Utalentowany Jakubica…

Tomasz Fetzki

…herezjarchowie i różki świętego Hieronima, czyli reportażu poetyzującego o Lubanicach część druga

Stało się! Wędrowiec smugą cienia omroczon (co nam szkodzi, nazwijmy go Viator), po swej peregrynacji stanął przed lubanicką świątynią, niegdysiejszą placówką Miklawša Jakubicy. Nie zdążył nawet przekroczyć bramy w murze okalającym templum, a już Pastor z Lubanic przypomniał mu o sobie: na prawo od rzeczonej bramy stoi sędziwa, siedemnastowieczna kapliczka, kryjąca skarb dużo starszy i daleko bardziej cenny niż ona sama. To późnogotycki krucyfiks, według legend i podań wykonany właśnie przez pastora Miklawša. Cóż, se non è vero, è molto ben trovato, albowiem aż się prosi, aż samo narzuca, żeby refleksję wysnuć poetyzującą o wszechstronnie utalentowanym robotniku Winnicy Niebieskiej, który w Słowie Pańskim i w drewnie lipowym z jednakową biegłością rzeźbił…

SAMSUNG DIGITAL CAMERAKrucyfiks Jakubicy. A nawet jeśli nie jego, to i tak daje nam pojęcie o duchu szesnastowiecznej pobożności.

Mógłby się ktoś żachnąć: ależ Reforma dążyła do zdarcia, zdrapania z Dobrej Nowiny wszystkiego, co do niej bałwochwalczo przez wieki przylgnęło! Przecież pastorzy przypominali z mocą to, co głosi Święta Księga: Nie wolno ci zrobić sobie figury ani żadnego obrazu tego, co jest w niebie na górze, ani tego, co jest na ziemi na dole, ani tego, co jest w wodzie pod ziemią!! Więc skąd ten krucyfiks!!? Prowokacja!!!! … Wolnego! Różnie bywało. Patriarcha z Genewy rzeczywiście bezwzględnie karał idolatrię: zbory kalwińskie słyną z surowego minimalizmu wystroju. Ale Mistrz z Wittenbergi nie był aż tak rygorystyczny, a świątynie luterańskie pod względem wyposażenia niekiedy walczą o lepsze z kościołami katolickimi. Zresztą – za chwilę będziemy mogli to zobaczyć. Tylko… czy umiemy patrzeć? Czy nie jesteśmy, jak ci ślepcy spod Jerycha, o których pastor Jakubica swym serbołużyckim owieczkom takiemi głosił słowy:

A hlej, dwa slepjej seźalej pći droze. A jak wonej wuslyšaštej, až Jezus mimo źe, wolaštej wonej a rjeklej: Ach knježe, ty synu Dawidow, zmiluj se nad nama. Albo ten lud jeju wobgroźi, aby milcalej. Wonej pak tym wěcej wolalej a rjeklej: Ach knježe, ty synu Dawidow, zmiluj se nad nama. Jezus wusta stojucy a zawola jeju a rjeknu: co chcetej, ažbych ja wama scynić derjel? Wonej źaštej k njomu: Knježe, aby naše wocy wotworjone byli. A zlutowal se Jezus a dotknul se jeju wocy. A nedym bychu jich wocy zase wiźucy a, šlej stej za nim.

Oby Pan, syn Dawidow, zlitował się też nad nami i również nasze oczy uczynił zase wiźucy! Wtedy zobaczymy to, co zwykle jest ukryte przed wzrokiem profanów. Choćby dwa średniowieczne kamienne krzyże pokutne, umieszczone na zwieńczeniach szczytów świątyni. Lokalizacja niezwykle rzadka, zazwyczaj bowiem takie krzyże wkopuje się w ziemię przy ścianie kościoła, lub po prostu w tę ścianę wmurowuje – ale tuż przy gruncie. W Lubanicach przy ścianie kościoła nie ma krzyży pokutnych, zamiast nich wznosi się dziwna konstrukcja. Co to takiego? Viator już wie. Ale, szlifując trudną sztukę suspensu, opowie o tym pod koniec wizyty. W trzecim odcinku – bo inaczej kto by dotrwał do końca tej ględy?

SAMSUNG DIGITAL CAMERAJakie wichry wywiały te krzyże tak wysoko?

