Dotyk życia

broniaokladkaDzieciństwo Ani

Pierwsze cztery lata życia Ani były bardzo szczęśliwe. Rodzice i starsze rodzeństwo traktowali ją jak małą księżniczkę, uwielbiali ją i rozpieszczali. Ta śliczna dziewczynka o niebieskich oczach i jasnych loczkach miała dzieciństwo bardzo szczęśliwe, acz biedne. Nosiła skromne sukienki i bawiła się szmacianymi lalkami zrobionymi przez mamę. Z natury była dobra i pogodna, chociaż czasami zazdrościła Sabince, wnuczce pani dziedziczki Kantarowej. Sabinka była rówieśniczką Ani, miała swój pokój dziecinny, śliczne sukienki i zabawki kupowane w sklepie. Ania bawiła się i spała w jednym pokoju z rodzicami i rodzeństwem. Ale też w całym jej domu był tylko jeden pokój i maleńka kuchnia, w której stał stół, ława i piec chlebowy,
w którym mama piekła chleb. W kącie, przy piecu
stały żarna.

Oto wracam do korzeni swoich
Kawałka ziemi leżącego odłogiem
Bochna chleba w dłoni
Pachnącego tatarakiem
Zrywam kłos wypełniony ziarnem
Jak niezapominajkę kładę
Na omszałych żarnach

Najmilej Ania wspomina wieczory, kiedy po wspólnej kolacji cała rodzina była w domu. Ojciec brał ją wtedy na barana i podnosząc ją w górę i huśtając nad głową śpiewał:
Gdzieżeś ty bywał
Czarny baranie
Czarny baranie?
Dziewczynka popiskując z radości odpowiadała:
We młynie
We młynie
Mój miły panie!
Ojciec był jej najlepszym przyjacielem i wiedziała, że zawsze może na nim polegać. Mama natomiast objaśniała jej tajemnice świata, odpowiadała na każde pytanie. Brat Romek bawił się z nią na podwórku, a siostra Joasia pięknymi kołysankami utulała do snu.
Śpij Anusiu moja mała
Bo już na cię czas
Ja cię będę kołysała
A ty oczka zmruż
Luli luli śpij spokojnie
Śpij bez żadnych trwóg
Tu siostrzyczka cię utuli
Tam nad tobą Bóg
Czasami Ania była sama w domu. Wtedy biegła na pobliską łąkę i łapała motyle, cichutko śpiewała i szeptała do zrywanych kwiatów. Lubiła wsłuchiwać się w odgłosy łąki – brzęczenie owadów, cykanie świerszczy.
Wnikliwie obserwowała świat przyrody. Nie wiedziała tego, ale tak było. W odradzającej się wciąż naturze odnajdywała poczucie harmonii, spokoju i radości. Współuczestniczyła w odwiecznym procesie zmieniających się pór roku i dnia. Wiedziała, że tylko Bóg mógł stworzyć taki doskonały świat, pełen piękna i tajemnic, które wciąż na nowo odkrywała. Dorastała i w zakamarkach pamięci rejestrowała każde spostrzeżenie, każdy obraz.
W twarzach starych ludzi widziała drzewo, jego pomarszczoną korę. Świat jawił się jako jedność skupiona w drzewie – był magiczny i zagadkowy.

Jestem sosną rosnącą samotnie
Smutnym drzewem skrzypiacym na wietrze
Igiełkowe łzy czasem ronię
Może ktoś sosnę utuli
W wiatru szumie
W słońca aureoli
Rozterka odejdzie w nieznane
Dusza sosny
Nie będzie cierpiała

W rodzinnym domu Ani zawsze panowała atmosfera ciepła i życzliwości. Mimo wielu zmartwień i biedy rodzina żyła spokojnie i zgodnie. Ania była dziewczynką cichą, skrytą i skłonną do melancholii. Wydawała się najbardziej podobna do Ludwika i jak się póżniej okazało miała najsilniejszy charakter ze wszystkich dzieci Antosi i Ludwika.

