Lusatia alias Vita 8

Tomasz Fetzki

reportaż poetyzujący

Z Kulowa droga na południe wiedzie wśród rozległych pół uprawnych. A na horyzoncie coraz wyraźniej rysują się dwa pasma górskie: Góry Łużyckie oraz Połabskie. Wymarzona sceneria dla stolicy Hornjeje Łužicy. Piękna kraina! Trzeba jednak pamiętać, że te urocze, sielskie krajobrazy, stały się ostatnim ziemskim widokiem, jaki oglądało kilkanaście tysięcy polskich żołnierzy.

Ale pierwszy był książę Bolesław który, jak wspominał Viator na początku naszej wędrówki, …autem Luzici, Zara et Selpuli denuo occupat. Kilka razy zresztą tracił i odzyskiwał, aby zdobyć ostatecznie w roku 1018, co jak niepyszny uznać musiał sam cesarz Henryk II, zawierając z Chrobrym właśnie tutaj sławetny Budyski měr, czyli Pokój w Budziszynie. A kilka dni później w warownym grodzie Chóśebuz, który na mocy traktatu także stał się jego własnością, Książę Polan pojął za małżonkę Odę, córkę margrabiego miśnieńskiego Ekkeharda I. Takie to w tamtych czasach bywały rękojmie dopełnienia podpisanych umów…

Można powiedzieć: pełen sukces! Co prawda Milsko i Łużyce tylko czternaście lat pozostawały pod polską zwierzchnością i po śmierci mieszkowego syna odpadły od naszego kraju, ale sam Bolesław, wraz ze swą armią, mógł się w sposób całkowicie uzasadniony uważać za tryumfatora. Zaiste, Chrobry był – na swój przydomek w pełni zasłużył.

Kiedy niemal tysiąc lat później polscy żołnierze po raz drugi pojawili się na Łużycach, nie mieli już tyle szczęścia. 2 Armia Wojska Polskiego, forsując 16 kwietnia 1945 roku Nysę, rozpoczęła swój udział w Operacji Łużyckiej. A dowodził nią generał Karol Świerczewski. Dowodził, według niezwykle trafnego i upowszechnionego określenia jednego ze swych podwładnych, w pijanym widzie. Bo też faktycznie nie trzeźwiał ani na chwilę. Przeto i manewry polskich oddziałów przypominały taniec pijaka. Viator swego czasu skutecznie wymigał się od odbycia zasadniczej służby wojskowej, dlatego nie będzie się wysilał na fachowy opis walk, bo nie posiada ku temu żadnych kwalifikacji, zresztą o informacje takie w Wielkiej Sieci łatwo. Aby jednak Czytelnik mógł sobie wyrobić opinię o tych wydarzeniach, poda wędrowiec krótki oraz plastyczny, jak mu się wydaje, opis.

Oto Armia, ponaglana rozkazami Waltera, parła na Drezno. Nie pomyślano o jakimkolwiek rozpoznaniu lub ubezpieczeniu skrzydeł, dlatego polskie oddziały rozciągnęły się w kolumnę, na kształt węża, o długości niemal osiemdziesięciu kilometrów. Właściwie nie był to wąż, tylko dżdżownica. Ślepa i bezbronna. Zwłaszcza jeśli uświadomimy sobie, że na południe od tej kawalkady, złożonej w znacznym stopniu ze świeżo przeszkolonych i kiepsko wyposażonych rekrutów, dowodzonych przez nielubianych radzieckich oficerów, przyczaiły się zaprawione w wielu bojach, bitne i zdeterminowane dywizje pancerne Grupy Armii Mitte feldmarszałka Ferdinanda Schörnera. Ich determinacja była naprawdę wielka: oficjalnie szli na odsiecz Berlinowi, ale naprawdę zrobiliby wszystko, aby dotrzeć do oddziałów amerykańskich i przed nimi złożyć broń, unikając niewoli sowieckiej.

Nieszczęsną dżdżownicę, począwszy od 21 kwietnia, rozcinały na kawałki potężne uderzenia z flanki. A potem każdy z tych kawałków był metodycznie i bezlitośnie niszczony. Najbardziej krwawe okazały się walki na przedpolach Budyšina. W sławnej ponurą sławą Dolinie Śmierci opodal wioski Chrósćicy 26 Pułk Piechoty stracił 75% stanu osobowego! A w całej Bitwie pod Budziszynem 2 Armia utraciła kilkanaście (według niektórych źródeł nawet 25) tysięcy żołnierzy. Tylko w Kampanii Wrześniowej i w Powstaniu Warszawskim polskie straty były większe.

