Wódka w proszku

Dorota Cygan

Wódka w proszku

Zawsze byłam fanką Pomysłowego Dobromira. Rozumiecie, że kiedyś musiała przyjść pora na mój własny pomysł racjonalizatorski. Zaraz Wam wyjaśnię przełom kulturowy, który mój pomysł wywoła, tylko mam problem, komu dedykować ten tekst. Jerzemu Pilchowi i Wojciechowi Smarzowskiemu (z wiadomych względów) czy Janowi Himilsbachowi jako autorowi zbiorku autentycznych, nadesłanych przez domorosłych racjonalizatorów, miniaturek pt. Nikiformy a zarazem nieprzeciętnemu konsumentowi wódeczki, który, założę się, niejeden raz chciał się rozstać z butelką, tylko nie wiedział, czym by ją mógł zastąpić. I niestety wśród wielu zebranych w tej książeczce przyszłościowych wynalazków typu mechaniczny ściszacz telewizora na odległość, pomysłu na wódkę w proszku jednak nie zamieścił. Oczywiście, realistycznie patrząc, nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzy, że kultowy konsument wódeczki mógłby zamieścić taki pomysł w swoim zbiorku, nawet gdyby gotowy przepis alchemistyczny na wódkę w proszku znalazł na strychu własnej babki. Ale to już pozostanie tajemnicą Himilsbacha, czy wpadł w ogóle na taki pomysł czy nie.

Jeśli chodzi o mnie, to uważam wódkę w proszku za wyzwanie dla przemysłu spirytusowego, a w wymiarze symbolicznym wręcz za dezyderat kulturowy i poznawczy. Nie stawiam go na równi z wynalazkiem wycieraczki do okularów na dni deszczowe albo czapki na nos na porę zimową, ale jest co najmniej tak potrzebny jak samojeżdżąca walizka, na której można usiąść okrakiem i zjechać po schodach.

Pomyślmy na spokojnie, co zrewolucjonizuje ten wynalazek. Pierwszy z brzegu przykład: Torby rodaków podróżujących za granicę będą o ileż lżejsze i bardziej treściwe! Zysk ekologiczny trudno nawet ad hoc policzyć, ale butelek już na oko trzeba będzie produkować o wiele mniej. Wódeczka w porcjach w papierowych torebkach po 50, 100 i 1000 gramów da się bez trudu rozpuścić w wodzie mineralnej (sprzedawanej bez koncesji), czyli będzie zawierać potrzebne mikroelementy, da się mieszać w wymaganym stosunku jako wariant wódeczki studniówkowej 30%, mocno męskiej 55% lub damskiej gdzieś pośrodku. Hardcorowcy będą sobie mogli dla lepszego efektu wsypywać ją wprost do gardła, a pijący mniej tąkać w sproszkowanej wódce ogóreczek lub papryczkę, zapijając wodą. Porcja dla skacowanych będzie mogła wyglądać jak niewinny zestaw na stany okołogrypowe: saszetka z proszkiem i buteleczka wody wielkości syropu z neutralną etykietą, żeby nikt się nie oburzał na pijaństwo i nie umoralniał amatorów dawnej piersióweczki przy kasie sklepowej. Zysk ekologiczny i logistyczny to jednak nic w porównaniu z rewolucją… językową.

Wszystkie kawały o piciu trzeba będzie dać na przemiał lub do obróbki redakcyjnej. Już sam niewinny zwrot chlapnął sobie brzmieć będzie sypnął sobie, a to już w wersji upić kogoś mogłoby wywołać skojarzenie brzemienne w skutkach dla polskiej kultury towarzyskiej (i politycznej także!) Zmiany potrzebne w zakresie frazeologii będą stanowiły nie lada wyzwanie dla filologów. Bo cóż zrobić ze zwrotem strzelić sobie kielonka, zalać się lub nie wylewać za kołnierz, epitetami moczygęba, opój czy pijanica, skoro sedno problemu nie będzie tkwić w niewinnej cieczy (wodzie mineralnej), tylko w proszku? Zostawić je dla kulturoznawczego opisu niegdysiejszych fenomenów kulturowych sprzed zainicjowanej przeze mnie Rewolucji Obyczajowej i Językowej? Bo, trzeźwo patrząc, ze starego dziedzictwa językowego uniwersalne okaże się jedynie dać sobie w gardło.

Oczywiście nie jest tak, że możliwości frazeologiczne i słowotwórcze się skurczą. Otworzy się pole do popisu dla spontanicznej twórczości rodaków, w którą wierzę głęboko, i która zagospodaruje ugór semantyczny wokół rzeczownika proszek zapewnie dość sprawnie. Już słyszę, jak ludzie mówią „przyszedłem wczoraj do pracy lekko zapylony, więc dzisiaj mam miałki dzień, ale to nic, bo Kowalski to się wczoraj zapudrował w trzy d…” Będzie troszkę weselej, bo w okresie przejściowym nikt do końca nie będzie potrafił wyczuć, co znaczy być w proszku.

Ale nie stwarzajmy zawczasu negatywnych emocji wokół wielkiego przełomu, który jest tylko kwestią czasu. Mój apel do czytelników brzmi: Weźmy nasze sprawy w nasze ręce i zaangażujmy dla dobra sprawy naszą kreatywność. Bo przecież wyobraźmy sobie, że na tych saszetkach z wódką w proszku aż się będzie prosić o dłuższy tekst. Człowiek, który dostaje do ręki kawałek papieru, automatycznie zabiera się do czytania. Można oczywiście posiłkować się cytatami z literatury, choćby Jerzego Pilcha albo Malcolma Lowry‘ego (zakładam, że cytatów o wódce z Chopina lub Gorbaczowa nie uświadczysz), ale aż się prosi o nową, współczesną WÓDKĘ Z TEKSTEM. I tu widzę zajęcie dla nas, bezrobotnych inteligentów.

Pomyślmy, ile Wańkowicz potrafił zarobić na „lotem bliżej”. Nie bądźmy Anią z Avonlea, nie gardźmy reklamą!

Advertisements

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dorota Cygan i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Wódka w proszku

  1. Julita pisze:

    Dodajmy saszetkę Chandlera z cytatem – I’m Sorry I Made Me Cry. Aktualne pozostaje: „Aleś się uperfumował!” Samogon, nadal będziemy pędzić?

  2. ewamaria2013 pisze:

    A na FB jeszcze 2 komentarze.
    Barbara Cöllen: Genialny, rewolucyjny pomysł! Podobają mi się też saszetki na sproszkowaną wódkę z cytatami literackimi! Tak dotrzemy z literaturą na klatki schodowe, pod mosty i strzechy…

    Jolanta Luczak: Bardzo podobal nam sie pomysl. Czekamy na te cytaty do saszetek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s