Łużyce wciąż czekają!

Tomasz Fetzki

Lusatia alias Vita 2
reportaż poetyzujący

Kierunek północny zachód! Po prawej stronie widać w oddali wieżę lubanickiej świątyni. Ale o niej, o pastorze Mikławšu i jego serbołużyckim Nowym Testamencie już kiedyś Viator TU opowiadał, dlatego tym razem się tutaj nie zatrzymamy. Jasne, nie ma Łużyc bez Serbów Łużyckich! Ale cierpliwości, będą jeszcze Serbowie. I to nie raz.

A wokół lasy i lasy. Bory sosnowe zazwyczaj, bo takie się na piaszczystych glebach łużyckich najlepiej udają. Gdzieniegdzie wśród tych borów wiją się mniejsze i większe strumyki, potoki i rzeczki. Zaraz za Lubanicami można się natknąć na jedną z nich. Jakiś czas powędrujemy wzdłuż jej nurtu. Nie tylko z tego powodu, że jest ładna. Raczej dlatego, że odegrała istotną rolę cywilizacyjną. Brzmi to może nieco górnolotnie, ale rzeczywiście tak było. Przekonamy się już niedługo.

SAMSUNG DIGITAL CAMERALubsza, niekiedy Lubicą zwana.

Idzie Viator borem lasem. Żywiczne zapachy wdycha. Meandrującą Lubszę obserwuje. Zamyśla się: meandry, meandry… bieg historii Łużyc zaiste był meandryczny! Plemiona serbołużyckie nigdy nie znalazły w sobie dość siły i determinacji, aby stworzyć odrębny, samodzielny organizm polityczny. Tym bardziej, że nie były jednorodne, nawet językowo. Mówimy o Dolnych i Górnych Łużycach, ale przecież te Górne to tak naprawdę ziemia ludu Milczan. Każdemu, kto choć w miarę uważał na lekcjach historii, gdzieś tam z tyłu głowy pozostał związek frazeologiczny: Milsko i Łużyce. Dolnołużyczanie posługiwali się językiem zbliżonym do polszczyzny, zaś Górnołużyczanin, czyli Milczanin, znacznie łatwiej porozumiałby się z Czechem. Na szlaku naszej podróży jest zarówno Dolna Łužyca (w tej chwili na niej się właśnie znajdujemy) jak i Hornja Łužica, więc będzie jeszcze okazja przyjrzeć się sprawie dokładniej.

Nigdy przeto nie powstało państwo łużyckie, a ziemia ta na przestrzeni wieków wielokrotnie zmieniała swą przynależność polityczną. Często i w różnych konfiguracjach była Lusatia poprzecinana wzdłuż i wszerz granicami księstw, królestw, a nawet cesarstw. Powoli, ale nieubłagalnie, podlegali też Wendowie procesowi wynarodowiania. Dziś już naprawdę niewielu ludzi mówi którymś z języków serbołużyckich. A co będzie za kilkadziesiąt lat? Dlatego przemierzamy Łużyce, póki nie jest za późno.

Ale zmiana granic i języków, jaką przyniósł za sobą rok 1945, to jednak coś całkowicie innego. To metamorfoza radykalna. Granica na Nysie rozdarła Łużyce bardziej dotkliwie, niż wcześniejsze kordony. Teraz ta rana zaczyna się zabliźniać, obie części krainy zrastają się, choć inaczej, niż kiedyś; rodzi się zupełnie nowa jakość. Taki Viator na przykład – Polak, a równocześnie czuje się Łużyczaninem. Kiedyż wcześniej ludzie tak się identyfikowali? Litwo, ojczyzno moja…

Przypadł więc Polsce wąski pas Łużyc. Historia niechcący wykroiła, brutalnie ale precyzyjnie, coś w rodzaju preparatu mikroskopowego: na niewielkim obszarze możemy, jakby w miniaturze, obejrzeć efekty różnych procesów dziejowych. Cywilizacyjnych, jako się rzekło. Dlatego właśnie ruszyliśmy z biegiem Lubszy. Panie, Panowie: oto Miasto w Trzech Odsłonach!

