Machbuba

Tomasz Fetzki

Ku przeznaczeniu

Przeznaczenie ma to do siebie, że jest nieuchronne. Dzieweczka z Abisynii, choć tak delikatna i niewinna, też mu się nie wymknie. Rusza, choć jeszcze o tym nie wie, wprost w jego zimne objęcia.
W Wiedniu wielkiemu panu, księciu na Muskau i Branitz, nie wypadało się afiszować związkiem z prostą niewolnicą, „dzikuską” – jak sam ją nazwał był jeszcze w Chartumie. Dlatego Pückler przedstawiał swą towarzyszkę jako córkę urzędnika, kto wie, szanowni państwo, może nawet spadkobierczynię książęcego rodu…(i chyba wtedy właśnie narodziła się legenda o szlachetnym pochodzeniu Ajiamé). Twierdził, że jej imię brzmi Machbuba, co jakoby miało znaczyć „Złota”; w rzeczywistości znaczyło „kochana”, a właściwie „kochanka” – zaprawdę, arystokratyczne korzenie dziewczyny wydają się wątłe. Ale mała Afrykanka zna już dworskie maniery, porozumiewa się po włosku, słowem, sprawy idą, comme il faut.
Nic nie pomogło: pojawienie się pary wszędzie wywołuje skandal. Mimo wszystko razi młodość Machbuby, a jeszcze bardziej różnica wieku między nią a Księciem. Czterdzieści lat! Rodziców Hermanna (a przypomnijmy, że matka urodziła go, będąc piętnastolatką) dzieliło „zaledwie” szesnaście wiosen. Przeszkadzają jej ród i status; nie wszyscy uwierzyli w bajeczki o wysokim pochodzeniu. Nie pomaga też fakt, że książę już od dawna ma wśród europejskiej société opinię, by użyć eufemizmu, nieszczególną.
Właściwie to nie małej Abisynce czyniono afronty. Była przecież, mimo piętnastu już lat, ciągle dzieckiem: uroczym, naturalnym i zagubionym. Bezgranicznie wierna i wpatrzona w swego protektora. Wzbudzała raczej czułość i litość, niż potępienie. Ostrze oburzenia skierowano, i słusznie, przeciw Pücklerowi. Na tyle boleśnie, że Książę zaczął sobie chyba wreszcie zdawać sprawę z powagi sytuacji, którą sprokurował. A przecież w Muskau czeka Ona – żona i nie żona, czyli Lucie. Od 1826 roku rozwiedziona z Hermannem, jako się rzekło formalnie, dalej jest rzeczywistą Panią na zamku i włościach. Co zrobi, jak przyjmie Machbubę?
Książę już od pewnego czasu starał się przygotować ją na to spotkanie, śląc wymowne, a jakże!, ale i błagalne epistoły. Jak się okazało, nieskutecznie. Arcytolerancyjna Lucie, córka pruskiego kanclerza, księcia von Hardenberg, primo voto grafini von Pappenheim (Hermanna pojęła za męża po pierwszym rozwodzie), znosiła dzielnie przez wiele lat liczne romanse partnera. Bez mrugnięcia okiem przyjęła roztrwonienie swego posagu na parkowe miraże Księcia. Zaakceptowała, dwuznaczną co najmniej, pozycję żony byłej de iure, ale prawdziwej de facto. Anioł, nie kobieta! Ale Kwiatuszek z Sahelu zasadzony nad brzegiem Nysy – to było za dużo nawet dla Lucie. Takiego despektu znieść nie mogła. Toteż demonstracyjnie opuszcza Muskau, udając się do Berlina.
