Wykłady profesora Dąbrowskiego.VIII. Antonina

a_d_bNo i doczekaliśmy się.

Ryszard Dąbrowski
o babci Antoninie

W księgach parafialnych Sienna (woj. kieleckie), do którego należało kilkanaście wiosek, w tym także Borcuchy, nazwisko Buszkiewicz pojawia się po raz pierwszy w 1836 roku, w latach 1810-1835 (do tych roczników miałem dostęp) nie występuje ono ani razu. Z tego wynikałoby, że Buszkiewicze musieli tam przywędrować. Tylko skąd?

X

X

Zdjęcie wykonane w 1951 roku (zapewne latem): Antonina Dąbrowska z domu Buszkiewicz córka Jakuba oraz Antoniny Kaczmarczyk, wnuczka Antoniny Sałek. Urodzona 09.10.1871, zmarla 04.11.1960.

Nazwisko Buszkiewicz, oraz inne jego pisemne formy, nie występują w żadnym herbarzu szlachty tatarskiej. Jeżeli przyjmiemy, że Antonina Buszkiewicz była pochodzenia tatarskiego, musiała należeć do niższej klasy tej społeczności.

Na początku XIX wieku, do wiosek na lewo od Wisły w stronę Ostrowca Świętokrzyskiego i Sienna, przesiedlano z terenów Litwy (obecnie tereny Llitwy, Białorusi i Ukrainy) rodziny tatarskie lub pochodzenia tatarskiego.
Po lekturze pracy Juliana Talko-Hryncewicza „Muślimowie czyli tak zwani tatarzy litewscy” (opublikowanej w „Materiałach antropologiczno-archeologicznych i etnograficznych” w 1907 r. w Krakowie), można postawić tezę, że przodkami Antoniny Buszkiewicz musieli być albo niewolnicy albo zbiegowie z hatanatu krymskiego. Osiedlani oni byli na Litwie podczas wojen Litwy z Krymem w XIV-XV w. (Litwa, nie to co dziś, była wtedy mocarstwem Europejskim i rozciągała sie od Bałtyku po Morze Czarne oraz od Brześcia poza Smoleńsk i Tawań.) Według Talko-Hryncewicza terenami osiedleń dla tych osób były wioski na południe od Mińska, na zachód od Baranowicz, okolice Nowogródka oraz tereny między Grodnem i Białymstokiem, czyli tak zwane Polesie należące obecnie do Białorusi. Tezę tą potwierdza fakt, iż Antonina mówiła z wyraźnym wschodnim (białoruskim?) akcentem. (Ci co ją znali twierdzą, że nie był to akcent ukraiński.) Później przodkowie jej mniej lub bardziej dobrowolnie przenieśli się w kieleckie. Może tam, albo już wcześniej przeszli na chrześcijaństwo. W parafii Sienno w 1836 r. urodził się ojciec Antoniny a później w 1871 r. ona sama.

Według Talko-Hryncewicza Tatarzy polscy nie byli jednolici pod względem antropologiczno-etnologi-cznym. Znaczenie słowa „Tatar” tłumaczy on jako synonim Turka. Słowo to pochodzi z dalekiego wschodu i było początkowo równoznacznym ze słowem „Mongoł” co oznaczało barbarzyńcę. Tak Chińczycy nazywali swych północnych sąsiadów bez rozróżniania narodowościowego. Przed ich nieustającymi napadami i grabieżami wznieśli w VI – III wieku p.n.e. stojący do dzisiaj słynny mur chiński. Po podbiciu przez Mongołów Syberii, Kaukazu i Krymu, Tatarami nazywano wszystkie wchłonięte przez nich ludy pochodzenia tureckiego.
Później Tatarami nazywano:
– społeczność zamieszkującą nad Jenisejem a wywodzącą sie Jenisejców, Samojedów i Fino-Ugrów
– społeczność przesiedlonych przez cara nad Irtysz kazańskich Tatarów przemieszanych z Nogajami, Kirgizami i Tadżykami
– Tatarów – górali na Kaukazie bez domieszki mongolskiej
– Tatarów Dagestańskich o typie mongolskim
– oraz Tatarów Azerbejdżańskich rasy irańskiej na terenach rosyjskiej Armenii
Jak widać był i jest to konglomerat oraz mozaika różnych narodów z domieszkami genów branek i niewolnic różnych nacji Azji i Europy. Z tych też powodów, Tatarzy litewscy, którzy napływali na Litwę na przestrzeni ponad czterech wieków z różnych regionów Azji i tu żenili się z Litwinkami, nie byli i nie są społecznością jednolitą antropologicznie.

