Wielka Wojna (3)

Tomasz Fetzki

Kriegerdenkmal przydrożny II
reportaż poetyzujący

Opuściwszy Złotnik rusza wędrowiec na zachód. Przejeżdża przez Lubanice. Tak, Lubanice Mikławša Jakubicy. Ale tym razem nie ma po co się tu zatrzymywać: bryła Pomnika Wojennego stoi co prawda, ale jego treść istotna jest całkowicie zatarta: właściwie nie ma na nim żadnej treści.

Jeszcze kilka minut jazdy przez las, bo lasy tutaj są wszędzie, i Viator dociera do Łukaw – przedwojennego Hermsdorfu. Wieś nie ma żadnej przesiedleńczej specyfiki (jak to było w wypadku Złotnika), repatrianci tutaj osiedleni doświadczyli hitlerowskiej okupacji z wszystkimi jej „atrakcjami”, doskonale wiedzieli, na co stać dzielnych aryjskich chłopców, a niemieckie emblematy budziły w nich zrozumiałą odrazę. Jakim więc cudem niezwykłym, jakim trafem nieprawdopodobnym ostał się tutejszy Kriegerdenkmal? Owszem, zdewastowano tablicę z nazwiskami hermsdorferów poległych w bitwach Wielkiej Wojny, ale sam monument stoi. A jaki zadbany! Trawa wokół wykoszona, eleganckie ogrodzenie… Nie ma się co dziwić. To jedyny zabytek w wiosce, bo nawet kościoła tu nie ma; na msze jeździ się do Lubanic. Stoi więc pomnik i bije po oczach swą symboliką: niezwykle czytelną, a przy tym jeszcze obrosłą wtórnymi znaczeniami.

 fetzkipmoniki_6Łukawski Kregerdenkmal: nie tylko przetrwał, ale prezentuje się znakomicie.

Tak jak w Złotniku, obelisk wieńczy Eisernes Kreuz, zaś poniżej umieszczono klasyczną dla obiektów tego typu płaskorzeźbę skomponowaną z miecza, dębowych liści i hełmu. Jest jednak pewna istotna różnica. O ile hełm z pomnika złotnickiego to po prostu wojskowe nakrycie głowy o dość uniwersalnym kształcie, w Łukawach nie ma mowy o wieloznaczności: Viator widzi sławetny (ponurą, rzecz jasna, sławą) niemiecki Stahlhelm.

fetzkipmoniki_7Tak wyrazisty, że nawet my się wzdragamy, nieprawdaż?

Łukawskim repatriantom na pewno często się zdarzało w latach Wojny Drugiej zobaczyć oficera Wehrmachtu, albo i esesmana, na którego szyi pysznił się Krzyż Żelazny. A bandziory w hełmach o charakterystycznym, łamanym obrysie, to była codzienność. Koszmarna codzienność, przeto i koszmarne skojarzenia związały się z tymi akcesoriami. Wygnańcy z Kresów nie musieli koniecznie wiedzieć, że mają one znacznie dłuższą historię: Eisernes Kreuz ustanowiono już w epoce napoleońskiej, zaś hełm stalowy powstał właśnie podczas Wielkiej Wojny; latem 1914 roku cesarscy żołnierze ruszali w bój zdobni jeszcze w Pickelhauby, ale już dwa lata później szturmowali Verdun chroniąc czerepy Stahlhelmami.

Krzyż Żelazny w Łukawach nie zawiera znaku swastyki – jest „pierwszowojenny”. Takoż hełm z płaskorzeźby: widać na nim charakterystyczne wypustki (według legendy miały przypominać pragermańskie rogi à la Wiking, w rzeczywistości służyły do mocowania dodatkowej płyty pancernej chroniącej czoło). Hełmy armii Hitlera owych wypustek już nie posiadały. Ale to nie ma żadnego znaczenia. I hełm i krzyż pozostaną na zawsze symbolami nazistowskiego okrucieństwa. Wojna Druga usunęła Pierwszą w cień.

Viator patrzy na Kriegerdenkmal, a jedna myśl nie daje mu spokoju. Jak to w końcu było? III Rzesza to logiczna konsekwencja setek lat historii niemieckiej, jak chcą niektórzy, czy też aberracja i wybryk tego procesu, jak głoszą inni? Czy istnieje linia rozwoju, wychodząca od Krzyżaków, wiodąca przez zniszczone w 1914 roku belgijskie Leuven i kończąca się na Einsatzgruppen? Czy to był ten mityczny Sonderweg? Ech, za głupi jest Viator, żeby znaleźć odpowiedź… Ale pomyśleć warto. Byle nie za długo, w drogę!

Grabig, czyli po prostu Grabik. I tutaj Kriegerdenkmal uchował się mimo piętna Żelaznego Krzyża, przycupnąwszy gdzieś na uboczu, w zapuszczonym parku. I tutaj dziś stoi odświeżony, przeniesiony w inne, bardziej eksponowane miejsce, ponadto zaopatrzony w tabliczkę z tłumaczeniem wzruszającej niemieckiej inskrypcji. I przy nim ktoś postawił znicz. To może nie warto dublować wrażeń?

fetzkipmoniki_8Wy, którzy walczyliście i polegliście bohaterską śmiercią, nigdy o Was nie zapomnimy! Jeśli jednak ludzie przestaną kiedyś o Was mówić, to ten kamień nigdy nie zamilknie. Rzeczywiście – nie milczy.