A wojna skończyła się kilka dni potem… Los jest okrutny, ale ludzie mu nie ustępują: jakby na ponure urągowisko degenerat Walter otrzymał awans na stopień generała broni, a bitwa przez wiele powojennych lat była przedstawiana jako Wielki Tryumf Polskiego Oręża.

1 Pomnik Dolina SmierciChrósćicy (Crostwitz). Pomnik polskich żołnierzy w Dolinie Śmierci.

Wielkie było tylko bohaterstwo prostych żołnierzy. I wielka była ich krzywda, przywołany już okrutny los nie oszczędził im niczego. Kilka kilometrów od Chrósćicy znajduje się maleńka osada o nazwie Hórki (czyli po niemiecku Horka, czasem mylona z inną miejscowością o tej nazwie, Horką pod Görlitz, znaną kolejową stacją przesiadkową), gdzie Niemcy wymordowali w całości polski szpital polowy – około 300 rannych oraz personel.

2 Pomnik z napisem luzyckim

XXX

W Chrósćicy znajdują się tablice poświęcone zarówno poległym w walce, jak i tym z Hórki i innym, bestialsko zamordowanym. Napisy na nich są polskie, niemieckie oraz serbołużyckie.

Lusatia alias Vita… Skoro wspomnieliśmy o Hórce, nie możemy pominąć milczeniem innej okolicznej wioski. Delnja Kina (Niederkaina), od kilkunastu lat dzielnica Budyšina. Podczas kwietniowych walk doszło tam do innej, nieco tajemniczej, zbrodni. Około 200 mężczyzn, kompania Volkssturmu, zostało zamkniętych w stodole i spalonych żywcem. Tablica pamiątkowa nie wskazuje wyraźnie sprawców tego wydarzenia, winę powszechnie przypisuje się funkcjonariuszom Smierszu (Smiert’ szpionam – sowieckie oddziały likwidacyjne w ramach kontrwywiadu wojskowego). Ale od czasu do czasu pojawiają się, jakby rzec, sugestie? domniemania? iż w morderstwie brali udział także polscy żołnierze. I wtedy na internetowych forach historycznych odżywają zażarte dyskusje, w których przytacza się liczne argumenty za i przeciw. Jednak żaden z nich jak dotąd nie rozstrzygnął sprawy ostatecznie. Także i Viator nie śmie rozstrzygać. Nie w tym rzecz. Chodzi o problem znacznie bardziej zasadniczy: popełniali Polacy zbrodnie wojenne czy nie popełniali? Są tacy patrioci, którzy samo stawianie tego pytania traktują jako zdradę, nie dopuszczają nawet cienia takich myśli do swych głów. Patriotyzm Viatora jest widocznie innego rodzaju. Uznanie istnienia zła i nazwanie go po imieniu jest chyba lepszym rodzajem miłości Ojczyzny? Bo pozwala coś zmienić, coś naprawić, za coś przeprosić… Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli! O ile to rzeczywiście prawda, a nie oszczerstwo wyssane z brudnego palucha, jak bajeczka o zamordowaniu przez zdobywców Monte Cassino rannych Niemców, którzy pozostali w ruinach klasztoru.

Bo są rzeczy, których się usprawiedliwić, mimo najszczerszych chęci, nie da. Gdybyż to jeszcze byli esesmani, których postawiono pod mur! Ale pospolite ruszenie? Emeryci, renciści i smarkacze? Spaleni żywcem? Ktokolwiek to uczynił, był zbrodniarzem. Po prostu.

Niemal wszyscy ukrywają gdzieś w głębi sumienia jakieś zdarzenie, które nigdy nie powinno było się wydarzyć. Ale się wydarzyło i każde jego wspomnienie wznieca falę piekącego wstydu. Błogosławieni, którym nie było dane tego doświadczyć! W każdym drzemie bestia. Wystarczą jedynie sprzyjające okoliczności, by się obudziła. Żadna religia, żadna narodowość, żadne ideały nie są w stanie skutecznie zaimpregnować przeciw złu… Lusatia alias Vita…

Warto o tym pamiętać. Warto od czasu do czasu wspomnieć chłopców, którzy polegli kilka dni przed końcem wojny. Oni nie weszli do Budyšina. My wchodzimy.

