Lusatia alias Vita 6

Tomasz Fetzki

Reportaż poetyzujący

Czy może ktoś powiedzieć, iż wie naprawdę, czym jest Hornja Łužica, jeżeli nie odwiedził Budyšina? Nie może, rzecz jasna. Ruszamy przeto na południe. Już po chwili opuszczamy ostatnie, puste zazwyczaj, blokowiska Běłej Wody. Już za nami one zostały. A przed nami? Widok znajomy ten… Na horyzoncie znowu pojawiają się, i wkrótce zaczynają w nim dominować, ogromne dymiące kominy. Boxberg czyli Hamor. Kolejna elektrownia. A więc i kolejna kopalnia. Przysłowie łużyckie mówi: Bóg stworzył Łużyce, ale diabeł podłożył pod nie węgiel. Coś w tym jest…

Dopóki węgiel ten wydobywano jedynie na obszarze Łuku Mużakowa, problem nie był wielki: tam złoża kopaliny, jakkolwiek przez lodowiec wypchnięte niemal na powierzchnię i łatwo dostępne, zostały też przez aktywność glacjalną poszarpane na małe porcje. Kopalnie siłą rzeczy też musiały być małe. Wybranie do czysta złóż powodowało zapadanie się ziemi i powstawanie, wspomnianych już poprzednio, ponad dwustu jeziorek. Jak mówią geolodzy, całe pojezierze antropogeniczne, czyli ręką ludzką uczynione. Ale wokół moreny czołowej Jego Wysokość Lodowiec już tak nie narozrabiał. Węgiel zalega równomiernie na dużych obszarach i na tej samej mniej więcej głębokości. Toteż zamiast małych podziemnych szybów powstały tu wielkie odkrywkowe kopalnie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERATagebau Nochten. Zaiste, efekt diabelskiej działalności! A zdjęcie oczywiście pożyczone. Gdzieżby Viator był w stanie wykonać tak sugestywne ujęcie.

Zniknęły pola uprawne, lasy i jeziora. Wysiedlono mieszkańców licznych wiosek. Pozostały i wciąż się rozrastają wielkie dziury w ziemi. Tak jest wokół Chóśebuza, nie inaczej rzecz się ma na Górnych Łużycach.

Zdążając z Běłej Wody do Budyšina warto zatrzymać się w wiosce Wochozy. Ona, w porównaniu do tak wielu sąsiednich osad, miała naprawdę wiele szczęścia. Nie zrównano jej z ziemią. Otoczona kopalnią, na kształt półwyspu pośród wyrobisk, trwa. Dlaczego?

2 NochtenKościół w Wochozach, dla Niemców – w Nochten. Ocalał. Ilu, równie pięknych, już nigdy nie zobaczymy?

Wochozy istnieją, bo Wielki Przemysł też czasem musi, ze względów wizerunkowych, pokazać inną, ludzką twarz. Tak, kopiemy w ziemi koszmarne doły. Tak, stawiamy dymiące kominy. Ale na wrażliwości nam bynajmniej nie zbywa! Cóż nam szkodzi? Oszczędzimy Wochozy. Więcej: pokażemy wam coś, o czym nawet nie śniliście.