Chwila, moment! Popatrzmy, poczytajmy. Ale przede wszystkim – policzmy. Dokumenty mówią, że w przededniu Wielkiej Wojny Grabig liczył około siedmiuset dusz. A Kriegerdenkmal krzyczy, iż wojna zabrała z tego grona czterdziestu czterech poległych i dwóch zaginionych. Jak to mówiono? Rzeźnia? Maszynka do mielenia mięsa? Chcecie maszynkę – macie maszynkę!

Obelisk każe pomyśleć o jeszcze jednym epizodzie Wojny Pierwszej. Ona tak naprawdę nie skończyła się w wagonie pod Compiègne. Rozszalałego żywiołu nie można uspokoić pstryknięciem palcami, ot tak! Walki tu i ówdzie toczyły się jeszcze kilka lat: rosyjska wojna domowa, rumuńska interwencja w Węgierskiej Republice Rad, Powstanie Spartakusa, Bitwa Warszawska, wojna turecko-grecka, Powstanie Wielkopolskie i trzy Powstania Śląskie, zduszenie Bawarii Radzieckiej… Wymieniać można bez końca. Długo musiała nieszczęsna Europa czekać na upragniony spokój. Śmierć ostatniego żołnierza wymienionego na obelisku z Grabika nastąpiła czwartego czerwca 1919 roku. Gdzie? Może w walce z Polakami? Może w jednej z setek bitew, jakie na ulicach niemieckich miast prowadziły ze sobą Freikorpsy i oddziały Czerwonych? A może zostawmy te pytania daremne i jedźmy dalej.

Na przykład do Sieniawy Żarskiej, niegdyś znanej jako Schönwalde. W centrum osady stoi dawny Kriegerdenkmal, jednak jest całkowicie „spolszczony”, dlatego dziś go uwagą nie zaszczycimy. Ale w lesie za wsią, na tyłach boiska piłkarskiego znajdziemy, o ile to określenie jest na miejscu, prawdziwy cymes. Pomnik, jaki swoim poległym w Wielkiej Wojnie kolegom wystawili członkowie Towarzystwa Gimnastycznego Sieniawa.

fetzkipmoniki_9Kriegerdenkmal, a właściwie Denkmalanlage.

Ten dowód pamięci sieniawskich sportowców jest godny uwagi i pochwały, ale przyznajmy, smak artystyczny fundatorów monumentu był… powiedzmy, taki sobie. Szczególnie w wypadku dwóch patetycznych postaci, trzymających straż po obu stronach pomnika. Widać je, choć niewyraźnie, na starych fotografiach. Germańscy wojownicy, a może aniołowie, dzierżący miecze. Rzeźby wykonano z nietrwałego materiału, toteż do dziś się nieco „rozpłynęły”

fetzkipmoniki_10Statua „roztopiła się”, ale miecz widać wyraźnie.

Z tyłu, za pomnikiem, jeszcze jedna niespodzianka. Ku czci każdego z poległych kolegów gimnastycy posadzili dąb i postawili kamień upamiętniający miejsce jego śmierci. Odczytać można jeszcze dwa napisy: Reinhold Dalitz 6.4.16 Charkow oraz Adolf Klaus 15.6.16 Lippica.

fetzkipmoniki_11Charków – jasne. Ale gdzie leży Lippica?

Gdyby zachowały się pozostałe inskrypcje, być może otrzymalibyśmy panoramę wszystkich krain, w których walczyli i ginęli mieszkańcy Łużyc. Galicja, Francja, Rosja, Turcja, afrykańskie kolonie, trzy oceany. Może jeszcze gdzieś indziej? Viator miał kiedyś trzech kolegów Ukraińców. Mieszkali po sąsiedzku, w promieniu dwudziestu kilometrów. Ale zaszczytną służbę czerwonoarmisty jeden pełnił w Magdeburgu, drugi za kręgiem polarnym, trzeci nad Amurem. A każdy niebiosom dziękował, że nie w Afganistanie. Imperia tak już mają.

Wspomina sobie Viator dawne czasy, mknąc (jakżeby inaczej) przez las. Gdy już przez niego przebrnął, na dalekich przedmieściach Żar, w miejscu, gdzie kiedyś była strzelnica sportowa, odnajduje jeszcze jeden, by tak rzec, „korporacyjny” Pomnik Wojenny. Głaz postawiony przez członkowie tutejszego towarzystwa strzeleckiego na pamiątkę kolegom strzelcom, którzy z Wojny nie wrócili.

fetzkipmonikiTen pomnik nie miał szczęścia. Dźwignięty kilka lat temu z ziemi i ustawiony na cokole, powtórnie został obalony. Przez „nieznanych sprawców”.

A ornamentem są oczywiście miecze, hełmy i dębowe liście. To już jest irytujące! Nie z powodu monotonii, ale hipokryzji. Tam – ropiejące rany, szczury, wszy, bebechy na wierzchu i szczątki miesiącami gnijące na ziemi niczyjej. Tutaj – listki, wieńce i oręż paradny. I tak sobie myśli Viator, kierując się już ku domowi, że dopóki potomstwo bohaterów wojennych podczas uroczystości rocznicowych będzie słuchać bicia dzwonów i oglądać poczty sztandarowe, ale nie będzie miało okazji, choćby na chwilę, powąchać trupiego smrodu, to nic, ani Pierwsza, ani Druga, ani żadna Wojna nie nauczy ich rozumu. Amen.

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Tomasz Fetzki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s