Droga do Santiago de Compostella. Logrono.

No proszę, jak na razie pierwsza i jedyna dziura w tym, co przygotowałam na czerwiec i co w międzyczasie samo przyszło. Miał być tekst o mazurskiej hortiterapii, ale nie dotarł na czas. A zatem, zgodnie z zapowiedzią, pierwszy tekst z pielgrzymki do Santiago de Compostela w 2007 roku. Kolejne będą się pojawiać, ale, uprzedzam, nader nieregularnie.

Ewa Maria Slaska

Wtorek 9.09.07

W nocy śni mi się, że wyjechałam do Hiszpanii bez butów do wędrowania, tylko z kozaczkami na obcasie.

Wychodzę z domu o 8. W kościele św. Bonifacego biją dzwony.

W metrze cztery starsze panie. Jadą do sanatorium z intencją, wir ärgern uns nicht, egal was kommt. (Nie będziemy się wściekać o nic). Moja intencja. Też ją trzeba w tym miejscu napisać wyraźnie. Dojść do Santiago de Compostela, a potem do Finisterre. I wejść do morza.

Przez ostatnie miesiące tylko myśl o Santiago i Finisterre pomagała mi wytrzymać. Jestem koszmarnie przygnębiona. Robię to, co trzeba zrobić, pracuję, wypełniam obowiązki, uśmiecham się. Jakie to fałszywe.

Pilgerausweis_KarteW Madrycie postanawiam wsiąść do pierwszego autobus dojeżdżającego do jakiegoś miasta na trasie do Santiago. Stoję przed okienkiem z paszportem pielgrzyma w ręku, patrzę na listę miejscowości i pytam. Puente la Reina? Jutro. Estella? Jutro. Pampluna? Jutro. Logrono? Za dwie godziny. Tak to jadę do Logrono, skąd jest równo 600 kilometrów do Santiago, 700 do Finisterre. W Logrono był właśnie zamach ETA. Autobus stoi w czarnych czeluściach dworca autobusowego jak w Hadesie. Wyjeżdżamy czarnym tunelem.

W autobusie rozmawiają tylko kobiety, wszyscy mężczyźni milczą. Na trasie pielgrzymki czekają mnie bezpańskie psy, dzikie byki i jadowite węże. W każdym razie takie informacje przekazali mi przed wyjazdem ci, którzy tam byli i coś wiedzą. Póki co jednak w autobusie luksusowo – klimatyzacja. Telewizja, woda, podwieczorek, gazety.

LogronoZdjęcie z tzw. wspólnych zasobów. Most przez rzekę Ebro, po prawej katedra Santa Maria Redonda.

Santa Maria Redonda, kościół św. Jakuba

No to Logrono. Piękne miasto. Romańskie kościoły i XIX-wieczne ulice, cudowne, szerokie, pełne kwiatów, fontann i latarni. Do schroniska doszłam prawie jak po sznurku, ale jest już wieczór, schronisko jest zamknięte. Pukam, ale nie było mi otworzone. Idę tuż obok, do kościoła świętego Jakuba, to w końcu musi być pielgrzymkowy kościół i tam, proszę, pukam i zostaje mi otworzone. Jest schronisko, nie ma miejsca, ale widocznie z kościoła nikogo się nie odsyła z kwitkiem. Dostaję kanapę w biurze parafialnym. Zasypiam przy dźwięku dzwonów.

Dobranoc. Dobra noc.

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Droga do Santiago de Compostella. Logrono.

  1. ewamaria2013 pisze:

    Tekst Zofii Wojciechowskiej o mazurskiej hortiterapii dotarł, ale nie przed północą, tylko o 3 nad ranem. Nie zmieniam już więc wpisu, a hortiterapię przedstawię tu za kilka dni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s