Z Warszawy nad morze

Ewa Maria Slaska

Zdarzyło się ostatnio (albo nie tak całkiem ostatnio, ale pasuje do tego, co ostatnio), że kilkakrotnie trafiłam na opowieści ludzi z Warszawy (lub o ludziach z Warszawy), którym w niejasny i tajemniczy sposób objawiło się morze. Pojawiło się jako dzieło sztuki, architektoniczny detal, herb, czasopismo, i początkowo nie miało żadnego znaczenia. A jednak…

Adam Bogdanowicz, rocznik 1913, ojciec mojego znajomego i dziadek mojego siostrzeńca, również Adama, od lat gimnazjalnych mieszkał w Warszawie. W nieopublikowanych jeszcze (ale podobno właśnie mają się ukazać) wspomnieniach, zatytułowanych „Mój czas przeszły” napisał:
Ojciec był członkiem Towarzystwa „Zachęta”, sprawującego mecenat nad twórczością malarzy i rzeźbiarzy. Raz do roku rozlosowywane były między członków Towarzystwa obrazy znanych polskich malarzy. Jeden z obrazów nabytych tą drogą jest do dnia dzisiejszego moją własnością. Obraz ten, namalowany przez znanego pejzażystę Suchanka, dziwnym zbiegiem okoliczności przedstawia brzeg morza z widniejącą w dali wieżą kościelną i zabudowaniami miasta. Nikt z nas nie przypuszczał, że obrazek ten przetrwa burzę dziejową drugiej wojny światowej, zagładę Warszawy w czasie powstania i zawiśnie ostatecznie na ścianie mojego mieszkania – właśnie w Gdańsku.

Wikipedia pisze, że Antoni Suchanek (1901-1982) był jednym z najwybitniejszych polskich malarzy-marynistów. Poniżej ławeczka z rzeźbą, przedstawiającą artystę, ustawiona w pobliżu mola w Orłowie. Autorem zdjęcia jest Orem, niestety nigdzie nie znalazłam informacji, kto jest autorem pomnika.

640px-Monument_of_Antoni_Suchanek_Gdynia
Mój ojciec, Dariusz Bogucki, rocznik 1927, w swojej autobiografii „Śladami życia” też wspomina o takich przypadkach. Jeden z nich wiązał się z postacią Ojca mojego Ojca, a mojego Dziadka, Jana Feliksa Boguckiego, o którym już tu zresztą pisałem. Ożenił się on z Marią Krynicką…

W taki oto sposób, za namową cioci Krynickiej, zostałem gdańszczaninem. Nie mogłem tego wtedy wiedzieć, ale był to mój pierwszy dzień w mieście, z którym związałem się na całe życie. (…) naturalnie, siłę przyciągającą w marzeniach małego chłopca czy młodego człowieka miało przede wszystkim morze. Niewiele o nim wiedziałem, a jednak odnajdywałem w sobie jakieś niezrozumiałe przyciąganie, co może wydać się tym dziwniejsze, że, zważywszy na rodzinne korzenie, w moich komórkach tkwią raczej geny tatarskiego ludu stepowego, z którego wywodzi się ród mojej matki. A też rodowód ojca sięga równinnej, smętnej Białorusi i leśnego Podlasia, nie zaś morza czy w ogóle jakiejkolwiek wody. Pomimo braku udokumentowanych, zapisanych w historii pokoleń kontaktów z morzami i oceanami świata, najwyraźniej musiałem przenieść w swojej naturze jakieś sygnały z zamierzchłej przeszłości, wskazujące na ten atawistyczny związek. Bo w przeciwnym razie, skąd by się to we mnie wzięło?
Nie czytałem książek o piratach i morskich przygodach, nie mieszkałem nad morzem, więcej, nigdy w życiu nie widziałem morza. A jednak jako dziecko znacznie chętniej niż zamki z klocków czy indiańskie szałasy kleciłem nieporadne, po dziecięcemu wyobrażone – okręty.

Teraz przychodzi mi na myśl, iż był wszak jeden ślad, na który mogę wskazać, a którego siłą sprawczą, zapewne nieświadomie, stał się mój ojciec. Bodajże w połowie lat trzydziestych zaprenumerował dla mnie miesięcznik „Morze”, a ja przychodzące regularnie numery dosłownie połykałem, bezwiednie wchłaniając ten świat i budując w sobie poczucie więzi z morzem. A potem, już w czasie wojny, również od ojca otrzymałem książkę Londona „Żegluga na jachcie Snark”, z dedykacją: „Dla przyszłego budowniczego okrętów”. W żaden sposób nie mógł wtedy wydedukować czy przeczuć, że tym właśnie będę sięw przyszłości zajmować. A przecież trafił celnie.
I oto teraz sprawy tak się miały, że splot losu, przypadku i okoliczności przywiódł mnie nad morze.