Książę von Pückler niewątpliwie był lekkomyślny, ale nie głupi: prawdopodobnie spodziewał się takiego rozwoju wypadków. Mimo to wyjazd Lucie zniósł bardzo ciężko. Jakby tego było mało, Machbuba zaczęła chorować. A raczej: choroba dziewczynki po jej przybyciu do Mużakowa rozwinęła się dramatycznie. To już trzeci rok ich wspólnej podróży, od dłuższego czasu przebywają w Europie. Trudy wędrówki i klimat Północy okazały się zabójcze dla małej Ajiamé. Diagnoza: gruźlica (według niektórych źródeł – zapalenie płuc). Misterny plan Księcia rozsypuje się jak zamek z piasku, którym przecież był od początku. Jego marzenie o odrobinie Orientu na co dzień odpływa w dal.
To z kolei było za dużo dla Hermanna. Łatwo jest wyszukać całą listę pięknych, przekonujących tudzież skutecznie mącących obraz określeń (cóż za problem dla „inżynierów słowa”?), ale prawda jest prozaiczna: sytuacja przerosła psychikę Księcia. Stchórzył i podążył pokornie do Berlina, do Lucie. Ktoś rzekłby, że zachował się jak typowy facet. Viator mógłby podjąć dyskusję, ma inny pogląd na tę „typowość”. Ale oczywiście, ze zrozumiałych względów, Viator nie jest obiektywny.
Machbuba pozostała w Mużakowie. Nadchodzi jesień. Dziewczynka niewiele rozumie z tego, co się wydarzyło, lecz dalej niezłomnie kocha swego Pana. Tęskni. A suchoty, jak to suchoty: galopują. Cały dwór ze smutkiem obserwuje, jak Czarna Perełka powoli gaśnie. Cały dwór, bo wszyscy pokochali to dziecko; czy mogło zresztą być inaczej? Lekarz opiekujący się dziewczynką pilnie wzywa Hermanna do powrotu. Nawet okoliczne arystokratki, wzruszone jej losem, ślą listy mające zmiękczyć serce Pücklera. Nic nie pomaga. Książę nie przybył. Wysłał, i owszem, kilka czułych listów, pisanych po włosku, a zaczynających się od słów Cara mia Machbuba (Moja droga Machbubo). W jednym z nich stwierdza, nagle dziwnie po ojcowsku: Żywię nadzieję, iż trochę lepszym zdrowiem się cieszysz. Bardzo Cię miłuję i życzę sobie, byś czas przyjemnie spędzała, byś korzystała z rozrywek, ale też się i czegoś uczyła. Posłał nawet pudełko czekoladek! Ludzki Pan, nieprawdaż?
Kiedy powalony gorączką Hermann niemal konał na pokładzie statku płynącego Dunajem, Machbuba nie odstąpiła go ani na krok. Gdy to ona umierała w ponury jesienny dzień, 27 października 1840 roku, była sama. Jak mówią świadkowie: do końca odważna i do ostatniej chwili bezgranicznie oddana Księciu.
Co tu dużo mówić: nie zasłużył na tę miłość. Oczywiście, natychmiast po śmierci dziewczynki przyjeżdża do Muskau, rozpacza. Spędza dwanaście godzin, roniąc nad grobem Machbuby łzy żałoby, oczywiście – przy pełni księżyca, jakżeby inaczej. Odgrywa komedię? Mamy prawo być surowi, ale nie bądźmy okrutni: to mogło być szczere. Żal był egzaltowany i wyrażony teatralnie (całe życie Księcia było takie, może po prostu inaczej nie umiał, może forma przygniotła treść?), ale chyba jednak autentyczny. A było nad czym płakać: prawdziwa i utracona miłość, rozwiane marzenia, własna małość i tchórzostwo… Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni…

