Zmartwienia sceptyka

Ewa Maria Slaska

W sobotę na krótko przed północą znalazłam na Facebooku taki wpis:

Tomek Motyliński

tescoPrzed Tesco podszedł i zapytał, czy nie mam 10gr, bo na chleb zbiera. Wyglądał schludnie, nie zalatywało od niego alkoholem więc dostał 2 zł. Po chwili stał przed sklepem z bochenkiem chleba i jadł go tak, jakby to było najpyszniejsze jedzenie na świecie. Wziąłem go do sklepu i pozwoliłem zrobić zakupy. Oto co wybrał, przy czym jajka, kiełbasę i masło dołożyłem mu do koszyka ja, bo on wybierał chleb ten a nie tamten, bo ten 12gr tańszy, przy każdym produkcie przy okazji pytając, czy na pewno może. Czy czuję się lepiej? Nie, przez kilkanaście minut nie mogłem się pozbierać i ryczałem siedząc w aucie. Nie o taką Polskę mój ojciec walczył i jakoś pomimo upływu lat nie potrafię się z pewnymi rzeczami pogodzić. Ale wiecie co jest najgorsze? Miny ludzi stojących za nami w kolejce do kasy w momencie, gdy się już zorientowali co się dzieje. Zupełnie takie, jakbym co najmniej im z portfela pieniądze wyjmował… Głodnego trzeba nakarmić – wyryjcie to sobie we łbach, szczególnie, że mówi to Wam ateista…

Wzruszyłam się na chwilę, potem jednak włączyłam myślenie.

Bon na obrazku ma wczorajszą datę. Pojawił się w sieci 18 lipca koło godziny 22. Paragon został wystawiony o 22:27, czyli wszedł do sieci NATYCHMIAST! Tomek zrobił zakupy biednemu, sfotografował bon i tak naprawdę nawet nie miał czasu w aucie zapłakać, bo już wstawiał zdjątko do sieci i pisał komentarz.

Po 23 godzinach, gdy go znalazłam była godzina 23.oo dnia 19 lipca, a usługa Facebooka podawała mi uprzejmie, że wpis pojawił się przed 23 godzinami.

Gdy na to spojrzałam wpis miał
115.351 lajków
28.9228 szerków
144 komentarze
oraz
wpis na portalu Zaskakujące: http://zaskakujaca.pl/2950/nie_badzmy_obojetni_na_ludzi

Jak mówię, wzruszył mnie ten wpis, ale te masy lajków wydały mi się jednak podejrzane. Po kilku minutach miałam poczucie, po kilku godzinach niemal pewność, że to co wygląda na gest dobrego człowieka, jest zapewne zaplanowaną akcją marketingową Tesco – jazdą po naszym naiwnym poczuciu solidarności i społecznej empatii, po to byśmy zapamiętali, że przed Tesco nakarmili biednego, a chleb w Tesco jest pyszny.

Tomku, jak to jest?

Sprawdzam w sieci: strona którą wspieram od wielu miesięcy, Clean Clothes Polska, ma, gdy to piszę, 3104 lajki, a strona istnieje na Facebooku od 2009 roku!

Martwię się sama sobą, bo jeśli mój sceptycyzm jest nieuzasadniony, to znaczy że zrobiłam się okropnie podejrzliwa. Po co być sceptykiem, skoro lepiej jest być dobrym człowiekiem. Wpis Tomka zebrał w ciągu jednej doby kilkanaście tysięcy lajków i mnóstwo komentarzy. Ale niewykluczone, że jednak dobrze jest być sceptykiem. W końcu wiadomo, że każda korporacja, każda firma i każdy biznes prowadzi buduje swój wizerunek i prowadzi kosztowny marketing.

Według danych Kantar Media w ub.r. cennikowe wydatki reklamowe Tesco Polska (bez uwzględnienia internetu) wyniosły 150,6 mln zł, o 86 proc. więcej niż rok wcześniej.

Heniu i Krysia, animowane ludziki z kreskówek reklamowych Tesco, już od kilku miesięcy nie reklamują sieci, ale w czasach prosperity ich fanpage na Facebooku zebrał 540 tys. fanów.

