W salonach

Lech Milewski

Salon Misi Sert z Ravelem w tle

W cyklu wpisów o Almie Mahler wspomniałem, że w jej gościnnym domu zatrzymał się Maurice Ravel, a jego wizyta w Wiedniu miała dość nieoczekiwane następstwa – KLIK. Następstwa na tyle poważne, że zdecydowałem poświęcić im osobny wpis.

Jako podkład muzyczny proponuję zatem kamień niezgody – La Valse – fantazję na temat wiedeńskiego walca – tym razem w wersji oryginalnej, w wykonaniu orkiestrowym…

Wiedeński walc zainteresował Ravela już w 1906 roku. W korespondencji z przyjaciółmi zachwycał się żywiołowością tej muzyki i przeciwstawiał ją francuskiemu purytanizmawi (chyba tylko muzycznemu). Pięć lat później napisał utwór Valses nobles et sentimentales.
W 1919 roku Ravel otrzymał zamówienie od Siergieja Diagileva na napisanie baletu opartego na motywie wiedeńskiego walca.
Od chwili zauroczenia wiedeńskim walcem upłynęło 13 lat. Francja miała za sobą wojnę, w której Austria była jej przeciwnikiem. Wirujące w takt walca Cesarstwo Austriackie przestało istnieć.
Czy miało to wpływ na kompozycję Ravela? Wydaje mi się, że tak. Pierwsze pół minuty utworu nie zapowiada niczego dobrego. Ostatnie dwie minuty to taniec upiorów.
Ravel ukończył zamówienie w 1920 roku podczas pobytu w Wiedniu i wykonał je na prywatnym koncercie zorganizowanym przez Artura Schönberga.

Prezentacja utworu dla zamawiającego odbyła się w Paryżu, w salonie Misi Sert, której Ravel dedykował swój utwór. Wykonawcami byli autor i Marcelle Meyer.

Misia Sert

Zatrzymajmy się na chwilę pod salonem wspomnianej wyżej Misi Sert.

Misia, a właściwie Maria Zofia Olga Zenajda Godebska była córką mieszkającego we Francji rzeźbiarza Cypriana Kamila Godebskiego, twórcy, między innymi, pomnika Adama Mickiewicza w Warszawie.
Misia przyszła na świat w tragicznych okolicznościach. Jej matka w ostatnich dniach ciąży pojechała do Rosji, żeby zdemaskować kochankę swego męża. Umarła podczas porodu. Wpółosierocona dziewczynka spędziła dzieciństwo w Brukseli, w domu dziadka ze strony matki, znanego wiolonczelisty, Adrien-François Servais. Pod jego opieką wyrastała na świetną pianistkę. Niestety ojciec Misi, który w międzyczasie kilka razy się ożenił, umieścił córkę w prowadzonej przez zakonnice szkole z internatem gdzie przebywała kilka lat. Kontynuowała tam wprawdzie naukę gry na fortepianie, ale o karierze muzycznej nie było mowy. Po ukończeniu szkoły powróciła do domu ojca, gdzie pokłóciła się z macochą, uciekła z domu i zamieszkała samodzielnie, utrzymując się z lekcji gry na pianinie.

W wieku 21 lat Misia wyszła za mąż za Tadeusza Natansona, potomka rodu bankierów, współwydawcę pisma literacko-artystycznego La Revue Blanche i bywalca artystycznych salonów Paryża. Do jego bliskich znajomych i przyjaciół należeli między innymi Marcel Proust, August Renoir (autor powyższego portretu), Toulouse-Lautrec, Andre Gide.

Małżeństwo zakończyło się bardzo dziwnie – Natanson odstąpił żonę magnatowi prasowemu, Alfredowi Edwardsowi w zamian za kontynuację wsparcia finansowego dla La Revue Blanche. Mam nadzieję, że odbyło się to za pełną zgodą najbardziej zainteresowanej.

Salon Misi Sert stał się centrum paryskiego życia kulturalnego, a Misia, która zyskała sobie przydomek Królowej Paryża, stała się muzą wielu twórców. Ravel, prócz La Valse, dedykowal jej również utwór La Cigne. Marcel Proust sportretował ją, i to nie raz, w W poszukiwaniu straconego czasu.

Diagilew

Misia była szczodrą opiekunką talentów artystycznych. Szczególną sympatią darzyła Sergieja Diagilewa (Foto) i jego Ballets Russes. Uczestniczyła w opracowaniu choreografii i projektowaniu kostiumów. Dzięki jej doraźnej zapomodze w wysokości 4000 franków uratowano premierę baletu Petruszka.

