograf a nie komputer był autorem efektów, chwytów, tricków, decydował o naświetleniu, o czerni, bieli, smudze cienia na tle wody. Cyfrowy aparat fotograficzny to mały komputer, który być może wie lepiej niż człowiek, jakie parametry techniczne trzeba spełnić, by zdjęcie było w pełni, w stu procentach udane. W cyfrowym aparacie fotograficznym nie ma pierwszych klatek, które zawsze były nie do użytku. Pierwsze zdjęcie wykonane cyfrowym aparatem fotograficznym jest zawsze tak samo dobre (albo tak samo marne) jak ostatnie. Ta wystawa, mówi Dąbrowski, to moje pożegnanie z fotografią analogową, choć być może jeszcze długo nie kupię sobie aparatu cyfrowego.

05„Być może” należy do repertuaru słów o przypadku i jego nieograniczonych możliwościach. „Być może” oznacza, że przyszłość jest niepewna, nieokreślona, zaledwie możliwa. Być może kupię aparat cyfrowy. Być może długo go jeszcze nie kupię. Przyszłość jest niepewna, przeszłość przypadkowa, a teraźniejszość, jak twierdzą naukowcy, trwa co najwyżej trzy sekundy. Tyle potrzebuje mózg, by przetworzyć teraźniejszość w przeszłość. A przecież wszystko, czego ludzkość dokonała na przestrzeni dziejów a człowiek na przestrzeni życia, dokonuje się tylko w teraźniejszości. Być może wcale i nigdy nie udało się nam stworzyć niczego spójnego, żadnej trwałej i sensownej całości, żadnego prawdziwego zdjęcia, może to tylko nasz mózg przez trzy sekundy porządkuje nasz świat i może to, co robimy to naprawdę zawsze i tylko pierwsze zdjęcie. Czasem prześwietlone, czasem niedoświetlone.

06

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska, Ryszard Dąbrowski i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s