bronia1stronaWojna

Beztroskę zmącił huk przelatujących samolotów. Podwórko dziecinnych zabaw zaniemówiło. W jednej chwili prysnął spokojny sen. Ktoś zamknął szczęście na klucz i klucz wyrzucił. Zachwiały się schody do nieba, po których do tej pory Ania wędrowała.
Pierwszego września 1939 roku niebo było czyste i bezchmurne. Ania bawiła się na podwórku w piaskownicy. Piekła babki z piasku i układała je na ławeczce stojącej pod ścianą domu. Nad jej głową skrzypiały i szumiały drzewa. Wsłuchiwała się w ich szum, kiedy nagle powietrze zadrgało jakimś uporczywym, powtarzającym się dźwiękiem.
– Co to takiego? – zapytała ojca, który w tym momencie wychodził z domu.
– Sama zobacz, córeczko! – odpowiedział wpatrując się w niebo.
Wtedy zobaczyła samoloty, które jak srebrne ptaki przesuwały się wysoko nad ziemią. Z nieba posypały się białe kartki jak płatki śniegu. Były to ulotki, na których czarnymi literami wypisano: WOJNA. NIEMCY NAPADLI NA POLSKĘ. Ania łapała te kartki jak motyle. Z domów powychodzili ludzie i kiwali głowami, lamentując:
– Znowu będzie piekło na ziemi! – spoglądali w niebo z trwogą.
Rodzice Ani przeżyli już jedną wojnę i bardzo się bali. Ludwik służył w wojsku w 1914 roku i omal nie stracił życia, a Antosia w wieku czternastu lat doświadczyła głodu, brudu i strachu.
Pierwsze miesiące wojny były w miarę spokojne – trwała mobilizacja do wojska i we wszystkich domach padały podobne pytania:
– Jak długo może trwać wojna?
– Jak się skończy?
– Jakie zapasy gromadzić?
– Zostać czy uciekać?
– A jeżeli uciekać to dokąd?
Nikt nie pomyślał, że za jakiś czas bomby będą spadały na domy, okna powypadają z framugami, rozpadną się ściany domów. Tymczasem trwała mobilizacja. Dworce kolejowe w Pohulance, Święcianach, Podbrodziu przepełnione były żołnierzami.
W 1940 roku wojna ogarnęła już całą Europę. Panowało przekonanie, że wkrótce Niemcy uderzą na Związek Radziecki. W czerwcu 1940 roku do Wilna wkroczyły sowieckie czołgi i rozpoczęła się okupacja, grabieże, głód, aresztowania, masowe deportacje Polaków, Litwinów i Łotyszy w głąb Rosji.
Pociągi z wywożonymi odjeżdżały na Wschód w sam środek syberyjskiej zimy.
– Ta przeklęta wojna znowu pochłonie miliony niewinnych ludzi – mówił z goryczą Ludwik.
– Miejmy nadzieję, że nie potrwa długo – uspokajała Antosia.
Ludwik czuł się bardzo źle, był przygnębiony i smutny, od niespokojnych myśli huczało mu w głowie.
– Pójdę się położyć – powiedział cicho, po twarzy płynęły mu łzy. – Gdyby nie ta wojna, to może nasza Joasia by żyła? – dodał z rozpaczą. – Miała tylko siedemnaście lat.
W rok później, też w czerwcu Niemcy zaatakowali i rozpoczęła się wojna sowiecko-niemiecka. Z nieba leciały bomby, domy tonęły w kłębach dymu i ognia. Ludwik patrzył ze ściśniętym sercem na żonę i dzieci – ich oczy straciły blask i były smutne. Od kilku tygodni kładli się spać głodni.
– Jeść! – pochlipywała Ania, wkładając do buzi brudny kciuk.
– Będziesz ty cicho?! – zdenerwował się ojciec surowo mierząc wzrokiem córkę. Od jego głosu zatrzęsła się niska chata.
– Aniu, kochanie – wtrąciła się pospiesznie Antosia obejmując czule córkę. – Wszyscy jesteśmy głodni i nic na to nie możemy poradzić. Jesteś już dużą dziewczynką i powinnaś zrozumieć, że niczego nie mamy do jedzenia. Wczoraj zabrano nam wszystko, co mieliśmy. Gdybyśmy nie oddali zboża i ostatniej krowy, to twój tatuś mógłby zginąć jak wujek Heniek. Pamiętasz przecież jak go zabili.
Ania ze smutkiem pokiwała głową i usiadła w kąciku przełykając łzy. Okupanci żądali coraz więcej i Ludwik był „zadłużony” po uszy. Kilka razy nocą nieznani ludzie wyprowadzali go z domu i katowali. Najczęściej żądali przyznania się do współpracy z ruchem oporu, udzielania pomocy i schronienia Żydom, posiadania broni. Często przeprowadzali rewizje. Ludwikowi serce pękało na widok dzieci i żony stojących pod ścianą z podniesionymi rękami, odwróconych twarzą do muru. Nie potrafił uchronić ich przed ciągłym zagrożeniem, głodem i nędzą.
Rok 1944 dobiegał końca. Ludzie mówili, że za pół roku wojna się skończy, czekali na to z utęsknieniem, potrzebowali wolności jak kromki chleba.
Ludwik czuł się coraz gorzej, był słaby i nie miał siły do pracy. Zbliżał się pierwszy dzień stycznia 1945 roku. Tę datę nosił w swoim chorym sercu przez piętnaście lat.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bronisława Raszkiewicz i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.