Podjęte próby antropologicznej analizy czterech różnych zdjęć Antoniny (z 1911, 1919, 1930 i 1951 roku) zakończyły się niepowodzeniem. Na dwóch berlińskich uniwersytetach nikt z pracujących tam specjalistów nie był władnym wypowiedzieć się na ten temat. W dwóch polskich silnych ośrodkach antropologicznych; Polskiej Akademii Nauk we Wrocławiu i Uniwersytecie Poznańskim, nikt się już Tatarami nie zajmuje, a ostatni specjalista który mógłby rzeczowo te zdjęcia ocenić, profesor Tadeusz Dierżykray-Rogalski, zmarł przed trzema laty.

Antonina Buszkiewicz (Dąbrowska), jak twierdzą ci co ją znali, była bardzo dobrą znachorką. Dlatego też przyczynkim rzucającym światło na jej etniczne pochodzenie może być porównanie stosowanych przez nią metod leczniczych z metodami stosowanymi przez tatarskich znachorów.
Poniżej cytuję fragmenty książki Stanisława Kryczyńskiego „Tatarzy litewscy, próba monografii historyczno etnograficznej” (opublikowanej jako III tom „Rocznika Tatarskiego” w 1938 r. w Warszawie).

… Zachód średniowieczny i renesansowy z przekonaniem widział w Tatarach i Turkach największych czarowników. ‘Wiadomo, pisze Długosz, że Tatarzy od początku swego aż po dzisiejsze czasy w wojnach i wszelakich sprawach używali zawsze czarów, umieli wróżyć, uroki czynić i zaklinać’…
… Jest rzeczą charakterystyczną, że i lud białoruski uważa Tatarów za ludzi mających stałe stosunki z demonami. ‘U Tatarów – mówią w powiecie wołkowyskim – cały gospodarz czart: on im wszystko robi; jak Tatar gdzie pójdzie, to gęsi, to bydło pozagania i Tatarzy go zawsze widzą’. Utrzymują też Białorusini, że jak Tatarzy zmarłego chowają, to na mogiłki ich przylatuje ‘czart domowy tatarski’…
… Poczesne miejsce w folklorze Tatarów litewskich zajmuje magia, czyli system praktyk wróżbiarskich, czarodziejsko-leczniczych i ochronnych. Całość tych praktyk musi się rozpatrywać w ścisłym związku z wierzeniami i przesądami, których źródła biją w różnych nawarstwieniach kultury ogólnomuzułmańskiej, przyjętej przez ludy tureckie. W wierzeniach tych tkwią również pozostałości prastarego kultu szamańskiego oraz domieszki wierzeń otaczającego Tatarów litewskich ludu chrześcijańskiego.
Naczelnym aksjomatem wierzeń Tatarów litewskich jest istnienie świata duchów złych, fierejów i dobrych, dżyniejów, czyli dżynów (z arabskiego), z którymi za pomocą praktyk magicznych można utrzymywać kontakt. W wierzeniu tym Dżemil Aleksandrowicz dopatruje się śladów szamanizmu. Świat w wyobrażeniu Tatara litewskiego – pisze on – zaludniony jest masą duchów („fierejów”) przeważnie złych i starających się szkodzić człowiekowi, ale posłusznych ludziom dobrze znającym modlitwy (muzułmańskie) i posiadającym ‘szczere muzułmańskie serce’.
Duchy złe powoduja różne choroby, mogąc dostać się do ciała człowieka razem z wiatrem przy przeciągu. Można je wypędzać za pomocą środków magicznych. Podobnie, jak lud polski i ruski oraz narody wschodnie (np. Turcy osmańscy) wierzą również Tatarzy litewscy w uroki tj. w szkodliwą siłę złego spojrzenia. Uroki można rzucać zarówno na ludzi jak na zwierzęta, zwłaszcza na bydło. Bronią skuteczną i w tym wypadku są specjalne praktyki, zaklęcia i amulety…
… Tajemnice znachorstwa przekazywane są z ojca na syna, z matki na córkę. Leczeniem zajmują się przeważnie mężczyźni, kobiety wiele rzadziej. Tatarzy jednak uważają profesjonalizm w tej dziedzinie za rzecz zdrożną i grzeszną i utrzymują, że leczenie za pieniądze szkodzi samym znachorom, gdyż wypędzone z pacjentów choroby przechodzą jakoby na dzieci fałdżejów (znachorów). W rodzinie zawodowego znachora zawsze będą umysłowo chorzy i głuchoniemi. Przypisują też tym znachorom stosunki ze złymi duchami, fierejami. Natomiast dobrą i zacną rzeczą jest zdaniem tatarów bezplatne leczenie krewnych i znajomych…
… Specjalnie ważną rolę w praktykach fałdżejów odgrywa wróżbiarstwo czyli tzw. ‚odkrywanie (lub otwieranie) fału’. Od niego też otrzymali oni swoją nazwę (tureckie fałdży = wróżbiarz, z arabskiego fal = wróżba, przepowiednia, prognostyk, z turecką końcówką profesjonalną – dżi, – dży)…
… Przyczyny chorób przypisuje się wpływowi złych duchów a leczenie ich przez mułłów względnie popów polega na czytaniu utrafionych miejsc w Koranie lub Ewangelii, na chuchaniu i dmuchaniu na chorego, na dotykaniu i metodycznym uderzaniu chorej części ciała gołą lub sztucznie namagnetyzowaną, dłonią (z kciukiem wciśniętym między palce wskazujący i średni)…
… Leczenie polega na wygnaniu demona z duszy chorego…
… Leczenia za pomocą ziół nauczyli się znachorzy tatarscy od znachorów białoruskich; w tej dziedzinie nie posiadają nic oryginalnego….
… Aby nie miewać strasznych snów nie należy nigdy kłaść się w pościeli głową na zachód…

