Na początek szkoły…

Roman Brodowski przygotował opowiadanie o dniu, gdy to on, zapłakany przedszkolak, poszedł do szkoły i spotkał się tam z Marysią. Ciekawe, czy to ta sama, którą już poznaliśmy w opowiadaniu o zielonej miłości?

Mój pierwszy dzień

Czy pamiętam ten dzień, kiedy po raz pierwszy przekroczyłem mury szkoły?   Oczywiście że pamiętam! Tego dnia nie potrafiłbym zapomnieć.

To było w czwartek, pierwszego września 1966 roku. Wybudzony ze snu, siedziałem na miękkim, wygodnym łóżku, a obok mnie, odwrócona głową w kierunku ściany, leżała śpiąca jeszcze spokojnie moja młodsza siostrzyczka.

Spojrzałem na stojącą naprzeciwko łóżka starą, dębową szafę, służącą na codzień do przechowywania ubrań, a tam na jej niedomkniętych drzwiach wisiał nowy, ciemnogranatowy mundurek z przypiętym śnieżnobiałym kołnierzykiem. Obok szafy stał wyładowany książkami, zeszytami, plasteliną oraz pachnącymi kolorowymi kredkami szary tekturowy tornister. Przy nim, jeszcze nie spakowana, najważniejsza z książek – duży wielobarwny Elementarz, no i oczywiście – ręcznie uszyty worek z miękkimi kapciami.

– Wstawaj syneczku – powiedziała mama, wchodząc do pokoju cichuteńko na palcach, by nie zbudzić Joli. – Nadszedł twój wielki dzień! Czyżbyś o tym zapomniał? – dodała, podając mi na dzień dobry czystą podkoszulkę. – Dzisiaj rozpoczynasz nowe życie.
– Ale ja nie chcę, nie chcę, Mamo. Chcę chodzić do przedszkola! – rozpłakałem się, przeczuwając koniec dziecięcej, beztroskiej wolności.
Mama, widząc moją reakcję, przytuliła mnie do siebie i ocierając rąbkiem kuchennego fartucha łzy, zaczęła tłumaczyć:
– Jesteś już dużym i mądrym chłopcem. Wszystkie dzieci w twoim wieku muszą rozpocząć naukę w szkole. Twoje starsze rodzeństwo, Zbyszek i Krysia, już od kilku lat chodzą do szkoły i są z tego powodu bardzo zadowoleni.
– Ale ja nie chcę, boję się, Mamo, nie chcę – nie dawałem się przekonać.
Mama, nieco poirytowana moim zachowaniem, nie zwracając już uwagi na te fanaberie, zaczęła ubierać mnie w przygotowaną na dzisiejszą uroczystość odzież.
Krysia i Zbyszek już buszowali po kuchni, pałaszując świeże bułeczki z marmoladą. Odziani w szkolne mundurki, czekali tylko na nas. Po sytym śniadaniu, z ciężkim tornistrem na plecach wyruszyłem do szkoły.

Obok, po prawej stronie, trzymając mnie za rękę szła Mama, po lewej – Zbyszek. Krysia. idąc kilku kroków za nami, zabezpieczała niejako tyły, czyli drogę na wypadek ewentualnej mojej próby ucieczki. Tak – to była prawdziwa droga rozpaczy, droga w niejasną przyszłość. To były dwa kilometry dłużącej się w czasie niepewności.

W końcu dotarliśmy na miejsce. Stanęliśmy przed nowo wybudowanym, jasnym i największym w naszej miejscowości budynkiem. Szkoła.
Wydawała mi się ogromna i muszę przyznać, że była bardzo ładna.
Główne drzwi wejściowe znajdowały się na ogrodzonym metalową balustradą tarasie, na który po obu bokach prowadziły szerokie schody.
Przed szkołą, wokół wyłożonego betonowmi płytami dziedzińca, rosły jeszcze młode niedawno posadzone drzewka i mnóstwo kolorowych kwiatów, wyglądających jak małe wysepki w morzu zielonej trawy.

Na dziedzińcu zgromadziła się spora gromadka rozkrzyczanych dzieciaków. Prawie wszyscy chłopcy, tak jak i ja ubrani byli w ciemnogranatowe mundurki, zaś dziewczęta w fartuszki podobnego koloru, obszyte białymi koronkami. Na prawym rękawie u każdego ucznia widniała szkolna tarcza, będąca niejako wizytówką szkoły. Tylko u tych dzieci, które rozpoczynały pierwszą klasę, na rękawach jeszcze nic nie było.