Budyšin – miasto siedemnastu wież. O tym Viator nie wiedział. Na szczęście jest Bożenka. Cudownie po latach odnaleziona Bożenka, która mu to uświadomiła. I wciąż życzliwie, choć wymagająco, recenzuje literackie usiłowania wędrowca. Bożenko, Viator serdecznie Ci dziękuje!

3 Panorama Budziszyna Budyšin na wysokim, skalistym brzegu Szprewy. Widok z mostu. Viator tam stał, ale gdzieżby ze swoim sprzętem fotograficznym mógł wykonać taką panoramę! Pożyczył ją u cioci Wikipedii.

Chóśebuz, jako ośrodek przemysłowy i węzeł kolejowy, został zniszczony przez alianckie bombowce. Budziszyńska Starówka, jak widać, ocalała.

Nie ma potrzeby, a po prawdzie i sensu, aby Viator szczegółowo opisywał liczne zabytki stolicy Górnych Łużyc. Inni już to zrobili, i to znacznie lepiej – poszukajcie w Wielkiej Sieci. Znajdziecie tam też informacje o instytucjach serbołużyckich. Serbski dom, będący siedzibą kilku wendyjskich organizacji i stowarzyszeń, Němsko-Serbske ludowe dziwadło – dwujęzyczny teatr, Serbski ludowy ansambl, czyli ichni zespół Mazowsze, Ludowe nakładnistwo Domowina, wydające liczne serbsko– i niemieckojęzyczne publikacje oraz Serbski muzej z bogatymi zbiorami. Lista wciąż niepełna. Budziszyn to autentyczne centrum kultury Serbów Łużyckich.

Viator może jedynie pokazać to, czego zwykle się w publikacjach turystycznych nie znajdzie. Szczegół. Detal. Który przepuścił dodatkowo przez pryzmat własnej wrażliwości.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA                                                               Polski ślad: herb Rzeczypospolitej w korytarzu Bramy Macieja (Korwina, rzecz jasna), broniącej dostępu do zamku – Ortenburgu. Upamiętnia pobyt w mieście króla Zygmunta Starego.

SAMSUNG DIGITAL CAMERAPo drodze na dziedziniec zamkowy nie przeoczcie tego widoku: dom sędziego.

W latach 1346 – 1815 Budyšin, wraz ze Zhorjelcem, Žitavą, Lubaniem, Kamjencem i Lubijem, tworzył Zwjazk šěsćiměstow, czyli Związek Sześciu Miast – taką jakby Hanzę w miniaturze. Przynależność do tej organizacji, chroniącej interesy kupców i rzemieślników, zapewniła mieszczaństwu budziszyńskiemu bezpieczeństwo oraz dostatek. Ślady dawnej świetności można napotkać niemal na każdym kroku.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Nie tylko Związkowi Sześciu Miast zawdzięczał Budziszyn swój rozwój. Także rozsądek i umiejętność współpracy mieszkańców przyczyniły się do niego.

SAMSUNG DIGITAL CAMERACharakterystycznie załamana nawa Katedry św. Piotra. Świątynia nieprzerwanie od czasów Reformacji służy jednocześnie katolikom i protestantom, którzy się nią zgodnie podzielili. Można? Można! Ewenement na skalę całych Niemiec.

SAMSUNG DIGITAL CAMERABarokowa płaskorzeźba wieńczy bramę wiodącą na dziedziniec pałacu biskupiego. Mieści się tam też ciekawe muzeum katedralne.

Żal opuszczać Budyšin. Ale Łużyce wciąż czekają! Za tydzień odwiedzimy jeszcze jedno spośród sześciu miast Zwjazka. Jednak wcześniej, bo już za trzy dni, Ewa Maria Slaska i Urszula Usakowska-Wolff, zapraszają na spotkanie z poezją łużycką, z którą obie  zetknęły się, między innymi, dzięki wizytom właśnie w Budyšinje. Widzieliśmy budowle z kamienia, poznajmy także te wzniesione z słów. Serbołużyckich słów.

11 Tablica dwojezyczna

Advertisements

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Tomasz Fetzki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s