Mając oczy wciąż szeroko otwarte wejdźmy do wnętrza świątyni. Jej bogate wyposażenie pochodzi z czasów, gdy służyła luteranom (czyli od 1523 do 1945 roku), papiści nic tu nie zawinili! Ale po tym, czego się już dowiedzieliśmy, nie dziwi fakt, iż katolicy bezproblemowo przejęli ten dorobek w całości.
Chociaż… coś nas jednak koniecznie powinno zastanowić. Ach knježe, ty synu Dawidow, zmiluj se nad nama! Ściana południowa kościoła znaczona jest pięcioma ostrołukowymi oknami, a każde z nich ozdobiono witrażem. Przedstawiają one mężów bożych, ustawionych parami. Są to, poczynając od lewej: ewangeliści Mateusz i Marek oraz Łukasz i Jan, a następnie apostołowie Piotr i Paweł – dwa filary Kościoła. Jak dotąd, nie odkrywamy niczego nadzwyczajnego – wizerunki takie zdobią większość katolickich świątyń. Ale ostatni witraż, znajdujący się na wprost drzwi wejściowych, każe się zatrzymać ze zdumieniem: postacie, które przedstawia, są wyjątkowe. Dwaj ojcowie Reformacji: Filip Melanchton i Marcin Luter. Wizerunki tych właśnie osób, zdobiące kościół, gdzie służba boża odbywa się w rycie rzymskim, to absolutne unikaty!

SAMSUNG DIGITAL CAMERAMelanchton i Luter: Ojcowie Założyciele, lub dwóch herezjarchów. Jak kto woli.

O Marcinie Lutrze wie każdy i nie ma potrzeby bliżej go charakteryzować. Warto natomiast nieco uwagi poświęcić Filipowi Melanchtonowi. Wybitny naukowiec, filozof, teolog, znawca prawa, medycyny i języków klasycznych. Profesor, a następnie rektor uniwersytetu w Wittenberdze. Był twórcą reformy niemieckiego systemu oświaty w duchu ideałów humanistycznych. Za te dokonania otrzymał przydomek Praeceptor Germaniae – Nauczyciel Niemiec. Nie mniej doniosłe są jego zasługi w dziedzinie reformy Kościoła. Od początku był jednym z głównych współpracowników i najbliższych przyjaciół Lutra. Tworzył podwaliny dojrzałego systemu ewangelickiej teologii i etyki.
Ci dwaj ludzie uzupełniali się w swych przeciwieństwach. Luter to prorok – człowiek czynu, gorliwy kaznodzieja, świetny organizator i namiętny polemista. Melanchton był raczej systematykiem, dociekliwym badaczem i człowiekiem słynnym ze swej ugodowej natury, łagodnego charakteru i dążenia do poszukiwania porozumienia gdzie się da i z kim się da.

W fakcie, że wizerunki obu tych ludzi znajdują się właśnie w kościele lubanickim, tak ważnym dla dziejów Serbołużyczan, kryje się wielki paradoks historii. Reformacja, dzięki naciskowi na czytanie Biblii i odprawianie liturgii w językach narodowych, stała się potężnym impulsem dla rozwoju piśmiennictwa, języka i kultury Serbów łużyckich. Na kilkaset lat spowolniła proces ich germanizacji. Ale Luter nie darzył Wendów zbytnią sympatią, a nawet posunął się do nazwania ich die schlechste aller Nationen, czyli najgorszym ze wszystkich narodów. Jego niesprawiedliwe opinie i wrogość, z którą odnosił się do Łużyczan, mogą szokować u humanisty takiego formatu. Jednak był on w tym tylko człowiekiem swojej epoki i członkiem swego narodu, gdzie podobne poglądy uchodziły za naturalne. Zaś sami ewangelicy nigdy nie traktowali dzieła Tischreden, zawierającego te przykre stwierdzenia, jako kanonu religijnego, uważając je wyłącznie za świadectwo prywatnych poglądów Lutra, który był człowiekiem powszechnie znanym z impulsywności.

Co innego Melanchton! Ten znawca myśli Ojców Kościoła i teologii prawosławnej miał rozliczne kontakty z przedstawicielami Słowian i był na takie spotkania otwarty. Dzielnie go w tym wspierał uczeń, następnie współpracownik z uniwersytetu w Wittenberdze i ostatecznie zięć – Kaspar Peuker rodem z Budziszyna, Serbołużyczanin biegle posługujący się językiem górnołużyckim. Wiadomo, że Melanchton pochodzenie swego zięcia i jego biegłość w wendyjskiej mowie poczytywał sobie za powód do dumy.

Czy włościanie lubaniccy mieli świadomość zawikłanych relacji, jakie łączyły twórców reformacji z narodem Serbołużyczan? Raczej nie. Ale nawet gdyby jakimś cudem ta wiedza do nich dotarła, czy miałaby jakiś wpływ na ich akces do zboru ewangelickiego? Na pewno nie miała żadnego wpływu na decyzję o umieszczeniu w oknie świątyni wizerunku obu Reformatorów. Nie mogła mieć z tego prostego względu, iż w drugiej połowie XIX w., gdy witraże powstały, Lubanice już nie były wsią serbołużycką. W wyniku burzliwej historii stały się miejscowością zamieszkaną wyłącznie przez Niemców.