Stanęliśmy z mamą z boku placu, nieco oddaleni od całej tej grupy i cierpliwie czekaliśmy. Wtedy podeszła do nas miła, uśmiechnięta, czarnowłosa pani i, gładząc mnie po głowie, zapytała, czy jestem pierwszoklasistą.
– Oczywiście – odpowiedziała mama – to moje kolejne dziecko, które oddaję do waszej szkoły – dodała z dumą, wskazując na mnie palcem.
Pani pochyliła się nieco i szeptem zapytała, jak się nazywam:
– Romek – odpowiedziałem niegrzecznie, z nadzieją że zostawi nas w spokoju.
– A ja jestem pani Irenka – przedstawiła się, objąwszy mnie delikatnie. Teraz rozstaniemy się na kilka godzin z Mamą i razem pójdziemy do innych dzieci – zaproponowała, podając mi dłoń.
Okazało się to niestety nie takie proste . Wystraszony, chwyciłem się kurczowo za maminą sukienkę i wrzeszcząc, jakby mnie kto ze skóry obdzierał, rozpłakałem się po raz kolejny dzisiejszego dnia.

Mama i pani nauczycielka wszelkimi środkami, a to gładząc, a to obiecując różne rzeczy, bezskutecznie próbowały mnie uspokoić i przekonać o konieczności rozpoczęcia nauki w szkole. W końcu, zmęczony płaczem, rezygnując z dalszej walki, zgodziłem się pójść do klasy, ale tylko w towarzystwie Mamy. Nauczycielka, nie widząc innej możliwości, wyraziła na to zgodę i zaprowadziła nas do pomieszczenia, w którym w ustawionych w trzy rzędy ciemnozielonych ławkach czekało już kilkunastu innych pierwszoklasistów.

Pomieszczenie pachniało świeżą farbą, było duże i przestronne. Na przeciwko drzwi całą ścianę zajmowały duże okna. Natomiast na ścianie szczytowej wisiała ogromna, czarna jak smoła tablica, przy której leżały szara gąbka i kilka kawałków białej kredy. Nad tablicą wisiał Biały Orzeł, obok tablicy, pośrodku klasy, stał stół, a przy nim krzesło dla nauczyciela. Były też szafy i półki wyładowane pomocami naukowymi.

Jednak nie to było dla mnie najważniejsze. Okazało się bowiem, że oprócz mnie do naszej klasy chodzi też czworo moich przyjaciół z przedszkola, mieszkająca po sąsiedzku Marysia oraz Alina, Jagoda i Ewa – koleżanki z mojej ulicy. Puszczając rękę mamy bez pożegnania, szybko usadowiłem się w stojącej przy oknie ławce, w której siedziała już samotnie Marysia. Mama opuściła klasę, a ja, zajęty rozmową z siedzącym obok nowym kolegą, powoli przyzwyczajałem się do szkolnej rzeczywistości. Co jakiś czas do klasy przychodził ktoś nowy, a my witając go oklaskami czekaliśmy z niepokojem na rozpoczęcie pierwszej w naszym życiu lekcji.

Nagle usłyszeliśmy dziwny hałas, dochodzący z korytarza.
– Do klas dzieciaki. Koniec wakacji. Czas się brać do nauki! – krzyczał ktoś grubym, nieco ochrypłym głosem, wymachując przy tym wielkim dzwonkiem. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że czas wolności się skończył i rozpoczęła się długa przygoda z nauką. Siedząca dotychczas przy stole nauczycielka wstała i, spojrzawszy na nas wesołp, poprosiła o ciszę.
– Drogie dzieci – zaczęła – witam was serdecznie w waszej nowej szkole.  Nazywam się pani Irena i od dzisiaj przez dwa lata będę waszą opiekunką oraz wychowawczynią, a wy będziecie moimi uczniami. Mam nadzieję, że szkoła będzie waszym drugim, kochanym domem…
Opowiadała nam jeszcze o tym, co nas w tej szkole czeka, jak będą wyglądały lekcje, czego będziemy się uczyli i o wielu innych sprawach. Na koniec otworzyła dziennik i wywołując po nazwisku każdego ucznia z osobna, w kolejności alfabetycznej, prosiła żeby opowiedział o sobie. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, kto jak ma na imię, skąd pochodzi i gdzie mieszka. Po zakończeniu sprawdzania obecności pani porozsadzała nas parami w ławkach tak, aby ci najniżsi, do których i ja należałem, siedzieli z przodu, a najwyżsi z tyłu klasy. Na szczęście nam, to znaczy Marysi i mnie, pozwoliła pozostać tam gdzie wcześniej usiedliśmy, czyli w pierwszej ławce przy oknie.

Usłyszeliśmy po raz drugi dźwięk dzwonka, który tym razem oznajmił koniec lekcji, po której parami poszliśmy całą klasą do świetlicy, gdzie uczniowie starszych klas, nauczyciele oraz dyrektor szkoły przywitali nas, pierszoklasistów, brawami. Tam miała miejsce oficjalna uroczystość rozpoczęcia roku szkolnego. W jej trakcie starsi koledzy przypięli do naszych mundurków tarcze, a koleżanki wręczyły małe słodkie upominki.

Tak się rozpoczął mój pierwszy dzień w szkole, w której spędziłem kolejnych osiem niezapomnianych lat.

Berlin, 1992

Niestety nie jest to zdjęcie autora w pierwszej klasie, tylko zdjęcie znalezione w sieci – klasa Ib, szkoła nr 23 w Oliwie, rocznik 1969/70

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Roman Brodowski i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s