Stosunkowo niedawno przeczytałam gdzieś, że reklama poprzez niby to autentyczne wpisy normalnych użytkowników Facebooka jest prężnie rozwijającą się nową gałęzią marketingu. Nie pamiętam już ile wpisów można uzyskać za tysiąc złotych, a ile za dziesięć tysięcy, ale dużo. Eksperci podawali przy tej okazji, iż ważne jest, by byli to prawdziwi ludzie a nie cyborgi.

W każdym razie dobrze jest, by cyborgi sprawnie udawały prawdziwych ludzi.

W komentarzach do wpisu Tomka z uporem godnym lepszej sprawy pojawiają się zwroty „serducho”, „szacun” i „szacunek”.  Najwyraźniej komentuje specjalna społeczność, używająca takich sformułowań. Wygląda na to, że marketingowcy z Tesco zapomnieli o jednej z podstawowych zasad marketingu w mediach społecznościowych. Musi go uprawiać kilka osób, które mają inny zasób słów, inną stylistykę i inną empatię.

Tomku? Wykorzystali cię czy ci zapłacili?

Nie dalej jak wczoraj nasz autorka Krystyna Koziewicz napisała we wpisie:

Być otwartym człowiekiem nie oznacza być do tego stopnia naiwnym, by łykać wszystko, co się do człowieka mówi. Pomiędzy zaufaniem a naiwnością przebiega bardzo cienka granica, a największą głupotą jest i będzie bezgraniczna wiara w słowa drugiego człowieka.

Kto szuka, ten znajdzie. Nie znalazłam wprawdzie artykułu z gazety, którego szukałam, ale na początek niech nam wystarczy ta oto definicja z wikipedii:

Marketing wirusowy (zw. reklamą wirusową; ang. viral marketing) jest specyficznym rodzajem działań marketingowych. Polega na zainicjowaniu sytuacji, w której potencjalni klienci będą sami między sobą rozpowszechniać informacje dotyczące firmy, usług czy produktów. Nie zawsze musi to być konkretna informacja, może to być tzw. budowanie świadomości marki oraz jej pozycjonowanie, czyli wywoływanie pożądanych skojarzeń z nazwą, logo firmy.

Szary viral czyli nie podpisany uważany jest za część guerilli marketingowej. Dla firm zdecydowanie bardziej opłacalny jest biały viral z imieniem, nazwiskiem i twarzą.

Tomku?

Tymczasem świat zachwyca się Tomkiem (oto wywiad z nim), a ja nadal jestem nieufna.

Uwierzcie mi, ciężko jest być nieufnym sceptykiem, ale nie mam innego wyjścia. Jak skorpion – po prostu taka jestem.

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „Zmartwienia sceptyka

  1. Tomek Motyliński pisze:

    Jako, że zostałem wywołany do tablicy wiadomością prywatną od autorki… Opcja ustaw datę po opublikowaniu istnieje w fb. Co innego data zdarzenia, co innego publikacji. W razie wątpliwości w Tesco jest monitoring. Pozdrawiam

  2. ewamaria2013 pisze:

    Ach, mój Boże, Tomku, pytanie nie brzmi, w ile minut po załatwieniu sprawy w Tesco Twój wpis znalazł się na FB. Pytanie brzmi – wiedziałeś, że Tesco z tego skorzysta? Sądzę, że nie. Ale, i z tym się chyba wszyscy musimy zgodzić, skorzystało i to niewąsko.
    I jak się nad tym zastanowimy, to się okaże, że pewnie lepiej by dla nas było, gdyby się okazało, że Tesco się z Tobą umówiło! Bo wtedy byłby to biznes. A jeśli jest tak jak podejrzewam, to znaczy, że komercja może zarobić nawet na najprostszym ludzkim odruchu. A zatem, zgodnie z chińskim przysłowiem, cokolwiek dobrego zrobimy, zostanie wykorzystane przeciwko nam.
    Dziękuję za odpowiedź. Nie wywoływałam Cię wprawdzie do tablicy, ale wysłałam Ci linka, wychodząc z założenia, że skoro komentuję Twój wpis, to muszę Cię o tym powiadomić.