A ja dodam jeszcze, bo Ojciec pisze o tym gdzie indziej i nie przydaje temu żadnego znaczenia symbolicznego, ale rodzina Krynickich pieczętowała się herbem Korab. Myślę, że nie ma w tym żadnych sekretnych związków moich pradziadów z morzem, lecz że raczej zostali oni, gdy ich uszlachcano, przyjęci do herbu, ale jednak jakoś to do siebie pasuje – Dariusz Bogucki, budowniczy okrętów, słynny żeglarz polarny, autor książek o żegludze w lodach. Herbu, no wprawdzie nie Korab, bo Korab to jego mama, ale jednak ten Korab jest w rodzinie i wisi na rodzinnym drzewie genealogicznym.

Herb Korab pokazywałam tydzień temu w wykładzie profesora Dąbrowskiego, tu więc sięgnę do Wikipedii i napiszę o „Morzu”:

317px-Morze_sswilnoMorze – miesięcznik marynistyczny wydawany w latach 1924-2000, przez wydawnictwo Ligi Morskiej i Rzecznej, a następnie Ligi Morskiej i Kolonialnej. Pismo poruszało tematykę związaną z żeglugą, historią żeglugi, okrętownictwem, przemysłem stoczniowym, gospodarką morską, szkutnictwem, jachtingiem i kulturą morską. Wznowione po II wojnie światowej, w dużym stopniu kontynuowało profil przedwojenny, ale w nowej rzeczywistości politycznej, już bez elementów ideologii kolonialnej. Wydawane było przez warszawskie wydawnictwo Wiedza Powszechna.

Na ilustracji – drugi numer czasopisma.

Moja Teściowa, Zofia Slaska, rocznik 1928, w latach 70, a może nawet jeszcze 60, spotkała się w uzdrowisku w Wonieściu z pewną panią, której przyjaciel był grafikiem. Zanim obie panie opuściły sanatorium przyjaciel współkuracjuszki przysłał jej swą właśnie wydaną tekę z grafikami prezentującymi architekturę Warszawy. Była tam grafika przedstawiająca Dom pod Okrętem na warszawskim Starym Mieście. Teściowa (nie była zresztą wtedy moją Teściową) kupiła czy też dostała tę grafikę, a wybrała ją, ponieważ w dompodokretemtym domu po I wojnie światowej mieszkała Babcia Konstancja Morawska, matka mojej Teściowej, zanim wyszła z Dziadziusia czyli Stanisława Grabkowskiego. Gdy Marek i ja wzięliśmy ślub i przeprowadziliśmy się do Trójmiasta, Teściowa (wówczas już była moją Teściową) po kilku latach przywędrowała za nami do Sopotu. Dom pod Okrętem trafił nad morze. Wczoraj go sfotografowałam.

Również i tu Wikipedia ma coś do powiedzenia: Kamienica Pod Okrętem – przy ulicy Świętojańskiej 31 na warszawskim Starym Mieście. Nazwę zawdzięcza płaskorzeźbie okrętu, umieszczonej nad wejściem. Historia kamienicy sięga XV wieku, od roku 1645 była domem murowanym. Była bardzo dobrze znana wszystkim warszawiakom w czasach przedwojennych, a po odbudowie Starego Miasta na powrót stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych kamienic Starówki w Warszawie dzięki odrestaurowaniu charakterystycznej płaskorzeźby.
Eduteka dodaje, że przez krótki okres właścicielem kamienicy był Kallimach, wychowawca synów Kazimierza Jagiel­lończyka, a wyszukiwarka ulic informuje, że Wiktor Gomulicki (1848-1919) poeta, powieściopisarz, badacz dziejów Warszawy, wychowanek Szkoły Głównej stworzył m.in. poemat „W kamienicy Pod Okrętem”.

Podpisu pod drzeworytem nie umiem odcyfrować, rozpoznaję jednak podwójne ss oraz końcówkę ski. Udaję się po pomoc do wujaszka Googla, który strasznie się dławi i krztusi i próbuje mi sprzedać „ski pass”, ale w końcu dociera do niego, kogo szukam i wypluwa kolejne informacje. Stefan Rassalski, żył w latach 1910-1972. Malarz, grafik, historyk sztuki, publicysta. Studiował w Lublinie, dyplom uzyskał na warszawskiej ASP. Od 1932 r. uprawiał drzeworyt, początkowo pod silnym wpływem Tadeusza Kulisiewicza i sztuki ludowej. Z czasem w pracach rozwinął treści symboliczne i literackie. Jego dzieła odznaczają się oszczędnością faktury i dyscypliną kompozycji. Więcej informacji TU i radzę zajrzeć, bo nader ciekawe.

Okręt w herbie, morze na obrazie, morze w książce i gazecie, okręt w portalu mieszczańskiej warszawskiej kamieniczki. Kto mógł przypuszczać, że ludzie, którzy w tak pośredni i przecież niezbyt istotny sposób zetknęli się z morzem, kiedyś zabiorą ze sobą pamięć tych nieistotnych zdarzeń lub pierwotnie pozbawione znaczenia przedmioty i na zawsze przeprowadzą się nad morze?

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s