Teraz wiemy dlaczego to właśnie w jej salonie odbyła się prezentacja La Valse.
Komentarz Sergieja Diagilewa – Ravel, to jest majstersztyk, ale to nie jest balet. To jest portret baletu.
Ravel śmertelnie się obraził i od tego czasu obaj panowie starannie się unikali. Gdy spotkali się przypadkowo w 1925 roku, Ravel nie podał Diagilewowi ręki, na co ten zareagował wyzwaniem kompozytora na pojedynek. Ulegając perswazjom przyjaciół, Diagilew wycofał wyzwanie, obaj artyści nie spotkali się już jednak nigdy więcej.

La Valse został wystawiony jako balet w roku 1925 przez uciekinierkę z zespołu Diagilewa, Idę Rubinstein. Warto wspomnieć, że na jej zamówienie Ravel napisał w 1928 roku słynne Bolero.

Misia towarzyszyła Diagilewowi do ostatnich dni jego życia w Wenecji i zadbała, aby miał odpowiedni pogrzeb.

Małżeństwo Misi z Alfredem Edwardsem nie trwało zbyt długo, podobnie jak i ostatnie małżeństwo, z rzeźbiarzem José-Maria Sertem.
Ten ostatni zasłynął z tego, że to właśnie jemu Nelson Rockefeller zlecił namalowanie części muralu w Rockefeller Centre, która została pierwotnie wykonana przez Diego Riverę, lecz na wniosek zleceniodawcy zniszczona.

Wielką, długoletnią, przyjaciółką Misi była Coco Chanel, która nazywala Misię – Madame Verdurinska – aluzja do Mme Verdurin z W poszukiwaniu straconego czasu.

Lata wojny i choroby usunęły Misię w cień.
Wikipedia pisze: przetrwała wojnę nie zbrukawszy swojego charakteru, czego nie można powiedzieć o wielu bywalcach jej przedwojennych salonów.
Zmarła 15 pażdziernika 1950 roku.

O ile lepiej los potraktował Almę Mahler.
Może nie tyle lepiej co wyjątkowo przewrotnie. Wszak Alma ze swoją filozofią woli mocy (Wille zur Macht, will to power) i demonstrowanym na każdym kroku antysemityzmem była idealnym materiałem na nazistkę. Tą drogą poszła zresztą rodzina jej ojczyma.
Alma miała tylko jedna słabość, do której publicznie się przyznawała – nie mogła żyć bez Żydów. Małżeństwa z Żydami, Mahlerem i Werflem, uratowały ją od pogrążenia się w odmętach nazizmu. Po prostu była spalona i musiała uciekać do USA.
Tak sobie pomyślałem, że gdyby Martin Heidegger nieco mocniej kochał Hannę Arendt, to też może uniknąłby niesławy.

Spekulacje, spekulacje. Lepiej wróćmy do Ravela.

Alma Mahler z rozbawieniem wspomina „perwersyjną maskę” Ravela. Kompozytor schodził na śniadanie wyperfumowany, w pełnym makijażu, w sukni z tafty i wyraźnie dobrze czuł się w takim przebraniu.

M. Ravel

Ravel w sukni z tafty! Pokręciłem z niedowierzaniem głową.

Pierwszym źródłem moich wiadomości o życiu i twórczości Ravela była książka Stefana Kisielewskiego Gwiazdozbiór Muzyczny.

Dziwił nawet swoją postacią, swą zewnetrznością – był niecodzienny, osobliwy, jak ptak rzadkiej rasy. (…) Usposobienie Ravela pełne było sprzeczności: niezwykle pracowity, systematyczny, zakochany w matematyce… miał jednocześnie upodobanie do koleżeńskich cygańskich wieczorów, do nocnych włóczęg po Paryzu i małych, zagubionych kawiarenek. Przyjacielski, miły i dowcipny był przy tym wyjątkowo skryty: nikt nic nie wiedział o jego sprawach erotycznych, nigdy się nie ożenił, największą miłością jego życia była matka. (…) Matka Maurycego Ravela pochodziła z zanikającego, na pograniczu Francji i Hiszpanii mieszkającego, dziwnego starego narodu Basków.