  3. pharlap pisze:

    Wydaje mi się, ze to jest wydarzenie typowe dla F-c-bookowej rzeczywistości. Nie jest to też chyba pierwszy przypadek tego typu, wydaje mi się, że takie zakupy robiono juz kilka razy w USA i zebrano jeszcze wiecej lajków, no bo USA to największy kraj na świecie.
    Użyłemn terminu f-c-bookowa rzeczywistość. Bo w tej realnej rzeczywistości codziennie miliony ludzi wykonują bezinteresowne prace na rzecz tych biednych i pokrzywdzonych. Setki lekarzy porzuca wygodną karierę, aby pracować w ramach Médecins Sans Frontières. I chyba nikt z tych ludzi, po zakończeniu pracy nie siada do komputera, aby podać na FB monetarną wartość swojej pracy. I słusznie, bo dostaliby bardzo mało lajków, i jeszcze raz słusznie, bo te lajki nie są według mnie nic warte.
    Zastanowilo mnie natomiast stwierdzenie autorki blogu, że podane przez nas informacje o prostych codziennych faktach mogą byc wykorzystane dla celów reklamowych. No mogą, ale czy to ma jakiieś znaczenie? w jaki sposób to może być wykorzystane przeciwko nam?
    Psy szczekają a my jedziemy dalej komentując bez zahamowań to co spotkaliśmy po drodze 🙂

  4. ewamaria2013 pisze:

    Och, oczywiście, Pharlapie, wiem, że niczego nie możemy zmienić, bo lokomotywa się toczy. Ale dobrze jest czasem pomyśleć, że jest, jak jest. Ja wiem, to niewiele, ale zanim się wzruszymy masowym lajkowaniem wpisu Tomka, dobrze jest rozpoznać, że (być może) ta masowość to nie my, naiwnie i bezinteresownie, tylko oni, przemyślnie, z premedytacją i wcale nie bezinteresownie.

  5. Dorota Whitten pisze:

    „Tomek zrobił zakupy biednemu, sfotografował bon i tak naprawdę nawet nie miał czasu w aucie zapłakać, bo już wstawiał zdjątko do sieci i pisał komentarz.” Ewa – Tomek nie ma wpływu na to, czy TESCO ten wpis wykorzysta, ale Tobie jednak nie do końca o to chodziło, cyctat z tekstu, który przytaczam jest dla mnie jednoznaczny. Długo się zastanawiałam, czy dodawać ten komentarz, ale uważam twój tekst nie za zmartwienia sceptyka, ale za jakiś taki po ludzku niesprawieldiwy, że jednak postanowiłam to zrobić. I jezcze – jakby sie każdy zastanawiał, kto wykorzystać może nasz ludzki odruch to dobra byłoby na świecie dużo mniej. I brawo, Tomek!

  6. ewamaria2013 pisze:

    Tak, masz rację, Doroto. Nie chcę i nie chciałam być ani niesprawiedliwa ani nieludzka. Ale gdy zobaczyłam te tysiące lajków, to się przestraszyłam. Przestraszyłam się tego, jak można nami manipulować, jak wykorzystując nasze dobre intencje, można zrobić za darmo albo za grosze swój kawał marketingowej kampanii. Myślałam, że Tomek może też poczuje ten strach przed światem Matrixa, w którym żyjemy, strach, na który nie umiem(y) nic poradzić. I na zakończenie – nie zarzucam Tomkowi, że nas oszukał, albo, że nie zrobił tego co zrobił z dobrego serca, ale jeśli jemu wolno było napisać swój tekst na FB, to myślę, że i ja miałam prawo powiedzieć, że się martwię, bo nie wierzę w spontaniczne kilkanaście tysięcy lajków przez 24 godziny. Nie wierzę i już.