machbuba2 (1)Maska pośmiertna Machbuby.

Minie zaledwie pięć lat od śmierci małej Afrykanki, a zbankrutowany książę von Pückler sprzeda Mużaków i wyjedzie stąd na zawsze. Zostawi swe marzenia o zielonym królestwie (no, nie tak do końca: odwiedźcie park w Branitz, aby się przekonać, że Fürst czasami potrafił być konsekwentny). Porzuci grób Machbuby. Na szczęście znajdą się inni, którzy się nim troskliwie zajmą. Dzięki temu istnieje on do dziś. Kolejni właściciele Mużakowa, hrabiowie von Arnim, wzruszeni historią Dzieweczki z Abisynii, korzystając z zachowanej maski pośmiertnej, nakazali wykonanie dwóch brązowych posągów, które ozdobiły parkowe alejki. Niestety, w roku 1945 uległy one zniszczeniu.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA   Kościół św. Jakuba widziany od strony cmentarza. Przy ścianie wyeksponowano barokowe płyty epitafijne. O jednej z nich jeszcze wspomnimy.

Można oficjalnie: minąwszy Nowy Zamek przecinamy skosem rynek mużakowski, a następnie, krocząc prościutką Kirchstraße, docieramy pod kościółek św. Jakuba. Viator wybiera romantyczny skrót: idzie ścieżką parkową w kierunku Glorietty, nagle skręca w lewo (trzeba wiedzieć kiedy, bo oznakowania brak) i pokonując wąską dróżkę między drzewami, wchodzi wprost na plac przykościelny. Tak naprawdę – stary cmentarz. Sam kościół, choć mały, jest elegancki i świetnie utrzymany. Cmentarz także, mimo tego, że grobów zachowało się na nim niewiele, może dwadzieścia.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Das Grab der Machbuba.

Wśród nich ten najważniejszy. Na uboczu, przy samym murze. I tak dobrze, że nie poza nim: wszak pochowana jest tutaj poganka. Grób skromny, wręcz majestatycznie skromny, ale nabrzmiały znaczeniem. Trzeba się pochylić i odgarnąć nieco rosnący wokół bluszcz. Z bogatego repertuaru symboli sepulkralnych twórcy nagrobka wybrali tylko jeden, ale za to jaki!

SAMSUNG DIGITAL CAMERAXXXXWąż “wgryza się” w nagrobekXXXXXXXXXX…zaś po lewej wyłania                   XXXXXXpo prawej stronie…XXXXXXXXXXXXXXXXXsię łeb gadziny.

Wzorca, jak się zdaje, nie musieli szukać daleko. Pamiętacie epitafia stojące przy ścianie kościoła? Viator przyjrzał się im kiedyś dokładnie. Co zobaczył na jednym z nich, do powszechnej wiadomości podaje, a wnioski pozostawia czytelnikom.

SAMSUNG DIGITAL CAMERAMemento mori w osiemnastowiecznym sztafażu.

Wiele lat później na grobie pojawił się jeszcze jeden znak. Bo te galopujące suchoty oczywiście były, miały wpływ, przyczyniły się, rzecz jasna… ale tak naprawdę wszyscy wiemy, że Ajiamé serce pękło z tęsknoty. To serce, które, jak chce legenda, zrozpaczony książę Pückler pochował tajemnie na jednej z parkowych ścieżek, do dziś zwanej ścieżką Cary (Cara mia Machbuba…)

SAMSUNG DIGITAL CAMERAI my, Polacy, mamy pamiątkę po Machbubie. Ścieżka Cary – w Parku, na prawym brzegu Nysy.

Książę, u którego forma przerosła treść, powiedział nad grobem Dzieweczki z Abisynii: Grobowce są górskimi szczytami piękniejszego świata. Viator, tym razem poskromiwszy pęd ku pajacowaniu, mówi po prostu: Śpij spokojnie, dziewczynko!

SAMSUNG DIGITAL CAMERAA sny, dziecko, miej piękne…

Jeśli ktoś znajdzie się w przygranicznej stronie i zapragnie własne słowa wyszeptać nad grobem, a może i czegoś więcej dowiedzieć się o małej Machbubie, niech koniecznie odnajdzie Katarzynę Jagiełło w siedzibie administracji polskiej części Parku Mużakowskiego. Pani Kasia (zaiste, Park zawsze słynął pięknem kwitnących w nim kwiatów; tak było kiedyś, tak jest i teraz) o Dzieweczce z Abisynii wie wszystko, przy tym chętnie dzieli się swą wiedzą. Także Viator wiele jej zawdzięcza i, korzystając z okazji, serdecznie dziękuje.

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Tomasz Fetzki i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Machbuba

  1. Julita pisze:

    Przeczytałam z zainteresowaniem i ogromną przyjemnością. Wszystko dla mnie ciekawe i nowe. Tekst zdaje się przeczyć stwierdzeniu Tiziano Terzani w „Nic nie zdarza się przypadkiem”, że podróżowanie niczemu nie służy, a pochwalać tezę Bellingera: „Nie ma nic lepszego niż to co jest”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s