Chwilę jeszcze podumał Viator nad tymi zawiłościami. Dręczy go pytanie: czym kierowali się powojenni repatrianci, stuprocentowi Polacy i katolicy gdy, biorąc w posiadanie kościół, pozostawili w spokoju Lutra i Melanchtona? Zresztą – jakimi bądź motywami by się kierowali, ich czyn wystawia im naprawdę chwalebne świadectwo.

Taką konkluzję z zadowoleniem sformułowawszy, skierował się Viator w stronę ołtarza. Jego konstrukcję flankują rzeźby dwóch mężczyzn. Kim są? Nasi przodkowie bezbłędnie potrafili czytać symbole, które skrywa Biblia Pauperum. Ale my? Szkoda słów… Jedno jest oczywiste: postać po lewej przedstawia kohena – kapłana żydowskiego, w prawicy swej piastującego kadzielnicę. To niestety jeszcze niczego nie rozstrzyga. Czy mamy przed sobą Aarona, pierwszego arcykapłana, i jego brata Mojżesza? A może to kapłan Zachariasz i jego syn, prorok Jan Chrzciciel, głoszący owładnięty duchem prorockim, namiętnie przy tym gestykulując? Obecność obu „duetów” w tym miejscu byłaby całkowicie uzasadniona.

SAMSUNG DIGITAL CAMERAOłtarz powstał w siedemnastym wieku. Lubaniccy chłopi czytać nie umieli, a przecież doskonale wiedzieli, kim są obie postacie.

Problem można rozwiązać, sięgając do przedwojennych fotografii: widać na nich wyraźnie, iż druga z postaci trzyma dwie kamienne tablice. Sprawa jest rozstrzygnięta – to Mojżesz i Aaron.

luter (5)Mojżesz dzierżący Tablice Przymierza – tym razem akurat po lewej. Wichry wieją i ciągle coś zmieniają.

Ale nie trzeba zagłębiać się w stare albumy. Ba, to by podejrzanie pachniało łatwizną! Lepiej przyjrzeć się dokładnie. Ach knježe, ty synu Dawidow… Święty ma rogi! A w chrześcijańskiej ikonografii są one atrybutem Mojżesza. Wzięło się to ze starej, bo liczącej ponad półtora tysiąca lat, pomyłki tłumacza. Szemot, druga księga Tory, głosi: Mosze schodził z góry Synaj. Mosze miał w rękach dwie Tablice Świadectwa, gdy schodził z góry. Ale Mosze nie wiedział, że skóra jego twarzy promienieje z tego powodu, że [Bóg] z nim mówił. Aharon i wszyscy synowie Jisraela zobaczyli, że skóra twarzy Moszego promieniała. I bali się zbliżać do niego. Święty Hieronim, tworząc Wulgatę, przetłumaczył hebrajski wyraz qaran, oznaczający „wysyłać promienie, promieniować”, jako „wypuszczać rogi” Jest to drugie, pochodne znaczenie tego słowa, gdyż, według rabinackich komentarzy, promień światła przypomina kształtem rogi.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA …skóra twarzy Moszego promieniała.

Michał Anioł, rzeźbiąc słynny posąg rogatego Mojżesza, utrwalił ten błąd i odtąd przez kilkaset lat w licznych wyobrażeniach przedstawiano Prawodawcę z rogami. Tako rzecz ma się i u postaci z lubanickiego ołtarza. Dzięki temu identyfikacja jest bezbłędna, mimo, że nikt z powojennych mieszkańców wsi nie pamięta, aby „ich” Mojżesz kiedyś trzymał tablice. Zaginęły one podczas Wielkiej Burzy, tej, przy której wichry reformacji okazały się być zaledwie subtelnym zefirkiem. Burzy, która pozostawiła w Lubanicach jeszcze inne ślady. O nich opowie Viator za tydzień. Zanim ruszy w dalszą drogę.

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Tomasz Fetzki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Utalentowany Jakubica…

  1. pharlap pisze:

    Dziękuję za użyczenie mi swoich oczu i pokazanie scen i opowiedzenie historii, których sam bym nie znalazł, nie zobaczył, nie zauważył..

  2. ewamaria2013 pisze:

    Otóż właśnie, w tych wpisach są sprawy, o których się nigdy nie słyszało i nigdy by się człowiek o nich nie dowiedział, gdyby nie Autor. I ja to mówię, nie jak mój przedmówca – człowiek z Australii, lecz – człowiek z Berlina, a nawet z Pogranicza. A też nigdy o tym wszystkim nie słyszałam! Powiem więc skromnie, że uważam „znalezienie” Tomasza – choć po prawdzie to on mnie znalazł i to w innej sprawie – ale to ja go namówiłam, żeby stał się autorem wpisów na bloga, powtarzam zatem, że uważam „znalezienie” Tomasza za swój duży sukces redaktorski!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s