  7. Dorota Whitten pisze:

    🙂 ja sama przeczytałam tę wiadomość, jeszcze przed wielkim boomem, bo Tomek jest w orbicie moich znajomych (czyli przyjaciel znajomego), potem przeczytałam na ten temat artykuł w Wyborczej – onie też starają się wytłumaczyć ten fenomen wielkiego mnóstwa lajków, na końcu Twój felieton. I myślę sobie, że najważniejsze jest to, że ludzie czytają o akcie dobrej woli, że nareszcie krąży dobry news, nawet jeśli TESCO wykorzystuje go jako promo, bo zawsze to jest również promowanie dobra. Link do artykułu w Gazecie wklejam: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,16353236,Poruszyl_siec__robiac_zakupy_dla_bezdomnego__Pan_Tomek_.html
    Pozdrawiam z deszczowego Wrocławia 🙂

  8. To dodam tylko jeszcze https://www.youtube.com/watch?v=gEE_uOv94go
    I odpowiem na Twoje pytanie, Tesco bez mrugnięcia okiem zgodziło się udostępnić monitoring, ale nie całość, a tylko fragment (nie ma np, momentu przy kasie). Wnioski wyciągnij sama.

  9. ewamaria2013 pisze:

    Tomku, myślę, że się nie rozumiemy. Nie podważam tego, co zrobiłeś, ani tego, że to zrobiłeś. Co do tego nie miałam i nie mam wątpliwości. Chodziło mi o to, że Tesco z tego, co zrobiłeś i z faktu, że to opisałeś na FB, skorzystało, mało tego najprawdopodobniej podkręciło koniunkturę tego wpisu i że to zapewne Tesco zadbało o to, iż ten wpis otrzmał i pewnie nadal otrzymuje setki lajków na godzinę. W tej kwestii wniosków nie zmieniam. Szum medialny wokół tego, co zrobiłeś, to moim zdaniem w połowie nasze dobre, naiwne serca, które się wzruszają, a w połowie samonakręcająca się machina marketingowa. Nie zmieniam też konkluzji: nic na to nie poradzimy, że tak się dzieje i nadal powinniśmy szanować potrzebujących i im w miarę możności pomagać. Ale miejmy tego świadomość, że świat matrixa, w którym żyjemy, ma w nosie nasze dobre serca i każdy nasz ludzki odruch spróbuje wykorzystać do własnych celów.

  10. Dorota Whitten pisze:

    Ewa, ale z treści Twojego felietonu wynika, dla mnie przynajmniej, że podważasz właśnie to, co zrobił Tomek. Zacytuję tu już raz cytowanie zdanie : „Tomek zrobił zakupy biednemu, sfotografował bon i tak naprawdę nawet nie miał czasu w aucie zapłakać, bo już wstawiał zdjątko do sieci i pisał komentarz.” oraz pytanie – śródtytuł – „Tomku? Wykorzystali cię czy ci zapłacili?”. A tymczasem sceptyków jest więcej http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,16382732,Zarysowana_karoseria_i_oblane_farba_auto__Nieznani.html#BoxSlotIMT

  11. ewamaria2013 pisze:

    Dorotko, przyznałam, że jestem sceptyczna, przyznaję też, że odległość czasowa pomiędzy godziną na bonie a godziną wstawienia foty na FB daje do myślenia. Ale nie podważam dobrej intencji Tomka i tego, że kupił to jedzenie. Nie twierdzę, że to fake, ale twierdzę, że szybko pędzimy z naszymi uczuciami i czynami na FB. Ponadto teraz, po tygodniu, myślę, że nie może tak być, że MUSIMY być jednomyślni. Tym nie mniej, proszę, nie przyrównuj mnie do tych, którzy zadrapali Tomkowi auto i zalali je farbą. To nie są sceptycy tylko wandale!

  12. ewamaria2013 pisze:

    Zresztą, miądzy nami mówiąc, sądzę, że te zadrapania i ta farba to wcale nie za Tesco, tylko za inną akcję, którą Tomek firmuje – mianowicie krucjatę przeciw nielegalnym radarom. Nie jest wykluczone, że to w tej kwestii Tomek i jego koledzy nadepnęli komuś za mocno na odcisk. Przy okazji wesprę więc tę akcję (bezinteresownie – nie mam auta, nie mam prawa jazdym, nie mieszkam w Polsce): https://www.facebook.com/NielegalneRadaryDoKosza

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s