Co prawda, to prawda. Trzeba sporej dozy wyobraźni, żeby coś takiego stworzyć. Tam, gdzie się kończy Nochten, a zaczynają tereny nieczynnych już wyrobisk, stworzono obszar wzorcowej rekultywacji. Lausitzer Findlingspark Nochten. Czasem zwany po polsku dziwacznie Parkiem Znalezisk, ale nazwa Park Głazów Narzutowych jest zdecydowanie bardziej trafna. Bo i w rzeczy samej, na kilkunastu hektarach ziemi zrytej łopatami gigantycznych koparek, zgromadzono tu kilka tysięcy głazów zebranych we wszystkich okolicznych odkrywkach kopalnianych. Obsadzono je wrzosami, skalniakami, iglakami oraz rozmaitymi przerośniętymi bonsaiami, zaaranżowano stawy i strumyki szemrzące. Powstał park surrealistyczny nieco, ale przecież na swój sposób fascynujący. Do tego stopnia, że Viator odwiedził go już kilkukrotnie, zawsze wizyty swe bogato dokumentując fotograficznie. Jednak, gdy przyszło do działania i gdy zasiadł nad czystą kartą pliku Word, aby kolejny reportaż poetyzujący stworzyć, spostrzegł ze zdumieniem, że te zdjęcia albo się nie nadają do publikacji, albo kadr zawiera postacie krewnych i znajomych królika, którzy być może niekoniecznie chcieliby się na blogu pojawić własną osobą. Musiał przeto, lubo niechętnie, po raz kolejny sięgnąć do zasobów Wielkiej Sieci. Problemu z tym nie było żadnego, bo Surrealpark Nochten stał się ostatniemi czasy niezwykle popularny. Czemu się Viator, jak zaznaczono, nie dziwi. Podzielać jego przychylnej opinii nie trzeba. Wierzyć w czyste intencje Wielkiego Przemysłu nie należy. Ale zobaczyć warto.

3  kominyMoże i brzydkie nasze kominy, ale w głębi duszy tęsknimy za pięknem…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA…może i zryliśmy prastarą łużycką ziemię, ale czegoś takiego nie ma nigdzie na świecie…

5 ludzie…dajemy prąd elektryczny, możemy dać i estetyczny.

 Ruszaliśmy w naszą podróż, mając na sztandarach (no, powiedzmy, na proporczykach) wypisane ambitne hasło: Lusatia alias Vita. Łużyce czyli Życie. Łużyce jako życia metafora… Stańmy się więc godnymi naszych szczytnych ideałów.

Niestety, Viator czuje, że już się dłużej powstrzymywać nie zdoła: skłonność do pajacowania znów bierze w nim górę. Zasiada wędrowiec na jednym z głazów, ręką podpiera brodę (zbieżność z Myślicielem Rodina oczywiście zupełnie przypadkowa), marszczy czoło i zaczyna roztrząsać samą esencję ludzkiej natury. No bo, myśli sobie, to faktycznie wspaniała metafora! Czasem nasze życie dewastują źli ludzie, ślepy los, albo własna głupota. Potrafią je przeorać tak gruntownie i niszczycielsko, jak odkrywka kopalni pejzaże łużyckie. I co wtedy? Można siąść i płakać. Ale Park Głazów delikatnie sugeruje, że katastrofę życiową warto potraktować jako szansę. Na gruzach naszych uczuć i nadziei należy zbudować coś nowego. Coś, czego wcześniej nie byliśmy sobie nawet w stanie wyobrazić. A teraz voila! Niemożliwe staje się możliwe.

Łepetyna dymi Viatorowi, ale on się nie poddaje. Brnie dalej w tę nośną metaforę. Eksploatuje ją bezlitośnie i śmiało, jak Wielki Przemysł łużyckie złoża węgla brunatnego! Bo między tymi Łużycami i tym węglem jątrzy się bolesne rozdarcie. Jak, nie przymierzając, w duszy każdego, przeciętnie chociaż wrażliwego, człeka. Bo tu nie ma jednego oczywistego i dobrego rozwiązania. Nie będzie kopalni, będą wioski. Ale ludzie i tak z nich wyjadą za chlebem. Można być integralnym ekologiem, ale wtedy trzeba zdjąć ubrania, które produkowane są w fabrykach, wyłączyć internet, bo ciągnie energię, a i mikroprocesory też potrzebują kopalni surowców. No i trzeba zsiąść z rowerów – każdy metal powstaje w hucie. Zawsze jest coś za coś. Czysty ideał jest piękny, lecz nieosiągalny. I może o naszej wartości moralnej nie świadczy wcale fakt realizowania tego ideału, a po prostu odczuwanie bólu rozdarcia?

Ależ się wysilił Viator. A efekt rozmyślań, by użyć eufemizmu, nie poraża oryginalnością, niestety! Nie ma co, czas ruszać dalej. Przecież Budyšin wciąż trwa nie zdobyty.

Advertisements

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Tomasz Fetzki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s