To ostatnie zdanie cytuję jako ciekawostkę i wskazówkę dla tych, którzy źle sypiają. Może pomoże.

Metody stosowane przez Antoninę Buszkiewicz (po mężu Dąbrowską)

Dzięki rozmowom telefonicznym z, wymienionymi poniżej w kolejności alfabetycznej, sąsiadami oraz pacjentami Antoniny, udało się w znacznym zakresie zebrać opisy stosowanych przez nią metod leczniczych. Za przychylność, cierpliwość i wyrozumiałość serdecznie dziękuję:
– Zofii Dymyterko
– Janinie Koniecznej
– Franciszkowi Lisieckiemu
– Stefanii Lisieckiej
– Stefanii Maciejak
– Bernardowi Mencel
– Marii Niedźwiedź (relacja przekazana przez S. Maciejak)
– Jadwidze Rejek
– Cecylii Tatarek

Antonina:
– potrafiła wróżyć patrząc jedynie na daną osobę oraz tłumaczyła i interpretowała znaczenie snów
– miała zdolności telepatyczne
– pomawiana była o to, że potrafiła rzucać (czynić) i zdejmować uroki
– do celów diagnostycznych używała wahadełka, którym była najczęściej obrączka lub pierścionek chorej osoby
– do tych samych celów używała różdżki z gałęzi brzozy lub wikliny
– w celach diagnostycznych badała zapach, zmętnienie oraz kolor moczu chorego obserwując płomień świecy poprzez mocz w szklanym naczyniu aby jak mówiła „policzyć świetliki”
– zaczynając leczyć chorego wymawiała formułkę: „Choroby, idźcie w pola, bory, lasy, tam gdzie ludzie nie chodzą”
– przy wykonywaniu czynności i zabiegów leczniczych spluwała na prawo i lewo aby odstraszyć złe duchy i wymawiała pewne formuły i zaklęcia, których treść niestety uległa zapomnieniu
– na początku okadzała chorego dymem z tlących się gałązek brzozy i dzikiej róży aby odpędzić złe duchy
– przy sporządzaniu mieszanek ziołowych oraz wykonywaniu czynności leczniczych modliła się aby zwiększyć i spotęgować moc leczniczą ziół oraz zabiegu

