Lusatia alias Vita 12

Tomasz Fetzki

reportaż poetyzujący

Pobyt w Zhorjelcu po raz kolejny uzmysłowił nam banalną w sumie, choć dojmująco prawdziwą okoliczność, iż nasz świat i nasze życie to Wielka Pielgrzymka. Skóra świata wciąż się zmienia, podlega (by podsumować nasze stylistyczne wprawki) ciągłej transformacji. Wszystko płynie, jak Nysa Łużycka. Lusatia alias Vita…

Ale jeśli Czytelnik chciałby zakosztować odrobiny stałości, to nie ma sprawy! Trzeba w tym celu przemierzyć jakieś piętnaście kilometrów wzdłuż Nysy. W górę rzeki. Miasteczko Ostritz, czyli górnołużycki Wostrowc, a w nim piękny, barokowy klasztor cysterek, St. Marienthal. Nawiasem mówiąc, barok to chyba najbardziej przejmujący artystycznie wyraz ludzkiego lęku przed przemijaniem. O jaką więc stałość tu chodzi? Ano, St. Marienthal nie jest takim sobie zwykłym klasztorem.

1 KlasztorSt. Marienthal w szacie barokowej. To już kolejna forma, jaką przybierał klasztor przez lata. Style się zmieniały, lecz konwent trwa.
XXX
XXX

XXX
XXX


St. Marienthal
z lotu ptaka (zdjęcie jest, rzecz oczywista, pożyczką od cioci Wikipedii). Widać wyraźnie, że kompleks zabudowań znajduje się nad Nysą, na samej granicy. To istotne dla sprawy!

XXX

Kolejne pokolenia cysterek mieszkają tutaj nieprzerwanie od 770 lat! Przetrwały rajdy husytów, niespokojne czasy Lutra, Wojnę Trzydziestoletnią, szał sekularyzacji Fryderyka Wilhelma III, przejście Armii Czerwonej, a nawet czasy NRD – i to w strefie przygranicznej! Drogie Siostry, chapeau bas!

Gdybyśmy dalej podążali wzdłuż nurtu Nysy, dotarlibyśmy do trójstyku granic. Ale cóż to za atrakcja? Czytelnicy z pewnością niejeden taki trójstyk już w życiu widzieli. Takoż Viator: wspiął się kiedyś na szczyt bieszczadzkiego Kremenarosa, a jadąc samochodem w okolicach Longwy pogubił się do tego stopnia, że w przeciągu zaledwie kwadransa chyba z siedem razy przekraczał granice, lądując co i raz w Luksemburgu, Francji lub Belgii. Tak że to doprawdy nic nadzwyczajnego. Lecz okolica jest bardzo ciekawa. A nazywają ją Krainą Domów Przysłupowych. I leży ona właśnie na Łużycach, podzielonych granicami między trzy państwa. Tak się bowiem potoczyły losy tego zakątka Lusatii.

Nie czuje się Viator na siłach, by odgrywać rolę specjalisty w dziedzinie architektury czy historii sztuki. On jest od podziwiania domów przysłupowych. Od przekazywania solidnej wiedzy na ten temat są inni. Można, a nawet należy, skorzystać z ich pracy, na przykład TUTAJ.

Tym, co dla domów przysłupowych najbardziej charakterystyczne, jest rzecz jasna pruski mur. Tak zwany pruski. Nam w Polsce rzeczywiście przywołuje on na myśl Niemcy, ale to konstrukcja znana w całej Europie i nigdzie się jej z pruskością jako żywo nie kojarzy.

3 Rouen

Ot, choćby Rouen, stolica Dolnej Normandii. To zdjęcie wykonał Viator wiele lat temu, nie cyfrowe ci ono, lecz analogowe, stąd i problem z jakością. Ale zawartość charakterystyczna: zaułek w roueńskiej Vieille Ville. Cała Starówka jest zabudowana takimi domami. A Prusy? Daleko stąd!

Ktoś rzuciłby: no to zamiast pruski mur powiedzmy mur szachulcowy. Ale i to nie byłoby do końca prawdziwe. W szachulcu przestrzeń między belkami wypełniana jest gliną, zaś w pruskim murze – cegłami. I w ogóle domy przysłupowe to raczej konstrukcje szachulcowe… Przecież się Viator zarzekał, że nie jest fachowcem!

Ale docenić piękno tych konstrukcji potrafi. Wśród wszystkich miejscowości położonych w Krainie Domów Przysłupowych największe wrażenie zrobiła na nim Bogatynia. A miał to szczęście, że odwiedził miasto pod koniec lat dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku. Mógł obejrzeć największy w Polsce i jeden z największych w okolicy zespół domów przysłupowych.

dwie BogatynieZdjęcia mają wartość archiwalną. Nie tylko z tego powodu, że są analogowe. Także dlatego, że powstały przed wielką powodzią. Bogatynia wygląda teraz nieco inaczej. Stoi tu już mniej domów przysłupowych. Strata z tych, jak to mówią, niepowetowanych.

7 sierpnia 2010 roku, wzburzony po długotrwałych ulewach potok Miedzianka (zazwyczaj cichy i łagodny), zniszczył albo uszkodził poważnie kilkadziesiąt zabytkowych domów. Większość odbudowano, ale jednak nie wszystkie. Zmienia się skóra świata, nie wiadomo, jakie jeszcze kataklizmy przetoczą się przez Łużyce. Jedź, Czytelniku, zobaczyć domy przysłupowe, póki stoją.

Lecz właściwie… czemu stoją? I to w takiej liczbie! Znak dziejów tej krainy. Przez wiele lat było to prawdziwe zagłębie tkackie: rzemieślnik miał swój warsztat na parterze przysłupowej chałupy, a mieszkał na piętrze – wszystko tu było starannie zaplanowane.

Ale skóra świata się zmieniła. Teraz też jest tutaj zagłębie, ale już nie w przenośni. Przecież jesteśmy na Łużycach! Dziś nie tkactwo, ale Kopalnia Węgla Brunatnego Turów i Elektrownia Turów zapewniają byt mieszkańcom. I to byt całkiem dostatni. Mało kto z miejscowych żałuje chyba zniszczeń, jakich przemysł dokonał w przyrodzie.

6 OdkrywkaKopalnia Turów – wielka dziura w ziemi. Ale zarobki takie, że doprawdy pozazdrościć. Lusatia alias Vita…

Z mieszanymi (jak zwykle na Łużycach) uczuciami opuszczamy Bogatynię. Kierunek północ! Zbliżamy się do kresu naszej wielkiej łużyckiej peregrynacji.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Tomasz Fetzki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s