Najlepiej byłoby rzecz ująć chronologicznie. Ale cóż poradzić! Jako pierwszy spotykamy na naszym szlaku gród drugi pod względem wieku. Lubsza wpływa do Jasienia – miasta, które właśnie rzece zawdzięcza swe istnienie. Początkowo była tu tylko serbołużycka wioska Gaśyn. Ale przyszła Wojna Trzydziestoletnia, okolica wyludniła się. A w tym samym czasie ze Śląska masowo uciekali protestanci, prześladowani przez arcykatolickich Habsburgów. Co więc mamy? Rzekę, mogącą poruszać młyny, tartaki i inne warsztaty, świetnie wykwalifikowanych rzemieślników, gotowych przybyć i się osiedlić oraz granicę tuż obok (gdy ją będziemy przekraczać, opowie i o niej Viator), a więc perspektywy lukratywnego handlu. Grzechem by było nie skorzystać. Toteż właściciel tej ziemi, Rudolf von Bunau, wykorzystał szansę, lokując nowe miasto – Gassen.

Odsłona Pierwsza: prywatne miasto gospodarcze. Z woli arystokraty powstało, na jego dobrobyt pracowało i jemu całkowicie było podporządkowane. Żadnych samorządów. Żadnej zażyłości z Panem. I żadnych funkcji obronnych. Znalazło to odzwierciedlenie w układzie przestrzennym: pałac wraz z folwarkiem w pewnym oddaleniu od osady, sieć ulic nie odzwierciedlająca żadnej szczególnej koncepcji urbanistycznej oraz brak jakichkolwiek fortyfikacji. Natomiast rynek bardzo ciekawy, w rzadko stosowanym kształcie trójkąta. Najlepiej spojrzeć na to z góry.

Lubsza (2)

Ambicją Viatora jest używanie wyłącznie własnoręcznie wykonanych zdjęć. Ale czasem się po prostu nie da. Oto Gassen z lotu ptaka (do współczesnej fotografii Viator nie dotarł). Trójkątny rynek widać jak na dłoni.

SAMSUNG DIGITAL CAMERARaz jeszcze Lubsza przyczyniła się do rozwoju miasta dwa wieki później, w epoce industrialnej. Korzystając z jej pracowitego nurtu niejaki Theodor Flöther założył kuźnię, która rozrosła się potem w sporą fabrykę. To był początek jasieńskiego przemysłu.

Tablica upamiętniająca dwusetną rocznicę miasta Gassen. Data 1660 to rok lokacji, zaś 1855 to narodziny przemysłu. Jak widać, mieszkańcy w nim upatrywali swą świetlaną przyszłość.

X

X

Po roku 1945 Gassen stał się Jasieniem. Ale ślady dawnych czasów można tu bez problemu odnaleźć. Tylko trzeba wiedzieć, gdzie. Viator wie.

SAMSUNG DIGITAL CAMERAPrzed wojną, jak głosi napis, była tu siedziba miejskiej straży pożarnej. I tak zostało do dziś.

Rzeka dalej zdąża na północny zachód. A my wraz z nią. Jasień i kolejne nadlubszańskie miasto dzielą tylko trzy kilometry. Ale przez kilkaset lat to były inne światy. Od 1482 do 1815 roku obie osady dzieliła granica państwowa. Mieszkańcy Jasienia byli poddanymi elektorów saskich, zaś Sommerfeld przynależał do Brandenburgii. Dopiero Kongres Wiedeński zmienił ten stan rzeczy. Saksonia, ukarana za alians z Napoleonem Bonaparte, utraciła Gassen (jak również Sorau, z którego wyruszyliśmy) na rzecz sąsiedniej Brandenburgii, de facto Prus.

Sommerfeld, czyli serbołużycki Žemŕ (albo Zemsz), także zawdzięczał swe istnienie Lubszy, ale z innego powodu. Jakiego?