Mówi się, że Antonina potrafiła leczyć bóle głowy (terminem tym określano kiedyś też choroby nerwowe i psychiczne), bóle kręgosłupa, długo nie gojące się rany, a też nastawiała zwichnięcia i składała złamane kości, leczyła choroby kobiece (choroby macicy) oraz wzywana była do porodów jako akuszerka. Choroby skóry, zwyrodnienia, brodawki itp. zalecała przemywać codziennie własnym moczem, najlepiej rano. Aby kuracja była skuteczna, miała niekiedy trwać aż do jednego roku.
Przeziębionych owiązywała w mokre prześcieradła oraz stawiała bańki. W odpowiednich punktach ciała kładła polne kamienie wielkości pięści, nagrzewane do odpowiedniej temperatury w piecach do pieczenia chleba lub we wgłębieniach w piecach do trzymania w cieple gotowych obiadów. Stosowała różne techniki masażu, poklepywania i obstukiwania chorego. Po tych zabiegach strzepywała ręce, aby wydalić zabsorbowaną chorą i negatywną energię.
Podczas choroby zalecała dezynfekujące obmywanie ciała w wywarze z czarciego żebra (ostrożeń polny), rany okładała liśćmi kolmusu (nazwa regionalna – ponoć roślina ta już wyginęła, ale – przypis redaktorki – może jest to kalmus czyli tatarak czyli… tatarskie ziele). W celach terapeutycznych stosowała także mleko kobyle.

Wszyscy moi rozmówcy podkreślali, że Antonina nie pobierała żadnych opłat za swoje działania, leczyła za darmo. Tak jak honor nakazywał znachorom tatarskim. Niektórzy chorzy odwdzięczali jej się produktami rolnymi. Po śmierci męża w 1938 roku Antonina żyła, aż do śmierci w 1960 roku, bardzo skromnie a nawet jak niektórzy twierdzą, biednie.

Moi rozmówcy przekazali mi informację, że Antonina prowadziła w notesie statystykę zgłaszających się do niej pacjentów, robiąc kreski. Niestety nie udało się ustalić czy w statystyce tej rozróżniała poszczególne jednostki chorobowe.
Na dwa-trzy lata przed śmiercią zaprzestała leczenia ludzi. Czyżby wyczerpała się w niej potrzebna do tego energia? Może przygotowywała się do swojej śmierci? Jedynie w nagłych przypadkach, czysto manualnie, prostowała jeszcze zwichnięcia.

Ciąg dalszy nastąpi

PS od redaktorki: U nas w rodzinie uważa się, a potwierdził to też mój wykładowca antropologii (bo archeolog i tego się uczył), że potomkowie Tatarów czyli Mongołów (czyli Dżyngis Chana) mają plamę mongolską i jest to cecha, która utrzymuje się przez niezwykle długi czas. Mnie od Dżyngis Chana dzieli 7 stuleci, a też mam taką plamę na prawym biodrze. To najbardziej popularne miejsce, ale można ją też mieć na pupie lub brzuchu, rzadziej, a za to mniejszą i ciemniejszą, na szyi lub nodze. Tylko nie zaglądajcie proszę do Wikipedii ani w ogóle do internetu, żeby zobaczyć jak wygląda taka plama mongolska. Są tam odrażające zdjęcia skóry zmienionej chorobowo, tymczasem prawdziwa plama mongolska to nie choroba i nie znamię, tylko delikatne przebarwienie skóry, która pozostaje gładka i zdrowa.

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ryszard Dąbrowski i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Wykłady profesora Dąbrowskiego.VIII. Antonina

  1. Joanna pisze:

    Dzień dobry, jestem pra pra wnuczką opisanej powyżej Antoniny. Rozmawiałam z moim dziadkiem, potwierdza wszystkie fakty, daty, miejsca, osoby. Chciałabym uzyskać kontakt do Ryszarda Dąbrowskiego. Będę wdzięczna za odpowiedź, Pozdrawiam Serdecznie, Joanna Szkutnik

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s