Zanikającego narodu Basków? Kisielewski pisał to w 1956 roku. Hiszpania pod rządami generała Franco prawdopodobnie wydawała się być monolitem. Jednak już wtedy zdziwiły mnie te słowa.
Jeszcze bardziej zaskoczyło mnie stwierdzenie: ...nikt nic nie wiedzial o jego sprawach erotycznych.
A dlaczego niby ktokolwiek miałby wiedzieć? To nie były czasy, w których mówiono by o czyichś sprawach erotycznych. W Gwiazdozbiorze Muzycznym Kisielewski napisał jeszcze o 16 innych kompozytorach i przy żadnym z nich nie zastanawiał się, czy wiadomo coś o jego życiu erotycznym.

Dopiero w XXI wieku i po niedyskrecji Almy Mahler powróciłem do tego tematu. Zajrzałem do internetu i zaczęło się znowu od „dziwnego” narodu Basków.
W 1608 roku król Henryk IV wysłał specjanego wysłannika w celu sprawdzenia pogłosek o opanowniu tego narodu przez czarowników i demony.
W swoim raporcie sędzia Pierre de Lancre donosił:

Miejscowe czary są sposobem wyrażenia zakazanej seksualności – diabła – przez stosunki z chłopcami i dziewczynkami. (…) Ostatecznie stwierdzono, że Baskowie nie wierzą z Szatana, ale po prostu lubią rozpustę i sodomię…

I co dalej? I jaki to ma związek z Ravelem? Brak odpowiedzi.

Alma Mahler wspomina, że na zakończenie wizyty Ravela zorganizowała wieczór pożegnalny, na który zaprosiła cały świat muzyczny Wiednia. Młode wino Heuriger lało się obficie, Ravel poprosił, żeby orkiestra grała walce Straussa, całował każdego, kto się nawinął i bawił się znakomicie.
I to ma być skryty, trzymający się zawsze na dystans Ravel?
Być może pobyt w zdominowanym przez kobietę domu, z dala od snobistycznego Paryża, w przyjaznym i beztroskim Wiedniu wyzwoliły skrzętnie ukrywane upodobania.
Następnego dnia Ravel powrócił do Paryża i nikt już się niczego o jego życiu erotycznym nie dowiedział.

Ravel wrócił jeszcze kilka razy do Wiednia. Wizyta w 1929 roku zaowocowała zamówieniem koncertu fortepianowego. Paul Wittgenstein, świetnie się zapowiadający pianista (starszy brat znanego filozofa Ludwika) utracił podczas wojny prawą rękę. Po powrocie z obozu jenieckiego w Omsku zamówił u wielu znanych kompozytorów utwory fortepianowe na lewą rękę. Komponowali dla niego Benjamin Britten, Paul Hindemith, Erich Korngold, Siergiej Prokofiew, Richard Strauss, ale chyba tylko Koncert fortepianowy na lewą rekę Ravela pojawia się w salach koncertowych do dnia dzisiejszego.

Premiera utworu odbyła się w 1932 roku, wykonawcą był Paul Wittgenstein, który dokonał istotnych zmian w partii fortepianowej. Na zarzuty Ravela odpowiedział – wykonawca nie musi być niewolnikiem. Riposta Ravela – wykonawca jest niewolnikiem.
Nie muszę chyba dodawać, że od tego czasu obaj panowie starannie się nawzajem unikali.

Proszę posłuchać drugiej części koncertu w wykonaniu Paula Wittgensteina – KLIK.

Dokumentacja:
Szczegóły na temat La ValseKLIK.
Ilustrowana kronika życia Misi – KLIK.
Obszerna refleksja na temat życia Misi Sert – KLIK.
Misia Sert na zdjęciach i obrazach – KLIK.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Lech Milewski i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „W salonach

  1. errata pisze:

    Jakże interesująca, aczkolwiek nostalgiczna relacja. To były niepowtarzalne czasy…

  2. Powsinoga pisze:

    Warto przypomnieć, że Susana Aguilar, gwiazda portugalskiej muzyki fado, wybrała sobie na pseudonim artystyczny imię Misia. Pytana podczas występów w Polsce o pochodzenie tego imienia, powiedziała, że to imię legendarnej Misi Godebskiej.
    Pisała o tym w komentarzu w altanie – ze dwa lata temu – Kattinka.

  3. ewamaria2013 pisze:

    Byłam na koncercie Misi w Berlinie, wymawiano ją mi-sja, co się w ogóle nie kojarzyło z Misią, dopiero Kasia mi uświadomiła…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s