Odsłona Druga: średniowieczne miasto lokacyjne. Powstało na miejscu starego plemiennego grodu, wykorzystującego wody oraz bagniska Lubszy dla wzmożenia swych walorów obronnych. Zgodnie z zasadami lokacji na prawie magdeburskim, Sommerfeld został ciasno otoczony murami obronnymi (zaś Lubsza ze swymi odnogami pełniła rolę miejskiej fosy), ulice, dla ekonomicznego wykorzystania niewielkiej przestrzeni, tworzyły regularną siatkę, zaś w centrum wytyczno rynek, na którym wzniesiono siedzibę miejskiego samorządu i symbol autonomii prawnej – ratusz. Jasień takowego nie posiadał.

Lubsza (5)

Serce Viatora jako ptak ku górze wzlatuje, ale reszta za nim podążyć niezdolna. Drugi raz trzeba więc było zapożyczyć zdjęcie. Widać na nim wyraźnie, jak Lubsza wpłynęła na układ przestrzenny miasta. Widać też, w centrum, ratusz i kościół farny.

Ten ratusz i kościół to jeden z najciekawszych historycznych zespołów architektonicznych, jakie miał okazję oglądać Viator. Popatrzmy razem: w świątyni, wzniesionej wedle reguł stylu gotyckiego, dominują linie pionowe, wertykalnie ku Bogu kierujące. Zaś ratusz, w czasach renesansu zbudowany, eksponuje linie poziome, horyzontalnie i humanistycznie wiodące do Człowieka.

SAMSUNG DIGITAL CAMERAInne style, inne epoki, inne ideały. A całość, mimo to, zadziwiająco harmonijna.

Po II Wojnie Światowej zamierzano powrócić do serbołużyckiej nazwy Zemsz. Ostatecznie jednak, ze względu na rzekę domową, miasto nosi nazwę Lubsko.

SAMSUNG DIGITAL CAMERATyle pozostało po dawnym mianie.

My zaś żegnamy się z Lubszą, ale nie odchodzimy daleko. Po pokonaniu niecałych dziesięciu kilometrów stajemy przed bramą kolejnego miasta.

SAMSUNG DIGITAL CAMERABramy były trzy. Ocalała jedna.

Odsłona Trzecia: barokowe miasto rezydencjalne. Stanowiło aneks do rozległego zespołu pałacowo – parkowego. Miało olśniewać i głosić chwałę Właściciela. Stąd bramy tryumfalne, stąd też szerokie ulice, zamknięte dominantą widokową.

SAMSUNG DIGITAL CAMERAWszystkie drogi prowadzą do… pałacu.

Na realizację takiego przedsięwzięcie trzeba było sum astronomicznych. Ale twórca i władca Pförten miał dość pieniędzy. Hrabia Heinrich von Brühl (świetnie znany czytelnikom powieści Kraszewskiego) był zausznikiem, faworytem i złym duchem Augusta Mocnego, jego pierwszym ministrem oraz kolekcjonerem stanowisk i tytułów, który sztukę korupcji opanował w stopniu mistrzowskim. Kanalia, przy której większość współczesnych polityków jawi się jako banda niezdarnych amatorów, nie miała żadnego problemu z dostępem do funduszy, tak legalnych, jak i zdefraudowanych. Koszty nie grały roli, a efekty widać do dziś.

Lubsza (10)Raz jeszcze musiał skorzystać Viator z zasobów Wielkiej Sieci, ale chyba warto było. Tylko tak barokowy układ przestrzenny jawi się w pełnej krasie.

Mimo tego, że pałac popadł po wojnie w ruinę, park zarósł, a gród (nazwany przez Polaków Brodami) utracił prawa miejskie, wizja von Brühla i kunszt architekta, Johanna Christopha Knöffela, nadal nie pozwalają przejść obojętnie.

W drogę, Łużyce wciąż czekają!

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Tomasz Fetzki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s